Ads 468x60px

sobota, 21 stycznia 2012

Sabine Thiesler "Nachtprinzessin"


"Nachtprinzessin" (tłum. dowolne "Mroczna królewna")
Wydawca: Heyne
Data wydania: 31.10.2011
Ilość stron: 576
Cena: € 19,99 [D]
Język: niemiecki

O autorce:
Sabine Thiesler urodziła się w 1957 roku w Berlinie. Skończyła germanistykę i teatrologię, pracowała kilka lat jako aktorka. Napisała kilka sztuk teatralnych i liczne scenariusze filmowe. Jej pierwsza powieścią jest "Kindersammler", wydany również w Polsce
("Kolekcjoner dzieci"). "Nachtprinzessin" to jej czwarta, najnowsza powieść.

No i mam za sobą najnowszą Thiesler. Kontrowersyjna to pisarka. Jedni pochłaniają jej powieści, wychwalając pod niebiosa głębię psychologiczną, porywającą akcję, wciagajacą fabułę, zwroty akcji. Inni nazywają jej kryminały szmirami, płytkimi groszowymi powieścidłami, pełnymi stereotypów i nieprawdopodobnych zbiegów okoliczności. Fakt, jej książki dobrze się czyta, i nie inaczej jest z "Królewną". Umie ta pani pisać, umie wprowadzać napięcie, potrafi przykuć uwagę i czytelnik, który już sięgnie po jej książkę, nudzić się nie będzie.
Ale nie wszystko jest tu cacy.
Ktoś, komu zależy na klasycznym schemacie ofiara-zbrodnia-dochodzenie, na próżno będzie tu szukał. "Królewna" kryminałem w tym znaczeniu nie jest, już prędzej "thrillerem psychologicznym".
Tym razem autorka postanowiła postawić na morderstwa w środowisku homoseksualnym. W Berlinie grasuje psychopatyczny killer, który zabija swe ofiary podczas aktu miłosnego, dusząc je luksusowym, jedwabnym szalem. Od pierwszych stron, wiadomo, kto nim jest. Mało tego, towarzyszymy mu niemal przez większość stronic. Bo nie o wykrycie mordercy tu chodzi, lecz o psychologiczne studium skrzywionej osobowości, dręczonej nerwicą natręctw, tłamszonej przez dominującą matkę i targaną popędami.
Akcja przenosi się po pierwszych 200 stronach do Toskanii i w tym momencie na twarzach czytelników, znających poprzednie książki autorki, pojawia się uśmieszek. Toskania! Autorka ma niezaprzeczalnego bzika na punkcie tego rejonu i trzeba jej przyznać, potrafi opisywać te miejsca, klimaty, atmosferę, a włoskie wtręty należą niewątpliwie do najbardziej udanych i najprzyjemniejszych. Znawcy z topograficzną dokładnością będą w stanie prześledzić drogę, pokonywaną przez zabójcę.

Wyspa Giglio, gdzie m. in. toczy się akcja

A wiedzie ona między innymi na wyspę Giglio (tak, tę samą, u wybrzeży których rozbiła się niedawno Costa Concordia). Tu nasz bohater również morduje. A potem jeszcze w paru innych miejscach.
Znawcy z uśmieszkiem powitają też nieporadnego nieudacznika Neri, policjanta, który przyczynił się do wyjaśnienia już paru innych morderstw - traf chciał, zawsze popełnianych przez Niemców...
Fabuła usłana jest nieprawdopodobnymi zbiegami okoliczności, które pod koniec osiągają poziom absurdu (i tu jestem w stanie zgodzić się z tymi, którzy wołają "szmira!"). Osoby wrażliwe ostrzegam przed niektórymi fragmentami, niewtajemniczonym przybliżające kulisy pracy w luksusowych restauracjach - nie uwierzycie, na co pozwalają sobie kucharze w pięciogwiazdkowych hotelach - przynajmniej, jeśli wierzyć autorce. Przyszłe lub aktualne mamy małych chłopców ostrzegam zaś przed nieopatrznym przebieraniem latorośli w kostiumy karnawałowe...
Reasumując: ambitna lektura to nie jest. Miłośnicy Włoch i kryminałów Charlotte Link będą zadowoleni. Wydawcom polecam: to się czyta i to się sprzedaje. Wymagającym radzę, by wybrali inną lekturę.
Moja ocena: 3/5 (jedna gwiazdka za Toskanię, druga za czynnik wciągania, trzecia za zakończenie.
"Baza recenzji Syndykatu ZwB"

piątek, 20 stycznia 2012

Tomasz Konatkowski "Wilcza wyspa"

Wydawnictwo: Wydawnictwo W.A.B.
Rok wydania: 2008
Język: polski
Ilość stron: 426

O autorze:
Tomasz Konatkowski (ur. 1968)autor kryminałów, tłumacz; studiował fizykę i informatykę. Zadebiutował w 2007 roku powieścią "Przystanek Śmierć", powieścią rozpoczynającą cykl warszawskich kryminałów z komisarzem Adamem Nowakiem. Rok później ukazała się "Wilcza wyspa." Obie części zostały nominowane do Nagrody Wielkiego Kalibru. Jego powieści były tłumaczone na język niemiecki i włoski.

Na fali opętania kryminałami zakotwiczonymi w warszawskich realiach kupiłam "Wilczą wyspę" i pełna euforii rozpoczęłam lekturę. Z pałającymi policzkami rozpoznowałam kolejne miejsca, o które zahacza fabuła - nic tak nie dodaje smaczku, jak znajome okolice pokazane w czytanych książkach. Te miejsca nad Wisłą, ten klub wioślarski przy Wale Miedzeszyńskim! Przecież ja tam jeździłam rowerem się opalać... Wraz z kolejnymi pochłanianymi stronami euforia zaczęła jednak maleć, ustępując narastającej irytacji, znudzeniu i w końcu kompletnej niechęci do kontynuowania lektury.


Okładka niemieckiego wydania
  Ale po kolei. "Wilcza wyspa" to drugi tom z cyklu powieści o warszawskim komisarzu o oryginalnym nazwisku Adam Nowak. Facet po przejściach, trochę oryginał, postać autentyczna i intrygująca. I to jeden z nielicznych plusów "Wyspy". Trupy są dwa: jeden to zwłoki chłopaka, wyrzucone na brzeg na jednej z nadwiślańskich przystani, jak się wkrótce okazuje, syna szwedzkiego przedsiębiorcy, robiącego interesy w Polsce, drugi to Hindus, prowadzący jakąś działalność gospodarczą. Zaczynają się spekulacje - czy te dwa morderstwa są jakoś powiązane? Czy w zbrodniach maczała palce mafia? A może zbrodnie miały charakter osobisty? Związane były z prywatnym życiem ofiar? Ciekawe, prawda?... Tyle że na tym kończy się świetny potencjał tej książki. Bowiem wyjątkowo dobry początek gubi się gdzieś po drodze w niekończących się opisach warszawskich zakątków (no owszem, fajne, ale... ile można?), banalnych dialogach o bzdetach, nie wnoszących niczego do fabuły i wydarzeniach, które coraz bardziej zaciemniają sytuację, aż w końcu kompletnie nie wiadomo, co, kto i dlaczego. Jakkolwiek brutalnie to zabrzmi, jakkolwiek niechętnie wydaję taką opinię (tak, chciałabym wreszcie przeczytać jakiś REWELACYJNY polski kryminał), to niestety, książka jest po prostu nudna. Nudna i zagmatwana, a autorowi nie udaje się zachęcić czytelnika do zabawy w rozplątywanie tej gmatwaniny. Miał pan Tomasz dobry pomysł, ale wykonananie.., cóż daleko mu do mankelli, do których powieść była porównywana.
Warto jednak wspomnieć, że książka ukazała się również w Niemczech, przechodząc bez większego echa (raptem jedna opinia na Amazonie, zaskakująco pochlebna, której autor skarży się jedynie na mnogość i jednakowe brzmienie polskich nazwisk...:-)).
Moja opinia: 3/5 (jedna gwiazdka za Warszawę, jednak, i te Wały Miedzeszyńskie...)

"Baza recenzji Syndykatu ZwB"

środa, 18 stycznia 2012

Jo Nesbø "Die Larve" - dziewiąty Harry Hole

wydawca: Ullstein Hardcover
data wydania: 4 października 2011
język: niemiecki
tytuł oryginału: Gjenferd
ilość stron: 576 Seiten


Jo Nesbø
 Oto jedna z tych książek, na które się czeka miesiącami. Nie pamiętam, kiedy złożyłam zamówienie - wiem tylko, że odliczałam tygodnie do daty ukazania się kolejnego tomu z Harry Holem.
Najpierw parę słów o tytule: niemieccy wydawcy uraczyli czytelników pięknym tytułem "Die Larve" (owszem, larwa...). Jak to się ma to oryginału, prawdę mówiąc, nie wiem, polskie wydanie ma mieć tytuł "Upiory" to chyba jest bardziej zbliżone do oryginału. Gdzieś znalazłam informację, że słowo "die Larve" użyte tu zostało w innym, przestarzałym znaczenium i oznacza tyle co "maska", albo "pusta, nieruchoma twarz". Jak dla mnie, totalny niewypał.
Niewypałem natomiast definitywnie nie jest treść dziewiątego tomu przygód Harry'ego. Poprzednie dwie powieści ustawiły poprzeczkę dość wysoko, co postawiło autora przed wyzwaniem, na jakim wielu innych poniosło porażkę. Wszak oczekiwania milionów czytelników są ogromne. A jednak. A jednak udało mu się stworzyć coś, co już od pierwszy stron jest po prostu cholernie dobre. Jak on to robi, ten Nesbo, że już w pierwszym zdaniu wiąże czytającego i już nie puszcza, aż do ostatka?... Nie chcę spojlerować, bo wiem, z jakim utęsknieniem niektórzy czekają na rozkosz otworzenia dziewiczej książki, by znaurzyć się w  pierwszych zdaniach. Powiem tylko jedno: już sama pierwsza scena ze szczurem jest przenikająca na wskroś.
Wielu niemieckich autorów recenzji pisało w swoich wrażeniach z lektury, że po "Pierwszym śniegu" i "Pancernym sercu" ten wyczekiwany dalszy ciąg jest mocny, ale nie dość dobry. Że książka rozczarowuje. Pod względem akcji, intrygi, śledztwa - może i tak. Ale to w "Upiorach" Harry daje wgląd w swą duszę, czego nie zrobił w żadnej z dotychczasowych powieści. To niewąptliwie najbardziej poruszająca i osobista ze wszystkich książek o nim. Ale czy Harry jest jeszcze TYM Harrym, którego znamy i uwielbiamy?... Czy jest jeszcze samotnym wilkiem i facetem o wyjątkowym talencie do rujnowania sobie życia? Zobaczcie sami.

Okładka polskiego wydania (zapowiedź)
Powieść jest jak zwykle świetnie napisana, jedyne zastrzeżenia miałam do rysów psychologicznych niektórych postaci, ale nie mogę zdradzić konkretów, nie odsłaniając połowy wątków. No i Gusto... Mam tu też swoje wątpliwości. Ale i tak Nesbo bije na głowę wszystkich innych Skandynawów, którzy przyszli po nim.
Na koniec dwie informacje: po pierwsze, powieść ma w zakończeniu wredny "cliffhanger" i musi, po prostu musi być dalszy ciąg. Po drugie: za sfilmowanie "Pierwszego śniegu" zabrał się właśnie nie kto inny, jak sam Martin Scorsese. No i czy to nie znakomita wiadomość?...
Moja ocena 5/5 (a jakżeby inaczej...).

"Baza recenzji Syndykatu ZwB"

wtorek, 17 stycznia 2012

Jim Butcher cykl "Codex Alera" t. 1 "Elementare von Calderon"

Wydawca: Blanvalet;
Data wydania: 8 czerwca 2009
Tytuł oryginału: Codex Alera 01. Furies of Calderon
Ilość stron: 608



Jim Butcher
 O autorze:
Jim Butcher urodził się w 1971 roku w małym miasteczku Independence w stanie Missouri. Wychował się na "Gwiezdnych wojnach" i "Władcy pierścienia", od dziecka próbował pisać, potem studiował literaturę angielską i wreszcie wylądował na posadzie nauczyciela. Sławę przyniósł mu cykl "Akta Dresdena" o detektywie posiadającym magiczne właściwości. Seria ta stała się z czasem kultowa, a po nakręceniu serialu na jej kanwie zaczęła bić rekordy popularności. W 2004 Butcher zaczął pisać cykl "Codex Alera", z którego na razie ukazało się 6 tomów (pięć przetłumaczono już na niemiecki).


Serial "Akta Dresdena"


"Codex Alera" długo czekał na półce na zmiłowanie. Chodziłam wokół tej książki jak pies koło jeża, niepomna entuzjastycznych recenzji i rzeszy miłośników. Mimo pokaźnej grubości tomiszcza (600 stron) książkę pochłonęłam jednak dość szybko, bo "Elementare von Calderon" to prawdziwy "pageturner".
Gatunek, wykreowany tu przez Butchera, nazwałabym przygodowym fantasy. Stworzony przez niego świat ma spory ładunek magii, ale odświeżająco odmiennej niż u klasyków. Mieszkańcy Alery korzystają bowiem z żywiołów (ang. furies, po niemiecku przetłumaczonych jako "Elementare") - powietrza, wody, ognia, ziemi, metalu i drewna. Każdy człowiek z ma "swojego" elementara, którego poznaje wyrastając z dziecięctwa i który towarzyszy mu przez całe życie, służąc w każdej sytuacji, np. dzięki elementarom powietrza można unosić się w powietrzu, elementary ziemi pozwalają wytropić żądaną osobę, a elementar wody pomaga leczyć ludzi.
Bohaterów, młodą adeptkę Akademii Amarę, będącą kimś w rodzaju szpiega, sympatycznego nastolatka Taviego, który dawno już powinien uzyskać swego elementara, ale jako jedyny chyba mieszkaniec tego świata jest go pozbawiony, co stanowi prawdziwą ułomność, podstępnego Fideliasa, zdrajcę i nauczyciela Amary, poznajemy w krytycznym dla doliny Calderonu momencie. Królestwo stoi w przededniu przewrotu, na krainę zamierzają napaść dzikie hordy maratów, prymitywnych barbarzyńców nie będących do końca ludźmi, Amara zostaje wysłana z tajną misją, a Tavi... Tavi wpada w tarapaty. Losy bohaterów splatają się ze sobą w dramatyczny sposób, serwując czytelnikowi karkołomne zwroty i narastające napięcie. Książka naprawdę zaczyna wciągać dopiero po około 200 stronach, ale od tego momentu nie można już jej odłożyć. Wszystko to charteryzuje się wysokim wskaźnikiem uzależnienia; praktycznie nie ma w tej historii dłużyzn, no, z jednym wyjątkiem, ale o tym za chwilę.
Są za to burzliwe namiętności, zdrada, intrygi i zemsta, jest psychopatyczny sadysta rodem z powieści Ketchuma, są kanibalistyczne sceny, napawajace co najmniej niesmakiem, jest plastyczny, widowiskowy świat, fascynujący innością i niezłymi pomysłami.
Nie podobała mi się natomiast ciągnący się przez setki stron opis bitwy o Kasernę, wałkowany we wszystkich makabrycznych i krwistych detalach, choć bogaty w nieoczekiwane zwroty akcji, dzięki którym dało się tę batalistyczną orgię przetrzymać. Nie trafiają w mój gust tego rodzaju militarystyczne bachanalia, w fantastyce szukam finezji, mistyki, magii. Niemniej jednak ten rodzaj fantasy ma sporą rzeszę fanów i raczej nie zostaną tu oni rozczarowani.
Zakończenie satysfakcjonuje, na razie, bowiem zawiązano tu wątki na kolejne tomy.

Polecam ten cykl polskim wydawcom, bo na tle pojawiających się obecnie niektóych beznadziejnych, oklepanych czytadeł ta seria jest jak świeża bryza. Może nie jest to najambitniejsza lektura, ale solidna, wciągająca porcja przygodowej fantasy.

Moja ocena: 4/5 (minus za bitewną orgię).

Cały cykl: trochę po niemiecku, trochę po angielsku...


poniedziałek, 16 stycznia 2012

Michael Hjorth & Hans Rosenfeldt "Ciemne sekrety"


Tytuł oryginału: Det Fördolda
Przekład: Alicja Rosenau
Wydawnictwo: Czarna Owca
Seria: Czarna seria
Data wydania: maj 2011
Ilość stron: 488

O autorach:
Michael Hjorth urodzony w 1963 roku, jest znanym producentem telewizyjnym, reżyserem i scenarzystą. Hans Rosenfeldt urodzony w 1964 roku, marzył o karierze aktorskiej, od lat pracuje jako scenarzysta oraz prowadził programy radiowe i telewizyjne.

Powieść szwedzkiego duetu z wielkim hukiem wpadła na czołowe miejsca niemieckich bestsellerów (ukazała się pod tytułem "Der Mann, der kein Mörder war", czyli "Człowiek, który nie był mordercą", co w pewien sposób pomaga czytelnikowi w odgadnięciu osoby zbrodniarza). Okazało się, że książka juz okazała się w Polsce i tym razem zaryzykowałam i zamówiłam polską wersję (ryzyko polegało na nieznajomości tłumacza - w tym wypadku tłumaczki, bowiem niejednokrotnie sparzyłam się już na dokonaniach polskich kolegów po fachu i musiałam rezygnować z lektury, by nie dostać apopleksji). Nie ukrywam, że do sięgnięcia po tę pozycję zachęciła mnie informacja z okładki niemieckiej wersji, że dochodzenie prowadzi "genialny i wredny psycholog", Sebastian Bergman. Cóż, miła postać to nie jest, fakt, jednak do geniuszu mu daleko. Wydawca ostrzega: "będziecie kochać go nienawidzić", ale nienawiści topowy profiler nie wzbudza. Trochę niesmaku (te jego seksualne podboje...), trochę zdziwienia, trochę irytacji, ale nie nienawiści. Spodziewałam się szwedzkiego doktora House'a, otrzymałam nieudacznika życiowego ze znacznymi problemami i skrzywioną osobowością. Daleko mu do ironii i błyskotliwości wrednego doktorka.
Sam suspens jest niezły, akcja poprowadzona sprawnie i wartko: w pobliskim lesie dzieci znajdują zwłoki brutalnie zamordowanego chłopaka z wyrwanym sercem. Prędko udaje się ustalić tożsamość ofiary; jest nią zaginiony uczeń elitarnego liceum, outsider, mobowany przez rówieśników, wyalienowany, zadający się nie z tymi ludźmi, co potrzeba. Już na wstępie miejscowej policji powija się noga na elementarnych błędach, stąd śledztwo przejmuje policja krajowa. Rysują się pierwsze konflikty w zespole (tu świetnie zapowiadająca się postać miejscowego sfrustrowanego policjanta, który stoi pod ciągłą presją zapłodnienia desperacjko starającej się o dziecko żony - niestety, potencjał tego bohatera autorzy zmarnowali). Autorzy umiejętnie zwodzą jednak czytelnika, wprowadzając parę nieoczekiwanych elementów, które stawiają na głowie misternie wykoncypowane i będące tuż tuż rozwiązanie zagadki. Ciekawe są wstawki, w których przemawia sam morderca.
Książka trzyma w napięciu do końca, a położone przez autorów tropy nieźle mącą, gmatwają się i prowadzą do... jednak innego zakończenia, niżby się można spodziewać. Powieść jest ewidentnie początkiem serii, osobiste zmagania bohaterów aż się proszą o kontynuację, która niewątpliwie nastąpi. I pewnie warto po nią sięgnąć, jeśli Szwedom uda się utrzymać ten poziom.

Okładka niemieckiego wydania
Tłumaczenie wielce poprawne, by nie powiedzieć całkiem niezłe. Napotkałam kilka irytujących sformułowań, które początkowo mi przeszkadzały w lekturze, ale po kilkunastu stronach tłumaczenie stało się "niewidzialne" i to w sumie chodzi.
Moja ocena: 4/5 (minus za niespełnione oczekiwania odnośnie osoby Bergmana).

niedziela, 15 stycznia 2012

Yassin Musharbarash "Radikal"

wydawnictwo: Kiepenheuer & Witsch
data wydania: 18 sierpnia 2011
397 stron
język: niemiecki

O autorze: Yassin Musharbash urodził się w 1975 w Niemczech, w niewielkiej mijscowości nieopodal Osnabrücku i jest synem Jordańczyka i Niemki. Studiował arabistykę i nauki polityczne w Getyndze, wpółpracuje z magazynem "Spiegel Online". Mieszka w Berlinie. Od lat zajmuje się tematyką terroryzmu, obserwuje zmiany w świecie arabskim i zainteresowania te zaowocowały już jedną książką popularnonaukową w tej dziedzinie. "Radikal" to jego pierwsza powieść.

Niezwykła to książka, niełatwa, niezmiernie aktualna. Można powiedzieć, książka o niemieckim Baracku Obamie, charyzmatycznym, obiecującym polityku i pośle do Bundestagu o egipiskich korzeniach, intelektualiście, członku partii Zielonych i zwolenniku nowoczesnego, liberlanego islamu. To on już na pierwszych stronach staje się ofiarą najpierw gróźb, a potem zamachu fanatyków. Kto stoi za zamachem? Al-Khaida, która w tajemniczym video przyznaje się do jatki, a może wręcz inny obóz niemieckich prawicowców?

Mamy tu również inne fascynujące postacie: Sumayę, palestyńską studentkę, zwykłą dziewczynę, która w bezkompromisowy sposób szuka prawdy. Mamy też fachowca od terroru, który w radykalnych środowiskach zna wszystkich i każdego. To on wraz z Sumayą na własną rękę prowadzi śledztwo w sprawie zamachu. I wreszcie wysoko postawiony polityk, bywający w owianym tajemnicą, radykalnym salonie politycznym...

Książka daje niesamowity, realistyczny wgląd w mechanizmy polityki, wprowadza w rzeczywistość islamu, widzianego z innej strony, niż z oficjalnych mediów, pozwala zrozumieć, jak działa ten świat, nie opowiadając się przy tym za żadną ze stron. Czuje się, że autor jest ekspertem, że wie, o czym pisze, zna ten świat i ludzi. Myślę, że to ogromna zaleta ludzi stojących na pograniczu kultur i języków, potrafiących ogarnąć rzeczywistość z dwóch odmiennych punktów widzenia: żaden Niemiec nie pokazałby nam podobnego obrazu współczesnej niemieckiej (berlińskiej) społeczności, w której jak w tyglu mieszają się najróżniejsze kultury. 

Nie brakuje też akcji, rodem z najlepszych sensacyjnych thrillerów. O książce pozytywnie wypowiadał się John Le Carré i to w podobnych klimatach zakorzeniona jest ta powieść. Dogłębnie zbadana rzeczywistość, świetnie zarysowane charaktery, wiarygodność zdarzeń i gęsia skórka aż do końca. 

Nie jest to tuzinkowa powieść sensacyjna, ale spora dawka informacji i wrażeń, skłaniających do refleksji, trwających nieco dłużej, niż parę godzin spędzonych na lekturze.

Moja gorąca rekomendacja i maksymalna ocena: 5/5. Warto!

czwartek, 12 stycznia 2012

Andreas Gruber "Schwarze Dame"

Wydawnictwo: Festa
Rok wydania: 2007
Ilość stron: 272

Przypadek sprawił, że sięgnęłam po tę powieść. Szperałam po książkowych aukcjach, szukając właściwie czegoś innego, gdy zauważyłam, jak wielu "szperaczy" szuka książek właśnie tego autora. Zerknęłam na zaprzyjaźnione portale - świetne recenzje. Zerknęłam do zasobów mojej biblioteki - jest! Wypożyczyłam, przeczytałam, piszę.
Po tylu świetnych recenzjach i horrendalnych cenach na aukcjach (nakład był tymczasowo wyczerpany, teraz chyba dodrukowali), spodziewałam się czegoś niesamowicie dobrego, zwalającego z nóg. Okazało się, że "Czarna królowa" to rzetelnie napisany, nawet trzymający, ale bynajmniej nie wybitny kryminał.

Autor jest Wiedeńczykiem i ukończył studia ekonomiczne i pisarską przygodę rozpoczął od opowiadań fantastycznych, które nawet zebrały jakieś nagrody. "Czarna królowa" to jego pierwszy kryminał z prywatnym detektywem Peterem Hogartem. Rzecz dzieje się w Pradze, i jest to duży plus tej powieści - autor potrafi oddać atmosferę tego miasta, a jego zachwyt praskimi zakątkami i wąskimi uliczkami na wskroś przeniknął stronicy i zaraźliwie bije w czytelnika. Wszystko rozpoczyna się od niewinnego śledztwa w sprawie oszustwa ubezpieczeniowego i zaginięcia prowadzącej je agentki. Do Pragi na poszukiwania udaje się Hogart. Dość prędko wpada w tarapaty, poznaje piękną panią detektyw i niemal traci życie w zamachu. Mało tego, wpada na trop seryjnego mordercy, który dokonuje zbrodni według osobliwego schematu, ucinając ofiarom dłonie i głowy, oraz wycinając im nożem na piersi tajemnicze litery. Dużo się dzieje, bardzo dużo, nasz bohater posiada niezłomną chęć rozwiązania zagadki, dużo odwagi i szczęścia... no, właśnie, trochę za dużo. W którymś momencie ogarnęło mnie nawet wrażenie, że znajduję się w czeskiej wersji jakiegoś dana browna... tak naiwne i naciągane są niektóre poczynania pary głównych bohaterów. Tym niemniej akcja toczy się wartko, czytelnik nie ma czasu się nudzić i dość prędko dochodzi do finału rodem z sensacyjnych gniotów, przewidywalnego, niestety.
Oczekiwałam więcej, rozczarowałam się. Dziwią entuzjastyczne opinie na portalach książkowych. W międzyczasie nadeszła najnowsza książka Grubera, wydana dopiero co, "Rachesommer", która opinie ma podobnie pozytywne, obym się i tu nie rozczarowała.
Moja ocena: 2/5 (jedna gwiazdka za Pragę, druga jednak za wartkie tempo).