Ads 468x60px

Featured Posts

niedziela, 14 września 2014

Podładowana, podpieczona, wymoczona


Mastichari rankiem

Doładowałam akumulatory. To był najbardziej dekadencki, najbardziej leniwy i bezstresowy urlop w moim życiu. Nie żałuję ani sekundy. Dwa tygodnie bez facebooka, bez bloga, niemal bez internetu, bez wiadomości, bez całego tego obciążającego balastu. Wymoczyłam się, wyprażyłam, najadłam smaczności. Nie latałam po kościołach, galeriach, nie zaliczałam zabytków. Po prostu... leżałam i czekałam, aż się doładuję. Bo czasem człowiek musi zwolnić. A nawet się zatrzymać. Więc wybaczcie ten wpis z palemkami, zachodem słońca i morzem... dla jednych morze jest kiczowate, dla mnie tylko magiczne.

Nawet czytać mi się za bardzo nie chciało. Przeczytałam wszystkiego trzy książki:
1. Inge Löhnig "Verflucht seist du" ("Bądź przeklęty") - rozczarowująca, najsłabsza z całej serii, jak dotychczas.
2. Liza Marklund "Szczęśliwa ulica" - po rewelacyjnych "Granicach" niestety rozczarowanie. Annika wkurzająca jak nigdy dotąd, intryga taka sobie.
3. Becky Masterman "Droga 66" - naprawdę niezły thriller. O seryjnych mordercach pisali już z milion razy, a jednak autorce udało się pokazać zgrany temat od nowej strony. Pozytywna niespodzianka.
Ponadto rozpoczęłam z dwadzieścia innych książek, ale każdą porzuciłam lub odłożyłam na później, bo mi się nie komponowały.

Agnieszka kontemplująca, z synem i palemkami

Dokonałam paru interesujących antropologiczno-kulturowych obserwacji. Po pierwsze, ludzie na plaży czytają do upadłego. Po drugie, jestem podglądaczką. Po trzecie, jestem nieszczęśliwą podglądaczką, bo z przyczyn emidemiologicznego rozprzestrzenienia się czytników nie jestem w stanie podejrzeć, co plażowicze czytają na plaży... Po czwarte, ci nieliczni konserwatyści, którzy czytają książki papierowe, preferują na plaży kryminały. Po piąte, Rosjanie na plaży też czytają, i to klasykę (albo się dobrze maskują). Po szóste, w hotelowej biblioteczce, w której można zostawić przeczytane książki i pobrać pozostawione przez innych urlopowiczów egzemplarze, królowały niemieckie bestsellery, rosyjskie groszowe szmatławce, polskie erotyki plus jeden Harlan Coben i kilka interesujących tytułów po fińsku i norwesku, których z przyczyn niezależnych nie pobrałam.

Smoki surfujące

Stałam się także posiadaczką trójki nałogowych i bezwględnych windsurfingowców. Co gorsza, oni mnie teraz terroryzują i gdy tylko coś przeskrobię, grożą mi, że mnie zapiszą na kurs... Litości! Mnie, starą babę!... Ten sport rujnuje alabastrową skórę na dłoniach i jest przyczyną rozlicznych siniaków (przynajmniej dopóki człowiek nie nauczy się włazić na deskę). I uzależnia w sposób przerażający. Wygląda na to, że od tej pory będziemy podróżować wyłącznie w miejsca nadające się do uprawiania. Windsurfingu, rzecz jasna.
A teraz najlepsze: pamiętacie, jak dokładnie rok temu pisałam o Smoku Tytanowym?... Otóż Smok ów, który rok temu jeszcze jeździł na wózku, teraz stanął na desce surfingowej. I niech mi ktoś teraz powie, że nie ma cudów na świecie... Ci dwaj na zdjęciu powyżej to moje Smoczusie. Po tygodniu śmigali jak foki jakieś uskrzydlone. A za nimi ich ojciec... powiedzmy mors (choć on sam preferuje określenie zdechły wieloryb, zupełnie nie wiem dlaczego...)


Ostatniego dnia pozrywało boje, Smoków ani innych windsurfingowców nie wypuszczono na morze, a ja cykałam smętne morskie pejzaże... Chciałabym tam wrócić.

piątek, 29 sierpnia 2014

Dlaczego Zalando


No i jest. Kolejne dziecko, poczęte na wiosnę tego roku, po ekstremalnie krótkiej ciąży ujrzało światło dzienne: przetłumaczona przeze mnie książka, prześwietlająca jedno z najbardziej kontrowersyjnych przedsiębiorstw Europy, jest już do nabycia w księgarniach - w wersji papierowej i na czytnik.

Tym razem nie jest to kryminał, nie fantastyka i nie powieść dziecięca, choć czytając tę książkę niekiedy można odczuć dreszcz - czy to jeszcze rzeczywistość, czy ponura (a może optymistyczna - to zależy od punktu widzenia) wizja wariata (a właściwie wariatów, bo jest ich trzech)? Seidel nie stworzył laurki na zamówienie, tylko starał się obiektywnie pokazać kulisy firmy, która jak żadna inna zrewolucjonizowała współczesny świat zakupów. Sporo tu o historii powstania Zalando, ale i o mechanizmach, rządzących handlem elektronicznym. Zapewniam Was, że znajdziecie tu niejedną informację, która skłoni Was do refleksji na własnymi zachowaniami...

Książkę wydała Grupa Wydawnicza Foksal, firmuje je wydawnictwo OLE, premiera była 27 sierpnia, a cena wynosi 39,00 złotych (za elektroniczną wersję trzeba zapłacić sporo mniej), no i widziałam już promocje.

niedziela, 17 sierpnia 2014

Do Kazimierza!...


Znajoma, będąca założycielką Fundacji  Spichlerz Kultury, organizuje festiwal kultury żydowskiej w Kazimierzu Dolnym nad Wisłą. Impreza rozpoczyna się już w tym tygodniu, 19 sierpnia i potrwa do soboty, 23 sierpnia. Szczegóły można znaleźć tutaj, ja zaś szczególnie gorąco chciałam zaprosić Was na dzień niemiecki, czyli na czwartek. O godzinie 16-tej będzie miała prezentację pani Monika Wolf z Dachau, osoba o przecudnym uroku osobistym i niezmierzonej wiedzy z zakresu historii sztuki. Opowie o Dachau, mieście światła i cienia, a w opowieści swej skupi się na historii kolonii artystycznej, bowiem Dachau, zanim nabrało pełnych zgrozy konotacji, było miastem artystów (jest zresztą starsze od Monachium), tutaj osiedlała się i tworzyła śmietanka twórców. Wykład będzie ilustrowany licznymi obrazami, zaś cała prezentacja powstała przy moim skromnym wkładzie. W Kazimierzu będę tylko duchem, ale jedźcie, warto! Czeka Was mnóstwo atrakcji, koncertów, spotkań z cudownymi, zaangażowanymi ludźmi i niepowtarzalna atmosfera.


środa, 13 sierpnia 2014

Kryminały, kryminały...



Co jakiś czas przez blogosferę przelatują rozmaite rankingi najlepszych kryminałów, kanony literatury, zestawienia najlepszych książek fantasy itepe itede. O miarodajności takich list można by długo dyskutować, jak każda selekcja są one bez wątpienia subiektywne, a niekiedy wręcz kontrowersyjne. Swego czasu, a było to w roku 2006, Süddeutsche Zeitung wydało edycję pięćdziesięciu powieści kryminalnych. Trudno powiedzieć, by było to zestawienie największych czy najważniejszych tytułów gatunku, bo w końcu co to takiego jest, ta "najważniejsza" czy "najwybitniejsza" książka? Tak czy siak, przekrój jest dość szeroki - od klasyków poprzez powieści dość niszowe, po najbardziej reprezentatywne dla poszczególnych podgatunków. Wybór niektórych dzieł może zaskakiwać, jak choćby "Katar" Lema, notabene jedynego polskiego pisarza w edycji. Ale jest trochę ważnych Amerykanów, paru klasycznych Brytyjczyków, jeden Rosjanin, jakiś Francuz, jakaś Włoszka, dyżurny Austriak i Szwajcar, oraz garstka Niemców, wcale nie tak dużo, jak można by spodziewać się po niemieckim wydawnictwie.

Cała seria została wydana w jednolitym wzornictwie, by mogła ozdobić regały snobów, i w zacnej twardej oprawie, by mole mogły sięgać po tomy wielokrotnie, nie narażając ich na rozsypkę. Dodam, że seria sprzedała się w oszałamiającym nakładzie 1,6 milionów egzemplarzy...

Uwielbiam rankingi. Kiedy widzę gdzieś jakiś kanon literatury takiej czy siakiej, natychmiast sprawdzam, co znam, czego nie, i uzupełniam gorączkowo listy książek, które KONIECZNIE muszę przeczytać. Oczywiście kończy się na zamiarach, ale zabawa jest. W poniższym zestawieniu jest zastraszająco mało książek, które przeczytałam, choć oczywiście nazwiska autorów nie są żadną niewiadomą - ot, czytało się inne pozycje. Ale zadra jest i choć z braku miejsca serii kupować nie zamierzam (nadal jest dostępna na rynku antykwarycznym, widziałam całość już od 100 euro, nieczytane), to w przyszłości zamierzam podczytywać sobie to i owo, z bilioteki, która całą edycję ma.

A Wy? Lubicie rankingi? I co czytaliście z poniższej listy (proszę mnie nie dołować, z łaski swojej)? I czy ten zestaw ma sens? (Kursywą zaznaczyłam tytuły, które nie doczekały się w Polsce tłumaczenia).

  1. Dashiell Hammett: Sokół maltański 
  2. Henning Mankell: Piąta kobieta 
  3. Patricia Highsmith: Those who walk away 
  4. James Ellroy: Tajemnice Los Angeles 
  5. Friedrich Dürrenmatt: Obietnica
  6. Georges Simenon: Maigret i trup młodej kobiety 
  7. Josef Haslinger: Bal w operze 
  8. Leif Davidsen: Lime's billede 
  9. Chester Himes: A Rage in Harlem 
  10. Fred Vargas: I wstali z martwych 
  11. Charles Willeford: Miami Blues
  12. Phyllis D. James: Death in Holy Orders 
  13. Graham Greene: Nasz człowiek w Hawanie 
  14. Robert van Gulik: Zagadki sędziego Di 
  15. Leonardo Sciascia: Dzień puszczyka 
  16. Dick Francis: Smak odwagi 
  17. Ulf Miehe: Ich hab noch einen Toten in Berlin 
  18. Margaret Millar: Taka jak ona
  19. Boris Akunin: Azazel
  20. Agatha Christie: Śmierć na Nilu 
  21. Arnaldur Indriðason: Grobowa cisza 
  22. Ross MacDonald: Błękitny młoteczek 
  23. Jean-Patrick Manchette: Nada
  24. Raymond Chandler: Głęboki sen 
  25. Veit Heinichen: Gib jedem seinen eigenen Tod 
  26. Tom Sharpe: Wilt 
  27. Magdalen Nabb: The Marshal and the Murderer 
  28. Petros Markaris: Άμυνα ζώνης 
  29. Stephen King: Carrie 
  30. Gunnar Staalesen: Skriften på veggen 
  31. Jason Starr: Chłodne kalkulacje 
  32. Val McDermid: Killing the Shadows 
  33. Donna Leon: Śmierć w La Fenice 
  34. Barbara Vine: Skazana na pamięć 
  35. Jean-Christophe Grangé: Purpurowe rzeki 
  36. Martin Suter: Die dunkle Seite des Mondes 
  37. Stanislaw Lem: Katar
  38. Eric Ambler: The Light of Day 
  39. Jakob Arjouni: Kismet
  40. Dan Kavanagh (alias Julian Barnes): Duffy 
  41. John le Carré: Ze śmiertelnego zimna 
  42. Joan Aiken: The Ribs of Death 
  43. Doris Gercke: Weinschröter, du musst hängen 
  44. Ian McEwan: Niewinni
  45. Ingrid Noll: Aptekarka 
  46. Liaty Pisani: Un Silenzio Colpevole 
  47. Hans W. Kettenbach: Minnie oder Ein Fall von Geringfügigkeit
  48. Brian Moore: Oświadczenie
  49. Bernhard Schlink, Walter Popp: Selbs Justiz 
  50. Jörg Fauser: Der Schneemann

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

John Williams "Stoner" - czyli historia człowieka niepozornego



Wydawnictwo: dtv
Tytuł oryginału: Stoner
Tłumaczenie: Bernhard Robben
Data premiery niemieckiej: wrzesień 2013
Liczba stron: 352
Cena: 19,90 euro   

Historia tej książki to wybryk złośliwego losu, który ironicznie uśmiecha się pod nosem nad udanym psikusem, historia, sama w sobie jest znakomitym materiałem na powieść. No bo któż słyszał o teksańczyku Johnie Williamsie, profesorze wykładającym w Denver, autorze dwóch tomików poezji i paru powieści, zmarłym w 1994 roku? Któż słyszał o powieści "Stoner", wydanej w 1965 roku i natychmiast zapomnianej? "Stoner", książka nieobecna przez dziesięciolecia, odkryta po latach i wznowiona, zawojowała serca czytelników i umysły krytyków.

Jej bohater, William Stoner, urodził się w rodzinie ubogich farmerów pod koniec dziewiętnastego wieku i początkowo nic nie wskazywało na to, że jego życie potoczy się w kierunku, jakiego nikt, ani jego rodzice, nieoczekujący niczego od losu i wiodący monotonną egzystencję wyznaczaną porami roku, ani on sam nie mógł przewidzieć. Co sprawiło, że syn farmera, który rozpoczął rolnicze studia, zupełnie niespodziewanie rozkochał się w książkach? Na pewno nie biedni i niewykształceni rodzice. Na pewno nie wykładowca podstawowego kursu literatury angielskiej. Na pewno nie przyjaciele, bo Stoner, przynajmniej w tamtym okresie swego życia, przyjaciół nie miał. Więc co, olśnienie? Palec boży? Grom z jasnego nieba? Miłość do literaury przyszła mniej więcej tak samo nagle i tak samo gwałtownie odmieniła koleje życia młodzieńca. Bo Stoner przestał studiować nauki agrarne, Stoner podjął studia literatury, potem został na uczelni i zaczął sam wykładać - szary człowiek, stapiający się z tłem, niewyraźny, niepozorny, niezasługujący na szczęście. Jego małżeństwo okazało się porażką. Miłości, która połączyła go z inną kobietą po latach pustki w małżeńskim związku, nie wolno mu było zrealizować. Jego kariera naukowa potknęła się o nieumiejętność płynięcia z nurtem, o wierność własnym ideałom. A wszystko, co przynosiło mu życie, Stoner przyjmował ze stoicyzmem, godząc się na wszystko.

Jakże niespektakularne to losy, jak ubogie w gwałtowne wydarzenia, zwroty, wzloty i upadki, do których tak nawykliśmy w literaturze. A jednak Williams opowiada je w sposób mistrzowski: bezlitośnie, sucho, niemal beznamiętnie, ale z psychologicznym mistrzowstwem. W tej nieuchronności i bezbarwności opowiadanego życia udaje mu się jednak zawrzeć coś niesłychanie wielkiego, coś poruszającego i ponadczasowego. To delikatna, prawie filigranowa historia odnajdywania sensu, szukania szczęścia i godzenia się z losem, historia o spełnieniu w małych sprawach. O cenie, jaką płacimy za pochodzenie. A także o przemijaniu, o blaknięciu, o bezsilności. O zwykłych sprawach. I pewnie nie poruszyłaby mnie tak bardzo, gdyby nie on, Stoner. Bity przez los, uginający się pod ciosami, ale do końca niezłomny. Zwykły człowiek. Bohater.

Są takie książki, niespektakularne, ciche, ale dotykające. Zapewne nie każdy odnajdzie tu siebie. Może nie każdy dostrzeże piękno tej historii. Ja chłonęłam ją całym swym jestestwem. Ostatnie tchnienie starego człowieka stało się niemal moim, kiedy zapomniałam oddychać. Tak, Krimifantamania ryczała jak bóbr, sunąc wzrokiem po rozmazujących się ostatnich wersach. A nie było tu ani krztyny taniego sentymentalizmu. Ani trochę.

Chylę czoło przed maestrią pióra nieznanego, a odkrytego na nowo pisarza.


Pierwsze zdanie: "William Stoner w 1910 roku, w wieku dziewiętnastu lat, zaczął studia na Uniwesytecie w Missouri." 
Gdzie i kiedy: małe miasteczko w stanie Missouri, Stany Zjednoczone, koniec dziewiętnastego wieku do lat pięćdziesiątych dwudziestego
W dwóch słowach: niepozorna, ale mistrzowska
Dla kogo: dla miłośników klasycznej literatury amerykańskiej i odkrywców nieoczywistych skarbów
Ciepło / zimno: 97°

wtorek, 29 lipca 2014

Lista bestsellerów tygodnika Spiegel - notowanie 31/2014



Natchniona wczorajszym powrotem, uskrzydlona Waszymi słowami, naładowana energią, rozedrgana pozytywnymi wibracjami i przepełniona chciejstwem, ruszam z kopyta. Kopyto będzie klasyczne i tradycyjne: przeskoczymy przez granicę i sprawdzimy, co czytają Niemcy. A że klasycznie, to skupimy się na pierwszej dziesiątce bestsellerów w twardej oprawie, czyli swoistym creme de la creme aktualnych czytelniczych preferencji naszych zachodnich sąsiadów. No to wio!...




1. Kerstin Gier Silber. Das zweite Buch der Träume (pol.-) 
O tej książce należy się Wam słów kilka. Pisarki zapewne nie trzeba nikomu przedstawiać: owszem, to ta Kerstin Gier, autorka niezwykle poczytnej Trylogii Czasu, znanej także i w Polsce. Powieść, która od paru tygodni okupuje pierwsze miejsce, jest drugą częścią innej trylogii, trylogii Silber. W paru słowach o treści: piętnastoletnia Liv Silber rozpoczyna nowe życie w Londynie: nowa elitarna szkoła, nowy przyjaciel matki, nowy dom i otoczenie. Sztampa?... Nie. Bo Liv śni. Śni niezwykle realistycznie i barwnie. I spotyka w tych snach ludzi. Którzy potem na jawie zdradzają szczegóły ze snów, których znać przecież nie mogą... chyba że... śnią to samo. Razem z Liv.
Powiem jedno: oba tomy są rewelacyjne! Świetny zaprawiony ironią styl, niesztampowa fabuła, lekkość i ciepło - znakomita, wakacyjna lektura. Więcej: pierwszy tom jest już przetłumaczony (tak, dobrze zgadujecie) i po redakcji. A nawet po składzie. Ale jeśli nie wydarzy się cud, to nigdy się nie ukaże w Polsce. Wydawnictwo, które kupiło prawa do całej trylogii, zrezygnowało z publikacji (lepiej nie pytajcie o powody, bo i tak nie odpowiem. Albo odpowiem niecenzuralnymi słowami i zrujnuję sobie opinię). Więc módlcie się o cud i... nowego chętnego do wydania.

2. Diana Gabaldon Ein Schatten von Verrat und Liebe (oryg. Written in My Own Heart's Blood, VIII tom sagi Outlander pol.-)
Niemcy kochają Dianę Gabaldon miłością absolutną. Nie są to do końca moje klimaty, więc czytającym historyczne sagi pozostawiam do rozstrzygnięcia kwestię, czy warto sięgać po tę cegłę (992 stony).




3. Jan Weiler Das Pubertier (pol.-)
Pozycja z gatunku satyryczno-humorystycznego. Jan Weiler, znany już z podobnych dzieł, popełnił 22 opowiastki o... dojrzewających nastolatkach. Każdy, kto ma w domu podobną istotę, wie, jak to jest, gdy różowe gładkie dziecięce twarzyczki przemieniają się w plantację pryszczy, a kończyny, nosy i inne wypustki powiększają w zastraszającym tempie. Okresowo zanika komunikacja, ponieważ z powodu przerwy technicznej mózgi są przejściowo wyłączone z eksploatacji . Dobry pomysł na książkę?... Na pewno. Na horror chyba. Swoją drogą, tytuł tej książki mógłby pretendować do kolejnego odcinka cyklu "przetłumaczyć nieprzetłumaczalne"...

4. Donna Tartt Der Distelfink (oryg. The Goldfinch, pol.-)
Autorka, która pisze jedną książkę na dziesięć lat. Fani jej "Tajemnej historii" wyczekiwali nowej powieści Tartt jak bomby dekady i wreszcie jest! Niesamowite jest to, że choć to proza niezbyt przystępna, wymagająca od czytelnika pewnego wysiłku, to od kilku miesięcy sprzedaje się (w Niemczech) rewelacyjnie. Jeszcze nie czytałam, ale to tylko kwestia czasu... Dobra wiadomość dla miłośników Tartt w Polsce: jak donosi sam tłumacz, książka "się tłumaczy"  i zostanie wydana na początku przyszłego roku przez Literanovę.  


5. Kerstin Gier Silber. Das erste Buch der Träume (pol.-)
To pierwszy tom wspomnianej powyżej trylogii. Ten już przetłumaczony. Ach, jak dobrze się pracowało nad tym tekstem...







6. Marc Elsberg Zero. Sie wissen, was du tust (pol. -)
Typowy thriller. Coś o wszechobecnej inwigilacji, czyli temat bardzo na czasie. Poprzednia powieść Elsberga (autor jest Austriakiem) czytała się znakomicie, z perspektywy czasu wspominam ją bardzo dobrze, choć nie jest oczywiście dziełem wiekopomnym, a pisałam o niej tutaj. Moim zdaniem wydawcy powinni się bić o te książki, bo chwytliwe i nieźle napisane.




7. Jonas Jonasson Die Analphabetin, die rechnen konnte (oryg. Analfabeten som kunde räkna, pol. -)
Kolejny bestseller Jonassona (tego od "Stulatka"), o równie intrygującym tytule ("Analfebetka, która umiała liczyć"). Tym, którym "Stulatek" się podobał, zapewne spodoba się i "Analfabetka" - nie czytałam żadnej z nich, ale mam w planach.





8. Donna Leon Das goldene Ei (oryg. The Golden Egg, pol. -)
...czyli dwudziesta druga odsłona z komisarzem Brunettim. Swoich fanów ma, pieszczoch Niemców, którzy pracowicie dokonują kolejnych adaptacji filmowych (które czasem nawet oglądam, jak nic innego nie leci). Do czytania tej serii jakoś nie mogę się przemóc. 





9. John Williams Stoner (oryg. Stoner, pol. -)
Jedna z wielkich zapomnianych powieści amerykańskich. John Williams opowiada o życiu mężczyzny, który przychodzi na świat w rodzinie farmerów i z czasem odkrya namiętność do literatury i zostaje profesorem. To historia powściągliwego życia, które pozostawia niewiele śladów. Powieść o przyjaźni, o małżeńskie, powieść uniwersytecka, społeczna i o pracy. A także powieść o miłości. I o tym, co to znaczy być człowiekiem. Nie wiem, jak Wy, ale do mnie to przemawia. I chcę przeczytać tę książkę przed końcem lata. 


10. Hans-Josef Ortheil Die Berlinreise (pol. -)
Książka, po której chyba nikt nie spodziewał się, że zostanie bestsellerem. To pamiętnik autora z lat dziecięcych, świadectwo podróży do Berlina lat sześćdziesiątych, kilka lat po wzniesieniu muru berlińskiego i rok po wizycie Kennedy'ego. Podobno bardzo dobra.





I jak? Jest się o co bić? Coś Was nęci? Odstręcza? A może jest tu jakieś "must read"?...

poniedziałek, 28 lipca 2014

Nieśmiała próba...


Kochelsee (byłam w ostatni weekend)
...powrotu. Dwa miesiące nieobecności to w erze internetu cała wieczność. Pamiętacie mnie jeszcze?... Krimifantamania pokryła się warstewką kurzu, którą niniejszym spłukuję krystalicznymi wodami jeziora Kochel.

Pytacie się zapewne, dlaczego. Skąd to milczenie, dokąd ta ucieczka?... Mogłabym Wam opowiedzieć o ostatnim roku, który dokopał nam jak mało który. Mogłabym opowiedzieć o walce z wiatrakami (a właściwie wydawnictwami), które ostatecznie pozbawiły mnie złudzeń co do polskiego rynku wydawniczego, moralności wydawców i kultury prowadzenia biznesu w Polsce, mogłabym trysnąć jadem i polać goryczą. Mogłabym napomknąć o narastającej patologicznej awersji do blogowania, serwisów społecznościowych i internetu w ogóle. O pragnieniu zniknięcia, wtopienia się w tło. O buncie, negacji i tęsknocie. O inercji, zasklepianiu się w sobie i stanie przetrwalnikowym. O odchodzeniu bliskich, o spóźnionych pożegnaniach i godzeniu się na rzeczywistość. O przymusach i koniecznościach. O tchórzostwie i straceńczej odwadze. Mogłabym napisać o paru książkach, które pomogły mi przetrwać ostatnie tygodnie. I o tych, które zaczęłam i porzuciłam. Bo były zbyt miałkie, zbyt ą i ę, zbyt ponure, zbyt wesołe, albo po prostu nie wstrzeliły się w czas i klimat.

Ale ponieważ ten post jest zaledwie nieśmiałą próbą powrotu, to o niczym takim nie napiszę. Niczego też nie obiecam ani nie zadeklaruję. Tylko sprawdzę, czy jeszcze mam o czym pisać. I dla kogo.
PS. Dziękuję Ann RK, Kasi Hordyniec, Oisajowi, Jane Doe i wszystkim innym, którym moja nieobecność nie była obojętna.
Winnica w Markgräflerrand (byłam w poprzedni weekend)