Wydawca: Wydawnictwo Dolnośląskie
Data premiery: 03.04.2013
Tytuł oryginału: Wintermörder
Tłumaczenie: Małgorzata Słabicka
Liczba stron: 315
Myli się ten, kto w osobie Krystyny Kuhn oczekuje powieściopisarki z rodzimego literackiego poletka. Autorka urodziła się w Würzburgu i choć studiowała slawistykę, a nawet przez jakiś czas mieszkała w Krakowie, jest Niemką i pisze po niemiecku. Nie pomyli się jednak ten, kto w powieści "Zimowy morderca" spodziewa się polskich, a raczej polsko-niemieckich klimatów - to one tworzą szczególnie interesujący dla nadwiślańskiego czytelnika fundament, na którym opiera się fabuła.
Zbrodnia popełniona zostaje niejako na oczach czytelnika, i to już na wstępie. Sędziwa Henrieta Winkler, nestorka szacownego rodu niemieckich przedsiębiorców budowlanych, spędzająca wieczór z lampką wina i muzyką Wagnera, staje oko w oko ze swym mordercą. Nie wiadomo, po co przyszedł, na pewno nie po pieniądze ani kosztowności. Zostawia staruszkę z pogruchotanymi kośćmi na tarasie, na styczniowym mrozie, na pewną śmierć. Okrutne, bezsensowne?... Czytelnik ma tu jedną przewagę nad policją, która wszczyna śledztwo w tej sprawie - on wie, że wszystko to łączy się jakoś z Polską, niemiecką okupacją Krakowa i zbrodniami popełnionymi przez niemieckich nazistów. Wie, ponieważ na samym wstępie autorka przenosi go w rok 1941 do Krakowa, by na jedną chwilę potowarzyszyć nastoletniej Zofii Lisowskiej. Dziewczynka zostaje wzięta z ulicy i wywieziona do Frankfurtu, gdzie zostaje zmuszona do niewolniczej pracy w charakterze pokojówki w bogatej niemieckiej rodzinie. Czytelnik wie i domyśla się motywu zbrodni popełnionej na Henriecie Winkler, domyśla się też, o co może chodzić porywaczowi jej wnuka, siedmioletniego Frederika. Nie o okup. O, nie.
Policja i prokuratura zaś bezradnie błądzą w ciemności, analizując setki tropów i śladów, ustalając fakty i powiązania, ale nie widząc tego, co najistostniejsze - że rozwiązania zagadki porwania i zabójstwa trzeba szukać w przeszłości. Samo dochodzenie przedstawione jest w solidny sposób, bez fajerwerków, ale i bez większych wpadek - ot, sprawne police procedural w niemieckim wydaniu. Na pierwszy plan wysuwa się tym razem nie gliniarz, a prokuratorka Miriam Singer, w której jedni zobaczą silną osobość, pracoholiczkę o żelaznych pryncypiach, niezłomną i zimną, inni - trawioną samotnością kobietę, separującą się od świata murem niedostępności, a w głębi duszy łaknącą ciepła, bliskości i miłości. Powierzenie centralnej roli tej postaci jest posunięciem ciekawym, niezbyt jeszcze zgranym w literaturze kryminalnej; motyw dominującej, szarogęszącej się prokurator jest godny uwagi, ale poszarpanie jej duszy i wewnętrzne niepozbieranie widzieliśmy już w męskiej wersji nader często.
Analiza tej powieści pod kątem tylko i wyłącznie intrygi kryminalnej nie wypadnie raczej oszałamiająco - zbyt prędko domyślamy się, o co w tym wszystkim chodzi, zbyt przewidywalnie rozwija Krystyna Kuhn kryminalne wątki, przenosząc się na finałowe sceny do Krakowa. Nie w zaskoczeniu i oryginalności szukać trzeba plusów, choć nie jest tak, że akcja się dłuży a czytelnik przysypia, ululany i znużony nieciekawą fabułą. Siła tej powieści tkwi w umieszczeniu w niej mocnych elementów dramatu zakorzenionego w czasach wojny i przemyceniu dyskursu na temat zbrodni i winy, jej dziedziczności i przeniesienia na kolejne pokolenia, a także o sankcjonowaniu sprawiedliwości. Dokąd tak naprawdę siega wina narodu niemieckiego za minione okrucieństwa? Czy kończy się na pokoleniu sprawców - Henriecie i Oskarze Winklerom, wymienianych jednym tchem ze zbrodniarzem wojennym Hansem Frankiem, "rzeźnikiem Polski"? Czy obejmuje również pokolenie milczących dzieci, które domyślały się, ale nigdy nie zadawały pytań? A może wina wyciąga rękę po wnuki - pokolenie, które wojnę zna tylko z przekazów, ze szkoły, z rozliczeniowej literatury? A może sięga jeszcze dalej? Może za grzechy prawdziadów musi zapłacić również siedmioletni Frederik, niewinne, nieświadome zapewne nawet historycznej przeszłości swego narodu dziecko? Gdzie przebiega granica, za którą można odetchnąć z ulgą i przestać się biczować? Czy w ogóle gdzieś istnieje? Autorka nie rości sobie prawa do ferowania wyroków, a jej powieść nie ma być rozliczeniem z przeszłością. Pytania, które zadaje, nie są nachalne, a jednak zapadają w pamięć i uwierają. Gdzie szukać odpowiedzi na nie? W słowach: "czasami trzeba samemu zadbać o sprawiedliwość"? "Czasami winą jest nierobienie niczego?" A może w słowach: "Ta historia musi mieć wreszcie jakiś kres"?
Nie jest to rozrywkowa lektura, jej posępny, zimny klimat odbija piętno na duszy, otula lodowatą i szarą mgłą. Kraków widziany oczami Kuhn nie jest tym pocztówkowym miastem, którym lubimy się chełpić przed przyjezdnymi. Jest czarny, odpychający i przygnębiający.
Wszystko to można znaleźć w tej książce, a przecież jest ona tylko zwykłym, solidnym, niespektakularnym kryminałem. Kryminałem, który nie wyróżniałby się niczym szczególnym, gdyby nie mocne, intensywne migawki z ogarniętego wojną Krakowa, migawki z przeszłości, migawki z życia Zofii. I gdyby nie parę pytań, które nie przestają brzmieć.
Pierwsze zdanie: "Gawrony pojawiły się, kiedy na ulicy zastrzelono mojego ojca."
Gdzie i kiedy: Frankfurt nad Menem i Kraków, współcześnie
W dwóch słowach: posępna i solidna
Dla kogo: dla tych, którzy w kryminale szukają czegoś więcej niż czystej rozrywki i dla tropicieli wątków polsko-niemieckich
Ciepło / zimno: 78°
Książkę przeczytałam w ramach wyzwania miejskiego na Krakowskim czytaniu. Za udostępnienie jej dziękuję wydawnictwu.



