Ads 468x60px

środa, 20 lipca 2016

Jens Lubbadeh "Unsterblich" (Nieśmiertelni) - who wants to live forever?...





Wydawnictwo: Heyne
Data wydania: 11.07.2016
Liczba stron: 448
Cena: 14,99 euro

Na początku utrwalaliśmy nasze podobizny. Nieporadne, skreślone węglem na śnianie jaskini, nietrwałe. Później nauczyliśmy się oddawać realistyczne detale, rzeźbić nasze sylwetki i malować rysy twarzy. Potem nadeszły czasy fotografii - najpierw czarno-białej, potem kolorowej. I film. Dawaliśmy się filmować, utrwalaliśmy obraz i dźwięk. Uwiecznialiśmy gesty, ruchy, przelotny wyraz twarzy, migotanie spojrzenia. A gdyby tak możliwe stało się uwiecznienie całego człowieka, wszystkiego co przeżył, co powiedział, co zrobił? Jak wyglądał? Jak myślał?

Jens Lubbadeh poszedł za tym odwiecznym marzeniem człowieka. I pokazał nam świat, w którym stało się to możliwe - stworzenie doskonałej kopii człowieka, jego wirtualnego klona, cyfrowej symulacji, kompilacji jego całej osobowości. Świat zasiedliły doskonałe hologramy umarłych, nie do odróżnienia od ich nieżyjących oryginałów. Michael Jackson wciąż nagrywa nowe albumy. Marlene Dietrich gra w filmach Larsa von Triera. A prezydentem Stanów Zjednoczonych znowu został J. F. Kennedy.

Ben Kari jest pracownikiem koncernu Fidelity i zajmuje się certyfikowaniem "Wiecznych". Uwierzytelnia ich osobowości, pilnuje, by wirtualne ludzkie kopie były jak najbardziej autentyczne, najbardziej zbliżone do oryginału. Lubi swą pracę, wszak dzięki niej może jednocześnie hołdować swej pasji - starym hollywoodzkim filmom. I dzięki niej "uwiecznił" już niejedną wskrzeszoną osobowość. Wszystko zmienia się pewnego dnia w 2044 roku, kiedy znika Marlene Dietrich. I jest to wydarzenie absolutnie niemożliwe, bo "Wieczny" wielkiej diwy filmu zniknąć nie ma prawa - jest przecież "tylko" komputerowym kodem, ciągiem zapisanych na serwerach koncernu Immortal sekwencji zerojedynkowych. A jednak. I to Ben Kari, jako ten, który certyfikował Marlene, wysłany zostaje do Berlina, żeby wyjaśnić sprawę zniknięcia gwiazdy.

Ten futurystyczny thriller nie byłby thrillerem, gdyby poszukiwania zaginionej aktorki nie zapoczątkowały lawinowych wydarzeń, które rzucą zwyczajnego bohatera w wiry, otchłanie, brudne odmęty i bagna - niektóre czysto wirtualne, inne jak najbardziej realne. "Unsterblich" jest bez wątpienia szybkim akcyjniakiem, i to z całym bagażem towarzyszącym zwykle temu gatunkowi. A bagaż, jak wiadomo, jest nieporęczny i ciąży. Bagaż stereotypów szczególnie. Nie uniknął go również i Jens Lubbadeh, wyposażając Kariego w piękną, a jakby tego było mało, również i mądrą oraz nieustępliwą kobietę, która odegra w misji szeregowego pracownika niebagatelną rolę. To nie jedyny stereotyp, po którym ślizga się autor i jego bohaterowie. Nawet niespodzianki i nieoczekiwane zwroty akcji pojawiają się we właściwych momentach, psując nieco moment zaskoczenia. A jednak, mimo wszystko, nie jest to akcyjniak kiepsko napisany, bowiem ma w sobie ów ukryty napęd, zmuszający do szybszego przewracania stronic, by dowiedzieć się co dalej, choć przecież jako wytrawni czytelnicy doskonale wiemy, co będzie dalej - bohater wpadnie w beznadziejne tarapaty bez wyjścia, z których w ostatnim momencie, cudem właściwie, się wykaraska. Niewiadomą pozostaje tylko, kto i jak umrze po drodze. Pozostawmy tę niewiadomą, niech nią pozostanie jak najdłużej. A skoro już jesteśmy przy matematyce, to na plus zaliczamy autorowi to, że jednak na koniec udaje mu się nas zaskoczyć.

Znacznie ciekawsza od zwrotów akcji i szybkiego "dziania się" jest wizja przyszłości, którą roztacza tutaj Jens Lubbadeh - twórca, który niniejszą powieścią debiutuje na polu beletrystyki, za to wielokrotnie sprawdził się jako dziennikarz i autor licznych publikacji naukowych. Jest to niepokojący obraz społeczeństwa technologicznego, uzależnionego od mediów i w mediach się zatracającego. Przenikanie się świata rzeczywistego i wirtualnego (zwanego tu Blended Reality) jest zatrważające i niesie ze sobą pytania nie tylko o przyszłość ludzkości, ale i - tak, naprawdę! - sens istnienia w ogóle. Czy istniejemy jako byt biologiczny i śmiertelny? Czy jako komputerowy kod, który po nas zostanie? I czyż nasz byt biologiczny również nie zasadza się na molekularnym kodzie? Gdzie kończy się człowiek, a zaczyna jego symulacja? Czym jest świadomość i wolna wola?

To wielkie, monumentalne pytania. Nie spodziewajmy się odpowiedzi na nie w sensacyjnej powieści. Nie znajdziemy ich. Ale znajdziemy refleksję. I czasem już pytanie, które pozostanie, by niepokoić i trawić samą swą obecnością, jest już wystarczającą odpowiedzią.

Kompilacja wielkich pytań i malutkiej filozofii z obfitującą w wydarzenia akcją sprawdza się tu wyjątkowo dobrze. Czytelnik, konfrontowany na co dzień z problematyką Big Data, wszechobecnej inwigilacji i coraz bardziej natrętnych mediów kontrolujących nasze życie, zatrzyma się może w tej huśtawce emocji, i pomyśli. Pomyśli o sobie, o świecie, o życiu. Bo o to przecież chodzi.



Pierwsze zdanie: "Deszcz wyglądał tak, jakby miał nigdy nie przestać."
Gdzie i kiedy: Los Angeles, Berlin, Las Vegas, Death Valley, 2044
W dwóch słowach: tech noir
Dla kogo: dla miłośników klasycznej sensacji, fanów Marleny Dietrich, filozofów-amatorów i zainteresowanych techniką przyszłości
Ciepło / zimno: 80° 

12 komentarzy:

  1. Bardzo interesująca fabuła. Chętnie przeczytałbym.
    Może któryś z polskich wydawców się skusi..
    tommy z samotni

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy nic nie wiadomo... Całkiem sporo z tych książek, o których u siebie pisałam, w końcu zostało wydanych w Polsce :-)

      Usuń
    2. To prawda :) Nie myślałaś o cyklicznych wpisach pod tytułem "Warto wydać" ?
      Tymczasem u nas w przyszłym roku będą kryminały Andreasa Fohra. Znasz może tego autora ?
      tommy z samotni

      Usuń
    3. A wiesz, że to jest świetny pomysł? Chyba rzeczywiście zapoczątkuję taki cykl :-)
      A Föhra oczywiście znam i lubię, nawet bardzo. Ma taki lakoniczny styl, z którego przebija czarny humor, ale i nuta refleksji. Do tego dobre intrygi, takie ludzkie, niewydumane. Jeden z lepiej piszących niemieckich autorów kryminałów. Poniżej masz linki do dwóch jego kryminałów, o których już pisałam. "Czarny szlak" ukaże się jako pierwszy. I zgadnij, kto go tłumaczył :-)
      http://krimifantamania.blogspot.de/2012/12/andreas-fohr-schwarze-piste-czarny.html
      http://krimifantamania.blogspot.de/2012/01/andreas-fohr-karwoche-wielki-tydzien.html

      Usuń
    4. Tak czułem :) Przeczytam obowiązkowo !
      Ostatnio przeczytałem "Trumnę" Strobla, niezła intryga, choć nieco przewidywalna. Prószyński chyba zaprzestał wydawania kolejnych powieści tego autora.
      A cykl na pewno cieszyłby się powodzeniem. Nie tylko ze strony nas, blogerów :)
      tommy z samotni

      Usuń
    5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    6. "Trumna" mnie osobiście rozczarowała, może dlatego, że jest tak zupełnie inna niż "Istota", która zachwyciła mnie postacią Menkoffa i wyrafinowaną grą z czytelnikiem. W "Trumnie" ta gra jest, ale Menkoff zupełnie nie ten. Ostatnio zrezygnowałam z nowych powieści Strobla, choć coś tam się ukazywało. Jest też jakaś nowość w zapowiedziach, zdaje się, że napisał też jakiś kryminał wspólnie z Ursulą Poznanski, która skądinąd pisze znakomite kryminały. Kto wie, może to będzie coś godnego lektury.
      A to urywanie serii w połowie to straszna plaga. Ledwie się czytelnik zaprzyjaźni z bohaterami, a tu koniec... :-(

      Usuń
    7. Niemieccy czytelnicy są pewnie w lepszej sytuacji, cykle wydawane są chronologicznie i niewybiórczo..
      Co do Strobla, "Istota" była dobra, ale najbardziej podobał mi się "Trakt". Być może dlatego, iż była to moja pierwsza powieść tego autora. Mam jeszcze nieprzeczytany "Schemat".
      tommy z samotni

      Usuń
  2. To mi przypomina nasz rodzimy technothriller "Notebook" Tomasza Lipko. Ależ piękna okładka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś mi się rzeczywiście gdzieś obiło o uszy... Zainteresuję się :-)
      A okładka jest naprawdę cudowna. Graficzna, minimalistyczna, a przy tym od razu wiadomo, kto na niej widnieje... To, co tutaj jest beżowe, w rzeczywistości jest złote. Świetna i już.

      Usuń
  3. Wygląda na ciekawą książkę, szczególnie te rozważania są intrygujące. Też bym chciała po polsku.
    opty2

    OdpowiedzUsuń