Ads 468x60px

niedziela, 10 marca 2013

Reginald Hill "Rache verjährt nicht" (Woodcutter) - o drwalu i zemście?...



Wydawnictwo: Suhrkamp Verlag
Tytuł oryginału: The Woodcutter
Data premiery: 11.11.2012
Liczba stron: 683
Cena: 19,95 euro
Pozwólcie, że rozpocznę cytatem:
Jestem człowiekiem o na wskroś pojednawczym usposobieniu. A oto moje życzenia: skromny domek kryty strzechą, przy tym jednak dobre łóżko, dobre jedzenie, mleko i masło pierwszej świeżości, przed oknem kwiaty, przed drzwiami kilka pięknych drzew, jeśli zaś dobry Bóg chce mnie w pełni uszczęśliwić, to niech da mi się nacieszyć widokiem sześciu czy siedmiu moich nieprzyjaciół wiszących na tych drzewach. Z sercem przepełnionym wzruszeniem wybaczę im wszystkie krzywdy, jakie mi wyrządzili w życiu – no, trzeba wybaczać nieprzyjaciołom, ale nie wcześniej, nim zawisną.
Heinrich Heine 
Czym to pachnie? Coś jakby... zemstą? Jeśli weźmiemy do tego bardzo plakatywny niemiecki tytuł (Zemsta nie ulega przedawnieniu) ostatniej powieści Reginalda Hilla, a także liczne cytaty i skojarzenia z Hrabią Monte Christo, nabierzemy stuprocentowego przekonania, że motywem przewodnim będzie tutaj zemsta. Przekonanie to ucementuje się, gdy autor wprowadzi nas w historię swego bohatera. Wolf Hadda pewnego dnia traci wszystko - rodzinę, majątek, dobre imię i wolność. Do jego domu o świcie wpada tabun policjantów, wymachujących nakazem przeszukania, on sam zostaje zatrzymany pod zarzutem malwersacji oraz pedofilii. Ktoś go wrabia - myślimy natychmiast i już malujemy sobie dalszy ciąg: Hadda wychodzi po latach więzienia i mści się na swych wrogach. 

Ha!... Tak postąpiłby może pisarski żółtodziób, nowicjusz wprawiający się dopiero w niuansach suspensu, ale nie Reginald Hill. Ten nestor kryminału nie od dziś wiedział, jak wodzić za nos czytelnika i nigdy nie pozwoliłby sobie, by czytelnik już na pierwszych stronach rozgryzł jego intrygę. Mistrz manipulacji tak położy tropy, że wielokrotnie zwątpimy w niewinność Haddy, na przemian wynosząc go na ołtarze męczeństwa i strącając w piekielne otchłanie, by cierpiał za grzechy. To w końcu Hadda jest pedofilem czy nie?... Zrobił przekręt czy nie?... Oszukuje wszystkich, łącznie z sobą, czy nie?... Co jest prawdą, a co perfidną iluzją?... Nie myślcie sobie, że tak dzieje się tylko z naiwnym czytelnikiem, ślepo podążającym za literackim tropem, w pułapkę zastawioną przez Haddę wpada również profesjonalistka, więzienna psychiatra doktor Ozigbo, która z czasem zaczyna żywić do osadzonego uczucia, całkowicie kłócące się z jej zawodową etyką. I w ten sposób wszyscy ulegamy iluzji, kompletnie bezradni wobec miażdżącej maestrii Hilla, który spokojnym piórem, bez egzaltacji i histerii, bez tanich patetycznych sztuczek kreśli wielką, epicką historię, w której się zatapiamy bez reszty. 

Siła tej książki tkwi w psychologicznym wyrafinowaniu. Owszem, autor sporadycznie zaserwuje ten czy inny fajerwerk, przyprawi swe dzieło spektakularną sceną, ale nie szafuje przy tym brutalnością i rozbryzgami krwi. Tutaj smakuje się każdą scenę (rozkochani w angielskich krajobrazach będą mieli prawdziwą ucztę), każdy dialog (co za misterny, precyzyjny i podszyty subtelną ironią język!), każdy rys bohatera (przywodzący na myśl angielskich i francuskich klasyków - tak, znowu Hrabia Monte Christo, może nawet pan Rochester). Tutaj przeżywa się emocje przekraczające ramy zwykłego kryminału, tutaj wchodzą w grę uczucia wielkie i pierwotne, a także wyrachowanie, zlodowacenie duszy i skrywane przez lata mroczne tajemnice. W chwili, gdy już wydaje nam się, iż wszystko wiemy, Hill zbiera wątki i rzuca kluczowe postacie na skałę (dosłownie) w kulminacyjnej scenie, której dramatyzm i emocje łączą się w perfekcyjny sposób. Acha, i jedno ostrzeżenie: nie myślcie sobie, że ta domniemana zemsta to kluczowy motyw tej powieści. Nie dajcie się zwieść: tutaj zwodnicze pułapki czyhają na każdym kroku. 

Nie będę ględzić i kadzić - to jest majstersztyk, sublimacja dobrej literatury ocierającej się o kryminał,  i wreszcie - niestety - pożegnalny prezent Hilla dla miłośników jego prozy. Na takie książki czeka się latami.

Winslow Homer - The Woodcutter, 1891 - odegra tu niebagatelną rolę


Pierwsze zdanie: "Lato 1965: Profumo popadł w niełaskę; Ward zmarł; Beatlesi na pierwszym miejscu z albumem Please Please Me; Martin Luther King miał swoje marzenie; marzenie JFK miało nie potrwać długo; zimna wojna osiągnęła najniższe temperatury; świeży powiew zmian wiał coraz mocniej w kolonialnej Afryce, zaś jego mocne podmuchy odczuwalne były aż po Wrota Łez w kontrolowanym przez Brytyjczyków Adenie."
Gdzie i kiedy: Wielka Brytania: Londyn i hrabstwo Kumbria, 2008-2018 
W dwóch słowach: wyrafinowana i wysmakowana
Dla kogo: dla ceniących misterną intrygę i angielskie epickie klimaty
Ciepło / zimno: 98°

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Anety "Czytamy kryminały". 

31 komentarzy:

  1. Tylko mi pobudziłaś apetyt na tę książkę. Okładką - to raz (nie kojarzy Ci się z "Lśnieniem"?). Dwa - historią. Czy nie? ;) Zachęciłaś, czy nie? Jest po polsku, czy nie?
    Aż sprawdzę. Znalazłam "The Woodcutter" w oryginale. Po polsku nie ma. Ja tam chyba się wybiorę do tych Niemiec. Mam straszliwą ochotę na tę książkę, ale równie dobrze mogłabym marzyć o bocianie za oknem, wszak i na niego przyjdzie mi jeszcze trochę poczekać.
    Pozdrawiam Cię Agnieszko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Lśnienie"?... Siekiera, a nad nią szaleńczy uśmiech Nicholsona;-)... Książki po polsku na razie nie ma, a znając nieprzewidywalność polskich wydawnictw nie chcę niczego prorokować, ale jeśli TEGO nie wydadzą, to już są sami sobie winni, szczerze mówiąc. Pozycja idealna, bo niebędąca częścią żadnej serii, co zawsze rodzi pewne rozterki co do kolejności wydawania... A tu nic, standalone, i to jakie!
      Też Cię pozdrawiam:-)

      Usuń
    2. No właśnie, właśnie. Nie ma serii, nie ma kontynuacji, nie ma kury znoszącej złote jaja... Choć wydawnictwo G+J mogłoby się za to zabrać, polsko-niemiecka firma, powinni dać radę. Szkoda by było, gdyby z tego nie skorzystali. Ale z drugiej strony, jak po polsku nie będzie, to zawsze można zagryźć zęby i przeczytać po angielsku :] Ale to już byłoby nieco trudniejsze.

      Usuń
    3. Myślę, że wydawnictw z odpowiednim programem jest więcej, w końcu teraz prawie każde ma swoją kryminalną serię. Pytanie tylko, kto będzie pierwszy:-)
      Zaś z czytaniem akurat Hilla po angielsku to chyba nie będzie łatwo - językowo książka stoi na dośc wysokim poziomie, więc chyba raczej dla dość zaawansowanych...

      Usuń
    4. Akurat na swój poziom znajomości języka nie narzekam, bo wychowałam się za granicą, niemniej znacznie szybciej czyta się po polsku, i już. Mam szczerą nadzieję, że ktoś się na polskie wydanie zdecyduje, bo już teraz mogę się zdeklarować, że książkę kupię :) A jak się nie spodoba, to wyślę ją do Niemiec, do takiej Agnieszki, niech ona się martwi ;)

      Usuń
  2. Zarówno grafika, jak i twoja wysoka ocena wzbudzają apetyt. A ten obraz jest świetny - sugestywny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obraz jest niesamowity, wpatrywałam się w niego od pierwszej wzmianki w tekście (zawsze lubię sobie sprawdzać muzykę i obrazy, jeśli są wymienione w powieściach z nazwy...).

      Usuń
  3. Woodcutter to chyba ostatnia książka Reginalda Hilla. Pisał świetnie, błyskotliwie, jego styl nierzadko trudny był do przełożenia na polski /te zdania, dygresje, słowne żarty../. Przeczytałem kilka Hillów w oryginale, a po Woodcuttera trzeba sięgnąć : 98 stopni zobowiązuje ! /tommy/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, styl i język to jest najwyższy poziom! Może właśnie dlatego tak mi się podobało. Niemiecki przekład bardzo chwalono, podobno zawierał niemal wszystkie słowne gry i smaczki, choć ocenić może to tylko ktoś, kto czytał obie wersje. Tak czy siak, Woodcutter jest świetny!

      Usuń
  4. O kurczę, ale mi narobiłaś apetytu na tę książkę, aż mi ślinka cieknie... ;). Na dodatek autor jest mi nieznany - chyba czas to zmienić!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hill napisał multum książek i pewnie nie wszystkie są na tak wysokim poziomie, ale autor ma wiernych fanów!

      Usuń
  5. Jak wydadza w Pl, to obowiazkowo, wiadomo :-)).

    Ale do 2018?? ;-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. E tam, może nie będzie tak źle:-)

      Usuń
  6. Jeśli dajesz 98 stopni, to biorę w ciemno :)
    I życzę Ci, żebyś dostała ofertę przetłumaczenia, a sobie - żeby to się stało jak najszybciej ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja przeczytałam póki co tylko "Ścięte głowy" tego autora, które rozczarowały mnie w zakresie rozwiązania intrygi kryminalnej. I - wstyd się przyznać - ale w głowie zostało mi tylko skojarzenie z rozczarowaniem. Dopiero teraz, gdy w poszukiwaniu tytułu spojrzałam we własny tekst o tej książce okazało się, że podobały mi się język i humor autora, kreacje postaci, tło historii i obiecałam sobie sięgnąć po inne książki autora. Trzeba dotrzymywać obietnic. Zapamiętuję więc sobie, że książka o drwalu to cudo, a w wolnej chwili muszę przejrzeć własne zbiory, bo wydaje mi się, że powinnam mieć jakąś nieczytaną część serii Dalziel & Pascoe :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja właśnie nie wiem, czy ten zachwyt R.H. może się przełożyć na wszystkie jego książki, bo ich szczerze mówiąc, kompletnie nie znam. Ale autor ma swoich wiernych fanów, a jeśli tylko co piąta jego książka jest tak dobra jak "Drwal", to jest co czytać:-)

      Usuń
  8. Nie czytałem żadnej książki tego pana, ale po Twoim wpisie zadecydowanie mam zamiar to nadrobić:)

    A cytat wyborny:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To był też mój pierwszy Hill, ale na pewno nie ostatni.
      Cytat mnie rozwalił;-)

      Usuń
  9. Nie spodziewałabym się takiego wyrafinowania, patrząc na okładkę. Ale wiesz co, zaciekawiłaś mnie (kryminałem! nie może być!...), a to już naprawdę dużo. Będę obserwować i jeśli się u nas pojawi, kto wie, może ulegnę. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Klepię się po ramieniu za osiągnięcie niemożliwego, czyli zachęcenie Cię do kryminału;-)

      Usuń
  10. Czyli pozostaje zapisać tytuł i cierpliwie czekać na polskie wydanie :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Mmm, książka-miodzio :) Mam nadzieję, że naprawdę ją u nas wydadzą...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak coś będzie wiadomo, to ogłoszę z dzwonami i fajerwerkami:-)

      Usuń
  12. Proszę szanownej pani-bardzo proszę w wyzwaniu zdecydować się - kryminał górski czy angielski:) nie ma tak dobrze:):):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No dobra, niech będzie angielski;-)... bo w sumie trochę Londynu też tu jest...

      Usuń
  13. Witam, jako wierna czytelniczka bloga wciąż z nadzieją czekam na informację, że ktoś w Polsce wyda wreszcie "The Woodcutter'a" :) Czy może wie Pani coś na ten temat, jakieś wydawnictwo się zdecydowało?? to by była radość... :)
    A przy okazji serdecznie dziękuję za fantastycznego bloga!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic mi nie wiadomo na ten temat, niestety :-( Wydawnictwo Nowa Proza ma coś w zapowiedziach na ten rok, ale nie jest to ta książka. Niewykluczone, że wyda to ktoś inny, ale nie znam konkretów.
      I dziękuję za miłe słowa, cieszę się, że mogę Cię gościć u siebie!

      Usuń
  14. Pisałam do nich, ale odpisali, że na razie raczej nie planują wydania tej książki. Miałam nadzieję, że może Ty coś wiesz, że gdzieś, ktoś inny... ;)
    Bardzo żałuję, że na razie nic na ten temat nie wiadomo, bo wielkiego apetytu mi narobiłaś swoją recenzją - niech wystarczy to, że ukazała się prawie 3 lata temu, a ja wciąż pamiętam o tej książce.
    A do Ciebie zaglądam z ogromną przyjemnością regularnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda. Ale nie traćmy nadziei, bo może się zainterować tym tytułem jakieś inne wydawnictwo...

      Usuń