Ads 468x60px

poniedziałek, 28 lipca 2014

Nieśmiała próba...


Kochelsee (byłam w ostatni weekend)
...powrotu. Dwa miesiące nieobecności to w erze internetu cała wieczność. Pamiętacie mnie jeszcze?... Krimifantamania pokryła się warstewką kurzu, którą niniejszym spłukuję krystalicznymi wodami jeziora Kochel.

Pytacie się zapewne, dlaczego. Skąd to milczenie, dokąd ta ucieczka?... Mogłabym Wam opowiedzieć o ostatnim roku, który dokopał nam jak mało który. Mogłabym opowiedzieć o walce z wiatrakami (a właściwie wydawnictwami), które ostatecznie pozbawiły mnie złudzeń co do polskiego rynku wydawniczego, moralności wydawców i kultury prowadzenia biznesu w Polsce, mogłabym trysnąć jadem i polać goryczą. Mogłabym napomknąć o narastającej patologicznej awersji do blogowania, serwisów społecznościowych i internetu w ogóle. O pragnieniu zniknięcia, wtopienia się w tło. O buncie, negacji i tęsknocie. O inercji, zasklepianiu się w sobie i stanie przetrwalnikowym. O odchodzeniu bliskich, o spóźnionych pożegnaniach i godzeniu się na rzeczywistość. O przymusach i koniecznościach. O tchórzostwie i straceńczej odwadze. Mogłabym napisać o paru książkach, które pomogły mi przetrwać ostatnie tygodnie. I o tych, które zaczęłam i porzuciłam. Bo były zbyt miałkie, zbyt ą i ę, zbyt ponure, zbyt wesołe, albo po prostu nie wstrzeliły się w czas i klimat.

Ale ponieważ ten post jest zaledwie nieśmiałą próbą powrotu, to o niczym takim nie napiszę. Niczego też nie obiecam ani nie zadeklaruję. Tylko sprawdzę, czy jeszcze mam o czym pisać. I dla kogo.
PS. Dziękuję Ann RK, Kasi Hordyniec, Oisajowi, Jane Doe i wszystkim innym, którym moja nieobecność nie była obojętna.
Winnica w Markgräflerrand (byłam w poprzedni weekend)

69 komentarzy:

  1. Oh, jak dobrze, że wróciłaś!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak ktokolwiek mógłby zapomnieć? Witamy z powrotem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamięć ludzka krótką jest... :-) Ale się cieszę z odzewu!

      Usuń
  3. Ja wykańczam właśnie prowadzenie buisnessu w Polsce, mam dosyć, szczególnie porównując z austriackimi realiami. Ani metody, ani kultura i podejście w naszej ojczyźnie do prawdziwego buisnessu nie dorastają. I mam wrażenie, ze z każdym rokiem jest gorzej.
    Fajnie, że jesteś. Miałam pisać emaila do Ciebie, ale kurka myślałam, że może 4 litery będę zbytnio zawracać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, pod wieloma względami daleko nam do tutejszych uzusów. A zaczyna się od kultury (a właściwie jej braku) korespondecji, zwłaszcza tej elektronicznej. No i plaga niepłacenia... W Polsce niewywiązywanie się z zobowiązań płatniczych, nawet przez wydawałoby się renomowane firmy, jest na porządku dziennym i nikt się tym specjalnie nie przejmuje. Tylko tłumacz-pętak, który żebrze o dziadowskie honorarium...

      Usuń
    2. Jakbyś miała problem z niewypłacaniem czegoś w Polsce, to zapraszam na priv, może coś poradzimy.

      Usuń
    3. No stawki takie bardziej gów... (nie skończę żeby brzydko nie wyglądało), upokarzające wręcz, a, ze nieadekwatne do wysiłku i wiedzy oraz pracy tłumacza, to nawet nie wspomnę i gro osób wielce zdziwionych, że się ich za takie albo inne zlecenie nie całuje po rękach,. nogach i czym tam chcą.
      Ja ostatnio dostałam propozycję objazdu jako tłumacz po austriackich gospodarstwach rolnych, przetwórniach etc, z grupą rodaków. 7 dni ciężkiej pracy całe dnie tłumaczenia podałam stawkę w euro, a pan z biura w Polsce że w doopie mi się poprzewracało (dosłownie tak powiedział) jednocześnie podał stawkę w pln, ale 7x niższą niż gdyby moje oczekiwania w e przeliczyć na pln.
      Podejrzewam, że walczysz o jakieś pieniążki z tytułu umowy o dzieło?! To chyba najgorsza z umów, ale i na jej niezapłacenie są sposoby, rady prawne.
      Nagminnym jest proponowanie tłumaczowi (przynajmniej ja i koleżanka mamy taki "fart") stawki 10 pln (słownie dziesięć) za stronę A4 tłumaczenia, ale przy tym czysty zysk jak jedna pani określiła, bo stały napływ zleceń.

      Usuń
    4. Viv, dzięki! Mam nadzieję, że to nie będzie koniecznie, chyba się coś ruszyło, ale nie wykluczam, że pójdę na wojnę :-) I wtedy chętnie skorzystam.

      Usuń
    5. Anetko, na stawki to już mi się nawet nie chce narzekać, od dawna wiadomo, że są poniżające. Ale nagorsze jest to, jak się traktuje tłumaczy, przynajmniej tych literackich, w wydawnictwach. W najlepszym razie jak natrętnego petenta. I to boli najbardziej.
      A co do Twoich doświadczeń, to jestem pewna, że tamtem pan od doopy znalazł jakiegoś leszcza, który się zgodził na wyjazd. Zawsze znajdą się tacy, których życie tak przyszpiliło, że wezmą wszystko, najgorszy ochłap. Co niestety wcale nie poprawia rynku.

      Usuń
  4. Pewnie nie uwierzysz, ale dokładnie przedwczoraj sprawdzałam, czy czegoś nie napisałaś. Chyba mam jakieś szczęście, bo zajrzałam też na jeden blog dot. samorealizacji i dokładnie wczoraj po pół roku przerwy został wskrzeszony :)

    Cieszę się, że jesteś. Mam nadzieję, że znajdziesz w sobie jeszcze zapał do blogowania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musiałam Cię jakoś ściągnąć myślami, bo z tym wpisem nosiłam się od paru dni właśnie... Zapał zaś rośnie, jak widzę te komentarze:-)

      Usuń
    2. Bardzo się cieszę, że telepatycznie się spotkałyśmy :D
      Powodzenia!

      Usuń
  5. A ja byłbym wdzięczny za opis perypetii z wydawnictwami (mając nadzieję, że do tych zleceniodawców, którzy Pani podpadli, nie należę).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pan akurat należy do tych nielicznych chwalebnych wyjątków, do których się nie mogę przyczepić, dosłownie o nic... A perypetie sprowadzają się właściwie do jednego: traktowania tłumacza jak zła koniecznego. Wydoić, spławić, zignorować. Możliwe, że jak czara goryczy się przeleje, to opiszę to wszystko. Ze szczegółami.

      Usuń
  6. Będę wyczekiwać nowych postów :)

    OdpowiedzUsuń
  7. I ja się cieszę, że wróciłaś :) Chętnie tu zaglądałam i mam nadzieję na nowe inteligentne, humorystyczne i niebanalne, jak dotychczas, posty :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To to postaram się nadziei nie zawieść :-)

      Usuń
  8. Nie jest łatwo, jak czytam, ale dobrze, że jesteś.

    OdpowiedzUsuń
  9. O jak to dobrze, że już do nas wróciłaś. Czekałam z wielką niecierpliwością na Twój nowy wpis. Mam nadzieję, że nie będzie już problemów z wydawnictwami.

    OdpowiedzUsuń
  10. Proszę nie znikać, z przyjemnością Panią czytam. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  11. Wciąż mam Twojego bloga w ulubionych, więc bez obaw :)
    Pozdrawiam i ślę pozytywne myśli :)
    opty2

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czuję się już jakbym fruwała - to chyba moc tych pozytywnych myśli ;-) Dzięki :-)

      Usuń
  12. Się Waćpanna nie kryguje jak jakaś pensjonarka, bo nie uchodzi, ja nie zapomniałem :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Och, ciesze się, że jesteś - już się bałam, że kolejny z moich ulubionych blogów się wykruszył i co ja teraz będę czytać.) Trzymam kciuki za stały powrót.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. E, mnie tak łatwo się nie pozbędziecie ;-) W dodatku jak widzę te tłumy stęsknionych, to od razu nabieram ochoty na pisanie.

      Usuń
  14. Agnieszko, bardzo, bardzo się cieszę, że znowu zawitałaś na blog! Są w życiu gorsze chwile, czasem przeradzające się w passę, ale wszystko ma swój koniec. Plaga niepłacenia lub płacenia ze znacznym opóźnieniem jest w naszym kraju (niestety) powszechna i to nawet ze strony wydawałoby się wiarygodnych i stabilnych firm. Współczuję przykrych perypetii i życzę, aby złe chwile były już całkiem niedługo tylko przykrym wspomnieniem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że ta zła passa się już skończyła. Dziś pierwszy dzień wakacji, Smoki przyniosły świadectwa i coś ze mnie opadło... Wszystkim perypetiom zdecydowanie mówię NIE :-)

      Usuń
  15. Ach, jesteś nareszcie! :)

    Zbuduj jakiegoś fajnego mamuta i nie znikaj więcej. Tęskno nam.
    Zobacz ile osób przyleciało tu zaraz jak opublikowałaś posta. A ilu jest takich, co nie pisze, ale zagląda w poszukiwaniu nowych tekstów? Na pewno wielu.
    :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzę właśnie i aż zbieram szczękę z podłogi :-) Jesteście kochani wszyscy!

      Usuń
  16. Nareszcie! Brakowało mi Twoich wpisów - recenzji, mamutów i list niemieckich bestsellerów. Trzymam kciuki, by wszystko się ułożyło, a nieśmiała próba będzie początkiem czegoś jeszcze lepszego :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będą mamuty, listy bestsellerów i recenzje, mam nadzieję, że także coś więcej. Nie spodziewałam się takiego odzewu, aż zaczynam żałować, że tak długo kisiłam się we własnych zgryzotach...

      Usuń
  17. Agnieszko, bardzo się cieszę z Twojego powrotu. Spora część Twojego tekstu oddaje to, co przeżywam w roku bieżącym. Czerwiec był bardzo ciężki, ale to właśnie książki i blogi były zaciszną odskocznią od tego wszystkiego złego. Bo trzeba iść do przodu, iść wytrwale, krok za krokiem, na przekór słabości i beznadziei. Przesyłam Tobie moc dobrej energii - wytrwaj, pisz, nie zostawiaj nas !
    serdecznie pozdrawiam
    tommyknocker

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, książki i przyjaciele dają mnóstwo siły! Dzięki za zastrzyk energii - nawet nie wiesz, ile dla mnie znaczą te słowa...

      Usuń
  18. Miło cię znów widzieć (czytać), zawsze Cię wypatruję na horyzoncie, mimo, że ostatnio sama też nieczęsto zaglądam w odmęty Internetów. Życie jakie jest, każdy widzi, czasem po prostu nie ma się czasu, głowy czy ochoty na blogowanie. Ale ty tu jesteś taką personą, że nawet roczna nieobecność nie wpłynęłaby znacząco na liczbę Twoich czytelników. Podobnie jak ktoś powyżej, nie chciałam zawracać gitary mailami, ale zaglądałam tu często, żeby sprawdzić, czy cię nie ma. Nie obiecuj nic, po prostu wróć wtedy, kiedy będzie na to najlepszy czas. My tu poczekamy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tej chwili to jestem personą głównie zszokowaną, że taki tu tłum wspaniałych ludzi! Aż mi skrzydła rosną... Dzięki!

      Usuń
  19. Ja się cieszę, że chcesz wrócić! Wróć! Masz do kogo :). W necie jest tyle ludzi, że zawsze się tu ktoś znajdzie, kto będzie Cię odwiedzał :). Polepszy się, zobaczysz :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że naprawdę mam do kogo wracać :-) Dzięki wielkie za słowa pokrzepienia!

      Usuń
  20. Ogromnie się cieszę z Pani powrotu. Codziennie zaglądałam na Pani blog z nadzieją, że pojawił się nowy wpis. Jestem nauczycielką języka niemieckiego i między innymi dzięki Pani wiem, co czytają Niemcy. Wiele razy po lekturze Pani tekstów zamawiałam omawiane książki. Mam to szczęscie, że mogę i lubię czytac w oryginale. Pozdrawiam bardzo serdecznie i proszę o dzielenie się wrażeniami z kolejnych lektur. Bardzo mi Pani brakowało...Proszę się nie poddawac. Ma Pani tylu czytelników.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co za wspaniałe słowa otuchy! Widzę, że naprawdę nie mogę zamilknąć na zawsze :-) Bardzo dziękuję, to bardzo dużo dla mnie znaczy!

      Usuń
  21. Dziękuję za reakcję na mój wpis. Żebym nie była tak całkiem anonimowa, podpiszę się imieniem (wcześniej zapomniałam) - Alicja

    OdpowiedzUsuń
  22. Mam nadzieję, że druga połowa tego roku będzie zdecydowanie lepsza! Agnieszko ślij wieści co tam się u sąsiadów na rynku czytelniczym wyprawia tak jak do tej pory - trzeba trzymać rękę na pulsie:) A dzięki Tobie miałem powody do mobilizacji coby się tego niemieckiego znów poduczyć!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na coś się człowiek w końcu przydał... :-)
      Postaram się więcej nie zawieść...

      Usuń
  23. Tęskniłam i bardzo się cieszę, że wróciłaś :). Mam nadzieję, że wszystko wróci na właściwe - pozytywne - tory.

    OdpowiedzUsuń
  24. Agnieszko, jesteś! Siły życzę - no i żeby blogowanie sprawiało Ci frajdę. Spore rzesze czytelników czekają :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Dobrze, że już jesteś. Wiem, jak bardzo potrafi dokopać życie. Siły i wszystkiego dobrego!

    OdpowiedzUsuń
  26. :) Wreszcie będzie znów co czytać (:

    OdpowiedzUsuń