Ads 468x60px

piątek, 23 marca 2012

Jeffery Deaver "Carte Blanche" - reanimowany Bond = udany Bond?

Wydawca: Blanvalet
Data premiery: 27.02.2012
Tytuł oryginału: Carte Blanche (James-Bond-novel)
Ilość stron: 544 

Cena 14,99 euro

Niniejsza książka jest wynikiem swoistego eksperymentu. James Bond bowiem nie jest figurą nową, ba, niewiele pewnie jest osób na świecie, które nigdy o nim nie słyszały, skoro jedna piąta ludzkości widziała przynajmniej jeden film o Bondzie w życiu. Ale nie o filmowym Bondzie będzie mowa. Jeffery Deaver, który poważył się na przedsięwzięcie ożywienia postaci, wymyślonej przed półwieczem przez Iana Fleminga, świadomie i celowo odciął się od wszelkich kinowych wzorców, skupiając się na agencie książkowym, tym, którego poznał jako ośmiolatek, z wypiekami na twarzy śledzący perypetie wszechstronnego szpiega. Czy taki eksperyment nie jest z góry skazany na niepowodzenie? Czy można reanimować legendę? Czy można przeflancować postać, która pierwotnie zmagała się z kompletnie innym przeciwnikiem, ba, żyła w całkowicie odmiennej rzeczywistości, w dwudziesty pierwszy wiek, kiedy to działalność szpiega ma całkiem innym wymiar niż pół wieku temu?

Odważny to krok ze strony spadkobierców Fleminga (bo to oni zaproponowali Deaverowi to przedsięwzięcie), wydawców i samego pisarza, który nie wahał się jednak ani minuty, by podjąć wyzwanie. Wszak braku warsztatu pisarskiego akturat Deaverowi zarzucić nie można.

Jaki jest zatem ten nowy Bond? Jest młody. Jest byłym żołnierzem, walczącym w Afganistanie. Jest nadal brytyjskim agentem. Nadal jest miłośnikiem szybkich samochodów (i właścicielem tego cacka):

Bentley Continental GT Speed

Nadal jest koneserem whiskey i dobrego wina (wiele dałabym za to, by dokonać degustacji wypijanych przez niego trunków, nie pomijając legendarnego wodka martini - koniecznie wstrząsanego, nie mieszanego...). I w jego życiu nadal są piękne kobiety. Choć ten nowy Bond nie szturmuje kobiecych serc i sypialni, on... szuka. Szuka kobiety, która dzieliłaby z nim życie. Nie kochanki, nie zabójczo pięknego ciała, ale równoprawnej parnterki, potrafiącej odwzajemnić wielką, jedyną miłość. I jego stosunek do kobiet jest nieco inny, niż można się tego było spodziewać. Mniej samczy, bardziej refleksyjny. Cóż, jednak czasy się zmieniły...

Jego misję można nazwać typową. Na skutek wiadomości uzyskanej z nasłuchu ogłoszony zostaje najwyższy alarm terrorystyczny. Nieznani sprawcy uderzą wkrótce, nie wiadomo jednak, kim są, ani gdzie nastąpi atak. Najwyższe kręgi rządowe są przekonane, że tylko James Bond poradzi sobie z tą misją. Agent specjalny udaje się do Serbii, gdzie o włos udaje mu się zapobiec katastrofie: celem terrorystów miał być pociąg, wyładowany śmiertelnie niebezpieczną chemiczną substancją. Liczba ofiar, gdyby atak się udał, byłaby gigantyczna. Thriller o Bondzie nie byłby thrillerem o Bondzie, gdyby nie miał jednak drugiego dna. Trzeciego, czwartego... a akcja nie odwracała się o sto osiemdziesiąt stopni co kilka stron. I tak misja zaprowadzi agenta z powrotem do Londynu, następnie do Dubaju, a ostatecznie do Kapsztadu, gdzie szpieg wpadnie na trop niesłychanego spisku "śmieciowego potentata", miliardera Severana Hydta, osobnika o dość osobliwych, nekrofilnych skłonnościach. Okaże się jednak, że to nie (tylko) on jest przeciwnikiem, z którym przyjdzie się zmierzyć. Wróg jest o wiele bardziej niebezpieczny...

Dzieje się dużo, dzieje się szybko, jak na bondowską historię przystało. Deaver doskonale odrobił lekcje i prowadzi czytelnika w miejsca, które zna z autopsji, okraszając wszystko sprawdzonymi pod każdy kątem szczegółami i insiderowską wiedzą. To wszystko sprawia, że zachowana jest wiarygodność scenerii. No właśnie, wiarygodność... Jak zwykle Bond wychodzi z wszelkich opresji cało i nie sposób nie zauważyć, że kreślone tu wątki są... mało prawdopodobne. Nie ustrzegł się Deaver przed pewną schematycznością w rozwiązywaniu krytycznych sytuacji. Nie ustrzegł się też przed pewną powierzchownością, choć poruszył w tym thrillerze problematykę poważną, zastraszająco realną i groźną (do czego wszystkiego można wykorzystać śmieci? Czy to głód będzie bronią przyszłości, dzięki której wygrywać się będzie wojny?). A jednak bierzemy to wszystko za dobrą monetę, bo wiemy, że mamy do czynienia z Bondem. Z legendą. Bohaterem. Wierzymy w to, bo chcemy w to wierzyć.

Nie oczekujmy tutaj szpiegowskiego majsterszyku rodem z Le Carre'a, nie spodziewajmy się drugiego Deona Meyera, specjalisty od afrykańskich kryminałów, nie szukajmy tu walorów, typowych dla refleksyjnych i ponurych Skandynawów. To Bond. James Bond.

Moja ocena: solidna czwórka (4/5). Za kawał dobrej rozrywki. Niezbyt ambitnej, ale na wysokim poziomie.

Recenzja syndykatu "Zbrodni w bibliotece"


17 komentarzy:

  1. Musze koniecznie kupić, jak u nas wydadzą.

    OdpowiedzUsuń
  2. Aneta, popatrz w księgarniach, bo premiera miała być 21 marca.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziś widziałam książkę w empiku, pomacałam, przekartkowałam i pomyślałam sobie, że jednak nie. Nie mam i nigdy nie miałam serca do książkowego Bonda, ale za to do filmowego jak najbardziej:) i tej opcji będę się trzymała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też dotychczas preferowałam filmowego:-)... Ale nie żałuję.

      Usuń
  4. Taki Bond mógłby mi się nawet podobać, hehe:) W sumie, ciekawy pomysł:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak dla mnie, to on za dużo w rozjazdach...:)

      Usuń
  5. Pewnie kiedyś przeczytam, bo bardzo lubię Deavera, jest jednym z moich ulubionych autorów thrillerów. Już się cieszę na lekturę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie Deaver też należy do czołówki ulubionych, choć zdarzały mu się i wyroby gniotowate :)

      Usuń
  6. To zaczynam szukac. Jak nie dla mnie to mój brat zwariuje na jej widok. Uwielbia Bonda:D

    Ja osobiście czekam na mojego komisarza Kluftingera w wersji papierowej. (Dlaczego dopiero w kwietniu?!)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też myślę, że połączenie Deaver-Bond bardzo mocno pachnie bestsellerem.

      Szczerze mówiąc, ja też już nie mogę się doczekać, aż wreszcie ukaże się Klufti:-) (a czemu w kwietniu dopiero? Nie wiem... Ja tam tylko tłumaczę:-))

      Usuń
  7. Bardzo lubię powieści Deavera, więc jestem bardzo ciekawa i tej. Czekam na nią już od dłuższego czasu, w zasadzie to zaklepałam ją odkąd ukazała się w zapowiedziach Albatrosa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to chyba koniec czekania, bo książka powinna się już ukazać. Chyba, że coś się obsunęło...

      Usuń
    2. Teoretycznie powinna już wyjść, ale nadal czekam :/

      Usuń
  8. Właśnie się ukazała po polsku i ma dość dobrą okładkę ! Pozdrawia tommy z samotni :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Heloł Tommy! Okładka istotnie wielce nęcąca... (właśnie sprawdziłam). I jaka korzystna cena! Ja 15 euro wywaliłam...

    OdpowiedzUsuń
  10. Już wrzuciłem do kolejki. Ciekaw jestem tego nowego Bonda.

    OdpowiedzUsuń