Ads 468x60px

poniedziałek, 18 marca 2013

Tłumaczka w krzyżowym ogniu pytań czyli Agnieszka w Goethe Institut


Co mają czarodziejskie zaklęcia do tłumaczenia? Czy tłumacz jest pośrednikiem pomiędzy kulturami? Co może doprowadzić tłumacza na skraj rozpaczy? I czy da się żyć z tłumaczeń? Te inne pytania oraz odpowiedzi znajdziecie na stronie Instytutu Goethego. Co miesiąc pojawiają się tam wywiady z polskimi i niemieckimi tłumaczami, którzy zdradzają tajniki swego fachu. W tym miesiącu na języki wzięto Agnieszkę Hofmann (czyli moją skromną osobę) oraz znakomitą tłumaczkę Lisę Palmes, która przetłumaczyła na niemiecki m. in. reportaże Wojciecha Jagielskiego oraz kryminał Czubaja "21:37" (przynajmniej przy tytule się nie musiała nabiedzić... Z resztą już nie poszło tak łatwo, o czym sama opowie w swoim wywiadzie, który ukaże się za parę dni).

Zapraszam na cały wywiad!

55 komentarzy:

  1. Z przyjemnością już zaglądam:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Fantastyczny wywiad...szczerze podziwiam i zazdroszczę ciekawej pracy. Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jednym słowem, żeby być tłumaczem nie tylko trzeba być artystą, ale jeszcze altruistą posiadającym dobre zaplecze finansowe.I moje niedyskretne pytanie. Jak sobie z tym radzisz? Bo życie jest drogie, w Niemczech pewno też.)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam ten komfort, że dzięki mężowi nie głodujemy;-)...

      Usuń
    2. Tak myślałam,że pewno właśnie kochający mąż daje Ci tę możliwość robić to co lubisz. Z drugiej strony szkoda, że to tak marnie opłacana praca.)

      Usuń
  4. Jaki fajny wywiad.:) Szkoda tylko, że anegdotek tak mało, chętnie poznałabym więcej;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może coś kiedyś skrobnę ekstra o wpadkach, anegdotkach i tym podobnych:-)

      Usuń
    2. Bardzo fajnie by było:)

      Usuń
  5. Właśnie przeczytałam wywiad i jeszcze raz potwierdzam swój komentarz z FB :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm, wyszła mi dziwna kolejność zdarzeń w zdaniu powyżej, moja pani polonistka, by mnie sklęła... Tzn najpierw przeczytałam, potem wrzuciłam komentarz, a teraz go potwierdzam :)

      Usuń
    2. Karkołomne, ale zrozumiałam:-))) Dzięki za miłe słowa!

      Usuń
    3. Dzień miałam paskudnie ciężki, więc sklecenie poprawnego zdania trochę mnie przerosło ;)

      Usuń
    4. A wiesz, że też tak czasami mam?... Czytam następnego dnia to, co przetłumaczyłam i włos mi się jeży na głowie...

      Usuń
    5. Najważniejsze, że w ostatecznej wersji tłumaczenia wychodzą Ci rewelacyjne :)

      Usuń
  6. Jak to dziwnie czytać wywiad z osobą, którą się - wirtualnie, co prawda, ale jednak - zna, a Twoje odpowiedzi przybliżają mi Ciebie jako osobę bardziej, niż Twoje recenzje. Podziwiam Twoją elokwencję, cóż - jesteś tłumaczką, więc o wiele bardziej obyta w słowach, ale przy tym bije z Ciebie wiele optymizmu i prawdziwej radości z tego, co robisz. Szkoda, że z samego tłumaczenia wyżyć się nie da, gdyż wedle słów Sokratesa (bodajże) "jeśli znajdziesz pracę, którą kochasz, to do końca życia nie będziesz musiał pracować". A taka praca to czysta satysfakcja, ale i wyzwanie - tym milsze są efekty i tym większa duma, gdy ujrzeć swoje nazwisko na stronie tytułowej książki :) A ja powiem szczerze, że tłumaczy zaczęłam zauważać dopiero niedawno, jakoś nigdy mnie nie zajmowało, kto jest odpowiedzialny za przekład; odkąd prowadzę bloga zwracam uwagę na te nazwiska, na niusansiki, na całą tę sztukę, by nie tyle przetłumaczyć tekst słowo w słowo, ale zawrzeć w nim tę samą magię, tę samą emocjonującą historię, jaką zawarł autor w oryginale. Przekład to o wiele więcej, niż tylko zwyczajne przetłumaczenie słów, i jako czytelnik dziękuję Tobie i wszystkim tłumaczom tego świata za to, że dzięki Wam możemy poznawać książki obcojęzycznych autorów. Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Paulina, mądrze gadasz:-) Szkoda, że nie widzisz, jak urosłam o pięć centymetrów...
      A poważnie, to tłumacza rzadko się dostrzega, zwłaszcza tego zwykłego, ale dobrego rzemieślnika, który potrafi przełożyć w sposób niewidzialny. Dostrzega się tego, który coś skopał, wtedy można mu dokopać i powiesić na nim psa, albo tego wybitnego, ekstrawaganckiego, który wybija się ponad autora... Ale abstrahując od bylejakich honoriariów, to nie zamieniłabym tego zajęcia na żadne inne:-)

      Usuń
    2. O, tak - sama powiesiłam psa na tłumaczu podczas recenzji książki "Anioły śniegu" Thompsona... i trochę mi głupio, ale z drugiej strony - gość naprawdę przetłumaczył, nie przełożył. Bardzo doceniam Marię Skibniewską, "Władcę pierścieni" zdarzyło mi się kiedyś porównać pod względem 3 różnych tłumaczy i, tak jak 2 spartoliło robotę po całości, usuwając z książki całą magię a pozostawiając nieokrzesane, twarde zdania, tak Skibniewska ze swoją lekkością, miękkością ochroniła magię powieści Tolkiena. I to dobry przykład na to, że przekład to nie tylko tłumaczenie :)

      Usuń
    3. No niestety, są wśród nas czarne owce, a także często po prostu ludzie z ulicy, którzy nigdy nie powinni brać się za coś takiego (tutaj trzeba wytknąć palcem praktyki niektórych wydawnictw, które biorą ludzi bez doświadczenia, bez kwalifikacji, płacąc im - o ile w ogóle - parę złotych). Rynek jest jaki jest, ale traci na tym jakość, czytelnik, tłumacz z prawdziwego zdarzenia (bo amator pracując z niskie stawki psuje rynek)...
      Ja też czytałam przekład Skibniewskiej - magia...

      Usuń
  7. Bardzo sympatyczny wywiad. :)
    A tak z ciekawości - jaki drugi język kończyłaś w ILS i czy z niego też tłumaczysz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rosyjski:-) Do dziś mi się śnią po nocach testy z ortografii i interpunkcji, które oblewało się przy trzech błędach, czyli niemal zawsze... Niestety, nie tłumaczę z rosyjskiego, a szkoda, bo to piękny język. Może się kiedyś przydarzy?

      Usuń
  8. Bardzo ciekawy wywiad :) tommy

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetny wywiad i bardzo sympatyczne zdjęcia, aż miło popatrzeć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, z godzinę ćwiczyłam uśmiech (mąż mi kazał, bo ja chciałam przybrać poważną minę)...

      Usuń
    2. Mądry mąż, trzeba się uśmiechać ;-)

      Usuń
    3. Tja, ale przez to jarzę się jak głupi do sera na każdym zdjęciu...

      Usuń
  10. Fajnie przeczytać Agnieszko skąd to się wszystko wzięło, skąd pomysł na tłumaczenia. :)) Zazdroszczę tej możliwości obcowania z literaturą w pracy. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wprawdzie istnieją bardziej intratne pomysły na zarabianie pieniędzy, ale właśnie ze zwględu na połączenie pasji z zarabianiem (i ze względu na to, że pracuję, kiedy chcę) jest to idealne rozwiązanie...

      Usuń
  11. Przeczytałam :) Bardzo interesujący wywiad :)
    Gratuluję :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Bardzo sympatyczny wywiad, umiesz zastosować ciekawe porównania:) Coś między rzemieślnikiem a artystą, to jest to :)
    opty2

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak się czuję, ale jeśli popytasz wśród tłumaczy, to każdy odpowie coś innego. Zresztą w tej serii rozmów padło trochę naprawdę mądrych słów.

      Usuń
  13. Idę poczytać. A póki co, pozdrowienia dla Ciebie :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Znakomity wywiad! Serdeczne pozdrowienia dla Pani Tłumaczki. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I vis-a-vis, jak mawiała Violetta Kubasińska:-)
      Dzięki, nawiasem mówiąc:-)

      Usuń
  15. Nie ma co za dużo pisać, świetny po prostu :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Wciąż się nie mogę nadziwić, że dole i niedole tłumacza i jego rola w procesie wydawania książki była do niedawna dla mnie prawie niewidzialna. Tym bardziej z fascynacją śledzę teraz wypowiedzi dotyczące Twojego zawodu. Świetny wywiad, w którym idealnie uchwyciłaś, o co chodzi w tłumaczeniu literatury :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niewidzialność jest okay:-) Gorzej, jeśli z winy tłumacza rzucasz książką w kąt... Dzięki za miłe słowa:-)

      Usuń
    2. Zwykle trudno stwierdzić, czy wina leży po stronie autora czy tłumacza...

      Usuń
  17. Bardzo dobrze, że ostatnio mówi się głośniej o roli tłumacza (przynajmniej ja mam takie wrażenie). Jeśli tłumacz źle wywiąże się ze swojego zadania jest to zauważalne nawet dla laika, jeśli zaś jest świetny, jego rola jest zwykle niezauważana :( Trudny zawód wybrałaś, ale najważniejsze, że czujesz się szczęśliwa.
    Co do wywiadu, to nie będę oryginalna :) Jest świetny! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mówi się, ale na razie niewiele dobrego z tego wynika dla tłumaczy. Nadal chodzi tylko o to, by przekład był jak najtańszy, więc często bierze się osoby niemal z ulicy. Albo znajomych króliczka. Efekty widać, niestety.
      Dzięki za miłe słowa:-)

      Usuń
  18. Aj... chyba wyrzucę smartphona... Bo czytam posty a potem zapominam dopisać komentarze... Naprawdę fajny wywiad, ujęłaś mnie opowieścią jak do tego doszło, że zajmujesz się tym, czym się zajmujesz :-) Ale żal mi się zrobiło że nie można się utrzymać z tłumaczeń książek o ile nie robi się tego na akord... Na znanych książkach autorzy zarabiają chyba dość sporo, więc czemu praca tłumacza jest (materialnie) tak słabo ceniona...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam to samo z i-padem, czytam, ale nie piszę, bo mi brakuje polskich literek, co mnie potwornie irytuje... Zaś co do kwestii honorariów: w większości przypadków tłumacze nagradzani są od arkusza, nie otrzymując procentu od sprzedanych egzemplarzy. Na wynegocjowanie lepszych stawek i procentu od sprzedaży mogą sobie pozwolić największe nazwiska. Ja staram się godzić pracę z dziećmi i choćby już tylko z tego względu nie siedzę nad tekstem dwunastu godzin dziennie, co musiałabym robić, żeby móc z tego żyć...

      Usuń
    2. To naprawdę nie w porządku tym bardziej że przecież tłumacz inwestuje mnóstwo pracy, czasu, intelektualnego wysiłku... Bywają pisarze, którym słowa wręcz spływają na papier a tłumacz czasem i parę godzin siedzi nad zręcznym tłumaczeniem paru stron...

      Usuń
  19. Bardzo interesujący wywiad :-) Trochę zaniedbałam zaglądanie do Ciebie ale teraz nadrabianm zaległości(mam urlop-wreszcie trochę wolnego od pracy).Serdeczne pozdrowienia! A

    OdpowiedzUsuń
  20. Świetny wywiad! Wszystko co o tłumaczu chciałoby się wiedzieć :)

    OdpowiedzUsuń