Ads 468x60px

niedziela, 2 lutego 2014

Chris Beckett "Ciemny Eden" - to gdzie ten raj?...


Wydawnictwo: MAG
Seria: Uczta Wyobraźni
Tytuł oryginału: Dark Eden
Tłumaczenie: Wojciech M. Próchniewicz
Data premiery: 15.01.2014
Liczba stron: 334
Cena: 39 zł

Wyobraźcie sobie świat bez Słońca. Świat ciemny, ale nie mroczny, obcy, ale jedyny, jaki macie. Świat pełen form życia, które idealnie dostosowało się do ciemności. I ludzi na tym świecie, potomstwo dwójki dwójki gwiezdnych rozbitków z Ziemi. Po stu sześćdziesięciu latach Rodzina rozrosła się - liczy ponad pięćset członków, ale nadal czeka. Czeka na przybycie kogoś z Ziemi. I to czekanie sprowadza się właściwie wyłącznie do nagiej egzystencji, do przeżycia, do trwania w stanie osobliwego zawieszenia, zamrożenia rozwoju, który zatrzymał się na etapie zbieractwa i łowiectwa. Ta hermetyczna społeczność, będąca kazirodczą mieszanką genów pierwszych rodziców Henry'ego i Angeli, kisi się w niewielkiej dolince, zaspokajającej podstawowe potrzeby, ale niewiele ponadto. Dolina pośród lodowatych, spowitych wiecznym śniegiem gór jest trudno dostępna, ale nie odseparowana od reszty świata. A mimo to przez sto sześćdziesiąt dwa lata nikt nie wpadł na pomysł, by oddalić się od miejsca, gdzie leży Krąg, miejsca, skąd ostatni raz wystartował Lon Downik, by sprowadzić pomoc z Ziemi. Nikt nie zechciał wyściubić nosa za Ciemno i poszukać czegoś więcej. Aż do chwili, gdy jeden z członków grupy Czerwoniuchów, John, nie zacznie zadawać pytań o granice ich rozwoju i nie zburzy ładu i pokoju, panujących w Edenie.

Ta historia jest zdumiewająco prosta, jak prosta jest historia ludzkości w pigułce. Ta miniaturowa społeczność o prymitywnych strukturach i szczątkowej kulturze, zredukowana do walki o przetrwanie i prokreacji (czyli do "robienia" wełniaków i ślizganka, przejmując książkową nomenklaturę) pokazuje jednak narodziny pionierskiego ducha, tego eksplorerskiego pierwiastka, będącego motorem wszelkiego rozwoju - i wraz z nimi wszelkie konsekwencje, jakie ze sobą niesie: destrukcję, konflikt, zbrodnię. Podczas gdy znakomita większość wspólnoty preferuje zachowawczość i bierność, jeden John w świadomy sposób poddaje w wątpliwość, poszukuje i zmienia, jest jedynym, "który umie zadziałać, żeby coś się stało", jest prekursorem, nosicielem genu odkrywcy.

Można się tu zachwycić wykreowanym przez autora światem - choć są powieści, które pokazują obce uniwersa bardziej szczegółowo i z większym rozmachem. Ale jest tu wielka intensywność, której brakuje w innych wizjach. Intensywność, biorąca się z bezpośredniego przekazu z ust zmieniajacych się narratorów. Przekaz ten jest żywy, plastyczny, sugestywny, choć ograniczony granicami poznania postaci i granicami ich języka - prostego, czasem prostackiego, czasem zdumiewająco nowatorskiego, niekiedy porażająco skutecznego w swej pozbawionej kulturowej nadbudowy i zredukowanej formie. I autor, i tłumacz stają tu na wysokości zadania, a po kilkunastu stronach przestają irytować osobliwe powtórzenia dla zintensyfikowania przekazu, nieustanne "ślizganka" i wtrącenia typu "na fiuta Henry'ego". To jest dobry dobry trik. Za to niewiele dowiadujemy się o samym Edenie, poza niewykłymi formami fauny i flory i sposobami, w jaki można je spożyć lub spożytkować w inny sposób - bo i mieszkańcy Edenu tej szczegółowej wiedzy nie posiadają.

W tej prostocie leży niezwykłe piękno tej opowieści. Beckett przy pomocy niezwykłych środków zdołał dotrzeć do kwintesencji człowieczeństwa, ukrytej w prymitywnej populacji, wegetującej gdzieś na peryferiach kosmosu, w ciemnym, nieludzkim świecie. Mało komu udaje się w tak precyzyjny sposób pokazać ludzki pęd do poznania, ten niezwykły niepokój, trawiący pionierskie jednostki, imperatyw, leżący u podstaw każdego wynalazku. Ale to również historia o utracie. O utracie nadziei i raju, i o tym, że nie każda utrata oznacza koniec. Czasem jest początkiem czegoś nowego. Znamienne jest to, że mamy tu do czynienia ze swoistą inwersją: to Ziemia jest tutaj rajem dla Edeńczyków, owym nieosiągalnym, może nawet mitycznym miejscem, o którym się śni, do którego się tęskni, ale którego nikt nigdy nie widział.

I jeszcze o okładce: jest znakomita! Prosta, mroczna i tajemnicza, zupełnie jak Eden. I to bez obligatoryjnej foci niezwykłej urody dziewoi.

I już pomijając wszelkie inne walory, na fiuta Henry'ego i cycki Geli, książka jest piekielnie wciągająca, przystępna i czyta się znakomicie, co nie jest regułą w przypadku tytułów z Uczty Wyobraźni.


Pierwsze zdanie: "Łup, łup, łup."
Gdzie i kiedy: Eden, w przyszłości 
W dwóch słowach: Eden i Ziemia
Dla kogo: dla tych, którzy wierzą, że fantastyka jest literaturą dla "pryszczatych uczniów z ostatniej ławki" (by zrewidowali poglądy), dla pionierów i osadników
Ciepło / zimno: 95°

27 komentarzy:

  1. O. Niby nie moje klimaty, ale po Twojej recenzji bardzo chce i na pewno przeczytam :-).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To, że ma łatkę "fantastyka", nie znaczy, że mogą czytać tylko pryszczaci uczniowie z ostatniej ławki... Doskonała powieść, polecam z całego serca!

      Usuń
  2. Pragnę i pożądam. Już mam na półce inną książkę, którą chcę porównać z "Ciemnym Edenem", bo tak mi wychodzi z opisu, że warto porównać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jakaż to książka, jeśli wolno zapytać?... :-)

      Usuń
    2. "Osada" Bułyczowa. Znasz?

      Usuń
    3. Przeczytałam sobie opinię na "Katedrze" i... brzmi rzeczywiście znajomo. Ciekawa jestem tych zbieżności, więc pochwal się, jak już będziesz po lekturze. Swoją drogą, chętnie i ja sięgnę po "Osadę". Rosjanie kiedyś tworzyli znakomitą fantastykę, a teraz mało do nas dociera...

      Usuń
    4. No to chwalę się. Zbieżności istnieją, na nich mój tekst się opiera. Wynika z niego, że po "Osadę" sięgnąć absolutnie warto, tak jak i po "Ciemny Eden".

      Usuń
  3. Nawet nie wiesz jak mnie ucieszyła Twoja wysoka opinia, bo zaryzykowałam i wzięłam w ciemno tę książkę do recenzji. A z fantastyką nie zawsze mi po drodze, więc tym bardziej obawiałam się, że na własne życzenie postanowiłam przeczytać coś, co mnie wynudzi. Miło wiedzieć, że prawdopodobnie tak się nie stanie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W ciemno - to akurat wyjątkowo pasuje do tej książki ;-) I nie przejmuj się, książka jest dość lekkostrawna, co nie znaczy, że trywialna. Myślę, że Ci się spodoba:-)

      Usuń
    2. Czuję się podwójnie zachęcona :)

      Usuń
  4. 95C aż parzy :) Cieszy mnie to bardzo, bo książka czeka na półce :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, to gorący towar ;-) Ciekawa jestem, jak Ci się spodoba!

      Usuń
  5. No no, 95 stopni! Toż to ideał! Będę musiała się przyjrzeć bliżej :)
    opty2

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo gorąco polecam! Nie tylko fanom gatunku...

      Usuń
  6. Również uważam, że okładka jest znakomita. Jedna z najlepszych w serii - a może nawet najlepsza?
    Nie mogę się już doczekać lektury, chyba będzie moim drugim tytułem po Kiernan z tego nowego rzutu UW. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, okłada im się udała tym razem :-)
      A jak Kiernan?...

      Usuń
  7. Jeszcze nie zaczęłam, bo kończyłam Dicka, a po nim wzięłam Asimova. :D Ale jeśli zdążę go skończyć przed dostaniem "Młota", to wezmę Kiernan w następnej kolejności. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Recenzja doskonała, ale książka niestety nie dla mnie :(

    OdpowiedzUsuń
  9. Cieszę się, że książka okazała się być taka dobra, bo mam na nią ochotę :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Fantastyka dla pryszczatych? Eee... z tego, co widziałam, to całkiem fajne chłopaki zaczytują się w fantastyce... ... ;) A tak serio serio mówiąc, to choć fantastyka raczej płynie sobie gdzieś tam w moich okolicach - bo czymże jest horror, jeśli nie fantastyką? - to jednak TAKA fantastyka jest dość daleko. Co nie zmienia faktu, że jeśli o to chodzi, i jeśli miałabym sięgać, to na pewno właśnie po książki z serii "Uczta wyobraźni". Wydaje mi się, i chyba mam rację, że ta seria to po prostu najlepsi... z najlepszych. :) Uh, jak mnie dawno tu nie było!

    OdpowiedzUsuń
  11. Właśnie kończę Ciemny Eden (zostało mi jakieś 30 stron) i muszę powiedzieć, że jestem pod sporym wrażeniem. Kolejny Beckett (po autorze GENEZIS) pokazuje jak wycisnąć z sf wszystko to, co dobre. Prosta historia, nawiązująca do klasyków gatunku, bez wartkiej akcji, a jednak wciągająca i... mądra.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja tego drugiego Becketta też mam, tylko się nie mogę zabrać za niego, choć słyszałam, ze znakomity!
      Masz rację, jest w tej opowieści mądrość i prostota. Urzekła mnie, serio.

      Usuń
  12. Drugi Beckett w Genezis świetnie żongluje ideami i motywami w sf od dawna znanymi.
    Tylko że właśnie, on je inteligentnie potasował i podał na nowo - w którymś numerze sf książka dostała ocenę maksymalną, czyli 6. Zdziwiło mnie to, że powieść nagradzano w Nowej Zelandii w kategorii "literatura dla młodzieży". Nawet lead tej recenzji się do tego odnosi: http://esensja.stopklatka.pl/ksiazka/recenzje/tekst.html?id=11691
    Dziwne... Jeśli młodzi ludzie w Nowej Zelandii czytają i doceniają takie sf, to tylko gratulować takiej młodzieży!

    OdpowiedzUsuń
  13. Właśnie zobaczyłem, ze autor zamieśćił link do recenzji zna swojej stronie. Gratulacje!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, widziałam to :-) Nie mam pojęcia, jak on to wypatrzył?...

      Usuń
  14. Książka jest WYJĄTKOWA !!! Opis świata Edenu jest tak sugestywny, że po zakończeniu lektury przez wiele tygodni łapałem się na tym, że moje myśli kierowały się ku niemu. Wieczorne spacery po nadmorskim lesie pozwalały wyobrazić sobie choć jego namiastkę. Warto jeszcze choć wspomnieć o zbudowaniu przez autora uproszczonego, zdegenerowanego języka. Fascynująca podróż w wyobraźnię. Od czasu lektury minęło już sporo czasu - ale na samo wspomnienie kręci się w oku łezka za niedostępnym światem.

    ps
    autor popełnił jeszcze Matkę Edenu. Książkę o losach załogi, która stała się początkiem kolonii. Z utęsknieniem czekam na jej polskie wydanie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też czekam, MAG chyba ją przygotowuje :-)

      Usuń