Ads 468x60px

piątek, 28 września 2012

Trafne wybory?... J. K. Rowling i komnata supertajemnic


Będą kolejki?... Raczej nie. Wprawdzie niemieckie wydawnicto Carlsen wydrukowało 500 tysięcy egzemplarzy najnowszej "dorosłej" powieści J. K. Rowling, która dziś, punktualnie o 9-tej rano czasu środkowoeuropejskiego trafi do księgarń, na razie tylko w krajach anglojęzycznych i w Niemczech, ale nastroje są umiarkowane. W wydawnictwie będą się cieszyć, jeśli się uda sprzedać cały nakład, jeśli ogólny nakład przekroczy milion, zamówią skrzynkę szampana. 

Strategia marketingowa, służąca do wypromowania "Trafnego wyboru", to prawdziwa machina, która niczego nie pozostawia przypadkowi. Najnowszy twór Rowling ma być bestsellerem, koniec kropka. W niemieckiej telewizji od wczoraj w czasie największej oglądalności puszczono reklamę tej książki, co już samo w sobie jest krokiem niespotykanym, kosztownym i raczej wyjątkowym. Reklama jest krótka, ale intrygująca. Nie zdradza niczego o treści, ale sieje  ziarno niepewności. Jest jednak tylko maleńką częścią spektaklu, który precyzyjnie buduje się wokół wydania tej książki, drobnym elementem inscenizacji, trybikiem w mechaniźmie, skonstruowanym przez genialnych speców od marketingu.

Ukazanie tej książki kreuje się na wydarzenie, które na pewno nie zostanie pominięte w wieczornych wiadomościach. Od dawna było obwarowane szeregiem zabezpieczeń, które każdy trzeźwo myślący człowiek skwituje uniesioną w zdumieniu brwią. Tak jakby wszystkich, zaangażowanych w proces wydawniczy, ogarnęła zbiorowa paranoja. Przed puszczeniem książki do druku poznała ją zaledwie garstka osób. Szef niemieckiego wydawnictwa, Joachim Kaufmann, trzykrotnie latał do Londynu na negocjacje, a suma, za jaką sprzedano licencję, jest oczywiście owiana tajemnicą. Właścicielem praw do wydania kieszonkowego w Niemczech zostało wydawnictwo Ullstein, a jego szef otrzymał sześciusetstronicowy manuskrypt do wglądu wyłącznie w siedzibie wydawnictwa, w pomieszczeniu pozbawionym okien. 

Jeszcze większe środki bezpieczeństwa, niemal graniczące z absurdem, towarzyszyły tłumaczeniu książki na niemiecki. Tłumaczki, Susanne Aeckerle i Marion Balkenhol, by wykonać zlecenie, musiały udać się do Londynu. Pracowały na laptopach, zabezpieczonych systemem rozpoznawania odcisków palców, bez dostępu do internetu, w pomieszczeniu zamkniętym i w warunkach niemal więziennych. 

Wszystkie dostępne "szczotki" i wydruki zostały zniszczone. Mediom nie udostępniono egzemplarzy recencyjnych, z obawy przed kopiami pirackimi. Pracownikom drukarni zabroniono wnoszenia komórek wyposażonych w funkcję aparatu, transport wydrukowanych książek odbywał się na zalakowanych paletach w zaplombowanych ciężarówkach. 

A o co tyle szumu? Niewiele wiadomo o tej książce. Sama autorka twierdzi, że stanowi całkowite zerwanie z Harrym Potterem. Ma to być "pełna czarnego humoru, błyskotliwa i prowokująca opowieść o małym miasteczku". Pierwsze recenzje są powściągliwe. Powieść chwali się za społeczne przesłanie, stawiające ją w jednym szeregu z Charlesem Dickensem. Z drugiej strony krytykuje za szereg obscenicznych scen. Allison Pearson z Daily Telegraph ostrzega przed udostępnieniem ksiązki dzieciom ze względu na ostre sceny z seksem i narkotykami w tle, podkreślając, że są tu elementy humoru, trafne obserwacje, ale i sporo okurcieństwa i beznadziei. Z kolei Daily Mirror pisze, że nowe dzieło Rowling to "czara nieczystości" i oburza się z powodu wulgaryzmów. Krytyk Independent chwali "pieśń wolności", a Times pisze, że książka jest "odrobinę nudna". 

Jak jest naprawdę? O tym już wkrótce. 


57 komentarzy:

  1. Absurd goni absurd jak widzę :) Książki jestem dość ciekawa, ale po wspomnianych przez Ciebie recenzjach podejrzewam, że jest raczej średnia. W przeciwnym razie ich autorzy wyrażaliby się bardziej entuzjastycznie. Może Rownling zbyt na siłę chciała się odciąć od HP i stąd ten nadmiar wulgaryzmów i obscenicznych scen?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja myślę, że wielu będzie chciało po prostu sprawdzić, jak pisze Rowling po Potterze. Sami "testerzy" sprawią, że książka sprzeda się w milionowym nakładzie.

      Usuń
  2. Czyli jakby nie nazwisko autorki, to książka oceniana byłaby negatywnie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nazwisko to obosieczny nóż. W jej przypadku poprzeczka wisi bardzo wysoko, więc nazwisko, być może, bardziej zaszkodzi w obiektywnej ocenie, niż pomoże.

      Usuń
  3. A mnie nie dziwią podjęte środki ostrożności. W dzisiejszym złodziejskim świecie, gdzie kradnie się własność intelektualną bez pardonu, gdzie przecieki, wycieki i inne historie uwielbiają pojawiać się przed właściwą premierą, dlaczego nie?. Raz, że precz ze złodziejami, a drugi raz, jest to świetna reklama.
    Pewnie książkę przeczytam, bo magia nazwiska i ciekawość...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też to rozumiem, zwłaszcza że Rowling ma złe doświadczenia ze swoimi książkami o Potterze. Podobno sam Stephen King doradzał jej w kwestiach środków antypirackich.

      Usuń
    2. Ano właśnie. Zresztą spójrzmy na siebie, strzeżemy swojego domu jak twierdzy, zamki i kłódki, kamery, strzeżone osiedla i monitoring. To wydaje nam się normalne i słuszne, ale dziwimy się, kiedy ktoś robi to samo, w może bardziej spektakularny sposób, bo zwyczajnie go stać na to.
      I nie przesądzałabym sprawy, że książka jest/będzie słaba, a już z pewnością nie zasługuje na takie światowe halo. Przeczytajmy i dopiero wtedy mówmy...

      Usuń
  4. Wspaniale mi się czytało ten wpis o książce. Że przeczytam samą książkę, zaczyna być wątpliwe ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Był (jest) szał na twarze Greya, będzie i na nową Rowling. Pierwsze mnie nie obeszło, ale drugą zamówiłam...

      Usuń
    2. A ja Greya juz mam, wypozyczylam, bylam zapisana na niego pierwsza w bibliotece - niestety dzis wlasnie porwala mi go kolezanka (ale ma zaraz oddac!! ;-)) ).

      Usuń
  5. Biedna, biedna J.K.R. Wszyscy czekają na nowego Pottera, czy to dla dorosłych, czy dla dzieci,czy w wersji kryminalnej czy też science- fiction. A ona uparła się żeby krytykować klasowy system w Uk, żeby odciąć się od bajek i pokazać normalny świat. Wulgaryzmy? O rany...gdybym pisała współczesną powieść o swoim mieście toczącą się w którymś blokowisku, teź nie uniknęłabym wulgaryzmów, obsceny i śmierdzących, niewygodnych tematów. Przeczytam, bo J.K.R ma dobre pióro.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie taka znowu biedna...:-)
      Ja też przeczytam, a wulgaryzmów się nie boję.

      Usuń
  6. Moja córka skwitowała: sprytna ta Rowling, wszystkie dzieciaki, które czytały Pottera już są dorosłe, więc napisała dla nich:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetne spostrzeżenie:-)!!!

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. Nie można temu stwierdzeniu odmówić trafności :) W dzieciństwie czytałam jej książki z wypiekami na twarzy, a teraz z samej ciekawości sięgnę po nową powieść.

      Usuń
  7. Zabezpieczenia godne Pentagonu czy innego Secret Service :D Jak tłumacz chciałabyś pracować jak te dwie wspomniane panie? Powiedziałabym, że sam sposób tłumaczenia zasługuje już na odrębną powieść (swoją drogą ciekawe by było poczytać książkę sensacyjną o takiej machinie promocyjnej książki).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wyobrażam sobie, żeby tłumaczyć bez dostępu do internetu. A tak zwany risercz???... Ale z drugiej strony, gdyby ktoś mi zaproponował, to bym pewnie nie odmówiła. Prestiż, panie...

      Usuń
    2. Może coś teraz zmyślam, ale chyba jakiś czas temu czytałam o oburzeniu tłumaczy z wielu europejskich krajów, którzy na wykonanie swojej pracy przekładowej będą mieli zaledwie kilka tygodni, ponieważ wydawnictwa zechcą wypuścić książkę przez Świętami, a tekst trafi w ich ręce dopiero po premierze w krajach anglojęzycznych.

      Swoją drogą, jeżeli książka jest rzeczywiście przeciętna, cała ta tajemniczość wygląda nieco żałośnie, chociaż jest słuszna, biorąc pod uwagę piractwo, etc.

      Usuń
  8. Te wszystkie zabezpieczenia i obwarowania są równiez swoistą reklamą, bo srzeże się przecież rzeczy bardzo pożądane przez ludzi. Działa to więc chyba w dwie strony. Pożądamy strzeżonego - strzeżemy pożądanego :)
    A teraz cos z innej beczki: dziś w telewizji śniadaniowej dowiedziałam się, że połączenie kolorów czerwonego i żółtego jest dla odbiorcy wyjątkowo apetyczne - znów podświadome działane okładką na odbiorcę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, że tak. Odnoszę wrażenie, że w promocji tej książki wszystko zostało starannie zaplanowane w najmniejszym szczególe, więc dlaczegóżby nie skonsultować okładki z psychologiem?...

      Usuń
    2. O, a mnie polaczenie jebitnego zoltego i jaskrawego czerwonego odrzuca i zniecheca - czyzbym nalezala do tych reagujacych nietypowo? ;-))

      Usuń
    3. Mnie ten dwa kolory kojarzą się, nie wiem czemu, ze świętami (może żółty przypomina mi złoty i stąd te skojarzenia?), a święta większości kojarzą się pozytywnie :)

      Usuń
  9. Wlasciwie juz o samym procesie poprzedzajacym wypuszczenie ksiazki na rynek czyta sie z wypiekami na twarzy - Rowling powinna sie zabrac za ten temat, zamiast produkowac jakies tam powiescidla ze spolecznymi przeslaniami ;PPP.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, otoczka jest niezła... Ale może to wcale nie jest powieścidło?:-)

      Usuń
    2. Tak właśnie tak odebrałam:-)))

      Usuń
  10. serię o Harrym uwielbiam, dorastałam na niej, czytałam kilka razy niektóre części
    jednak jeśli mam być szczera, to nie wiem, czy mam ochotę na najnowszą książkę autorki
    a te systemy zabezpieczeń... zwłaszcza z tłumaczkami... masakra jakaś o.0
    nic, poczekam na polskie wydanie, pierwsze recenzje i wówczas dopiero się zdecyduję, czy przeczytam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te tłumaczki mnie rozwaliły zupełnie... Ciekawa jestem, czy polski tłumacz też siedzi teraz w Londynie?

      Usuń
  11. Tłumaczenie bez dostępu do internetu? Brr...
    A na książkę, prawdę mówiąc, nie czekam jakoś specjalnie, choć Pottera zawsze bardzo lubiłam. Poczekam na recenzje i opadnięcie szału, a dopiero potem pewnie sama sprawdzę, jak sobie Rowling poradziła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bez internetu sobie nie wyobrażam... Ale może im pozwalali wychodzić do drugiego pokoju na jakiś research...

      Usuń
  12. To w Niemczech nowa Rowling jest tak szybko? Nieźle :) W Polsce ma się ukazać 15 listopada. Z ciekawości na pewno przeczytam, czy kupię jeszcze nie wiem, jeśli nie będzie zaporowej ceny to pewnie tak. Dziwi mnie trochę, że angielska prasa obrusza się na wulgaryzmy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się zdumiałam, że premiera w Niemczech jednocześnie ze światową. Ale przyznam skrycie, że bardzo mnie to cieszy:-)
      A co do angielskiej prasy, to na co się ona nie oburza...

      Usuń
  13. Jestem ogromnie ciekawa tej książki. Uwielbiam Pottera i zastanawiam się czy autorka da radę równie mocno zaskoczyć, zaintrygować i rozkochać dorosłego czytelnika :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy rozkochać, to wątpię, dorosłych nie tak łatwo pobudzić do miłości jak dzieci, ale zaintrygować - na pewno.

      Usuń
  14. Ja chyba się alienuję od świata - coś, gdzieś o nowej książce JKR słyszałam, ale nie byłam świadoma, że takie z nią zamieszanie :)
    Fajnie, że piszesz o takich rzeczach - od razu się czuję bardziej osadzona w rzeczywistości ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poczekaj dwa miesiące, będzie szum i w Polsce:-)

      Usuń
  15. Lubię kryminały i książkę na pewno zakupię, aczkolwiek pewnie nie po premierze, bo cena będzie astronomiczna. Swoją drogą, zadziwiła mnie grubość tej książki, myślałem, że będzie cieńsza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cena w Niemczech też niczego sobie: 25 eurasków chcą. E-book za dwie dychy, a angielską wersję elektroniczną można dostać za "jedyne" 15 euro...

      Usuń
    2. 25 euro? Masakra, w Polsce pewnie aż tak strasznie nie będzie, aczkolwiek poniżej 40 to na 100% nie zejdzie.

      Usuń
  16. O, będzie u Ciebie recenzja? Super.:)

    Sama jakoś szczególnie nie mam ochoty się z tą książka zapoznawać. Może kiedyś, jak szał opadnie, sięgnę z ciekawości. A te środki bezpieczeństwa to chyba bardzie jednak chwyt marketingowy, niż konieczność...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będzie! Jutro książka ma do mnie dotrzeć, pewnie w weekend zasiądę, a jak mnie wciągnie, to może się nawet recenzja pojawić szybciutko.

      Usuń
  17. Myślę, że czego by jeszcze nie napisała to i tak już do końca życia będzie chodziła w chwale autorki Harrego Pottera i pisarki dla dzieci i młodzieży :-).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta łatka się od niej nie odczepi, to fakt. Ale może R. chce zapracować na inną, np. najpopularniejszej (albo najlepszej) autorki wszechczasów?...;-)

      Usuń
    2. W kategorii "autorki" ma jeszcze szansę bo w generalnej klasyfikacji raczej nie :-)

      Usuń
  18. Jestem juz w trakcie czytania i na razie podchodze do ksiazki z lekkim dystansem :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niezłe masz tempo:-) Mniemam, że e-booka wchłaniasz?

      Usuń
  19. Trzeba będzie się samemu przekonać ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Styl tej autorki w Potterze nigdy mi nie podchodził. Cały cykl nie darzę wielką sympatią, choć ekranizacje są całkiem niezłe. Po najnowszą powieść Rowling nie sięgnę na pewno, mimo tego, że ta cała kampania reklamowa i środki ostrożności mnie zaintrygowały. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja wciągnęłam wszystko, z wielkim ukontentowaniem:) Ale przecież nie każdy musi lubić wszystko...

      Usuń
  21. Paranoja jest. Szokujące pomysły są. Ja powiem tak: wiem, że Rowling nie pisała tej książki dla pieniędzy. Ma ich tyle, że może sobie na to pozwolić. A jeżeli pisała - to ma do tego prawo. Dała sobie wiele lat wytchnienia, w końcu coś napisała - i pewnie boi się jak diabli. A wydawcy zwietrzyli krew. Obietnicę dużych (?) pieniędzy w czasach kryzysu. Nie dziwię im się ani trochę, że tak korzystają z okazji...

    I choć całe to zamieszanie może kogoś zniesmaczyć, może wydać się brudne - ja myślę sobie, że to cudowanie, że po raz pierwszy od tak wielu lat jest taki hałas, szum i chaos wokół książki. Niech mówią. Niech reklamują. Rowling na to zasłużyła, bo podarowała światu coś wspaniałego:)

    Nie wiem, jak ze sprzedażą w Polsce, ale moim zdaniem będzie dobrze. Ja sama mam zamiar kupić książkę Rowling, co jest o tyle ważne, że ja NIGDY nie kupuję książek, a już na pewno nie takich za 50zł. To duży wydatek, a przecież książkę przeczytam zapewne tylko raz. A jednak - tęsknię za narracją Rowling, za jej pomysłami, za kreacją świata. I z radością przeczytam, cokolwiek napisze. Z bijącym sercem czekam na twoją recenzję!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to to! Z tą krwią to masz kompletną rację. Ja myślę, że mogą się nawet pojawić recenzje krzywdzące, mające na celu wyłącznie zmiażdżenie, po to tylko, by pokazać, jakim to wspaniałym i przemądrym krytykiem się jest...
      Obiektywnie rzecz biorąc jej seria o HP jak żadna inna nie zrobiła tyle dla czytelnictwa wśród dzieciaków, więc nie przeszkadza mi specjalnie ten szum wokół tej książki.
      Nie nastawiam się szczególnie pozytywnie ani negatywnie, zamierzam przeczytać tę książkę jak każdą inną:-)

      Usuń
    2. W takim razie czekam:) Ja muszę być cierpliwa, ale listopad tuż-tuż. Dam radę;))

      Usuń
  22. Wyczytałam właśnie z internecie, że 30 września to święto tłumaczy. Ergo - wszystkiego najlepszego, co się może przydarzyć tłumaczowi w związku z warsztatem i poza nim :D

    A ja już mam pod ręką jedno z twoich dzieci translatorskich, czeka tylko na czas :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie! Dzięki za życzenia, to ja poproszę o niewysychający strumień zleceń i satysfakcjonujących powieści do tłumaczenia...

      A które z moich dzieci zamierzasz schrupać?:-)

      Usuń
    2. Życzenia licznych zleceń płyną zatem z Krakowa!

      A co do dzieci - "Operacja Seegrund" :)

      Usuń
  23. A wszystko po to, aby tajemnicze stało się pożądanym he he.
    Zależy dla kogo :) Ja na pewno nie kupię tej książki, może wypożyczę ale to też nie jest pewne.
    opty2

    OdpowiedzUsuń