Ads 468x60px

czwartek, 23 kwietnia 2015

Harald Gilbers "Germania" - historia o Żydzie, gestapowcu i seryjnym mordercy



Wydawnictwo: DW PWN
Tytuł oryginału: Germania
Tłumaczenie: Agnieszka Hofmann
Data wydania: 20 kwietnia 2015
Liczba stron: 472
Cena: 34,90 zł

"Najbardziej uważnym czytelnikiem jest tłumacz" - jakże prawdziwe to słowa. Tłumacz nie jest zwyczajnym czytelnikiem, który prześliźnie się po tekście, zatrzyma tu i ówdzie, by pogalopować dalej, pomijając to, co nudne, błahe, miałkie. Tłumacz wchodzi w tekst na wiele długich tygodni, żyje nim i oddycha, aż przestaje traktować go niczym ciało obce i zaczyna tworzyć na nowo, w innym, (własnym?) języku. Słowa autora stają się jego własnymi słowami, myśli bohaterów - jego własnymi myślami. I nadchodzi taki moment, kiedy nie da już oddzielić się tekstu od własnej osobowości, kiedy staje się on cząstką tłumacza, zagnieżdża się w nim i zostaje, niczym osobliwy pasożyt - osobny byt, a jednak wchłonięty i udomowiony. 

Nie dziwcie się zatem, kiedy powiem, że pisanie o przetłumaczonej przez siebie książce jest trochę jak wprowadzenie na salony własnego dziecka, zaprezentowanie go światu przez rodzica przepełnionego dumą, ale i obawą, jak zostanie przyjęta wypieszczona latorośl. Spędziłam z "Germanią" wiele intensywnych tygodni, aż przeniknęła do mojej podświadomości, snów i codziennych myśli. Widziałam tłuste cielska bombowców wiszących nad zaciemnionym miastem i obracałam w ustach szewskie przekleństwa Hilde. Sprawdzałam, czy nie odpruła się gwiazda Dawida i rozkoszowałam aromatem prawdziwej ziarnistej kawy. Główkowałam gorączkowo, próbując wytypować mordercę, gnana instynktem łowczego i stawiałam opór wewnętrznej pokusie opóźnienia śledztwa. Byłam tam, przeżywałam to i odtwarzałam krok po kroku wszystko, co wydarzyło się tamtego lata pod koniec wojny, po polsku. 

A teraz "Germania" - moja wypieszczona latorośl - wyszła na świat. Nieprawdopodobna historia Żyda o znamiennym nazwisku Oppenheimer, byłego komisarza policji kryminalnej w Berlinie, który - choć zachował instynkt łowcy - nie jest już tym, kim był. Jest zastraszonym, stłamszonym i prawie odartym z nadziei cieniem człowieka. Aż do pewnej majowej nocy, kiedy zostaje zabrany przez gestapowca Voglera na miejsce bestialskiej zbrodni. I nagle dostaje szansę, by na krótko - na dzień? tydzień? miesiąc? - znów stać się tym człowiekiem, którym był. Wejść w skórę łowczego, którym był. I udowodnić - przede wszystkim sobie - że jeszcze nie umarł, że jest jeszcze pełnowartościowym człowiekiem, śledczym, policjantem. Wspaniały to pojedynek, w którym podłamany (ale nie złamany) były gliniarz staje w szranki nie tylko z niezidentyfikowanym zbrodniarzem, ale i z zimnym (na pewno?) nazistą, a de facto i z całą machiną hitlerowskiego imperium. I choć wiadomo z góry, że w tym pojedynku nie będzie zwycięzcą, że po zakończeniu śledztwa stanie się zbędny, to jednak walczy do końca - także o siebie i swoją miłość. 

Gilbers stworzył tę nieprawdopodobną (choć przecież wiemy, że rzeczywistość pisała jeszcze bardziej nieprawdopodobne) historię i umieścił ją w Berlinie - kulisach, które odtworzył w sposób wierny i drobiazgowy. Ta czy inna odsłona zapewne okaże się niespodzianką, nawet dla czytelnika obeznanego z historią. Pojawią się przerażające wątki Lebensborn i zaskakujące oblicze Bertolda Brechta, motywy autentycznych zbrodni, które wstrząsnęły Berlinem w czasie wojny i miejsca prawdziwe, owiane legendą - hotel Adlon, salon Kitty, osiedle funkcjonariuszy w Zehlendorfie. 

Może niektórym z Was przeszkadzać będzie lakoniczność narracji. Może uznacie, że ta relacja jest zbyt sucha, wyprana z emocji, faktograficzna. I owszem, nie znajdziecie tu łzawego melodramatu. Tu przemawiają fakty. I ludzkie losy. A także ludzkie decyzje i czyny. W nich jest wystarczający ładunek emocji, nie trzeba ich dodatkowo krasić zbędnymi słowami i ubierać w sukieneczkę kiczu. Autor poważył się na temat trudny, na którym niejeden się wyłożył, oskarżany o "banalizację zła". Mógł popaść w sentymetalizm, mógł potknąć się na kreacji głównego nazisty w tej opowieści, pójść na skróty, próbować wybielać (bo to jednak dobry nazista był) lub wręcz przeciwnie. Nie znajdziecie tu jednak gotowych osądów. Tylko próbę zarysowania pewnej nieprawdopodobnej, choć nie niemożliwej konstelacji. Ciekawi jesteście, jak z tego wybrnął?...

Oto moja latorośl. 


Pierwsze zdanie: "Światło wskazywało na dziesiątą przed południem." 
Gdzie i kiedy: Berlin, 1944
W dwóch słowach: Berlin i zbrodnia
Dla kogo: dla kochających Berlin, tropicieli nowych historycznych odsłon i fanów dobrego kryminału
Ciepło / zimno: 83°

12 komentarzy:

  1. :) koniecznie muszę przeczytać, raz ze względu na (jak widzę)świetną fabułę w klimatach, które lubię, a dwa-ze względu na panią tłumacz:):):)
    A kiedy ukaże się książka?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będzie mi miło :-)
      A książka już powinna być, bo premierę wyznaczono na 20 kwietnia.

      Usuń
  2. O tak, bardzo ciekawa jestem! Zapowiada sie swietnie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie... Jest na pewno nieco inna :-)

      Usuń
  3. Domyślam się, że pękasz z dumy, gratuluję :)

    Koniecznie, już wiem gdzie jest i gdzie ją kupię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książkę skończyłam już jakiś czas temu, więc wszelkie emocje z nią związane trochę opadły, ale trochę dumy zostało... No i bicie serca, jak zostanie przyjęta :-)

      Usuń
  4. Gratulacje :)
    Przeczytam na pewno !
    tommyknocker

    OdpowiedzUsuń
  5. Prezentacja godna rodzica :)
    Do przeczytania choć temat trudny.
    opty2

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam książkę w domu i tak się właśnie zastanawiałam czy to nie Twoje dzieło :)
    Jestem jej szalenie ciekawa, a po Twoich słowach jeszcze bardziej :)

    OdpowiedzUsuń