Ads 468x60px

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blogerzy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blogerzy. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 5 lutego 2012

Mira Grant "Feed. Viruszone" - nominacja do Hugo Award




Tytuł: Feed. Viruszone (tom 1 trylogii Newsflesh)
Wydawca: Lyx Egmont
Ilość stron: 512
Tytuł oryginału: Feed

Dziś wyjątkowy kąsek dla wszystkich fanów fantastyki - nominowana do Nagrody Hugo Award książka amerykańskiej pisarki Miry Grant (to pseudonim, pod którym ukrywa się Seanan McGuire), będąca pierwszym tomem trylogi Newsflesh. Już sam fakt nominacji, w połączeniu z zachęcającą okładką wystarczył, bym zamówiła książkę w amazonie na długo przed ukazaniem się. Nadeszła sporawa cegła, na którą rzuciłam się z godną bohaterów książki pożądliwością. 

Ktoś, kto zawiesi oko tylko na tekście z okładki, może się zrazić. No bo ile można wałkować wciąż ten sam temat, odgrzewany na tysiąc sposobów kotlet z paranormali? Wampiry, wilkołaki, cuda wianki, a teraz nawet... zombie?... Bez obaw, autorka nie uraczy nas kolejną romantyczną opowieścią o dozgonnej (ha, ha) miłości nieśmiałej nastolatki i przystojnego trupojada o niezwykłych zdolnościach. W książce nie znajdziemy miłości. Nie znajdziemy też wywołujących odruch wymiotny obrzydliwych scen rodem z serialu The Walking Dead (choć pisarka niewątpliwie inspirowała się tą historią).

W ogóle wizja, którą roztacza Mira Grant, jest odmienna od tego, czego można się było spodziewać - jest to wizja świata w niedalekiej przyszłości (lata czterdzieste naszego wieku), w którym ludzkość przestała chorować na katar i na raka, w związku z czym palenie papierosów znowu weszło na salony, w którym przytłaczająca większość przeszła, bo musiała, na wegetarianizm, w którym jednym z najistotniejszych utensyliów codzienności stał się podręczny aparat do analizy krwi, blogerzy (sic!) najważniejszą grupą w medialnym cyrku, a internet oknem na świat dla większości mieszkańców Ziemi. Dopracowana to wizja, wiarygodna, nie skąpiąca technicznych detali i naukowych uzasadnień. No a zombie? Są. Są śmiertelnie niebezpieczni, powstają z martwych, atakują, zarażają. Ale w tej powieści należą do marginaliów. Bo nie o makabryczne obrazki rodem z trzeciorzędnych horrorów tutaj chodzi.

Rok 2014 okazuje się przełomowy w dziejach ludzkości. Początkowo cały świat cieszy się z rewolucyjnych odkryć w dziedzinie wirologii, dzięki której udaje się całkowicie wyeliminować katar. Naukowcy nie wiedzą jednak, że wypuszczony wirus nie będzie błogosławieństwem dla świata, ale jego przekleństwem i zagładą. Zmutowany wirus Kellis-Amberlee już wkrótce noszą w sobie wszystkie żywe istoty, a aktywowany przez ponowny kontakt, powoduje, że człowiek i każdy ssak powyżej 25 kilogramów wagi ciała powstaje z martwych i zaczyna pożądać źródła białka, czyli żywego... mięsa. Trzydzieści lat później ludzkość nauczyła się z tym żyć. Ale inne jest to życie, niż znamy dziś.

Bohaterami powieści jest grupa blogerów, którzy mają towarzyszyć w kampanii wyborczej kandydującemu na prezydenta Stanów Zjednoczonych senatorowi Rymanowi (oczywiście z ramienia republikanów - i czy to przypadkowa zbieżność nazwisk?...). Autorka nie skąpi nam szczegółowych opisów ich blogerskiej egzystencji, nie szczędzi też osobliwego amerykańskiego patriotyzmu i wglądu w prawa, jaki rządzą się mechanizmy wielkiej polityki. Może to nasze europejskie oko nieco razić. Na szczęście nie brakuje też sensacyjnych plotów, kiedy okazuje się, że ktoś dybie na życie bezkompromisowych i kochających prawdę blogerów. Akcja znacznie przyspiesza w ostatniej tercji powieści, i to dobrze, bowiem jedną z największych słabości tej książki jest jej rozwlekłość i chorobliwa wręcz dbałość o szczegóły (nie liczyłam, ile razy główna blogerka Georgia Mason poddaje się drobiazbgowej kontroli antywirusowej, ale będzie tego trochę). W ogóle nad płynnością pisarka powinna trochę popracować, bo akcja toczy się bardzo nierówno, a czytelnik na zmianę przysypia i podryguje wstrząsany nagłymi zwrotami fabuły.

Nasuwają się dwa pytania - czy ta książka powinna była dostać nagrodę Hugo? I czy warto ją przeczytać? Nie i tak. Nie, bo mimo całej kompleksowości ciekawego świata Georgii Mason jest niedopracowana i przegadana (odchudzić ją, odchudzić!). Tak, bo stanowi oryginalną fuzję horroru i dobrze pomyślanej dystopii. Jeśli autorce uda się wyeliminować słabości pierwszego tomu, to czeka nas drugi smaczny kąsek w postaci kontynuacji "Deadline", która już jest w zapowiedziach w Niemczech. Pozostaje mieć nadzieję, że i polscy wydawcy sięgną po "Feed".


Moja ocena: 4/5.


PS. Okazuje się, że życzenia się czasem spełniają. Właśnie otrzymałam wiadomość, że powieść zostanie wydania w październiku przez wydawnictwo Sine Qua Non. I jak tu się nie cieszyć!