Wydawnictwo: dtv
Tytuł oryginału: Marco effecten
Data premiery: październik 2013
Liczba stron: 576
Cena: 19,90 euro
Boicie się Afryki?... Jej bezprawia, biedy i bestialskich zbrodni, popełnianych przez zbrojne bandy na bezimiennych? Czy dajecie jałmużnę wymizerowanym romskim dzieciom, żebrzącym na rogach ulic, czepiającym się brudnymi łapkami waszych porządnych płaszczy i markowych torebek?... Wkurzają was milionowe przekręty na najwyższych szczeblach, uknute przez zakłamanych i skorumpowanych urzędasów?...
Jeśli choć na jedno pytanie odpowiedzieliście twierdząco, to ta książka was poruszy. Szarpnie za delikatnie struny sumienia, elementarnego poczucia sprawiedliwości, obudzi atawistyczne lęki, nad którymi nie macie kontroli. I jest to zamierzony efekt. Efekt Marco. Sztuczka, którą Jussi Adler-Olsen opanował do perfekcji. To już piąty tom z rewelacyjnej serii o departamencie Q i kultowej trójcy, złożonej z Carla Moercka, jego niezwykłego asystenta Assada i jeszcze bardziej osobliwej Rose. I jak to z każdą dobrą kryminalną serią bywa, połowa sukcesu tkwi w bohaterach. W tej kwestii nikt, kto choć raz zetknął się z tym tercetem egzotycznym, nie będzie miał wątpliwości: nasz Duńczyk, wymyślając sobie swoje postacie, musiał przeżyć supernatchnienie, natchnienie natchnień, pocałunek królowej muz, albo... skonsumował jakieś dziwne substancje. Stworzenie takich bohaterów równało się szóstce w lotto i mniej więcej tak samo się opłaciło - Adler-Olsen już od jakiegoś czasu nie musi się martwić o swoją emeryturę. Nagromadzenie absurdalnych scen, gagów, nieprawdopodobnych dialogów może przywodzić na myśl najlepsze dokonania naszej Chmielewskiej. Wydaje się, że strumień bonmotów z wielbłądem nigdy nie wyschnie, choć upajanie się zbyt wielką ilością wody z tego ruczaju może niekiedy spowodować fizjologiczny odruch odbijania.
Wróćmy jednak do meritum. Piętnastoletni Marco jest członkiem romskiej bandy, trudniącej się w sposób profesjonalny żebraniem i kradzieżami kieszonkowymi. Jego klan, trzymany żelazną ręką przez jego herszta to zbieranina dzieciaków, w większości bez przeszłości i na pewno bez przyszłości. Nie chodzą do szkoły, nie umieją czytać, często celowo okaleczani, by wzbudzać litość odpasionych obywateli zamożnej Europy, ciągną z miasta do miasta, by napełniać kiesy herszta. Marco jest inny. Jako jedyny z dziatwy nauczył się czytać i pisać. Sam zdobywa wiedzę, spragniony jej jak wielbłąd na pustyni (o, udzieliło mi się...), kradnie książki i spędza każdą wolną chwilę w publicznej bibliotece. Kiedy przypadkiem dowiaduje się, że szef klanu chce go okaleczyć, by zwiększyć wpływy z żebrów, Marco postanawia uciec. Z pościgiem na karku kryje się w końcu w lesie, w zagłębieniu z miękkiej ziemi i liści. Liści, skrywających... ludzkie zwłoki. Chłopiec domyśla się, że ten trup to nie przypadek. Już wkrótce zyskuje pewność: to jego klan zamordował tego człowieka. Kim on jest? I za co spotkała go śmierć?...
Wątek Marco i zakopanych pod liśćmi zwłok łączy się z inną zbrodnią, dokonaną w Kamerunie. I milionowym przekrętem wielkiego banku i duńskiego ministerstwa pomocy humanitarnej. I oczywiście z Carlem Moerckiem, który chcąc nie chcąc (bardziej nie chcąc), przystępuje do rozwiązania zagadki.
Intryga jest przednia, nietypowa, poruszająca. Wydawałoby się: sukces gwarantowany. I rzeczywiście, powieść tuż po ukazaniu się w Niemczech znalazła się na pierwszym miejscu list bestsellerów i na razie z niego nie schodzi. Dlaczego więc nie wrzątek? Może dlatego, że swymi znakomitymi dotychczasowymi powieściami autor zawyżył poprzeczkę. Może dlatego, że niektóre dowcipy, powtarzane po wielokroć, jednak przestają śmieszyć. A może dlatego, że intryga, jakkolwiek znakomicie wykoncypowana, rozmywa się na prawie sześciuset stronach, bardzo mocno trącąc gdzieniegdzie melodramatyczną opowieścią z przewidywalnym zakończeniem. Adler-Olsen bardzo chciał zaistnieć na amerykańskim rynku. I zaistniał. Czy zrobił to kosztem głębi, posępnego klimatu, tych wszystkich walorów, które dotąd opierały się wymogom komercji, musicie ocenić sami. O ile ktoś wreszcie zacznie kontynuować wydawanie tego cyklu w Polsce...
Gdzie i kiedy: Dania, Kamerun, współcześnie
W dwóch słowach: bankier i żebrak
Dla kogo: dla fanów serii, oczywiście, oraz dla ceniących niesztampowych bohaterów. Upodobanie do gagów pustynnych nie zaszkodzi.
Ciepło / zimno: 73°















