Ads 468x60px

piątek, 4 maja 2012

Agata Chróścicka "Kontener" - a kontener okazał się... pusty


Seria: Mroczna Seria
Wydawnictwo: W.A.B.
Cena : 36,90 zł
Premiera: 01.06.2011

No i chce mi się sparafrazować mistrza - jak zachwyca, jak nie zachwyca... Przeczytałam "Kontener" mieszkającej w Holandii dziennikarki Agaty Chróścickiej, początkowo pełna radosnego oczekiwania, potem coraz bardziej zirytowana i znudzona, by z trudem dobrnąć do końca, kręcąc głową z niedowierzaniem. Czyżbym znowu przeczytała inną książkę, niż - nieliczni wszak, to trzeba przyznać - recenzenci?...

A początek naprawdę jest udany. Zapyziały port gdzieś w Afryce, typowa spelunka "Chez Annabel", a w niej topiący smutki w kiepskim miejscowym piwie Marco la Salle. Jest tu trochę tajemnicy - kim jest Marco, co robi w tym miejscu, gdzie diabeł mówi dobranoc - są dobre dialogi, ciekawa konfliktowa sytuacja, pozwalająca mieć nadzieję, na szybki, wciągający thriller. I konsternacja. Marco, wplątany w knajpianą bójkę, trafiony butelką Chivas, żegna się z tym światem, pozostawiając zdezorientowanego i rozczarowanego czytelnika. A zapowiadał się taki fajny bohater.
  
Zamiast niego na arenę wkracza mdły Anglik Paul Affleck i polska dziennikarka, piękna - a jakże - i nieustępliwa Anna Niezgoda. Ich losy splatają się, gdy oboje, niezależnie od siebie wpadają na trop wielkiego przekrętu. Przekręt jest podły i niecny, wszak chodzi o obrzydliwie bogaty europejski koncern farmaceutyczny i miliony umierających na AIDS mieszkańców Czarnego Lądu. Pomysł nienowy, wspomnieć choćby arcymistrza thrillera szpiegowskiego Johna Le Carre'a, wymienionego zresztą w powieści. I dobrze, że autorka wzoruje się na najlepszych. Źle, że robi to nieudolnie. Średnio inteligentny czytelnik już po pierwszych pięćdziesięciu stronicach zorientuje się, o co w tym wszystkim chodzi. Autorka zdradza zbyt wiele, zabijając tym samym najważniejsze - intrygę, zagadkę, czynnik nieznany.

A przy tym założenia, fundamenty tej historii nie są złe. Autorka przenosi czytelnika w atrakcyjne ośrodki władzy i pieniędzy, dość swobodnie poruszając się po Londynie i Bazylei, choć są też Kanary i... Gdynia. Ale piękne miejsca to nie wszystko. Dobry thriller powinien zasadzać się na umiejętnie dozowanym miksie wiarygodnych realiów (powiedzmy, że to się udało), fachowej, skrupulatnie sprawdzonej wiedzy (tu czułam pewien niedosyt - dla mnie napisanie, że fachowiec od komputerów złamał zabezpieczenia systemu i włamał się do niego, to trochę zbyt powierzchowne), ciekawych, konfliktowych postaciach (niedosyt - nijaki Paul i dziennikarka, dwójka amatorów, którzy bez większego trudu radzą sobie z wyrafinowanymi, złymi do szpiku kości, dysponującymi nieograniczonymi środkami złoczyńćami), skomplikowanej, zaskakującej intrydze (porażka - to, z czym mamy tu do czynienia jest proste jak konstrukcja cepa), nie mówiąc o dobrym, wyważonym zakończeniu, które powinno wprawić czytelnika w osłupienie i usatysfakcjonować (ani jedno, ani drugie u mnie podczas lektury nie wystąpiło).  

Roi się tu od przewidywalnych do bólu schematycznych wątków, poczynania bohaterów są wiadome ze sporym wyprzedzeniem, przy czym motywy ich działania nie zawsze spójne i wiarygodne. Nie przekonuje mnie akcjonizm biurowego ogiera, który większość życia spędził za biurkiem. Dziwi upór dziennikarki, z jakim śledzi przekręt dziennikarka (tylko ambicja zawodowa?...) i łatwość, z jaką gromadzi informacje.

Wszystko to sprawia, że powieść, niestety, jest potwornie nudna, a to grzech niewybaczalny w powieści sensacyjnej. Efektu nie poprawiają także dość rozwlekłe i niepotrzebne w szybkim w zamierzeniu trhillerze dywagacje o tym, czy o tamtym. Spotkania paulowych przyjaciół w knajpie i ich dyskusje o niczym to już gwóźdź do trumny.

Szkoda, bo widzę w tej książce spory potencjał. Ten pomysł można było upakować w atrakcyjniejszą formę. Odrobina przyspieszenia, a przede wszystkim wstrzymanie się z podaniem zbyt wielu informacji o przekręcie zaraz na początku na pewno by się tej historii przysłużyło. Myślę też, że i najlepsza postać tej powieści, Marco la Salle, nie powinien umierać zaraz na pierwszych stronicach, bo się autorce wyjątkowo udał.

Na zakończenie zacytuję fragment, który wyjątkowo mnie zachwycił i który dowodzi, że autorka jak najbardziej potrafi pisać:

"Doskonale zbalansowany owocowy charakter o wyczuwalnej obecności ostrych przypraw. Nuty lemonki, moreli, ananasa i marcepanu. Pozostawia posmak łagodny, słodko-gorzki, z nutami wanilii, gorzkich pomarańćzy i odrobiny alkoholu. Wybitny."

Kto zgadnie, o jakim napoju tu mowa?...

Moja ocena: z wielkim żalem daję dwójkę (2/5)

Baza recenzji sydykatu Zbrodni w Bibliotece

30 komentarzy:

  1. O nie, będę ją omijać baaardzo szerokim łukiem :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czasem mam identyczne wrażenia jak te z pierwszego akapitu, rozumiem doskonale. ;)

    Niestety nie wiem jakiego napoju to opis, ale myślę, że chętnie wzięliby go w Telezakupach. :D

    OdpowiedzUsuń
  3. dzięki że przebrnęłaś przez tę książkę i napisałaś recenzję, przynajmniej ja się na nią nie natnę i nie będę musiała męczyć się nad lekturą
    pozdrawiam !

    OdpowiedzUsuń
  4. Książka nieźle się zapowiadała. Szkoda:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też żałuję... Bardzo sobie wiele po niej obiecywałam.

      Usuń
  5. Uważam, że powieść sensacyjna powinna być pełna emocji, adrenaliny, pościgu itp. a skoro tutaj tego w dużej mierze zabrakło, to rzeczywiście nie ma co się silić na sentymenty i odpuszczę sobie ową książkę.

    OdpowiedzUsuń
  6. Na pewno nie sięgnę po tę książkę. Nie ma nic gorszego niż nudny i przewidywalny thriller.

    OdpowiedzUsuń
  7. niska ocena. Mnie tytuł nie zachęca, okładka też nie więc gratulacje że ty dałaś rade :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Od książki odpycha mnie sama okładka. Ale wiadomo, że po okładce się nie ocenia;) W każdym razie po przeczytaniu Twojej recenzji tym bardziej odpuszczę sobie tą lekturę. Szkoda, rzeczywiście można było przedstawić cały pomysł nieco inaczej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, nie powinno się oceniać wedle okładek, ale ostatnio też zaliczyłam zmyłkę - książkę, która miała paskudną romansidłową okładkę, poleciła mi zaufana blogerka jako świetny kryminał...

      Usuń
    2. Jane Doe bardzo chwaliła "Zagubionych" Charlotte Rogan. I kupiłam.

      Usuń
    3. Tez sie na nich czaje, czytalam u Jane, moze i kupie, bo w bibliotekach nie maja :-((.

      Usuń
  9. O, to jednak instynkt mam niezly - przegldalam "Kontener" w bibliotece i chociaz jezykowo mi sie bardzo podobal i kusil, to jednak intryga wydala mi sie naciagana, przynajmniej tak przy przeleceniu ksiazki na szybko. I odlozylam na polke.
    Ale moze kiedys wezme, tak z ciekawosci :-).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Językowo rzewczywiście bez zarzutu. Ale to trochę za mało, żeby napisać dobry thriller (zresztą, to niełatwy gatunek).

      Usuń
    2. Bardzo trudny! (bo straszliwie latwo wpasc w banaly i utarte koleiny, bylo juz milion identycznych, o ktorych zapominalo sie od razu po przeczytaniu ostatniej strony)

      Usuń
  10. Dzięki za szczerą recenzję. Oszczędziłaś mi rozczarowania.

    OdpowiedzUsuń
  11. Uuuuuuu, dwója! A to ci dopiero:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Wbrew obiegowej opinii o powieściach kryminalnych/sensacyjnych, że to literatura niskich lotów (niestety, znakomita większość czytelników po przeczytaniu 1-2 powieścideł, mieniących się kryminałami, ma takie zdanie), okazuje się, że wcale nie jest łatwo napisać dobrą powieść z tego gatunku.
    Zresztą sami pisarze mówią, że to trudna sztuka:) i wracając do tematu, pani autorka recenzowanej przez Ciebie książki, właśnie się o tym przekonała.
    I zdradź nazwę drinka, bo przecież książki nie przeczytam i umrę w niewiedzy:).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O-o-o, Jane bardzo trafnie ujela w slowa to, co chcialam wyzej powiedziec, zgadzam sie z kazdym slowem :-).

      Usuń
    2. No dobra, powiem, co to za napój, bo i tak nikt nie zgadnie - chodziło o piwo. Belgijskie.

      Usuń
  13. A mialam zakupić, dobrze, że przeczytałam wcześniej twoja recenzję.

    OdpowiedzUsuń
  14. No ja właśnie nie rozumiem tego uporu, godnego lepszej sprawy, z jakim niektórzy autorzy wywalają od razu kawę na ławę, jak krowie na miedzy tłumaczą temu biednemu czytelnikowi, o co chodzi. Jakby uważali, że osoby, które sięgną po ich książkę, są tak strasznie tępi, że się zgubią już w pierwszym rozdziale, jeśli nie dostaną instrukcji. Tak jakby rzeczeni autorzy uważali, że rozgarnięci wielbiciele kryminałów nigdy nie zniżyli by się do czytania ich powieści. dziwne to trochę, jak się chce być pisarzem, to tupet też trzeba mieć, co nie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To łopatologiczne podejście może być pozostałością po pisarstwie dziennikarskim...

      Usuń
  15. Schematyczność i przewidywalność to ostatnia rzecz, którą w kryminale można zaakceptować. Dlatego ja również podziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  16. A ja przepraszam, że brutalnie rozwieję Twoje wrażenie, że autorka potrafi pisać o piwach, szczególnie belgijskich: http://en.wikipedia.org/wiki/Hoegaarden_Brewery opisy do Citron i Speciale:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak... Autor bez Wikipedii jak bez ręki...

      Usuń
    2. Ale zapisz autorce na plus, że sprawdziła realia :P

      Usuń
  17. krytykować też trzeba umieć. bardzo podoba mi się, jak krytykujesz :)

    OdpowiedzUsuń