Ads 468x60px

sobota, 9 czerwca 2012

Marcin Ciszewski "Upał" - czeka nas pandemonium na Stadionie Narodowym?

Wydawca: Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Data premiery: 18.04.2012
Ilość stron: 414
Cena: 34,90 zł

Pierwsze zdanie: "Mężczyzna nie rzucał się w oczy."

No i zaczęło się. Zaczęła się futbolowa gorączka, polski odpowiednik tego, co sześć lat temu Niemcy nazywali "Sommermärchen" (czyli letnia bajka). Nie ma mnie w Warszawie, (chociaż miałam być), obserwuję ten jedyny w swoim rodzaju spektakl z dystansu. Dystans jest podwójny - od Stadionu Narodowego dzieli mnie dobre tysiąc kilometrów, ale dodatkowo piłkarskie emocje filtrowane są przez teutoński analityczny ton komentarzy w mediach.

Wczoraj skończyłam lekturę najnowszej powieści Marcina Ciszewskiego, która wyjątkowo wpisała się inaugurację tej wielkiej imprezy. Niektórzy z Was zapewne już go znają z innych polityczno-szpiegowskich thrillerów. Dla mnie to było pierwsze spotkanie z tym autorem. Już widzę te uśmieszki pobłażania na twarzach niektórych z Was. Polski autor thrillera sensacyjnego? W dodatku może jeszcze dobrego thrillera? Toż to oksymoron, wyrażenie wewnętrznie sprzeczne, twór niemożliwy! Po lekturze "Upału" chyba bym się jednak pod tym twierdzeniem nie podpisała.

Akcja tej powieści rozpoczyna się w szóstym dniu trwania mistrzostw. Polska wyszła z grupy i za parę dni ma w ćwierćfinale stawić czoła - uwaga - Niemcom. Epokowe wydarzenie. Batalia wszechczasów. W dodatku Warszawę, ba całą Polskę zalewa niespotykana fala upałów. Powietrze jest gęste jak melasa, żar z nieba się leje, nie ma czym oddychać. Jakub Tyszkiewicz, szef komórki antyterrorystycznej CBŚ odpowiedzialny za bezpieczeństwo imprezy otrzymuje od swych informatyków cynk, że coś jest nie tak z pewną tajemniczą fundacją, za którą być może stoją terroryści. Czyżby szykował się zamach? 

Autor nie patyczkuje się i od razu, niemal na pierwszych stronach, wali z grubej rury - faktycznie, w centrum Warszawy udaje się udaremnić zamach terrorystyczny. Jakiś Pakistańczyk, obwieszony pentrytem, z zapalnikiem w ręku, przez zostaje obezwładniony przez przypadkowy patrol policji. Do wybuchu nie dochodzi, bowiem nie kontaktują jakieś tam kabelki - szczęśliwy łut, czy może jednak zamiar? Służby natychmiast biorą w obroty zamachowca, poddają "przesłuchaniu" - notabene w wykonaniu pani kapitan Potockiej, specjalnie wyszkolonej w tym celu - i to nie gdzie indziej, a w światowym "ośrodku przestrzegania praw człowieka", w Guantanamo. I faktycznie, z szubrawca udaje się coś wycisnąć. 

Ale to dopiero pierwszy i nie ostatni zamach. Kolejny będzie skuteczniejszy... Rozpoczyna się wyścig z czasem - wszak mecz z Niemcami już za parę dni - a czas to nie jedyny przeciwnik Tyszkiewicza. Dochodzą do tego przepychanki polityczne, konkurencyjne, niezupełnie przyjazne i skłonne do kooperacji służby, a jakby tego było mało kataklizmów, na głowę Tyszkiewicza zwalają się również katastrofy natury osobistej, z rozhisteryzowaną i ciężarną małżonką na czele. Na szczęście, po drugim zamachu nasz superbohater wyposażony zostaje przez samego premiera we wszelkie możliwe plenipotencje i swoistą carte blanche, byle tylko nie dopuścić do armageddonu.

Przyznam, że nieźle się to czyta. Fabuła zatopiona jest w wiarygodnych realiach - ani przez moment nie miałam wrażenia, że facet nie ma pojęcia, o czym pisze. Jest szybka akcja, dobre, intesywne, nierozwodnione dialogi, postacie są nieźle skonstruowane (może poza paroma przerysowaniami, zwłaszcza postaci kobiecych), tempo takie jak trzeba, napięcie i adrenalina - niesamowite. To co, nie będę się czepiać?

Tak dobrze to nie ma. Przyczepić się można do wątku pani kapitan Potockiej - sama koncepcja świetna, początkowe poprowadzenie daje akcji dodatkowego kopa, ale autor nie zdołał zakończyć wątku w sposób naprawdę zadowalający. Efekt: wątek skończył się zbyt wcześnie, oklapł bez żadnych fajerwerków, odejmując temperaturze powieści dobrych parę stopni.

Razić może też nieco płytkie potraktowanie całej tej terrorystycznej otoczki, choć może akurat w kraju o bardzo amerykańskich ciągotach specjalnie to nie dziwi. Ja czułam pewien niedosyt tym czarno-białym przedstawieniem pewnych wątków. Zakłada się a priori, że terroryści są be i koniec kropka, tu nie ma nic do dodania. Jakiś czas temu czytałam książkę ("Radikal" Yassina Musharbasha) o podobnej tematyce, osadzoną wokół zamachu terrorystycznego na jednego z czołowych niemieckich polityków. Autor zupełnie inaczej potraktował kwestie islamu, terroryzmu, imigrantów z krajów arabskich (choć nie była to broń Boże żadna afirmacja!) - co być może było zasługą jego islamskich korzeni i innego, szerszego spojrzeniana kluczowe kwestie - i naświetlił problematykę fundamentalizmu sposób w rzadko spotykany w literaturze, zwłaszcza beletrystycznej. W "Upale" tego w ogóle nie ma. Jest grupka terrorystów, których trzeba namierzyć i zneutralizować. Nikt się tu nie bawi w naświetlanie, szukanie korzeni, rozumienie motywacji i tak dalej.  

Ale to taka dygresja na marginesie. Przede wszystkim bowiem jest "Upał" sensacyjnym thrillerem, rządzącym się swoimi prawami, w którym pewne uproszczenia są dopuszczalne, a nawet pożądane, by nie zniechęcić publiczności mniej wymagającej. I jest thrillerem naprawdę przyzwoitym, który trzyma w napięciu do ostatniej chwili i obdarza czytelnika pandemonijnym finałem.

Dodatkowego smaczku lekturze dodał na pewno fakt, że jesteśmy niejako u progu tych wydarzeń, które posłużyły autorowi za fundament. Ja w każdym razie bawiłam się świetnie, a na każdy mecz rozgrywany na którymś z naszych stadionów czekam z dodatkowym dreszczykiem emocji i lekkiego niepokoju...

Moja ocena: dobra czwóra (4/5).

Baza recenzji syndykatu Zbrodni w Bibliotece

20 komentarzy:

  1. Hmm, brzmi ciekawie;) Sensacyjny thriller to akurat coś dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Kolejna ciekawa książka, którą z chęcią przeczytam, jeżeli nadarzy się okazja:)
    Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetna recenzja. Książkę mam na oku od jakiegoś czasu.
    A Euro zapewniło mi wczoraj dużą dozę emocji. Dawno już tak nie przeżywałam meczu jak ten Polska- Grecja :)))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Emocje były, fakt. Wczoraj na meczu Niemców z Portugalią też:-)

      Usuń
  4. Wooow. Okładka mnie rozbroiła!!! Pomysł przedni:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Idealnie trafiłaś z lekturą. Nie słyszałam o tym autorze, ale zaciekawiłaś mnie bardzo. Chętnie przeczytam thriller polskiego autora, skoro trzyma w napięciu. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Brzmi interesująco, ale tematyką chyba nie do końca wpisuje się w to, co lubię, więc zbyt energicznie nie będę jej szukać. Ale jeśli już wpadnie w moje ręce, to pewnie dam jej szansę ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Czytałam tylko Mróz Ciszewskiego, średnio mi się podobał. Spróbuję jeszcze z Upałem, skoro polecasz:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja z reguły też nie szukam takich rewirów, ale ktoś gdzieś chwalił, zachęcił mnie - no i przeczytałam. Nie żałuję:-)

      Usuń
  8. Pewnie też dlatego, że w piłce widzę kawałek materiału (a nie np. jedno z wcieleń boga), ale jeszcze przed meczem miałam serdecznie dość walających się po ulicach śmieci, pijanych, rozwrzeszczanych kibiców i całego tego niesamowitego Euro. Tak, jestem jedną z tych marudzących, do książki mnie nie ciągnie. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja dokładnie tak jak Ty reaguję co roku na Oktoberfest... Euro to na szczęście impreza jednorazowa:-)

      Usuń
  9. Chętnie sięgnę, bo i okładka i recenzja mi się podobają :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie mój typ książki, więc odpuszczam.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  11. Książka ta atakuje ostatnimi czasy z każdej strony. Ciekawa byłam jak daje radę. No z całą pewnością napisałaś świetną recenzję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są takie blogowe mody na pewne książki... Tak akurat naprawdę jest niezła:-)
      I dzięki:-)

      Usuń
  12. Bardzo interesująca recenzja. Jesteś jedną z nielicznych blogerek i krytków, którzy mają naprawdę własne zdanie. A co do terroryzmu? Czy na pewno jest taki zły? Jak ktoś powiedział - terroryzm to broń biednych. Czy terroryści są gorsi od Amerykanów, gdyż nie stać ich na samoloty i nie mogą tak jak oni mordować przeciwników z powietrza, siedząc w wygodnych fotelach i naciskając urękawiczonymi dłońmi sterylne kolorowe guziczki? Terroryzm to broń słabych. Czy to ich wina, że są zbyt słabi, by wypowiedzieć silniejszym wojnę i mordować ich przy powiewających sztandarach?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze mówiąc, lubię do Ciebie zaglądać z tego samego powodu:-) Nie zawsze ze wszystkim się zgadzam, ale respektuję Twoje zdanie.

      A co do terroryzmu, dodam jeszcze tylko: jak w większości przypadków nie można tu rozpatrywać niczego monochromatycznie... A wszystkich odcieni szarości człowiek, niebędący ekspertem, ogarnąć nie jest w stanie. Dlatego cenię książki, które niektóre aspekty wyjaśniają, miast potępiać lub nachalnie propagować jedyną słuszną opcję.

      Usuń
  13. Już wiadomo, że nic nas więcej nie czeka... :((((

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Meczu Polska-Niemcy nie będzie...

      Usuń
    2. Czy ja wiem...

      http://www.rmf24.pl/fakty/polska/news-w-polsce-wprowadzono-pierwszy-stopien-zagrozenia,nId,615592

      Usuń