Ads 468x60px

czwartek, 28 czerwca 2012

Erin Morgenstern "Nachtzirkus" (Night Circus) - a gdzie szczypta testosteronu?...



Wydawnictwo: Ullstein Hardcover
Data wydania: 15.03.2012
Język: niemiecki
Ilość stron: 464 Tytuł oryginału: The Night Circus
Cena: 19,99 euro
Nominacja do nagrody Mythopoeic 2012


Czasami ogarnia mnie chęć na coś nowego, ożywczego. Szukam wtedy lektury odmiennej od innych, przełomowej, nowatorskiej, intrygującej. Szperam w nominacjach do różnych literackich nagród, i niejednokrotnie zdarzyło się już, że odkryłam w ten sposób surowy diament, albo choćby niewielką, ale autentyczną perełkę. I tak to się stało, że kupiłam "Nocny cyrk", książkę-debiut amerykańskiej autorki Erin Morgenstern, nominowaną do Mythopoeic, wychwalaną pod niebiosa w Ameryce i w Niemczech. Dzwadzieścia euro nie w kij dmuchał, ale przynajmniej edytorsko książka całkowicie zaspokoiła mego czytelniczego zwierza - w twardej oprawie, w oszczędnych barwach, z subtelnymi hologramami, matowościami i glancem, które niestety na zdjęciu z wydawnictwa są kompletnie niewidoczne. Musicie więc w tym względzie uwierzyć mi na słowo.

A co z wnętrzem? Treść ukryta między szlachetnymi okładkami przy pierwszym ugryzieniu okazała się smakowita, intrygująca i niezwykła, czyli taka, jakiej szukałam. Rzecz dzieje się w dogorywającym dziewiętnastym wieku, a po Europie, nie, po świecie krąży cyrk. Cirque des Rêves nie jest zwykłym cyrkiem i nie mami jarmarcznymi atrakcjami. Pojawia się bez zapowiedzi, otwiera punktualnie o północy i oferuje niewidziane dotychczas dziwy, wysublimowaną magię, zapierające dech w piersiach sztuczki i artyzm - a wszystko to najlepszej jakości. Jak łatwo się domyślić, to, co pokazuje się widzom, to nie banalne kuglarstwo, ale najprawdziwsza magia, ukryta pod monochromatycznym płaszczykiem cyrku. I cyrk ów nie powstał, by czarować i zachwycać widzów, o nie. W gruncie rzeczy jest efektem pewnego zakładu, a nawet więcej - kulminacją odwiecznego zatargu dwóch magów, areną, na której ostatecznie zmierzą się ze sobą arcymistrzowie magii. Nie staną też w szranki osobiście. Clou tego zakładu jest wykształcenie ucznia, którego trzeba wykształcić w ten sposób, by pokonał rywala. I tak, przeciwniczką numer jeden zostaje Celia Bowen, córka jednego z obu magów, osóbka o wielkim naturalnym talencie, ale żywiołowej naturze i nieposkromionych emocjach. Jedną z ulubionych metod wpojenia dziecku dyscypliny przez tatusia jest codziennie obcinanie paluszków i przyglądanie się, jak adeptka radzi sobie z samodzielnym przywróceniem ciała do zwykłego stanu. Drugi z magów preferuje odmienną drogę - ucznia wyszukuje w sierocińcu i zamyka przed światem w otoczeniu książek, a młodziak odpowiednią magiczną wiedzę zdobywa sobie sam. Zakład przypieczętowany zostaje magią - przed potyczką nie ma ucieczki, a wygrać może tylko jeden...

Kto oczekuje jednak biegających i strzelających z różdżki innych wersji Harryego i Hermiony, ten puka do niewłaściwych drzwi. Autorka snuje swą opowieść nieśpiesznie, splatając ją z wolna ze strzępków scen, skacząc po czasie i miejscach akcji, delektując się oszczędnym konstruowaniem akcji. Przyznam, że początkowo dałam się oczarować jej magii, jej spływającym z pióra subtelnościom, zwiewnościom i mglistym, zatartym, onirycznym wizjom. Opis cyrku to maestria. Po stu pięćdziesięciu stronach ogarnął mnie jednak stupor, uszami zaczęły wychodzić piętrowe opisy wnętrz, potraw, ubiorów - finezyjne, ma się rozumieć, i przesłodkie. Strumień, który toczy swe wody leniwie, może się jednak zamienić w stojące i zalatujące zgniłym zapaszkiem bajoro, jeśli zatrzyma się na dobre. I tu mam wrażenie, że autorka tak się zapamiętała w swym tkaniu magicznego gobelinu, że umknęło jej parę elementarnych zasad budowania napięcia. Czego? Napięcia?... Tego tu ze świecą szukać. Przydałoby się tej powieści odrobinę testosteronu! Lekkiego przyspieszenia narracji, trochę więcej krwistych postaci, a nie papierowych wycinanek z albumu dla rozmarzonych nastolatek.

Nie ratują tej powieści nawet fajne bliźniaki, które przeszły na świat w cyrku i dorastają w magicznym otoczeniu, dopełniając perfekcyjnego widowiska. Nawet ci, którzy powinni być solą takiej historii, czyli geniusze zła, bezwględni magowie, są prawie nieobecni. Obiecany, iskrzący konfliktem i świetnie się zapowiadajacy wątek miłosny między Celią, a jej rywalem Marco, rozmywa się we wzdychaniach i staje niemal marginalny. Kunsztowna konstrukcja, którą wymyśliła sobie autorka, niestety nie zdaje próby. Zabrakło tu pazura. Nie tworzy się dobrej literatury z westchnień, mgiełek i magicznego migotania, jakkolwiek by zachwycały.

Niestety, rozczarowanie. Moja ocena: 2/5.

21 komentarzy:

  1. Szkoda, bo mam słabość do podobnej tematyki. W każdym razie dzięki za cynk - będę ją omijać, gdy przypadkiem się na nią natknę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też uległam słabości i się nacięłam... Ale założę się, że jeśli pojawi się w Polsce, to najpierw zaleje nas fala zachwytów...

      Usuń
  2. Oho, nie jest dobrze. Akcja "pragnę przeczytać" wstrzymana! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. przeczytałam recenzję... i już od tego zrobiło mi się nie dobrze... nie mam w ogóle ochoty na ten tytuł, wolę swój cenny czas poświęcić na coś o wiele ciekawszego
    dziękuję Ci zatem za recenzję, dzięki niech będę wiedziała, żeby omijać ten tytuł szerokim łukiem
    pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, może zemdlić. Pod sam koniec książki robi się wprawdzie trochę lepiej, ale finał jest zbyt krótki i powierzchowny, żeby wetować te męki. Choć zapowiadało się naprawdę cudownie...

      Usuń
  4. A widzisz, pani tak zapamiętale wsiąkła w opisy, że zapomniała o napięciu i akcji, jakiejkolwiek. Może zaplanowała cykl i w drugim tomie, mając z głowy opisy, zajmie się intrygą i obudzi uśpionych:).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie strasz lepiej tym drugim tomem, bo jeszcze wykraczesz...

      Usuń
  5. Uuuuuuuuuuuu, dwója na koniec roku?!?! Ale się w czasie zbiegło;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, w Polsce i owszem, ale w Bawarii biedne dzieciaczyny do końca lipca mają budę...:-(

      Usuń
  6. Czytam pierwszy akapit - zapowiada się ok, czytam drugi - jest coraz lepiej, a potem... bęc i wychodzi klapa :( Mimo tej 2 na koniec i tak bym po nią sięgnęła, choćby po to, by sprawdzić ją na własnej skórze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydawało mi się, że gdzieś widziałam w zapowiedziach, ale możliwe, że się pomyliłam.

      Usuń
  7. Po raz pierwszy od długiego czasu, gdy zaglądam na Twojego bloga wiem, czy sięgnąć po tę książkę, czy nie. Oczywiście to drugie (mimo, że smaczek na tę książkę był...). Wcześniejsze wpisy czytałam i jakoś nie wiedziałam, czekać, czy nie...Dziwne to niezdecydowanie, bo recenzje były przecież pochlebne, no ale co ja poradzę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic na siłę... Jest tyyyle cudownych książek na świecie, że każdy powinien znaleźć coś dla siebie;-)

      Usuń
  8. Tym wstępem narobiłaś mi nadziei na coś wyjątkowego, a tu zonk. Chociaż przyznam, że okładka jest naprawdę świetna - a z tym, czego na zdjęciach nie widać, to już w ogóle. No cóż, w poszukiwaniu nowości chyba pozostaje jednak zdać się na starą, dobrą Ucztę Wyobraźni.;)

    PS. W trzeciej linijce od końca, w ostatnim akapicie, masz literóweczkę: zjadło Ci "n" w słowie "kunsztowna".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poprawione:-) Nie ma to jak druga para oczu...

      A z tymi nadziejami to zupełnie tak samo się czułam podczas lektury... Czytam, czytam, a moja euforia klapnie w tempie zastraszającym...

      Usuń
  9. O jeju, jak ja dobrze znam to uczucie, gdy początek powieści rokuje na wspaniałą lekturę, a po chwili okazuje się, że to tylko moje płonne nadzieje...No ale z drugiej strony, jeszcze się taki pisarz nie urodził, który by każdemu dogodził. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to. Wielu osobom książka się w końcu podobała...

      Usuń
  10. Ech... a ja tak się cieszyłam na tę książkę. Na blogach angielskich miała mnóstwo dobrych recenzji, więc oczywiście musiałam sobie kupić ebooka. Pospieszyłam się z zakupem jak widzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam to:-) Ale kto wie, może Tobie się sposoba, różnie to bywa...

      Usuń
  11. Cyrk lubiłam, kiedy byłam mała, a i to nie jakoś 'na kolanach'. W powieści zupełnie mnie nie pociąga, chociaż ta książka jest tak wychwalana i tutaj na topie, że się zastanawiałam, co ze mną nie tak, ze nie chcę jej nawet do ręki brać? Poczytałam i wiem, że ona nie dla mnie i ja nie dla niej, tylko bym jej krzywdę uczyniła, gdybym ją wzięła na warsztat, bo jak powtarzam niejednokrotnie, nie ma złych książek, są nietrafieni czytelnicy

    OdpowiedzUsuń