Ads 468x60px

środa, 20 listopada 2013

Veit Heinichen "Zbrodnia i kawa" - kwestia smaku?


Wydawnictwo: Noir Sur Blanc
Tytuł oryginału: Keine frage das Geschmacks
Przekład: Maria Skalska
Data wydania: wrzesień 2013
Liczba stron: 484
Cena: 35 zł
Frapujący tytuł, prawda? Trawestacja tytułu klasycznego utworu literackiego znakomicie oddaje treść siódmego (w Polsce drugiego) tomu cyklu o komisarzu Proteo Laurentim, a przy tym polski tytuł w znaczący sposób odbiega od oryginału. Niemieckie „Keine Frage des Geschmacks” („To nie kwestia smaku”) trudno byłoby zgrabnie i trafnie oddać po polsku, toteż zabieg wydawnictwa (tłumaczki?), by w ten sposób ominąć językową rafę, zasługuje na pochwałę.

Zamierzony rozziew w tytule stanowi pierwszą wskazówkę na pomieszanie wątków, z którymi przyjdzie się zmierzyć triesteńskiemu komisarzowi. No bo jak połączyć ze sobą zbrodnię popełnioną na niemieckim filmowcu, który kręci w mieście nad Adriatykiem kolejny odcinek kiczowatego serialu kryminalnego, sprawę wyjątkowo obrzydliwego szantażu brytyjskiej posłanki za pomocą pornograficznych zdjęć i kradzież kawy – nie jakiejś tam pospolitej kawy, tylko cennych i rzadkich ziaren, za które smakosze gotowi są zapłacić zawrotną cenę? A jednak, jak zwykle u Heinichena, te niezwykle rozbieżne wątki mają wspólny mianownik. Ich splot, choć niewidoczny dla Laurentiego, jest wyraźny dla czytelnika. To może nieco dławić napięcie, pozbawiać całość swoistego „thrillu”, ale za to wprowadza w rolę wszechwiedzącego obserwatora, który panoramicznym okiem ogarnia całość relacji i powiązań tam, gdzie śledczy nawet się ich nie domyślają. 

Leitmotivem powieści są tym razem zdjęcia. Powstają jawnie i ukradkiem, podlegają retuszowi i służą manipulacji, są wszechobecne i wieczne, a tym, którzy wiedzą, jak się nimi posłużyć, dają nieograniczoną władzę i pieniądze. Wie o tym pozbawiony skrupułów przedsiębiorca Lele Raccaro, właściciel największego prywatnego archiwum fotografii w Europie, wie o tym jego nieślubny syn, doskonale wpisujący się w stereotyp włoskiego żigolaka i nieroba, dowie się również i Laurenti, uwieczniony podczas schadzki z kochanką w nadmorskim lasku. Wszystko to jest jednak tylko pretekstem do napiętnowania znacznie głębszych zjawisk, toczących niczym czerw europejskie (bo choć Heinichen skupia się głównie na włoskim światku, to nie są one specjalnością wyłącznie Italii) społeczeństwa. Korupcja, układy i układziki, niejasne i półlegalne powiązania między światem biznesu i polityki, koterie i kliki, splecione ze sobą w rozmaitych finansowych zależnościach i klinczach – w to właśnie godzi autor. Jak sam mówi, nie interesuje go klasyczny kryminalny „whodunnit”, woli tworzyć socjogramy. Jego powieści mają być lustrem, w którym przegląda się konkretna epoka i konkretne miejsce, a jego miejscem i epoką jest współczesna Europa i jej społeczeństwa. 

Dalszy ciąg, czyli co było dobre, a co nie bardzo, przeczytacie na stronie portalu Zbrodnia w Bibliotece, czyli tutaj

Pierwsze zdanie: "Od czasu podróży włoskiej Goethego oraz długiego pobytu w tym kraju lorda Byrona i Shelleyów nikogo nie dziwił już widok osobliwie poubieranych turystów."
Gdzie i kiedy: Triest, współcześnie
W dwóch słowach: zbrodnia i kawa :-)
Dla kogo: dla smakoszy i miłośników środziemnomorskiej niespieszności
Ciepło / zimno: 69°

5 komentarzy:

  1. Nie wiem, ale ten komisarz kojarzy mi się z Brunettim Donny Leon..., Brunettim inaczej:)
    Książka raczej zachwytu u Ciebie nie wzbudziła, ja kojarzę tylko okładkę z pojawiających się tu i tam recenzji i niech tak zostanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, skojarzenie uzasadnione: Laurenti to włoski komisarz niemieckiego autora, Brunetti - Amerykanki... Nie wiem, na ile Donna Leon naprawdę zna włoskie realia. Heinichen w każdym razie wie, o czym pisze, bo od trzydziestu lat mieszka w Trieście. Pod tym względem jego proza jest bardzo realistyczna, trzeba mu oddać sprawiedliwość. Nie znam wielu jego powieści, właściwie tylko trzy, to trochę za mało może, żeby wyrokować, ale wydaje mi się, że akurat "Zbrodnia i kawa" do tych najlepszych nie należy. On potrafi lepiej!

      Usuń
  2. Z najlepszych ziaren, czyli z tych najdroższych, z przewodów, ekhm... ;) Tak, książka ma wiele odcieni, podobała mi się, widzę 69 stopni, poza oczywistym skojarzeniem to jednak stosunkowo nisko, ale po naszej niedawnej dyskusji na tematy ocen to nie zatrzymam się przy tym dłużej. Narrator wszechwiedzący - tak, czasem to dobre, fajne i wygodne, a czasem wkurzające, ale w tym wypadku mi się podobało. Nie wyobrażam sobie zresztą, by tu miało być inaczej, zważywszy na to, że samo śledztwo nie było na tyle spektakularne, by to tylko nim "zapełnić" całą książkę. Miałaby wtedy ze 100 stron... ;) A tak to - różne perspektywy, różne wątki, pozornie ze sobą niezwiązane, i ten fascynujący świat kawy - doskonale smaczna książka :) I język mi się bardzo podobał. A że tytuł taki przewrotny? Zwiastuje co prawda lekką lekturkę, a to wprowadzenie w błąd. Niemniej - pasuje jak ulał, mimo wszystko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie spoileruj! ;-)
      To, co mi się nie podobało w tej książce, to te dziennikarskie wstawki. Autor bardzo się angażuje i to dobrze, znakomicie odrabia lekcje, i to też jest dobre, ale ja wolę, kiedy prezentuje swoje poglądy w sposób mniej mentorski, dosłowny, a bardziej zaowalowany. Natomiast fajnie skonstruował intrygę, zgrabnie połączył wątki i słusznie zauważyłaś, że nie dało się ich pokazać tylko z perspektywy Laurentiego. Ale można było trochę podkręcić napięcie:-)
      Tak czy siak, autor jest wyjątkowym człowiekiem, światłym, mądrym, myślącym, wrażliwym - właśnie opracowuję wywiad z nim i jestem zachwycona!

      Usuń