Ads 468x60px

środa, 4 lutego 2015

Joe Abercrombie "Königsschwur" ("Pół króla") - zero magii, zero seksu... pół króla?




Wydawnictwo: Heyne
Tytuł oryginału: Half a King
Data wydania: 12.01.15
Liczba stron: 368
Cena: 14,55 euro

Dziwny to rachunek, sumujący rozważania na temat najnowszej książki Abercrombiego. Już sam tytuł (oryginału, nie niemieckiej wersji) prowokuje do matematycznych działań, nie sposób też uniknąć pewnych porównań do innych książek tego autora, wszak żadnego dzieła nie czyta się w kompletnej izolacji od innych. Abercrombie dał się poznać jako autor mrocznej fantasy, jego cykl "Pierwsze prawo" zachwycił niebanalnymi bohaterami, spójnym światem, ironią w dialogach i akcją podlaną sporą ilością krwi. Kiedy więc ukazała się najnowsza książka Anglika, będąca pierwszym tomem zupełnie nowego cyklu, apetyty czytelników były zaostrzone. Szkoda tylko, że nikt czytelnikom nie powiedział (mowa o rynku niemieckim), że "Half a King" jest powieścią dla młodzieży (czy też z gatunku YA, jak to się ostatnio przyjęło mówić). 

I tu zaczynają się kłopoty. Bowiem fani, spragnieni pazura, seksu, krwi i naparzania, głodni skomplikowanych spisków, rozbudowanych światów i złożonych charakterów, przeczytawszy chudziutką w porównaniu do opasłych tomów, do jakich nawykli, książczynę, zakrzyknęli zgodnym chórem: do dupy! To nie jest Abercrombie! To mógł napisać najwyżej jakiś jego terminator! Gdzie pojedynki, bitwy, rzezie? Gdzie świetne dialogi? Gdzie seks?!... I huzia na autora. 

A przy tym, zupełnie obiektywnie rzecz biorąc, "Half a King" nie jest jakimś wielkim partactwem. Moim zdaniem, nie jest ani trochę spartaczone. Weźmy choćby sam początek: pierwsze zdanie: "Lodowaty wiatr wiał tej nocy, kiedy Yarvi dowiedział się, że jest królem", już te parę słów intryguje. Dojdźmy tylko do końca pierwszego rozdziału, niedługiego, kompaktowego, pozbawionego zbędnych słów, a ciekawość nie popuści już do końca. Zadzierzgnięcie konfliktu, zaintrygowanie, wzbudzenie emocji - Abercrombie klasycznie, rękodzielniczo po mistrzowsku wprowadza w życiu wszystkie elementarne reguły dobrej powieści. Bowiem królewski syn Yarvi w pierwszym rozdziale rzeczywiście zostaje królem. No, takim trochę niedorobionym. W zmaskulinizowanym świecie, którym rządzi fizyczna siła, Yarvi nie ma najmniejszych szans na wyrobienie sobie posłuchu - jest niepełnosprawny fizycznie, a jego ręka nie jest w stanie utrzymać najważniejszego atrybutu przewagi: miecza. Mało tego, ostatnią rzeczą, której Yarvi pragnie to Czarny Tron. On woli studiować księgi, zostać uczonym, poświęcić się wiedzy. Od spełnienia marzeń dzielił go już tylko jeden egzamin, kiedy nadeszła wiadomość, windująca go na szczyty władzy. Wiadomość o śmierci ojca i brata. 

"Half a King" to powieść i przyśpieszonym dojrzewaniu (tym mentalnym, nie płciowym, bowiem bohaterowie Abercrombiego rzeczywiście są niemal całkowicie wyprani z seksualności), o odpowiedzialności, a także o zemście. Klasycznej, krwawej, bezlitosnej, poprzysiężonej wobec świata i bogów. Ale i jej konsekwencjach. Jest powieścią przygodową, obliczoną na akcję i rozrywkę, nie na filozoficzne dywagowanie. Dużo się dzieje, jest mnóstwo niespodziewanych wolt, autor poniewiera bohaterami i serwuje im fabularną wirówkę - ku wielkiej satysfakcji czytelnika. Bez wątpienia pokazany tu świat, przypominający nieco świat nordyckich barbarzyńców, nie ma tego rozmachu co wielotomowe sagi, ale to przecież dopiero początek. Magii rzeczywiście tyle, co kot napłakał, albo i mniej, jedyne, co intryguje w tym względzie to wszechobecne ślady dawnej potęgi elfów. Fabuła jest linearna i mocno uproszczona, łatwa do ogarnięcia nawet niewielkim rozumkiem, ale w finale, kiedy już wydaje się, że wszystko wyszło na prostą, napięcie opada, a fabuła powolnie dotacza się do końca, autor doprawia całość szczytą ostrej przyprawy. Choć wielu rozczarowanych fanów zarzuca bohaterom bladość, to jednak temu niedorobionemu młodocianemu królowi, straszliwie upokorzonemu i zdegradowanemu już na wstępie, udaje się rzecz, gwarantująca połowę sukcesu: ten kaleki chłystek wkrada się w serce czytelnika. 

Mówcie sobie, co chcecie, ale mój kciuk wędruje do góry. Bo ta książka, tak bardzo zjechana przez dorosłych wielbicieli Abecrombiego, ma wszelkie atrybuty dobrej, potwornie wciągającej, przygodowej powieści. Dobrze byłoby, gdyby ci, którzy znają innego książki tego autora, zdobyli się na odrobinę obiektywizmu i podejmując lekturę wymazali ze świadomości cały balast poprzednich lektur. Przekonają się, że to prawda, co mówi się o anglosaskiej magii snucia opowieści. Nie wiadomo, na czym ona polega, rozłożona na czynniki pierwsze wymyka się szkiełku i oku, ale każdy, kto choć raz zachłysnął się opowiadaną przez podobnego magika historią wie, że istnieje. Istnieje i tu. 

Acha, książka jednak ukaże się w Polsce, już w marcu, w wydawnictwie Rebis.



Pierwsze zdanie: "Srogi wiatr wiał tego wieczoru, gdy Yarvi dowiedział się, że został królem… a raczej półkrólem".
Gdzie i kiedy: Gettland, Vansterland i inne krainy, dawniej
W dwóch słowach: król i niewolnik
Dla kogo: dla młodych. I starych (ale bez uprzedzeń i wygórowanych oczekiwań).
Ciepło / zimno: 78°

6 komentarzy:

  1. Czytałam jedną książkę Abercrombiego i nawet mi się podobała. Zamierzam jednak zacząć od "Ostrza", potem może skuszę się na Half a King :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego co wiem, to "Half a King" jest dopiero pierwszy tomem większej całości, więc można się cieszyć na więcej :-)

      Usuń
  2. Hm, Abercrombiego jeszcze nie znam, choć bardzo chcę. Myślisz, że możnaby zacząć od "Połowy króla"? Tak ze świadomością, że to wykastrowana ze względu na target proza?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możnaby :-) Nic nie stracisz, najwyżej pozytywnie nastawisz się do autora...

      Usuń
  3. O, to Abercrombie tak bardzo lubi motyw zemsty...? ;)
    Od czasu do czasu sięgam po "młodzieżówki", więc kto wie - może się skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście, jakoś mu ta zemsta zalazła za skórę ;-)

      Usuń