Przeczytałam mniej książek, niż bym chciała - jakoś nieustannie mam wrażenie, że mnie coś omija. Trawi mnie ciągły głód książek wybitnych, cennych, wartościowych, pozwalających wspiąć się na wyższy poziom człowieczeństwa (wiem, to górnolotne słowa, ale dziś Nowy Rok, więc mi wolno). A kiedy przyglądam się zestawieniu książek przeczytanych, uderza mnie mnogość tytułów miernych, miałkich, nieistotnych, przeciętnych. Więc staram się czytać mniej, za to więcej książek ważnych. A przynajmniej takie są założenia. I postanowienia na przyszłość.
Ale do konkretów. Z 77 przeczytanych (do końca, bo porzuconych było więcej) książek tylko 23 były po polsku. Reszta - po niemiecku. Wniosek na przyszłość: czytać więcej po polsku, więcej po angielsku. I wrócić do lektur rosyjskich. Wśród autorów znalazło się 23 Niemców, 8 Polaków, 16 Amerykanów, 9 Brytyjczyków, 3 Szwedów, 1 Szkot, 1 Nigeryjka, 1 Finka, 2 Norwegów, 2 Duńczyków, 1 Australijczyk, 1 Japonka oraz 1 Francuz.



Świetna okazała się powieść fińskiej autorki Emmi Itäranty Der Geschmack von Wasser (Smak wody) - wizja przyszłości, w której najcenniejszym dobrem jest woda. Podobny temat, jak u Bacigalupiego, ale kompletnie odmienne ujęcie - bardziej poetyckie, kameralne, delikatne. Jedna z lepszych powieści roku.

Z klimatów polskich podobały mi się Dygot Jakuba Małeckiego, Tajemnica domu Helclów duetu Dehnel & Tarczyński i - uwaga - Mgła Kai Malanowskiej. Ta ostatnia spróbowała swych sił w kryminale i choć nie jest to powieść idealna, to jednak dojrzała warsztatowo, spójna, o sensownej intrydze i wiarygodnych portretach bohaterów.
Wymagającą, ale satysfakcjonującą lekturą okazały się Serca, dłonie, głosy Iana McDonalda. Kosztowała mnie dużo czasu i wysiłku, ale się opłaciło.
Do rozczarowań minionego roku muszę niestety zaliczyć najnowszą Elisabeth George i jej "Bedenke was du tust"(oryg. A Banquet of Consequences), czyli dziewiętnasty (!) tom przygód inspectora Lynleya i sierżant Barbary Havers. George chyba już jednak wyczerpała pomysły na kontynuowanie tej serii, a sposób, w jaki przedstawia tak wspaniałą niegdyś postać jak Barbara, mogę już tylko określić mianem głupiego i niesmacznego.
Beznadziejnie płytką lekturą okazał się także najnowszy kryminał duetu Hjorth & Rosenfeld , który po świetnej Niemowie jest do bólu wtórny i zwyczajnie nieciekawy, a już to, co autorzy wyprawiają z głównymi bohaterami, to już jakaś farsa. Tanja przypomina zachowaniem pięcioletnią dziewczynkę z przedszkola, a Sebastian... szkoda słów.
Poziom trzymali natomiast Amerykanie: Michael Connelly (Piąty świadek i Black Box), Greg Iles (Natchez Burning) i T. C. Boyle (The Harder They Come).

Próby utrzymania jakiejś równowagi między fantastyką, kryminałami i obyczajówkami, czytaniem po polsku, niemiecku i w innych językach wypadały w ubiegłym roku różnie. Więcej wyważenia! - pragnęłoby się zawołać. Wołam więc, nie tylko do siebie zresztą, i bardzo się cieszę na nowe niezbadane książkowe światy. Niech nas wzbogacą.
Agnieszko, odczuwam ten sam głód ! Trochę go osłabia moja (już) zeszłoroczna Złota Jedenastka, ale wciąż mam wrażenie, że coraz częściej natrafiam na lektury średnie, najwyżej - dość dobre.
OdpowiedzUsuńCzekam na polskie wydanie Parsonsa. Martwi mnie słaba forma Elizabeth George i duetu H&R, światełkiem nadziei jest zaś pani Szymiczkowa..
życzę dobrego, zdrowego, pomyślnego roku 2016,
tommy z Samotni
Dzięki za życzenia Tommy :-)
UsuńGeorge strasznie mnie rozzłościła (intryga była wprawdzie fajna, klasyczna, z tych dobrych, dawnych), ale to, że autorka robi z Barbary niechluja i kompletnego dziwoląga, zaś Lynley staje się coraz większą mamałygą, naprawdę jest irytujące.
Z duetem H&R zaczynam odnosić wrażenie, że oni te książki na zmianę piszą - i wychodzi raz dobra, raz beznadziejna...
Oj, życzyłbym sobie, żeby pani George wróciła do formy, którą prezentowała na początku cyklu z Lynleyem..
Usuńtommy z Samotni
Ja też :-) Ale wiesz, mimo tego rosnącego rozczarowania, podejrzewam, że następną jej książkę również przeczytam. Nic na to nie poradzę :-)
UsuńDobrze, że chociaż w Niemczech dalej ją wydają, bo w Polsce Sonia Draga chyba zaprzestała..
Usuńtommy z Samotni
Niemcy wydają, bo im się świetnie sprzedaje :-) Tutejsi czytelnicy pokochali George miłością dozgonną i pewnie nic tego nie zmieni... Aż dziw, że w Polsce jest najwyraźniej inaczej.
UsuńMnie też się podobała "Mgła", byłam nawet zdziwiona, że jest taka dobra:)Reszty książek niestety nie znam.Czasami także mnie nachodzą myśli odnośnie czytanych przeze mnie książek, ale już dawno doszłam do wniosku, że skoro przy takich akurat się odprężam i odpoczywam, to widocznie tak musi już być.
OdpowiedzUsuńSzczęśliwości w nowym roku:)
Fajna ta "Mgła", prawda?...
UsuńDzięki za życzenia :-)
A książki dla odprężenia wcale nie są złe. Czasem po prostu tak układa się życie, że człowiek nie ma weny na wiekopomne ambitne dzieła...
Cenne spostrzeżenia - będę wypatrywać tej gruzińskiej powieści (jej objętość chyba potwierdza to, ze ksiazki robią sie coraz grubsze)
OdpowiedzUsuńZ tym grubasami chyba rzeczywiście tak jest. W ostatnim czasie ukazało się w Niemczech mnóstwo takich cegieł. Efekt: przeczytałabym, ale wizja, że utknę na takim mamucie na pięć tygodni lekko mnie odstrasza...
UsuńZaciekawił mnie "Smak wody", mam nadzieję, że jakieś wydawnictwo się zdecyduje. Zaniepokoiłaś mnie formą duetu Hjorth & Rosenfeldt, bo "Niemowa" bardzo mi się podobała.
OdpowiedzUsuń"Niemowa" była bardzo dobra. W tej kolejnej pomysł na intrygę jest bardzo kiepski, w dodatku mało wiarygodny. Też bardzo żałuję...
UsuńA "Smak wody" jest cudowną książką. Taką nieoczywistą, niepozorną, ale po prostu piękną...
Toma Hillenbranda niestety po polsku brak :(
OdpowiedzUsuńNad tym jeszcze pracuję :-)
UsuńU mnie w 2015 też 77 książek przeczytanych ;) Z moich postanowień: chciałabym więcej czytać po niemiecku. Po angielsku zamówiłam sobie parę nowości w oryginale (z tych serii, których kolejne tomy nie będą wydawane u nas w przekładzie) - po świetnie mi się czyta w tym języku, ale za długo mi to zajmuje w elektronicznej formie. Tradycyjnie jednak szybciej i przyjemniej :)
OdpowiedzUsuńWszystkiego co najlepsze w 2016 :)
A ja po angielsku wolę czytać na czytniku, bo od razu mogę sprawdzać słówka, których nie znam :-) Wygoda, nie trzeba wertować słowników.
UsuńTobie również najlepszego!
Wbrew twoim zapowiedziom 77 tytułów to nie jest byle co:)
UsuńBędę wypatrywać Nino H. i T.Persona, którzy mnie zaciekawili. Natomiast rozczarowuje fatalna ocena Hjortha i już się nie cieszę na ich nowy tom, buuu.
Może życzmy autorom kreatywnej weny twórczej?
Pozdrawiam i życzę samych udanych lektur i przekładów:)
opty2
Życzmy autorom weny, słusznie! Dzięki, i niech Nowy Rok przyniesie nam dużo oczarowań, a nie ROZczarowań :-)
UsuńA ja lubię zestawienia roczne... u siebie i u innych.
OdpowiedzUsuńW każdym razie 77 to wcale nie mało i podobnie jak Opty, życzę Ci tych genialnych dzieł - do czytania i przekładu :)
Dzięki. Zwłaszcza to ostatnie mogłoby się wreszcie spełnić ;-)
UsuńW takim razie trzymam kciuki za czytanie książek po polsku :)
OdpowiedzUsuńDzięki :-)
UsuńZapamiętam to gruzińskie nazwisko. No dobra, tak naprawdę to zapomnę za parę dni, ale jak się pojawi na rynku coś, co ma autora o gruzińsko brzmiącym nazwisko, zacznie mnie coś swędzić w tyle czaszki i dojdę, dlaczego swędzi. Dziękuję!
OdpowiedzUsuńAż tylu gruzińskobrzmiących autorów chyba się u nas nie wydaje, więc jest szansa, że dobrze trafisz. Zresztą pewnie będę jeszcze przypominać o tej książce, jak przyjdzie co do czego :-)
UsuńPo słowach: "Trawi mnie ciągły głód książek wybitnych, cennych, wartościowych, pozwalających wspiąć się na wyższy poziom człowieczeństwa" wykrzyknęłam: O! mnie też! (:
OdpowiedzUsuńW poszukiwaniu czegoś, co zaspokoi ten głód eksploruję od pewnego czasu półki z literaturą filozoficzną i właśnie odkrywam stoicyzm (nie, nie żartuję - okazuje się, że moje dotychczasowe wyobrażenia o tej filozofii można potłuc o kant tyłka...).
A z wymienionych przez Ciebie książek czytałam tylko "Mgłę" i nawet dałam jej 6 gwiazdek na lubimyczytac.pl, ale pod koniec roku przeczytałam "Pochłaniacz" Bondy i mi się pewne wątki zaczęły kojarzyć... Tobie się nie kojarzą?
Do siego roku! ;)
Stoicyzm? Kiedyś się fascynowałam, naprawdę. Choć pewnie też raczej nie byłam wielką znawczynią... :-) W ogóle filozofia jest ciekawsza, niż by się mogło wydawać.
Usuń"Pochłaniacza" nie czytałam, więc skojarzeń nie kapuję. A co, podobne wątki?
Mnie się wydają podobne (aczkolwiek na tyle inne, że pisarki raczej nie będą się ciągać po sądach...), ale poczekam na Twoje zdanie, bo nie wątpię, że po twórczość pani Bondy (którą sam Miłoszewski obwołał królową kryminału) kiedyś sięgniesz (;
UsuńNa zachętę dodam, że główną bohaterką "Pochłaniacza" jest profilerka z przeszłością (i to jaką!), a na ostudzenie zapału - że całość odwłoka nie urywa (;
A niektóre nurty filozoficzne faktycznie są ciekawsze niż mogłoby się wydawać (: Zwłaszcza stoicyzm (;
Agnieszko wypisałam kilka nazwisk, będę je miała na uwadze, a Tobie życzę, żebyś trafiła w tym roku na prozę wybitną i inspirującą!
OdpowiedzUsuńDzięki, Aniu, tego samego Ci życzę!
Usuń