Ads 468x60px

niedziela, 19 czerwca 2016

Ryan Gattis "Miasto gniewu" - Winslow meets Elroy



Wydawnictwo: Czarna Owca
Seria: Czarna Seria
Tytuł oryginału "All Involved"
Przekład: Robert Sudół
Data wydania: maj 2016
Liczba stron: 464
Cena: 29,99 zł

Sześć dni. 53 ofiar śmiertelnych. Ponad 2000 rannych. 11000 pożarów. Niemal tyle samo aresztowań. Szkody na ponad miliard dolarów. Los Angeles, pamiętne sześć dni na przełomie kwietnia i maja 1992, które wypaliły czarną dziurę w historii miasta i państwa, po tym, jak złożona w większości z białych ława przysięgłych uniewinniła czterech białych policjantów, którzy brutalnie pobili Afroamerykanina Rodneya Kinga. 

To o tym jest ta książka. Pomyli się jednak ten, kto spodziewa się tutaj obiektywnego obrazu, neutralnej dokumentacji tamtych wydarzeń. Owszem, Ryan Gattis jest mistrzem researchu, spędził ponad dwa lata na wnikaniu w tamten czas, rozmowach z ludźmi, którzy byli świadkami i uczestnikami ówczesnego spektaklu przemocy, gromadzeniu danych, relacji i emocji. Ale nie na danych i faktach się skupia, tylko na emocjach. I nie faktom i danym każe przemawiać, lecz ludziom. Dokładniej rzecz biorąc, każe oddaje głos siedemnastu narratorom. Siedemnaście głosów, siedemnaście perspektyw, siedemnaście różnych historii, zaczepiających się czasem jednym detalem, czasem zrośniętych ze sobą jak syjamskie bliźnięta. Przemawiają chicanos - członkowie meksykańskich gangów, strażak, pielęgniarka, żołnierz elitarnej jednostki wojskowej, bezdomny weteran wojny w Wietnamie. Opowiadają o braku perspektyw, o niemożności wyrwania się z gangsterskich struktur i getta, o narkotykach, szaleństwie przemocy, ale też o nadziei i miłości, rodzących się w popielisku agresji. 

Gattis pominął klasyczną narrację, nie znajdziemy tu również typowej dla powieści sensacyjnych intrygi, plotu, zagadki. Od początku wiadomo, czym się zaczyna i czym skończy ta opowieść. Odejście od utartych schematów może się wydać zwykłym manewrem dla zwiększenia oryginalności, w rzeczywistości jest czymś znacznie istotniejszym: próbą przywrócenia głosu tym, którzy przeżyli tamte dni (i tym, którzy nie przeżyli). Ale Gattis, przekazując narrację świadkom tamtejszych apokaliptycznych dni, pokazuje także, jak cienka, krucha i delikatna jest granica między tak zwaną cywilizacją a anarchią, między człowieczeństwem a barbarzyństwem. I jak łatwo zablokować hamulce, powstrzymujące nas przed wirem przemocy i nienawiści.

Jest to rzecz brutalna, bez dwóch zdań, ale i szczera, autentyczna. Również dlatego, że Gattis ma rzadki dar: potrafi bezbłędnie oddawać idiolekty. Kiedy opowiada gangsta, to jest to najeżona chujami i kurwami, pełna kolokwializmów, niezgrabna, językowo uboga, ale niesamowicie żywa i autentyczna gadka człowieka bez wykształcenia, który słownym nieokrzesaniem dodaje sobie maczyzmu i chojractwa. Jest w tym językowa brawura, kaskaderstwo wręcz, przypominające miejscami monologi bohatera "Ślepnąc od świateł" Żulczyka. Zupełnie inaczej brzmi opowieść żołnierza czy pielęgniarki. Niesamowita jest opowieść graficiarza, Nie mam wątpliwości, że nie wszystkie detale, odcienie i półtony tej polifonii udało się oddać w przekładzie, wydaje się jednak, że tłumacz, który miał przed sobą iście herkulesowe zadanie, zrobił wszystko, by przekaz ten zabrzmiał prawdziwie. Mimo wszystko nie spodziewajcie się jakichś wyjątkowych uniesień podczas lektury. Wsłuchiwanie się w niektóre z tych szorstkich głosów jest męczące, uciążliwe i nieprzyjemne. Nikt nie powiedział jednak, że zaglądanie w głowy chicanos jest czystą przyjemnością. 

Nie jest to książka dla każdego. To rzecz raczej niszowa, która znajdzie uznanie czytelnika poszukującego czegoś spoza mainstreamu. Czegoś innego, ale autentycznego, oryginalnego. I z wielkim ładunkiem prawdziwych emocji. 


Pierwsze zdanie: "Jestem w Lynwood, to South Central, w pobliżu Atlantic i Olanda, przykrywam folią aluminiową niezjedzoną fasolę z urodzinowego kinderbalu, gdy nagle każą mi jechać do domu i raczej nie stawiać się do pracy nazajutrz."
Gdzie i kiedy: LA, przełom maja i kwietnia 1992
W dwóch słowach: wielogłos eskalacji
Dla kogo: dla poszukujących autentyku, miłośników literackiego reportażu, ludzi o mocnych nerwach
Ciepło / zimno: 77° 

4 komentarzy:

  1. Obawiam się, że nie będzie to książka dla mnie. Nie ta tematyka, nie ten nastrój..
    Z czytelniczego marazmu skutecznie leczy mnie najnowszy Rankin.
    Cieszę się z Twojego wpisu i czekam na kolejne,
    pozdrawiam serdecznie
    tommy z samotni

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic na siłę :-) A książka rzeczywiście jest specyficzna, nie dla każdego.
      Rankina podesłał mi tata, co za niespodzianka!
      Miło mi, że zaglądasz i dzięki za miłe słowa!

      Usuń
  2. Tak, to książka dla ludzi o mocnych nerwach. Mnie urzekła - była mądra, dobrze napisana i przede wszystkim wiarygodna. Bo bohaterowie nie byli papierowi, a LA buzowało od emocji. Bardzo dobra rzecz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Napisana rzeczywiście świetnie: autor ma doskonały słuch, potrafi podchwycić językową specyfikę każdej postaci, to rzadki dar. Ja w każdym razie zapamiętuję to nazwisko, bo kto wie, co ten pan jeszcze napisze... :-)

      Usuń