Ads 468x60px

poniedziałek, 18 marca 2013

Tłumaczka w krzyżowym ogniu pytań czyli Agnieszka w Goethe Institut


Co mają czarodziejskie zaklęcia do tłumaczenia? Czy tłumacz jest pośrednikiem pomiędzy kulturami? Co może doprowadzić tłumacza na skraj rozpaczy? I czy da się żyć z tłumaczeń? Te inne pytania oraz odpowiedzi znajdziecie na stronie Instytutu Goethego. Co miesiąc pojawiają się tam wywiady z polskimi i niemieckimi tłumaczami, którzy zdradzają tajniki swego fachu. W tym miesiącu na języki wzięto Agnieszkę Hofmann (czyli moją skromną osobę) oraz znakomitą tłumaczkę Lisę Palmes, która przetłumaczyła na niemiecki m. in. reportaże Wojciecha Jagielskiego oraz kryminał Czubaja "21:37" (przynajmniej przy tytule się nie musiała nabiedzić... Z resztą już nie poszło tak łatwo, o czym sama opowie w swoim wywiadzie, który ukaże się za parę dni).

Zapraszam na cały wywiad!

niedziela, 17 marca 2013

Agnieszka Krawczyk "Dziewczyna z aniołem" - wolę diabły...


Wydawnictwo: SOL
Data wydania: 08.08.2012
Liczba stron: 284
Cena: 29,9 zł
Niektóre książki czyta się gładko i lekko, z niejaką satysfakcją, bez potknięć, bez zgrzytania zębami na jakieś niedorzeczności autora, bez złośliwego wyłapywania stylistycznych baboli, ale i bez większych emocji, bez obgryzania paznokci, bez najmniejszej łezki, która zakręciłaby się w oku, bez palpitacji serca. Gdyby tak wziąć "Dziewczynę z aniołem" na sekcyjny stół i zacząć w niej grzebać, znaleźlibyśmy szereg zdrowych, działających bez zarzutu organów, zasilanych silnym i sprawnym krwioobiegiem, ale i nic makabrycznego, co sprawiłoby, że skalpel w ręce tnącej tkankę zadrżałby i upadł z brzękiem na kamienną posadzkę prosektorium.

Historię opowiada z perspektywy wielu dziesiątków lat pewien leciwy mężczyzna, przenosząc słuchacza do Krakowa w późne lata pięćdziesiąte, kiedy sam był szesnastolatkiem wkraczającym w fascynujący świat dorosłych. Pociągało go wówczas wiele rzeczy - teatr, poezja (ach, ci nastoletni erudyci, przerzucający się cytatami z Szekspira - naprawdę tacy istnieli, czy to tylko wytwór chciejstwa optymistycznej autorki?...), oczywiście dziewczyny - jakże to piękne i niewinne fascynacje, jeśli spojrzeć na nie z perspektywy świata przesiąkniętego pornografią i konsumpcjonizmem, z którymi życie konfrontuje dzisiejszych nastolatków. I choć w tym niewinnym i lekko naiwnym świecie pojawia się zbrodnia, a ludzie żyją w cieniu wszechobecnej ubecji, to nie traci on nic ze swego staroświeckiego, pogodnego uroku. Zamordowana zostaje Iwona Horn - znajoma naszego narratora, w której młokos podkochiwał się, podobnie jak połowa męskiej populacji liceum. Prędko okazuje się, że uczennica była prawdziwą femme fatale, a jej piękna i pociągająca fizjognomia - fasadą do bynajmniej nie niewinnych grzeszków.

Filip, jak się można spodziewać, nie zadowala się oficjalną wersją głoszącą, iż dziewczyna padła ofiarą zemsty rzezimieszka, wsadzonego za kratki przez ojca dziewczyny i wszczyna własne, prywatne śledztwo, wspierany przez zaprzyjaźnionego doktora Gruszewskiego. Śledztwo to oczywiście duże słowo, zważywszy, iż są lata pięćdziesiąte a prowadzi je szesnastolatek, mającym baaaardzo ograniczone możliwości jego prowadzenia. Właściwie, poza zmysłem dedukcji, brawurową gorliwością i odrobiną węszenia oraz sporym łutem szczęścia niewiele nasz miotany szczenięcymi namiętnościami Filip ma na podorędziu.

I właściwie tu leży największa słabość tej powieści - kryminalnym wygom, przyzwyczajonym do pełnokrwistych gliniarzy, mających za sobą zaplecze techników, laboratoriów, całą tę policyjną perfekcyjnie działającą machiną, snuta tutaj opowieść wyda się sympatyczną wprawdzie, ale mdławą i bezbarwną opowiastką, niepozbawioną pewnych raf. Z nich autorka najwyraźniej zdawała sobie sprawę, próbując obejść ograniczenia wybranej przez siebie koncepcji narracyjnej i włączając w pewnym momencie doktora (sam chłopak nie mógł wiedzieć tyle, by w pojedynkę rozpętlić zagadkę), a także usiłując przyprawić wodnistą zupkę odrobiną pieprzu (ta pornografia, ten żywiący niezdrowe zainteresowania tanatopraksją kolega Leon, te przygodowe wątki sięgające wojny domowej w Hiszpanii rodem z Niziurskiego czy innego Pana Samochodzika, mające urozmaicić akcję liściki z jakimiś szyframi). Próby te są zrozumiałe i zdają egzamin być może w przypadku czytelnika młodego, nieokrzepłego, szesnastolatka może (tylko czy tacy czytują w ogóle pogodne kryminałki w stylu retro?...), ja poczułam się trochę zawiedziona. Mnogość tropów niekoniecznie wyszła tej powieści na dobre, choć pochwalić należy sposób, w jaki autorka wybrnęła z tego chaosu - niespektakularny, ale sensowny. Może trochę tylko za dużo było tych przypadków, dziwnych spotkań po latach, listów od dawno zapomnianych druhów, mających zdradzić, jak to wówczas było naprawdę.

O chwalonym klimacie powojennego Krakowa niewiele mogę powiedzieć - czasy te są mi obce, podobnie jak opisywane tu miejsca, choć nie pozostałam do końca obojętna na osobliwy, trącący myszką urok, tchnący z kart powieści. Momentami czułam się jak przeniesiona do pochłanianych w dziecięctwie przygodowych powieści Ożogowskiej, Niziurskiego i podobnych, zdając sobie sprawę, że autorce chyba udało się uchwycić coś, będące esencją tamtych czasów.

"Dziewczyna z aniołem" jest powieścią okrąglutką, poprawną, miejscami niezłą, momentami nużącą i naiwną. Chyba ciekawiej byłoby jednak z diabłem...


Pierwsze zdanie: "Wiosną 1959 roku Kraków żył trzema wydarzeniami - występami słynnej tancerki Josephine Baker, powodzią stulecia, podczas której woda w Wiśle wezbrała na wysokość siedmiu metrów, oraz tajemniczą śmiercią Iwony Horn."
Gdzie i kiedy: Kraków, 1959 
W dwóch słowach: poprawna i niezobowiązująca
Dla kogo: dla miłośników łagodnego kryminału i lekkiego retro
Ciepło / zimno: 59°

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania miejskiego na Krakowskim Czytaniu (nomen omen)...

czwartek, 14 marca 2013

Lista bestsellerów tygodnika Spiegel - notowanie 11/2013



Dawno nie zaglądaliśmy na niemieckie listy bestsellerów, wiosna za pasem, zobaczmy zatem, o czym ćwierkają skowronki za Odrą.
Ponieważ lista Spiegla rozrosła się na początku roku, trudno w tym miejscu prezentować wszystkie osiem książkowych rankingów. Postanowiłam wybierać każdorazoro jedną lub dwie z nich. Dziś będzie to lista dziesięciu najlepszych pozycji literackich w twardej oprawie.

Bestsellery w twardej oprawie (Hardcover):


1. Volker Klüpfel & Michael Kobr Herzblut (pol.-)
Zaledwie od dwóch tygodniu na rynku i już pierwsze miejsce - dlaczego mnie to nie dziwi?... Najnowsza, siódma już część przygód komisarza Kluftingera, dowodzi, że przaśny humor jeszcze się Niemcom nie znudził. Po polsku wyszły dwie książki z Kluftingerem, Szczodre gody oraz Operacja Seegrund. Proszę nie pytajcie mnie, czy będą dalsze części - to chyba najlepiej wie wydawnictwo Akcent, choć nawet tego nie jestem pewna (w sensie, czy wie). Sama zamierzam wkrótce przetestować najnowszego Kluftiego i orzec, czy jest się o co bić. 

2. Timur Vermes Er ist wieder da (pol.-)
Pisałam o tej książce tutaj. Hitler na razie zdetornizowany przez Kluftingera. Zobaczymy, czy niezwykle popularna powieść Vermesa odniesie sukces także i w Polsce. Wiadomo już, że zostanie u nas wydana, najpewniej jeszcze w tym roku.

3. Jussi Adler-Olsen Das Washington Dekret (pol. -) 
Niemcy kochają Jussiego. Najbardziej oczywiście za jego rewelacyjny cykl z Carlem Moerckiem (w Polsce wydawany przez Słowo Obraz Terytoria), ale i pozycje "standalone" utrzymują się miesiącami na listach bestsellerów. Tym razem mamy do czynienia z thrillerem osadzonym w kulisach Białego Domu (Duńczyk pisze amerykańską sensację?... hm...). Bestseller niby jest, ale słabo oceniany (poczytajcie tutaj). 

4. Jörg Maurer Unterholz (pol.-)
Kolejny przaśny kryminał, tym razem alpejski. Podobno Maurer jest bardzo śmieszny, ja na razie widziałam jedną ekranizację jego powieści - było nieźle, Maurer ma dość absurdalne poczucie humoru. Mam na liście do czytania, wkrótce zrecenzuję.


5. Anne Gesthuysen Wir sind doch Schwestern (pol.-)
Sądziłam, że to tygodniowa efemeryda, ale nie, książka uparcie tkwi na liście. Niemiecka autorka nakreśliła wspaniałe opowieści o życiu, w których wielka historia przeplata się z codziennymi anekdotami. Może to jednak coś odpowiedniego na nasz rynek?...

6. Paulo Coelho Die Schriften von Accra (oryg. Manuscrito Encontrado em Accra, pol.-)
Najnowszy Coelho, w Polsce chyba jeszcze niezapowiadany. Autor ma stałą prenumeratę na miejsca w rankingu bestsellerów i nikomu nie trzeba wyjaśniać, co i jak.


7. Nele Neuhaus Böser Wolf (pol.)
"Zły wilk" zaczyna powoli się wycofywać. Jestem już po wysłuchaniu wersji dla uszu i pewnie wkrótce coś napiszę o tej książce. Na razie zaś polecam inną powieść Neuhaus z tego samego cyklu "Śnieżka musi umrzeć", która ukaże się w tym roku w wydawnictwie Media Rodzina. 

8. Hillary Mantel Falken (oryg. Bring up the Bodies, pol. Na szafocie, Sonia Draga 2013)
Druga, po „W komnatach Wolf Hall” nagrodzona nagrodą Bookera powieść Mantel. Jest to druga część trylogii o Thomasie Cromwellu. Nakładem Wydawnictwa Sonia Draga ukaże się w tym roku pod  tytułem "Na szafocie". 

9. Kate Morton Die verlorenen Spuren (oryg. The Secret Keeper, pol. Strażnik tajemnic, wyd. Albatros 2013)
Kolejny hit australijskiej pisarki, zapowiadany u nas przez wydawnictwo Albatros na sierpień tego roku. 

10. John Green Das Schicksal ist ein mieser Verräter (oryg. The Fault in Our Stars, pol. Gwiazd naszych wina, wyd. Bukowy Las)
"Wnikliwa, odważna, pełna humoru i ostra Gwiazd naszych wina to najambitniejsza i najbardziej wzruszająca powieść Johna Greena. Autor w błyskotliwy sposób zgłębia w niej tragiczną kwestię życia i miłości" - tak pisze o tej powieści wydawca. Ma rację?...

No i jak Wam się widzą wiosenne książkowe trele zza Odry? Będzie wiosna?...

niedziela, 10 marca 2013

Reginald Hill "Rache verjährt nicht" (Woodcutter) - o drwalu i zemście?...



Wydawnictwo: Suhrkamp Verlag
Tytuł oryginału: The Woodcutter
Data premiery: 11.11.2012
Liczba stron: 683
Cena: 19,95 euro
Pozwólcie, że rozpocznę cytatem:
Jestem człowiekiem o na wskroś pojednawczym usposobieniu. A oto moje życzenia: skromny domek kryty strzechą, przy tym jednak dobre łóżko, dobre jedzenie, mleko i masło pierwszej świeżości, przed oknem kwiaty, przed drzwiami kilka pięknych drzew, jeśli zaś dobry Bóg chce mnie w pełni uszczęśliwić, to niech da mi się nacieszyć widokiem sześciu czy siedmiu moich nieprzyjaciół wiszących na tych drzewach. Z sercem przepełnionym wzruszeniem wybaczę im wszystkie krzywdy, jakie mi wyrządzili w życiu – no, trzeba wybaczać nieprzyjaciołom, ale nie wcześniej, nim zawisną.
Heinrich Heine 
Czym to pachnie? Coś jakby... zemstą? Jeśli weźmiemy do tego bardzo plakatywny niemiecki tytuł (Zemsta nie ulega przedawnieniu) ostatniej powieści Reginalda Hilla, a także liczne cytaty i skojarzenia z Hrabią Monte Christo, nabierzemy stuprocentowego przekonania, że motywem przewodnim będzie tutaj zemsta. Przekonanie to ucementuje się, gdy autor wprowadzi nas w historię swego bohatera. Wolf Hadda pewnego dnia traci wszystko - rodzinę, majątek, dobre imię i wolność. Do jego domu o świcie wpada tabun policjantów, wymachujących nakazem przeszukania, on sam zostaje zatrzymany pod zarzutem malwersacji oraz pedofilii. Ktoś go wrabia - myślimy natychmiast i już malujemy sobie dalszy ciąg: Hadda wychodzi po latach więzienia i mści się na swych wrogach. 

Ha!... Tak postąpiłby może pisarski żółtodziób, nowicjusz wprawiający się dopiero w niuansach suspensu, ale nie Reginald Hill. Ten nestor kryminału nie od dziś wiedział, jak wodzić za nos czytelnika i nigdy nie pozwoliłby sobie, by czytelnik już na pierwszych stronach rozgryzł jego intrygę. Mistrz manipulacji tak położy tropy, że wielokrotnie zwątpimy w niewinność Haddy, na przemian wynosząc go na ołtarze męczeństwa i strącając w piekielne otchłanie, by cierpiał za grzechy. To w końcu Hadda jest pedofilem czy nie?... Zrobił przekręt czy nie?... Oszukuje wszystkich, łącznie z sobą, czy nie?... Co jest prawdą, a co perfidną iluzją?... Nie myślcie sobie, że tak dzieje się tylko z naiwnym czytelnikiem, ślepo podążającym za literackim tropem, w pułapkę zastawioną przez Haddę wpada również profesjonalistka, więzienna psychiatra doktor Ozigbo, która z czasem zaczyna żywić do osadzonego uczucia, całkowicie kłócące się z jej zawodową etyką. I w ten sposób wszyscy ulegamy iluzji, kompletnie bezradni wobec miażdżącej maestrii Hilla, który spokojnym piórem, bez egzaltacji i histerii, bez tanich patetycznych sztuczek kreśli wielką, epicką historię, w której się zatapiamy bez reszty. 

Siła tej książki tkwi w psychologicznym wyrafinowaniu. Owszem, autor sporadycznie zaserwuje ten czy inny fajerwerk, przyprawi swe dzieło spektakularną sceną, ale nie szafuje przy tym brutalnością i rozbryzgami krwi. Tutaj smakuje się każdą scenę (rozkochani w angielskich krajobrazach będą mieli prawdziwą ucztę), każdy dialog (co za misterny, precyzyjny i podszyty subtelną ironią język!), każdy rys bohatera (przywodzący na myśl angielskich i francuskich klasyków - tak, znowu Hrabia Monte Christo, może nawet pan Rochester). Tutaj przeżywa się emocje przekraczające ramy zwykłego kryminału, tutaj wchodzą w grę uczucia wielkie i pierwotne, a także wyrachowanie, zlodowacenie duszy i skrywane przez lata mroczne tajemnice. W chwili, gdy już wydaje nam się, iż wszystko wiemy, Hill zbiera wątki i rzuca kluczowe postacie na skałę (dosłownie) w kulminacyjnej scenie, której dramatyzm i emocje łączą się w perfekcyjny sposób. Acha, i jedno ostrzeżenie: nie myślcie sobie, że ta domniemana zemsta to kluczowy motyw tej powieści. Nie dajcie się zwieść: tutaj zwodnicze pułapki czyhają na każdym kroku. 

Nie będę ględzić i kadzić - to jest majstersztyk, sublimacja dobrej literatury ocierającej się o kryminał,  i wreszcie - niestety - pożegnalny prezent Hilla dla miłośników jego prozy. Na takie książki czeka się latami.

Winslow Homer - The Woodcutter, 1891 - odegra tu niebagatelną rolę


Pierwsze zdanie: "Lato 1965: Profumo popadł w niełaskę; Ward zmarł; Beatlesi na pierwszym miejscu z albumem Please Please Me; Martin Luther King miał swoje marzenie; marzenie JFK miało nie potrwać długo; zimna wojna osiągnęła najniższe temperatury; świeży powiew zmian wiał coraz mocniej w kolonialnej Afryce, zaś jego mocne podmuchy odczuwalne były aż po Wrota Łez w kontrolowanym przez Brytyjczyków Adenie."
Gdzie i kiedy: Wielka Brytania: Londyn i hrabstwo Kumbria, 2008-2018 
W dwóch słowach: wyrafinowana i wysmakowana
Dla kogo: dla ceniących misterną intrygę i angielskie epickie klimaty
Ciepło / zimno: 98°

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Anety "Czytamy kryminały". 

czwartek, 7 marca 2013

O wiatrakach i tulipanach?... Nic bardziej mylnego!


W zasadzie już sama okładka tej książki powinna być ostrzeżeniem. Ekspresyjna, naturalistyczna, straszna – i znakomicie oddająca to, co czeka osobę, który odważy się po nią sięgnąć. Bo to nie jest książka dla wrażliwców i eterycznych mimoz. To, co debiutująca powieścią Wściekła skóra Agnieszka Miklis serwuje czytelnikom, to materiał nietuzinkowy, drastyczny i odpychający.

Na portalu Zbrodnia w Bibliotece można przeczytać moją recenzję tej powieści. Zapraszam!

wtorek, 5 marca 2013

Austin Wright "Tony i Susan" czyli rzecz o słodkości zemsty


Wydawca: MUZA S.A.
Tytuł oryginalny: Tony and Susan
Tłumaczenie: Jędrzej Polak
Data premiery: 2011-08-24
Liczba stron: 351
Cena: 29,99 zł

Niepozorny tytuł, dyskretna okładka, nazwisko autora, które raczej nikomu, kto nie specjalizował się we współczesnej literaturze amerykańskiej, nic nie powie. Po co zatem sięgać po tę książkę, która w sztuce mimikry najwyraźniej osiągnęła mistrzostwo? Odpowiedź nie może być prostsza: bo to jest dobra literatura. 

Rzecz dzieje się w gdzieś na początku lat osiemdziesiątych. Susan, matka trojga dzieci i żona, od lat żyje tylko jednym projektem, noszącym nazwę "usatysfakcjonowanie Arnolda". Arnold to jej mąż, lekarz kardiochirurg, którego poślubiła po rozwodzie z pierwszym mężem, Edwardem, powtarzając w tym nowym związku wszystkie błędy pierwszego. I oto ten Edward, niedoszły pisarz i zapatrzony w siebie życiowy nieudacznik, po latach milczenia przysyła jej manuskrypt swej powieści, z prośbą o przeczytanie i odpowiedź na jedno pytanie: "czego tej książce brakuje". Kobieta broni się przed lekturą dzieła, odwleka ją, znajduje milion wymówek, by jej nie rozpoczynać. Kiedy jednak się za nią zabiera, wsiąka w nią i zaczyna chłonąć jak spragniona deszczu pustynia. A wraz z nią czytelnik. Bo to, co opowiada Edward, jest wstrząsające. 

Zwykła rodzina, on - matematyk wykładający na uniwersytecie, udaje się na wakacje. Po drodze zostają napadnięci, bandyci gwałcą i mordują żonę i córkę, Tony Hastings, upodlony, zostaje wyrzucony z samochodu w środku lasu. Tony. Czerpiący siłę ze swego statusu matematyka i osoby cywilizowanej, gardzący przemocą, ceniący rozsądek, zostaje skonfrontowany z dziką przemocą, z żywiołem niekontrolowanym i prymitywnym, pozwala, by agresorzy dokonali swego dzieła. Wybiera defensywę, pasywność, popełnia najgorszy z możliwych grzech zaniechania. I traci wszystko. Dopiero z czasem, kiedy zdezorientowany i szukający zaczepienia powraca na tory starego życia, uświadamia sobie, że za własną "rozwagą" i "ucywilizowaniem" kryje się... tchórzostwo. 

Im bardziej się gubi Tony, tym bardziej Susan odnajdue się w podesłanym przez Edwarda bezlitosnym thrillerze, którym nie pogardziłby Quentin Tarantino. Zastosowany tutaj zabieg retoryczny książki w książce nie jest nowy, ale tutaj te "dwie historie w jednym" są splecione ze sobą w sposób naprawdę elektryzujący. To przenikanie się obu płaszczyzn - fikcyjnej i realistycznej - zazębianie się obu intryg, wzbogacone o refleksje obu protagonistów, pełne ironii i powolnego docierania do sedna samego siebie, stanowią niepowtarzalny walor powieści. I Tony, i Susan zeskrobują z siebie warstwy kłamstw i niedopowiedzeń, dochodzą pomału do niewygodnych i przysypanych wygodnictwem prawd o sobie. I odkrywają smak nienawiści. Uczą się przekraczać granice. Poznają słodycz zemsty, która dodatkowo okazuje się cierpka i paląca. Najciekawsze jest pytanie, kto się mści na kim, i za co. 

Wright świetnie to sobie zaplanował, stworzył kompozycję wielopłaszczyznową i przewrotną, inteligentnie zabawił się z czytelnikiem, łącząc szybkość page-turnera z głębią psychologicznego dramatu. A Jędrzej Polak jak zwykle znakomicie przełożył całość na polski, a nie na "przetłumaczony".



Pierwsze zdanie: "To wszystko zaczęło się od listu nadesłanego we wrześniu przez Edwarda, pierwszego męża Susan Morrow."
Gdzie i kiedy: USA, lata osiemdziesiąte
W dwóch słowach: przewrotna i niejednoznaczna
Dla kogo: dla miłośników wielkiej amerykańskiej prozy i łagodnych opowieści o przemocy.
Ciepło / zimno: 79°

niedziela, 3 marca 2013

Raquel J. Palacio "Wunder" (Cud), miód i orzeszki?...



Wydawnictwo: Carl Hanser Verlag
Data premiery: 28.01.2013
Tytuł oryginału: Wonder
Liczba stron: 384
Cena: 16,90 euro
Polecany wiek: 10 - 12 lat 
To był spontaniczny zakup. Ot, przechadzałam się po dziale młodzieżowym monachijskiego Hugendubla, a tamtejsi pracownicy mają w zwyczaju opatrywać wybrane książki karteczkami z osobistymi polecankami. Ta książka mrugnęła do mnie okiem, zaśmiała się i wreszcie zatupała nóżkami, żeby zwrócić na siebie uwagę. 

To co pani z Hugendubla napisała na karteczce, było frapujące i obiecywało wielkie emocje. Miała rację? I tak, i nie. Muszę przyznać, że książka nie tylko potrafiła zwrócić na siebie uwagę, ale i bez reszty pochłonęła mnie z zębami i kopytami. Początek zmiótł mnie z nóg do tego stopnia, że zaniedbałam rodzinę, pracę i w ogóle wszystko wokół siebie, by poświęcić się bez reszty Augustowi. Auggie ma dziesięć lat i nie jest normalnym dziesięciolatkiem. Urodził się z niezwykle rzadkim genetycznym defektem, a właściwie rzucający kośćmi los zabawił się jego kosztem i obdarzył niemal nieprawdopodobną mieszanką kilku anomalii w chromosomach. W efekcie przez pierwsze lata lekarze nieustannie walczyli o życie chłopca, a potem o to, by nadać mu w miarę ludzki wygląd. W zasadzie nie powinien był przeżyć. Cud.

"Cud" w całym tym nieszczęściu miał niezwykłe szczęście - rodziców, którzy przyjęli go takim, jakim jest i bezgranicznie pokochali. Takim, jakim jest - czyli jakim? Auggie nie opisuje swego wyglądu, twierdząc, że jakkolwiek byście sobie wyobrażali jego twarz, rzeczywistość jest gorsza. Znacznie gorsza. I tak przez pierwszą część powieści to wyobraźnia czytelnika, połączona z opisem reakcji ludzi na Augusta, gra centralną rolę. Dopiero gdzieś później, z opowieści innych osób, dowiadujemy się o braku uszu, o oczach, osadzonych niesymetrycznie i nie tam, gdzie znajdują się u innych ludzi, o nieproporcjonalnie wielkim i mięsistym nosie, o cofniętym, szczątkowym podbródku, który lekarze wyczarowali mu z kości biodrowej i wszczepili w miejsce, gdzie ziała dziura. 

August dopiero w wielu dziesięciu lat po raz pierwszy idzie do szkoły - przedtem uczyła go w domu matka, ze względu na częste operacje i stan zdrowia syna. I tak pierwszy dzień szkoły rozpoczyna najbardziej traumatyczny, posępny i najbardziej obfity w wydarzenia okres w jego życiu, który zmieni go w sposób nieodwracalny. Muszę przyznać, że opowieść Auggiego niemal do samego końca jest zgodna z tym, co obiecywała pani z księgarni: frapująca, chwytająca za serce, dotykająca do głębi, wyciskająca łzy z oczu. To wspaniały hymn na temat obcości i wyalienowania, potępiający dwulicowość i hipokryzję. To również refleksja na temat sedna człowieczeństwa, siły odwagi oraz znaczenia przyjaźni. Opowieść o wielkich pytaniach i wielkich problemach małego człowieczka. 

A jednak, mimo wszystko, niech mi ktoś odpowie na pytanie, dlaczego w finalnych scenach, kiedy dobro zwycięża, a zło przegrywa, kiedy dyrektor szkoły wygłasza płomienną, chwytającą za serce mowę, miałam wrażenie, że znalazłam się w ckliwym, tanim, amerykańskim wyciskaczu łez, w którym chodzi o polityczną poprawność i przesłodzony happy end? Dlaczego nie mogę odpędzić myśli, że w prawdziwym życiu wszystko potoczyłoby się nieco odmiennym torem?... Naprawdę jestem taką cyniczną babą, która wszędzie doszukuje się fałszu i nie potrafi otworzyć na "cud"?... 

Zastanawiam się, czy naprawdę tę książkę ratuje fakt, iż przeznaczona jest dla młodziaków, dziesięcio-dwunastolatków. I czego taki młody czytelnik potrzebuje bardziej: jednoznacznego wskazania drogi i prymitywnego dydaktyzmu, czy bodźców, które zmuszą go samodzielnego myślenia i otwarcia serca na innych...


Pierwsze zdanie: "Wiem, że nie jestem normalnym dziesięciolatkiem."
Gdzie i kiedy: Nowy Jork, współcześnie
W dwóch słowach: ckliwa i dydaktyczna
Dla kogo: dla lubiących uronić łezkę i szukających jednoznacznych werdyktów
Ciepło / zimno: 50°