Ads 468x60px

środa, 8 lutego 2012

Jestem Thomas Mann - młody niemiecki slang



W dzisiejszej Süddeutsche Zeitung ukazał się arcyciekawy wywiad z niemiecką lingwistką profesor Heike Wiese. Tematyka - o aktualnych zjawiskach we współczesnym młodzieżowym języku niemieckim.

Profesor Wiese od dawna zajmuje się młodzieżowym slangiem wielokulturowych wielkomiejskich aglomeracji i postuluje odrzucenie wszelkich uprzedzeń wobec jego "ułomności". Według niej to, co konserwatywni orędownicy czystości języka nazywają "kurczącą się gramatyką" (Schrumpfgrammatik) i kaleczeniem mowy Goethego jest zjawiskiem fascynującym, które należy przyjąć w sposób naturalny, jako kolejny, nowy wariant niemczyzny. Nie wartościuje ona "Kiezdeutsch" (czyli niemczyzny, panującej w wieloetnicznych środowiskach Berlina), tylko uznaje jako pełnoprawny, równoległy wariant, który nazywa nawet "turbodialektem", ze względu na jego błyskawiczny rozwój. Profesor Wiese wychodzi z założenia, że nowomowa ta jest integralną częścią języka niemieckiego, w odróżnieniu od np. niemczyzny, którą posługują się japońscy turyści, którzy języka tego nie opanowali w stopniu dostatecznym. Turboslangiem "Kiezdeutsch" to język tych, którzy urodzili się i wychowali w Niemczech.

Spodobało mi się to podejście do języka i już widzę, jak się sypią gromy na głowę biednej pani profesor, że jak to, że to nie jest niemiecki, że nie można akceptować zubożenia języka itepe... A ja się uśmiecham, bo berliński turboslang dotarł już nawet do przytulnej Bawarii - już mnie nie dziwi, dlaczego co drugie zdanie kolegów-gimnazjalistów mojego syna kończy się słówkiem "ischwöre"...

Przy okazji warto wspomnieć, że młodzieżowy dialekt jest tworem niezwykle kreatywnym i barwnym. Od paru lat zaopatruję się w coroczną edycję książeczki "Jugendsprache uplugged", nie mogąc wyjść ze zdumienia nad wyobraźnią twórców i użytkowników takich wyrażeń jak "Arschfax" (dosł. faks z dupy) czy "Kukidentbande" (to powinno być jasne), "Karussellfleisch" (mięso z karuzeli) czy "Hausfrauenpanzer" (czołg gospodyni domowej)... Nie wiecie, co oznaczają te zwroty? Rozwiązanie poniżej.

Acha, jeszcze słówko wyjaśnienia odnośnie tytułu postu: wywiad kończy się anegdotą. Otóż studenci pani profesor napisali pracę, której tytuł (j.w.) pochodzi z ust młodego człowieka, idącego jedną z ulic Poczdamu i komunikującego do komórki "Ich bin Thomas Mann". I jak tu się nie śmiać...

Książka prof. Heike Wiese



Rozwiązanie:
1. Arschfax - metka majtek, wystająca spod spodni
2. Kukidentbande - grupa emerytów
3. Karussellfleisch - kebab
4. Hausfrauenpanzer - wypasiony samochód terenowy, SUV

Wpadliście na to?



„Kiezdeutsch“ – krótkie wprowadzenie

-          rezygnacja z przyimków i rodzajników przy podawaniu lokalizacji: „Ich bin Schule“
-          stosowanie neologizmów oznaczających tryb rozkazujący: „Lassma Kino gehen“, „Musstu Pärschen-Date machen
-          neologizmy dla podkreślenia wiarygodności wypowiedzi: „Ihre Schwester ist voll ekelhaft, ischwöre”
-          nowy szyk zdania: „Danach ich ruf dich an”, „Irgendwann in Schule isch fang an zu schlafen”
-          nowatorskie stosowanie partykuły „so”: nie stosuje się jej dla porównania, ale w celach zaprowadzenia nowego porządku w zdaniu. Stawiana jest ona przed podkreślanym elementem w zdaniu, jego punktem ciężkości: „Ich höre Alpa Gun, weil er so aus Schöneberg kommt”
-          nowe wyrazy obce, zaczerpnięte głównie z tureckiego i arabskiego: „lan” (Typ, Mann), „moruk” (Alter), „wallah” (Echt!), "yallah" (Los!)

9 komentarzy:

  1. Świetne : ) Naprawdę kapitalne. Tak się zastanawiam, co też nasi polscy gimnazjaliści wymyślają. Będę musiał podpytać znajomą polonistę uczącą w gimnazjum : )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nawet kiedyś zerkałam na odpowiednie strony ze slangiem młodzieżowym, polskim właśnie, ale przeraziło mnie zagęszczenie wulgaryzmów. Tak naprawdę się teraz mówi?!...

      Usuń
  2. No cóż, mój niemiecki zatrzymał się na etapie "ich bin Rafał, ich komme aus Polen" :P
    i "Guten Morgen, eine Schokolade, bitte" xD
    więc na temat rozwoju języka niemieckiego się nie wypowiem :P
    Ale może rzeczywiście, ciężko byłoby rozmawiać ciągle w jakimś skomplikowanym staro-górno-niemieckim :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Też nie jestem z gatunku tych co mają za złe ;-). I też uważam że Kiezdeutsch w jakiś swoisty sposób wzbogaca mowę.Każdy rozsądny człowiek zdaje sobie sprawę że nie jest to język literacki czy nawet powszechny w użyciu, a ogranicza się właśnie do pewnych grup społecznych. Ostatecznie londyńczycy też mają swój Cockney,slang typowy dla tak zwanych niższych sfer.Młodzieżowe slangi istniały zawsze i wszędzie. Powstanie Kiezdeutsch było nieuniknione, ze względu na sporą obecność cudzoziemców, a Berlin w tym przoduje.Berlinski dialekt też nie jest językiem czysto literackim a jednak nikt się nie gorszy.Młodzież gimnazjalna i ta na wyższym poziomie intelektualnym na szczęście zachowuje umiar i rozsądek w tej materii.Jeśli używa( a używa!)tej gwary to całkiem świadomie, znając doskonale poprawne zamienniki.Mnie osobiście bawi gdy słyszę tę pokręconą mowę. Jest jedyny wyjątek,który znalazł sobie cieplutkie miejsce w potocznej mowie niemieckiej,a który mnie niesamowicie wkurza i dostaję prawie wysypki alergicznej gdy to słyszę. To słówko "HALOOOOOOO" z akcetem na ostanią samogłoskę "O" i przeciąganie jej w nieskończoność. I to "hallo" służy jako znak zapytania, wykrzyknik, kropka, przecinek, cudzysłów, wyraz wszelkich emocji i bóg wie co jeszcze?!
    A.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe spostrzeżenia. Znam to Halooo, oj znam. Moje dzieciaki z regularnością raz na dwa tygodnie przynoszą ze szkoły różnie wkurzające powiedzonka, począwczy od komentującego wszystko "lol", poprzez bawarskie "oida", po "junge" (jako odzywka do wszystkich, bez wzgledu na wiek lub płeć). Czasami trzeba się naprawdę napracować, żeby wyplenić te chwasty. Niektóre słówka bawią i zachwycają inwencją, niektóre po setnym użyciu wywołują wyłącznie wysypkę. Ale przemijają. Wszystkie. Ustępując miejsca nowym.

      Usuń
  4. Mieszkam, żyję tutaj już chyba sto lat(a może i dłużej) ;-) ale cały czas mnie zaskakuje używanie, stosowanie dialektów regionalnych na co dzień. A teraz doszły zapewnie jeszcze te dialekty używane we wschodniej części Niemiec, nowe Landy.Mieszkam na północy Niemiec(Schleswigholstein), sporo ludzi pochodzi z Fryzjii, oni używają dwóch języków regularnie, Hochdeutsch i fryzyjskiego, a głównie północnofryzyjskiego. Dzieci od kołyski uczone są i oswojane z tym językiem.Uważam to za fenomenalne! Jakiś czas temu mieszkałam w Hessji, co tam ci ludzie wyprawiali z językiem to paranoja ;-). Każda wiocha mówiła innym, sobie tylko znanym dialektem, sąsiad nie rozumiał sąsiada, krewny z innej wiochy krewnego. Wywalali na siebie oczy ze zdziwienia gdy jeden mówił do drugiego "Gema hem" ;-)))

    OdpowiedzUsuń
  5. E tam, ludzie tyle nie żyją...:-)

    Ja uwielbiam dialekty, niektóre kocham, inne mnie niezmiernie irytują. Niemcy nawet mają swoje rankingi najbardziej lubianych i znienawidzonych narzeczy i do tych drugich należy definitywnie saksoński. Trudno się nie zgodzić... Śmieszny jest szwabski, alemański i badeński. Bawarski bardzo lubię. Ma kopa.

    OdpowiedzUsuń
  6. O tak! saksoński wymiata! ;-) i ta wymowa! ten akcent! zgroza i horror! ;-)
    Też lubię dialekt bawarski i właśnie berliński. Ale najchętniej słucham Szwajcarów! ;-)))gdy mówią poprawnie , bez dialektów po niemiecku ale z tym"pieprzykiem" szwajcarskim.Ich wymowa, akcent to muzyka dla moich uszu :-))))

    OdpowiedzUsuń