Ads 468x60px

poniedziałek, 27 lutego 2012

Karin Slaughter "Tote Augen" (Geneza) - krwawa opera mydlana?


Wydawca: Blanvalet Verlag
Data wydania: 5.11.2011
Ilość stron: 576
Język: niemiecki
Tytuł oryginału: Undone (USA) / Genesis (UK)
Cykl: Georgia 1
Cena: 19,99 euro



Ostatnia strona. Oczy mam kwadratowe od wielogodzinnego czytania, tętno jeszcze przyspieszone od emocji, przed oczami przewijają mi się przerażające obrazy poniżonych, dręczonych kobiet...

W sumie powinnam być zadowolona. Wszak lubię brutalne trhillery. Lubię, jak autor nie boi się najtrudniejszych tematów, kreuje kontrowersyjne postacie, nie cofa się przed największymi podłościami ludzkiej natury. Do tego dochodzi fakt, że nie zdołałam odłożyć książki z ręki, a jej ostatnia tercja przykuła mnie grubym łańcuchem, którego nie mogły przepiłować nawet najpilniejsze obowiązki. Czyli mamy wszystkie substraty potrzebne do udanego kryminału. A jednak coś mi tu zgrzyta.


Okładka polskiego wydania

Karin Slaughter nie jest debiutantką. Stworzyła już parę popularnych serii kryminalnych z lubianymi postaciami, które  zawojowały serca fanów. "Geneza" jest powieścią, w której pisarce udała się genialna roszada: połączyła w niej losy bohaterów z dwóch bestsellerowych serii. Historie pediatry Sary Linton i pary detektywów Willa Trenta i Faith Mitchell krzyżują się w tomie "Geneza", w Polsce wydanym już rok temu, który w Niemczech pokazał się księgarskich półkach dopiero w listopadzie. Błyskotliwe zagranie? Dla miłośników obu cyklów niewątpliwie tak. Wątpliwą przyjemność ma natomiast czytelnik, który sięga po "Genezę" (czy "Martwe oczy", jak znowu trząchnął rozumem niemiecki wydawca) bez znajomości poprzednich tomów, musi się bowiem przebić przez pogmatwane wątki z przeszłości głównych postaci. Pal to sześć, w końcu nawet najgłupszy czytelnik w końcu domyśli się, o co chodzi z tym osobliwym zachowaniem Trenta. Irytujące są natomiast kilometrowe wywody i rozdrapywanie ran, płaczliwy patos i wyciskające łzy rozpamiętywanie miłości pani doktór do Jeffreya. Po trzech stronach miałam dosyć, ale pani Slaugther jest w tym względzie bardzo wytrwała.

Wróćmy więc do samej kryminalnej intrygi, która ścięła mnie dokumentnie już na pierwszych stronach. Jak udało się zmieścić autorce tyle brutalności na tak niewielu kartach, jak to możliwe, by do tego stopnia zagęścić atmosferę, zmrozić czytelnika i wprawić go w stupor przerażenia? Mistrzowskie to, bez dwóch zdań! Wszystko zaczyna się od wypadku, w którym na leśnej drodze potrącona zostaje naga, oślepiona i jednoznaczne torturowana oraz głodzona kobieta. Najwyraźniej udało jej się uciec z miejsca, gdzie była więziona. Dość prędko okazuje się, że nie była sama, a w przerażającej ziemiance, gdzie przeszła martyrium, przetrzymywana była także druga kobieta. I ją również udaje się znaleźć - martwą, wiszącą na drzewie, gdzie najwyraźniej schroniła się przed swym prześladowcą. Lista okrucieństw, które uczynił jej zwyrodnialec, jest długa i raczej nieodpowiednia dla osób wrażliwych... Mimo licznych śladów śledztwo grzęźnie w miejscu, a para detektywów niewiele ma w ręku. Sytuacja zaostrza się, gdy wpływa zgłoszenie o kolejnej porwanej ofierze... Tyle początek. Fabuła mogłaby dalej pędzić w tym tempie, ale nie, akcja zwalnia i zaczyna się toczyć ślimaczo, a autorka poczyna gubić się w roztrząsaniach tyczących prywatnego życia trójki bohaterów znanych z poprzednich tomów.

I tu dochodzimy do sedna moich obiekcji i źródła zgrzytu. Zgrzyta mi, że coraz częściej kryminały mutują w stronę zakamuflowanej opery mydlanej, w której czytelnika przykuwa nie pytanie, kto i dlaczego zabił, a dywagacje: zrobią to teraz, czy dopiero w następnym tomie. Zbytnio mi to wszystko skręca w stronę tasiemcowych seriali, których główną racją bytu są poplątane i zupełnie nieprawdopodobne perypetie garstki nieszczęśników. "Geneza" byłaby bowiem perfekcyjnym thrillerem, gdyby punkt ciężkości nie zjechał w stronę tych właśnie perypetii. Bo przy całej sympatii dla Willa Trenta (choć przyznam, że jego nietuzinkowa przypadłość nabiera doprawdy niewiarygodnych rozmiarów - nie ma w Ameryce nawigacji, nie ma oprogramowania, które kopiuje kontakty z komórki na komórkę? no, ludzie!), to o wiele bardziej interesowałoby mnie uzasadnienie chorej psychiki mordercy. Kwestia motywu wyślizgnęła się autorce definitywnie, a sam psychopata wypada blado i płasko, jakby jego postać została wykreowana przez początkującą piętnastolatkę, a nie amerykańską królową thrillera. Wprawdzie zakończenie było nienaganne, rozegrane tak, że gęsia skórka nie schodziła ani na sekundę, to jednak pytanie "dlaczego" zostało potraktowane tu po macoszemu. Odejmuję punkty.

Dodaję zaś punkty za zasianie we mnie chętki na więcej. Tak, chcę wiedzieć, co będziej dalej. W którym kierunku pójdzie znajomość Trenta i tej mdłej, nudnej Sary Linton? Czy Will uwolni się od toksycznego związku z Angie? Czy Faith poradzi sobie z chorobą i noworodkiem? Acha, typowe objawy choroby tasiemcowej. Trudno, zaraziłam się. I sięgnę prędzej po "Piętno", niż po niemiecki opowiednik, na który przyszłoby mi poczekać do jesieni.

Moja ocena: 4/5 (jednak minus za mydlaność).

Na zakończenie pytanie do tych, którzy przeczytali "Genezę" po polsku: czy Will i Faith są ze sobą na ty? W niemieckiej wersji niezmiernie irytowało mnie, że partnerzy, znający się jak łyse konie, którzy niejedno razem przeszli, nadal zwracają się do siebie per pan, pani... He?...

Baza recenzji syndykatu "Zbrodni w bibliotece".



9 komentarzy:

  1. Są na ty. I faktycznie Sara Linton jest wyjątkowo denerwująca, a apogeum będzie w "Piętnie".
    W zasadzie cykl ma kolejność "Tryptyk", "Pęknięcie", "Geneza","Piętno", ale jak widzisz, bez problemu można się połapać. Niestety Linton jest wyjątkowo denerwująca, więc lektura innych dzieł Slaughter może być denerwująca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Tryptyk" i "Pęknięcie" zebrał bardzo słabe recenzje w Niemczech, więc trochę się boję po nie sięgać. Tej autorki czytałam jeszcze "Przywilej skóry", też z Sarą Linton, niestety, też irytującą, niestety.

      Usuń
  2. Kurcze, uwielbiam thrillery, które niosą ze sobą emocje i dreszczyk. Po tej recenzji wnioskuję że taka może być owa książka. Zresztą o samej autorce słyszałam wiele superlatywów, a nie miałam okazji jeszcze poznać jej twórczości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, dreszczyk jest, bez dwóch zdań.

      Usuń
  3. Są na ty. Geneza średnio mi się podobała. Sara mnie irytowała na maksa. Ale z kolei Piętno o którym wspomina jane doe podobało mi się i to bardzo:).Ale generalnie autorkę lubię. Stawiam ją obok Alex Kavy i Erici Spindler (no może co do Erici, to zależy, która ksiażka).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie napalam się na Piętno, jednocześnie uzbrajając w grube pokłady cierpliwości jako antidotum na panią dochtór.

      Usuń
    2. Ona jest delikatnie ujmując irytująca, ale w Piętnie, jakoś trochę jej to minęło, a poza tym ze względu na okoliczności,czytelnik sporo jej wybaczy, ale nic nie napiszę bo zdradze tym samym treść kolejnych tomów:).

      Usuń
  4. Mam w domu, ale nie wiem czy wytrzymam irytującą panią doktor.

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo polecam 'Pęknięcie' to do tej pory najlepsza książka jaką przeczytałam . Postać Willa Trent'a a właściwie opis jego życia , charakteru oraz jego choroby czyli dysleksji została bardzo rozbudowana . Zamierzam przeczytać 'Tryptyk' gdzie również pojawia się postać Willa Trent'a .Jestem ciekawa czy będzie ona przedstawiona równie dobrze jak w 'Pęknięciu' . Na razie mogę jedynie polecić właśnie 'pęknięcie' ;)

    OdpowiedzUsuń