Ads 468x60px

piątek, 3 lutego 2012

Olga Rudnicka "Natalii 5"


Wydawca: Prószyński i S-ka
Data wydania: 19.04.2011
Liczba stron: 560
Cena: 29,90 zł

  
Mam dylemat. Książkę "Natalii 5" przeczytałam już parę miesięcy temu, choć właściwie "przeczytałam" to niezbyt właściwe słowo, zmęczyłam. No właśnie i tu ma korzenie moja rozterka, a nawet lekka konsternacja. No bo popatrzcie sobie po recenzjach. Wszystkie bez wyjątku pochlebne. Ba, jeśli wziąć za miarę ilość ochów i achów w sieci, to powieść urodzonej w 1988 roku pisarki, która ma już na swoim koncie parę książek, powinna być r e w e l a c y j n a. O rozrywce na wysokiem poziomie jest tam mowa, o zrywaniu boków ze śmiechu, o skrzących dowcipem dialogach, o perełce, antydepresancie. O lekkim piórze. Hm. Z tym ostatnim mogę się zgodzić. Ale wróćmy do mojego dylematu. No bo, parafrazując, jak zachwyca, kiedy nie zachwyca?

Bardzo ładna fotka autorki - Olgi Rudnickiej

Akcja rozpoczyna się z grubej rury. Tak, wejście jest naprawdę niezłe - otóż pewien mężczyzna, chory na raka handlarz dziełami sztuki drobiazgowo planuje samobójstwo, porządkuje sprawy, spisuje testament, informuje nawet o swym zamiarze policję, która dotarłszy na miejsce, znajduje denata w zamkniętym od środka pokoju. Na pierwszy rzut oka wszystko się zgadza, ale pewne detale psują spójny obraz domniemanego samobójstwa. Świetne zawiązanie akcji.

Druga odsłona - u notariusza, spotyka się pięć kobiet. Nie znają się, wiedzą jedynie, że zostały wezwane w sprawie spadku po ojcu. I nagle okazuje się, że z tatusia było niezłe ziółko - panie są bowiem siostrami, ojczulek był milionerem-bigamistą i każdej z córuń nie tylko dał na imię Natalia, ale i po milionie złotych, oraz opcję wspólnego zamieszkania w wielkiej willi gdzieś na zadupiu. No i rewelacja - sytuacja tak brzemienna w potencjalne konflikty, że sprawny pisarz powinien z miejsca zamienić zarzewie pomysłów w milionowy bestseller.
Powinien. Ale nie zamienił(a). Bo niestety, wyjątkowy potencjał tej powieści, świetna idea, zapoczątkowane interesujące wątki rozmyły się na ponad pięciuset stronach miałkich dialogów i dreptania w miejscu. Gdzie rozwinięcie tej kryminalnej zagadki, gdzie drobiazgowa praca śledczych, gdzie mozolne odgadywanie motywów, możliwości, faktów? Siostrunie skaczą tylko sobie do gardła, przeżywają katharsis po toksycznych związkach, rozpoczynają nowe życie, dyskutują, dokonują irracjonalnych poczynań. Kryminału niet. Jest psychologizująca, humorystyczna w zamyśle opowiastka dla kobiet (nie ubliżając kobietom, oczywiście). Trochę tu naśladownictwa Chmielewskiej, sporo potencjalnie zabawnych sytuacji, istotnie świetne, lekkie pióro (przyznaję rację), parę irytujących nieścisłości (to w końcu jak miał na imię tatuńcio - Jarosław czy Tadeusz?), rozczarowujące rozwikłanie zagadki kryminalnej. I już. Tak sobie pomyślałam, z trudem dobrnąwszy do ostatniej strony, że gdyby tę książkę odchudzić, przenieść środek ciężkości na motywy kryminalne i dopracować szczegóły, to wyszłaby naprawdę niezła powieść. Bo autorka naprawdę potrafi pisać. Tylko gubi się w zbyt długich i jałowych dialogach, niepotrzebnych scenach i wątkach. Ja tam się przy tej książce nie śmiałam. Ja się śmiertelnie nudziłam. A to o powieści kryminalnej dobrze nie świadczy. No i ta kiczowata okładka...
Moja ocena: 2/5 (gwiazdki za pomysł i lekkość pióra).

"Baza recenzji Syndykatu ZwB" 

11 komentarzy:

  1. Nie wszystko, co jednych zachwyca, podoba się drugim. Mnie też coś niespecjalnie ciągnie do tej książki, a ja często intuicyjnie różne rzeczy przeczuwam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja obchodze w bibliotece ta książkę, jak jeża. Może w końcu wypożyczę i sprawdzę, czy mnie przypadnie do gustu, czy wręcz odwrotnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aneta, jak znam Twój gust, to weź może jakąś inną książkę...

      Usuń
    2. :D a to niech jeszcze postoi na półce w bibliotece:D

      Usuń
  3. badziewiaste okładki to specjalność polska, wcale mnie to nie dziwi. Jeśli idzie o powieść, nie czytałam nic spod jej pióra, więc nie mogę oceniać stylu, ale zauważyłam, ze niektóe książki są dla licealistów w porywach do studentów, a potem się znich nieodwołalnie wyrasta. Nie wiem, czy tak jest w tym przypadku, ale zauważ, że większość blogerów do ludzie młodzi i stąd te pochlebne opinie wzdłuż i wszerz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, jaki jest target tej książki, ale może masz rację, Kasiu, że to nie jest pozycja dla każdego. Ja też jako nastolatka czytywałam różne dziwne rzeczy... Wyrosłam. Do niektórych książek też trzeba dorosnąć.

      Usuń
  4. Mnie odrzuciło od tej książki zaraz po przeczytaniu pierwszej recenzji (pochlebnej, a jakże!), a właściwie po przybliżeniu "generalnego zamysłu" autorki. Bo motyw z kilkoma siostrami, które poznają się dopiero w po śmierci wspólnego ojca, to motyw strasznie zużyty. Przeczytałam kiedyś na tej zasadzie "Niebo Montany" Nory Roberts - i ta książka mi się podobała. Ale potem trafiłam na "Dom córek" Sarah-Kate Lynch i już nie było tak wesoło - to co, co autorka sama wymyśliła (a było tego niewiele) to się przysłowiowej kupy nie trzymało, a cała reszta była żywcem z Roberts ściągnięta. Toteż za tego typu powieści serdecznie dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  5. Sporo o niej słyszałam, ale nadal się zastanawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. O-o-o, dopiero teraz dojrzalam, ze Ty tez ja recenzowalas, to by mogla byc moja recenzja!! ;-))))

    OdpowiedzUsuń