Ads 468x60px

wtorek, 11 marca 2014

Mamut wiosenny z ogromnym kałdunem



Zima w tym roku lekką nam była, to i nie dziwota, że mamuty po niej ani trochę nie wymizerowane, tylko spasione, szurające kałdunem po ziemi. Prezentuję Wam swojego, upolowanego niedawno: brzusio jak się patrzy, ogonek tłustawy, nereczki i jąderka pokaźne, łeb chudy, ale przecież nie można żreć samego sadła. A oto szczegóły anatomiczne:


Sedno, czyli jądro... a tam, jąderka są przecie gdzie indziej, to jest brzuszysko, czyli samara. I to dosłownie, bo każde z tych pioruńskich tomiszczy liczy sobie po tysiąc stron. Perwersja autorów, masochizm czytelnika. Pierwsze to najnowszy Dan Simmons, wydany przez MAGa, czyli Trupia otucha. Coś jakby horror z thrillerem, a ponieważ Simmonsa kupuję z klucza, złamałam się (dosłownie, bo pod ciężarem) i zakupiłam była. Jeśli się nie będę odzywać przez najbliższe dwa tygodnie, to znaczy, żem zeszła, przygnieciona ciężarem (chyba nie gatunkowym, ale nie wiadomo) lektury.
Druga część kałduna to najbardziej wyczekiwany thriller roku w Niemczech, czyli najnowszy Frank Schätzing i jego Breaking News. Schätzinga polscy czytelnicy mogli poznać w rewelacyjnym Odwecie oceanu, a w Niemczech niemal wszystko, co napisze ten autor, sprzedaje się jak świeże bułeczki. Po długim milczeniu wszyscy spodziewali się czegoś superanckiego. Zapowiedzi były dość karkołomne: coś tam o UFO w stefie Gazy, czyli kosmitach i konflikcie izraelsko-palestyńskim (hę?...). Nie wiem, jak to wybiglować i zrobić z tego coś strawnego, ale... nie z takich opresji wychodzili prawdziwi mistrzowie. Pierwsze recenzje są wprawdzie katastrofalne, ludziska psy wieszają, a ja uwielbiam takie coś. Znaczy, nie katastrofalne książki (najwyżej katastroficzne), tylko takie, które polaryzują. Z reguły takie woły opasłe kupuję na czytnik, ale w MAGu takowych nie uświadczysz, lubią się tam pastwić nad eterycznymi czytelniczkami, a Schätzing z bibioteki wzięty, bo mi było szkoda 25 euro.


Grzbiecik zgrabny i wypukły, czyli dziesięć zeszytów przygód Kajka i Kokosza. Dla Smoków, bo sobie zażyczyli, a ja dobra matka jestem.


Podroby, czyli jąderka i móżdżek po polsku. Zbigniew Zborowski (czyżby powinowaty?) i jego Nowy drapieżnik oraz Witold Jabłoński i Słowo i miecz. Obie kupiłam wyłącznie z Waszej winy, tfu, rekomendacji (przyznać się, kto mnie do tego namówił?!...) i biada Wam, jak będzie źle.


Ogonek i golonka, czyli można zrobić salceson. Pierwsza z nich to tytuł z małego, ale powoli urastającego do rangi mojego ulubionego niemieckiego wydawnictwa Golkonda. Geoff Ryman nie jest obcym nazwiskiem dla fanów fantastyki, nagradzany Nebulą, Clarkiem i czym tam się da. Ta książeczka zafrapowała mnie tytułem: Pol Pots wunderschöne Tochter (czyli Przepiękna córka Pol Pota). Podobno jest to fascynująca opowieść, tym bardziej smaczna, że autor ponoć często podróżuje do Kambodży. Nie wiem, czego się po tym spodziewać, ale na pewno będzie to coś łamiącego konwencje.
Środkowa książka to całkowita nowość Thomasa Finna, autora, który dał się poznać od dobrej strony na polu fantastycznym. Schwarze Tränen to współczesna i magiczna odsłona historii o Fauście. Podobno rewelacja. Jeśli okaże się rzeczywiście tak dobra, jak mi się wydaje, to może uda się ją wydać w Polsce.
I last but not least, najnowszy tom przygód komisarza Dühnforta, czyli Deiner Seele Grab. Świeżutka i pachnąca farbą i podobno też znakomita. Inge Löhnig z każdym tomem nabiera wirtuozerii, bardzo jestem ciekawa, co tym razem wymyśliła.


A teraz pora na rzecz szczególną, czyli szyjkę. Poprzednią książkę autora, ukrywającego się pod kryptonimem V. K. Ludewig, opisałam tutaj (oj, było zabawy, było). A autorowi tak się spodobało co napisałam, że z własnej i nieprzymuszonej woli przysłał mi kontynuację, czyli Oper der Phantome (a gucio, to wcale nie znaczy Upiór w operze, tylko Opera upiorów, ha!). Panu Ludewigowi i wydawnictwu dtv serdecznie dziękuję i przyznam, że jestem bardzo ciekawa treści.


I na koniec kolanko i łeb, czyli Petros Markaris i Arne Dahl. Pierwszy z tych panów, jak można się domyślać po nomeklaturze, jest Grekiem i pisze jadowite, rewelacyjne kryminały, osadzone w Grecji. Polecono mi ją w ramach przygotowania do wakacji (tak, lecimy do Grecji i TYM RAZEM naprawdę zamierzam wyjechać na wakacje, więc żadnych złamanych kręgosłupów, do qoorfy nędzy, bardzo proszę!), więc będę się wczuwać i nastawiać. Drugiego pana nikomu w Polsce przedstawiać nie trzeba, a ten jadowity tytuł Neid jest najnowszym jego dziełem, trzecią częścią nowego cyklu europejskiego (nowego, ale ze starymi bohaterami, więc jest jakby swojsko). Ten nowy cykl Dahla jest chyba lepszy, bardziej globalny, nowocześniejszy, straszniejszy i w ogóle "ejszy". Pierwszy tom był taki sobie, trzeci (ten jadowity) właśnie czytam i wkrótce zdam relację.

No i macie ochotę na konsumpcję mięsną zaprezentowanych u mnie zdobycznych podrobów i polędwiczek? Na co leci Wam ślinka?


33 komentarzy:

  1. To Markarisa polecam z ręką na sercu i czystym sumieniem. Czytałam w oryginale, nie wiem jak z niemieckim przekładem, ale jak dla mnie wersja oryginalna super. Jego detektyw Costas Haritos jest świetny i ta grecka otoczka, miodzio:)
    Mam nadzieję, że polskie wydawnictwo skusi się i serie wyda.
    Sam autor także jest wart uwagi, ciekawe, trudne życie i bogaty dorobek, także tłumacza:) Miłej lektury.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak myślałam, że będziesz go znać:-) Cieszę się, że warto, bo nie byłam do końca pewna (dlatego wzięłam z biblioteki), choć polecił mi znajomy, którego zdanie bardzo cenię (ale on rzadko czytuje kryminały). A o autorze chętnie poczytam, bo mnie zaintrygowałaś:-)

      Usuń
  2. Skusiłabym się na Simmonsa, Markarisa i Dahla :) "Breaking news" brzmi zbyt dziwnie, ale chętnie przeczytam recenzję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem, brzmi dziwnie, ale jakoś mimo to frapująco... Sama nie wiem, czego się po tym spodziewać...

      Usuń
  3. Szalenie ciekawi mnie "Trupia otucha".

    OdpowiedzUsuń
  4. Kajko i Kokosz! Łezka nostalgii się w oku kręci :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ma u nas w domu status absolutnie kultowy, szczególnie smok Miluś i jego ograniczony, ale efektywny język:-)

      Usuń
  5. Hm, kawał zwierza, choć akurat tym razem niczego nie zazdroszczę. Za to jestem ciekawa Twojej opinii o "Słowie i mieczu" - autora znam z cyklu o Witelonie i o ile cykl bardzo dobry był, to z fantastyką miał niewiele wspólnego. Mam jeszcze u siebie "Fryne heterę" i zastanawiam się, jak to z nią będzie.

    Ciekawi mnie też ta historia o Fauście. Możesz w kilku słowach przybliżyć?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jabłoński to dla mnie tabula rasa, Kasi się bardzo podobał, a to, co pisała, bardzo mnie zachęciło.
      A treść historii o Fauście, zatytułowanej "Czarne łzy" jest taka: potomek słynnego doktora Fausta znajduje w gospodzie "Pod lwem" w Staufen średniowieczną księgę zaklęć. Kiedy wyłamuje z bogato zdobionej oprawy diament, na miasto spada deszcz żab, a Lukas zostaje zaatakowany przez złośliwego czarownika. Z pomocą przychodzi mu czarny pudel Mefistofeles, jak się okazuje, sam diabeł we własnej osobie. Mefistofeles wyjaśnia Lukasowi, że w piekle trwa aktualnie walka o władzę między demonami a upadłymi aniołami, a ten, kto posiądzie trzy łzy diabła (z których jedną potomek Fausta już ma - ów diament z księgi zaklęć), wywoła apokalipsę. Lukas zostaje zamieszany w walkę o piekielny tron i musi uciekać z miasta. Rozpoczyna się wyścig z czasem...
      Brzmi karkołomnie i trochę rzeczywiście jest, ale podobno autor nader zgrabnie połączył mnogość germańskich legend w jedną sensowną całość.

      Usuń
    2. Jak dla mnie to brzmi nawet obiecująco (ten uroczo absurdalny szatański pudel).;) A młodzieżówka czy dla starszego czytelnika?

      Usuń
  6. Pamiętam "Odwet oceanu", w ciągu 2 dni wciągnęłam prawie 1000 stron, ciekawe czy ukaże się w Polsce, bo ja jestem chętna:)
    A z "Trupiej otuchy" zdaj rzetelną relację, bo jeśli będzie tam mało fantastyki, czy innych pozaziemskich zjawisk, to jestem zainteresowana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakoś tak niezrozumiale się wysławiam - miałam na myśli, czy w Polsce ukaże się nowa powieść Franka Schätzinga:)

      Usuń
    2. Oj, ja też czytałam z wypiekami na twarzy:-) Dobre to było. Czy nowy Schätzing się ukaże, trudno powiedzieć, bo takie opasłe tomy mają trochę gorszy start - większe koszty wydania (tłumaczenie, redakcja, to wszystko rozlicza się od arkusza), a powodzenie projektu - niewiadome. Tak czy siak, autor znany jest z niesłychanie drobiazgowego researchu. W przypadku tak drobiazgowo opowiedzianej historii konfliktu palestyńskiego wiele osób pasuje wobec ogromu informacji. Mnie się wydaje, że wszystko zależy od tego, jak autor to podał, jeśli na zasadzie encyklopedycznej wyliczanki, to klapa, jeśli potrafił zrobić z tego pasjonującą opowieść, to może być coś wyjątkowego. W każdym razie zdam relację, nawet jeśli miałabym porzucić lekturę w połowie. No i o Simmonsie też napiszę, rzecz jasna.

      Usuń
  7. Jaj! Kajko i Kokosz :)
    A "Słowo i miecz" jest boskie, może (tak nieskromnie sobie myślę) to był mój podszept, bo bezwstydnie chwaliłam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twój podszept, Twój:-) Jak widzisz, masz dar przekonywania. Mam nadzieję na fajną lekturę:-)

      Usuń
  8. Wiem, że Trupia otucha i Kajko i Kokosz to dziwny zestaw;-) ale jestem za! Mam nadzieję, że o coś o tym Simmonsie napiszesz? Bo o ile wyląduje na półce gdzieś tak pod koniec marca (Simmonsa biorę w ciemno), to z przeczytaniem może być różnie, jakoś tak kolejki w kolejkach mi się porobiły...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też mam kolejki do kolejek do kolejek... Ale i tak nie mogę się oprzeć przed kupowaniem nowości:-) O Simmonsie napiszę, rzecz jasna:-)

      Usuń
  9. Mnie najbardziej ciekawią Zborowski i Jablonski (już sobie poszukałam, w których ich maja bibliotekach), no i wspolczesna historia o Fauscie :-).

    A w ogole chciałam zameldować, ze od wczoraj jestem na nowym blogu - na starym opadly mnie jakies psychopatki i się przeniosłam. Będę szczesliwa, jeśli będziesz do mnie zagladala :-).
    Pozdrawiam
    Iza z czasu-odnalezionego ;-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Psychopatkom mówimy zdecydowane NIE! Ale musiały Ci nieźle dopiec, skoro porzuciłaś swoje przytulne i znajome miejsce w sieci:-( Nowy adres już dodałam, jasne, że będę zaglądać, tylko pisz!

      Usuń
  10. PS. Aha, tu: http://www.beresnika.blogspot.com/ ;-))

    OdpowiedzUsuń
  11. Frank Schätzing - nadal w planach ale jakoś funduszy nie bardzo widać... Choć oczywiście najpierw rzuciłabym się na znakomitego poprzednika. Oj dobra z Ciebie matka, taki piękny grzbiecik dla dzieciaków - pozazdrościć :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No bo cenę ma rzeczywiście mamucią, 27 euro! Wzięłam z biblioteki, przynajmniej nie będę się wściekać, jak się rozczaruję. Minus jest taki, że się trzeba śpieszyć z lekturą :-( A "Schwarm" polecam gorąco, w przeciwieństwie do "Limitu" (nie wyszło).

      Usuń
  12. Najbardziej interesuje mnie Simmons - już od pewnego czasu rozważam zakup tej książki, tym bardziej, że można ją teraz dostać za niecałe 50zł. Trochę przeraża mnie objętość książki, będę czekał na Twoją recenzję :)
    tommy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, objętość i cena trochę odrzucają, ale ponieważ to Simmons, w dodatku niewydany w Niemczech, to wzięłam. Ja zapłaciłam chyba 64 złociszy, więc musiałeś wypatrzyć jakąś niezłą promocję:-)

      Usuń
    2. Agnieszko, kupuj na aros.pl - teraz z okazji urodzin na wszystko jest -33% od ceny okładkowej, a normalnie rabat wynosi 27%. Dawno porzuciłem już stacjonarne księgarnie i kulturalne molochy, i robię zakupy tylko u nich. Jedyną wadą jest brak porządnego katalogu książek, zawsze szukam wg danego autora bądź tytułu. Ale takich cen nie ma nikt !
      tommy

      Usuń
  13. Odpowiedzi
    1. Ano będzie. Jakoś się zapasy wcale nie kurczą:-)

      Usuń
  14. O, do serca przytul Simmonsa! I nieważne, że tłusty i opasły ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Kojko i Kokosz <3 dzieciństwo się przypomina...

    OdpowiedzUsuń