Ads 468x60px

wtorek, 25 marca 2014

Inge Löhnig "So unselig schön" (Tak fatalnie piękna) - dochodzeniowcy, czytajcie poezję!




Wydawnictwo: Ullstein
Data premiery: 14.01.2011
Liczba stron: 448
Cena: 9,99 euro

Po dwóch latach po bardzo intensywnym obcowaniu z powieściami Inge Löhnig zapragnęłam dowiedzieć się, co porabia komisarz Dühnfort i Gina o czekoladowych oczach. Uległam tęsknocie za czymś znajomym. Czasem tak mam, że nachodzą mnie rozmaite chętki czytelnicze, że opanowuje mnie pragnienie powrotu do określonych klimatów, często bardzo ulotnych i delikatnych, do szczególnego doboru słów, do znajomej scenerii, do konkretnego bohatera, nawet jeśli irytował swymi cechami. Na zaspokojenie takich chętek najlepsze są serie: pozwalają powrócić do znanych postaci, miejsc, fraz, motywów.

Lektura trzeciej części tej serii była dla mnie jak powrót do domu. Jakbym po dwóch latach nieobecności otworzyła drzwi swego pokoju, poczuła znajomy zapach starych kątów, usiadła na "swoim" miejscu na kanapie ze "swoją" pocelanową filiżanką, pełną parującego "mojego" darjeelingu.

Każdy autor ma swój charakterystyczny stempel - u jednych wyraźniejszy, u innych bardziej rozmyty, ale zawsze rozpoznawalny. Styl Inge Löhnig jest czytelny i specyficzny - począwszy od dosyć malarskiego, plastycznego sposobu portretowania miejsc i osób, poprzez wybór pewnych powtarzalnych motywów, po znamienną konstrukcję powieści. Również i tutaj, podobnie jak w poprzednich dwóch tomach, mamy - oprócz Dühnforta i reszty zespołu dochodzeniowców - kluczową, nietypową protagonistkę, dźwigającą na swych barkach szkielet opowieści. Tym razem jest to młoda dziewczyna o nieciekawej przeszłości, którą wielu określiłoby mianem "trudnej". Vicky Senger ma dwadzieścia dwa lata, dość nietypowe hobby - urban exploring, czyli penetrowanie i fotografowanie opuszczonych, zrujnowanych i niedostępnych dla osób postronnych obiektów przemysłowych - i wielką determinację, by wyjść w życiu na prostą i po burzliwej młodości zacząć prowadzić najbardziej mieszczańskie życie, jak się da. I oto pewnego dnia, podczas eksploracji pewnego opuszczonego browaru w lesie niedaleko Monachium, znajduje w starej kadzi warzelnej pozbawione głowy zwłoki.

Dziewczyna, porównując własne zdjęcia z miejsca zbrodni, odkrywa pewien detal, który może, ale nie musi, prowadzić do mordercy. Na własną rękę zaczyna swoje małe, prywatne śledztwo, i kiedy już zyskuje pewność, że domniemany trop prowadzi donikąd, okazuje się, że niebezpiecznie zbliża się do prawdziwego mordercy...

Śledztwo wszczyna oczywiście i monachijski komisarz Tino Dühnfort wraz z - teraz już można to chyba powiedzieć - zadurzoną w nim podkomendną Giną o oczach w kolorze noir i niesympatycznym karierowiczem Aloisem. Uprzedzając wszelkie pytania powiem, że Dühnfort nadal jest melancholikiem, nadal odnosi się wrażenie, że jakoś brakuje mu jaj, nadal rozmywa się w mdłych dywagacjach... ale to jego pociąg do nostalgii przyniesie przełom w śledztwie, które obraca się tym razem w kręgach artystycznych. Morderca zaś obsesyjnie odtwarza pewną wizję z wiersza Baudelaire'a:
Gdzie w wazonach jak w trumnach kryształowych mrą kwiaty,
Śląc ostatnie oddechy konania,
Trup bez głowy czerwonym krwi gorącej strumieniem
Na poduszki wezgłowia aż bucha (...).
Autorka potrafi w cudowny sposób połączyć trzeźwość i nagość dochodzenia z psychologiczną głębią, ogromną wrażliwością portretowania i malarskim wręcz okiem do detali. Wyważenie - to chyba najlepsze słowo oddające walory tej powieści. Ale i sama intryga wykazuje wyższą jakość, niż w poprzednich tomach. Jest tu sporo fałszywych tropów, a kiedy już jesteśmy przekonani, że autorka jednym zdaniem zdradziła tożsamość mordercy, już za moment cała hipoteza sypie się jak domek z kart. Właściwie do końca trudno jest zgadnąć, który z trzech zaprezentowanych przez nią kandydatów na mordercę naprawdę nim jest: szalony malarz o wdzięcznym pseudonimie Carne i przeszłości rzeźnika, chirurg plastyczny rozbijający się srebrnym jaguarem, czy znany filantrop i kolekcjoner sztuki... Ja nie zgadłam, a to naprawdę o czymś świadczy.

Wydaje się, że autorka znalazła na kryminalnej arenie swoją niszę, swój sposób na dotarcie do czytelnika, na pokazanie najmroczniejszych zakątków ludzkiej duszy. Nie sposób odmówić mu piękna, nie sposób nie zachwycić się subtelną grą grozy, poezji i ciepła. "Tak fatalnie piękna" to znakomita powieść. Oby więcej takich powrotów do domowego zacisza.


Pierwsze zdanie: "Światło dnia padało przez okno atelier na płótno i jak przez jedwabny filtr, równomiernie i miękko oświetlało filigranową porcelanową czarkę, zacierającą się w tle na skraju obrazu." 
Gdzie i kiedy: Monachium i okolice, czerwiec 2011
W dwóch słowach: malarz i rzeźnik
Dla kogo: dla kochających serie, lubiących powroty do domu i finezyjne igraszki poetycko-malarskie
Ciepło / zimno: 82°

8 komentarzy:

  1. Wszystko ładnie i pięknie, tylko kiedy my w Polsce będziemy mogli to przeczytać???
    opty2

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obawiałam się tego pytania... Cóż, nic mi nie wiadomo o kontynuacji serii, ale większe cuda się zdarzały, więc nie traćmy nadziei:-)

      Usuń
  2. Kolejna Inge, miodzio :) Czy coś wiesz na temat polskiego wydania? :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu, nie wiem, niestety :-( Ale nadzieja jak wiadomo umiera ostatnia...

      Usuń
    2. Hm... miałam na dzieję na bardziej optymistyczny news... ;)

      Usuń
  3. Też jestem ciekaw, czy kolejne tytuły tej autorki będą w Polsce wydane.
    Tymczasem właśnie przeczytałem powieść innej niemieckiej autorki Kathariny Hageny, to niekryminalna nostalgiczna opowieść o pewnej rodzinie i sekretach pamięci.
    tommy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałam tę książkę w zapowiedziach, ale nie znam ani autorki, ani powieści. Widzę, że Ci się nawet podobała :-)

      Usuń
  4. Mam bardzo podobnie z pragnieniami czytelniczymi powrotów do pewnych klimatów. Bardzo często to mam...

    OdpowiedzUsuń