Ads 468x60px

piątek, 28 lutego 2014

Harry Harrison "Planeta śmierci" czyli historia pyrrusowego zwycięstwa




Wydawnictwo: Solaris
Tytuł oryginału: Deathworld
Tłumaczenie: Wacław Niepokólczycki
Data wydania: 17-01-2013 (rok premiery: 1960)
Liczba stron: 244
Cena: 29,99 zł


Nie ulega wątpliwości, że Harry Harrison zapisał się w historii fantastyki jako twórca nurtu barwnego, przygodowego, humorystycznego i lekkiego, zaś "Planeta śmierci", pierwsza powieść pisarza i pierwszy tom cyklu o Jasonie dinAlcie, całkowicie przystaje do tego schematu. Książka, napisana pół wieku temu, zestarzała się w oczywisty sposób pod względem opisywanej technologii, ale raczej nie antropologicznym.

Historia jest prosta i - jak na dzisiejsze standardy - banalna. Jason dinAlt, hazardzista obdarzony zdolnościami parapsychologicznymi, dostaje propozycję zagrania o naprawdę wielkie pieniądze. Oczywiście wygrywa, zaś zleceniodawca, przedstawiciel nieznanej planety Pyrrus, zgarnia większość puli i kupuje za nią gigantyczne zapasy śmiercionośnej broni - najlepszej, jaka jest dostępna na intergalaktycznym rynku. Zaintrygowany szuler postanawia odwiedzić tajemniczą planetę. Okazuje się, że opowieści Pyrrusanina nie są ani trochę przesadzone: planeta, jej żywioły i wszystko, co na niej żyje, zdają się mieć jeden tylko cel: natychmiastowe uśmiercenie każdego człowieka i zniszczenie niewielkiej, walczącej o przetrwanie kolonii.

Bystry Jason, jako człowiek z zewnątrz widzący pewne rzeczy w innym świetle niż rdzenni Pyrrusanie, prędko zaczyna jednak podejrzewać, że mordercze ataki fauny i flory nie są przypadkiem, a historia kolonii, zapomniana i nieistotna w obliczu nieustannej walki o przetrwanie, pozwala przypuszczać, że planeta nie od razu była tak niegościnnym i wrogim miejscem. Dlaczego zatem ten świat zwrócił się przeciwko człowiekowi i z nieugiętym uporem i śmiertelną konsekwencją dąży do jego eksterminacji, tworząc coraz to nowe, trujące, agresywne, mordujące formy życia? Odpowiedź na to pytanie staje się centralnym motywem misji Jasona.

"Planeta śmierci" powstała oczywiście, by bawić. Harrison sprawnie upraszcza co trzeba, ubarwia co się da, idzie na skróty tam, gdzie nuda i rozwlekłość są niewskazane, daje czadu z akcją i tempem narracji. Bohaterów wyposaża odpowiednio do misji, jakie mają wypełnić: ma się dziać, ma się dziać dużo i szybko, zaś wszelkie hamletowskie rozterki i rozdrapy są nie tylko niepotrzebne, ale i szkodliwe. Ale nie jest tak, że ta powieść jest wyłącznie powierzchwną i krotochwilną strzelanką. Frapujące są wątki, pokazujące, jak warunki bytowe determinują rozwój, a właściwie regresję społeczeństwa, redukując istnienie do elemementarnego przeżycia i eliminując wszelkie przejawy kultury. Sztuka, dziedzictwo kultury, historia, więzi społeczne - wszystko to staje się zbędnym kaprysem, płochą fraszką, niebezpiecznym balastem, zaś edukacja ogranicza się do wyćwiczenia zasad survivalu w ekstremalnych warunkach.

Warto zwrócić uwagę na nienachalne, ale obecne aspekty ekologiczne, przemycone pod płaszczykiem akcyjniaka. Początek lat sześćdziesiątych to narodziny ekologii społecznej, postulującej wizję harmonijnego współżycia człowieka z przyrodą i echa tych teorii pobrzmiewają i tutaj, ale oczywiście nie w pogadankowy, moralizatorski sposób. Harrison raczej rzuca pewną modną i aktualną tezę, ale nie rozpętuje żadnej burzy, ani nie prowokuje dyskusji. Zdumiewające jest jednak to, jak niewiele stracił na aktualności pokazany tu brak gotowości człowieka do opuszczenia utartych ścieżek. Zachowawczość i konserwa są immanentymi cechami człowieka i potrzeba wizjonerskich, łamiących schematy jednostek, by popychnąć ludzkość do przodu.

Pewną uciechę może sprawić śledzenie technologicznych anachronizmów, uroczych i komicznych z perspektywy pięćdziesięciu lat. Lekki zapaszek kulek na mole nie przeszkadza jednak w rozkoszowaniu się - hm, ciekawą po prostu - historią. Nie przeszkadza też brak rozmachu, schematyczność charakterów, kompaktowość, zupełnie nieprzystająca do dzisiejszych wymogów objętościowych. Tak się wtedy pisało, a spotkanie z tą lekko anachroniczną z jednej, ale i zaskakująco aktualną historią z drugiej strony u jednych wywoła łezkę nostalgii (wszak wielu z dzisiejszych konsumentów fantastyki wychowało się na Harrisonie), u innych tylko satysfakcję z miło spędzonych, bardzo rozrywkowych dwóch, trzech godzin. Zapewniam, lepsze to, niż jeden współczesny film.

Pierwsze zdanie: "Dało się słyszeć łagodne westchnienie pneumatycznego przewodu komunikacyjnjego i do małego korytka wypadła kapsułka."
Gdzie i kiedy: planeta Pyrrus, w przyszłości
W dwóch słowach: szybka i komiksowa
Dla kogo: dla nadrabiających zaległości w klasyce gatunku i tych, którzy chcą czegoś lekkiego w przerwie
Ciepło / zimno: 61°


Książkę przeczytałam w ramach wyzwania "Eksplorując nieznane"

sobota, 22 lutego 2014

Simon R. Green "Nightside 1 - Die dunkle Seite der Nacht" - czyli fantastyczny Londyn noir




Wydawnictwo: Feder & Schwert
Tytuł oryginału: Something from the Nightside
Data premiery: 1.11.2006
Liczba stron: 201
Cena: 10,95 euro

Skrzyżowanie Marlowa z Harrym Dresdenem. Tak w skrócie można scharakteryzować postać głównego bohatera cyklu Nightside, którego pierwszą część połknęłam jednym kłem w paru wolnych chwilach. 

John Taylor, prywatny detektyw z bagażem osobliwych doświadczeń, wrażliwy na wdzięki postawnych blondyn i mający doskonałe rozeznanie w podziemnym światku Londynu, wyposażony jest we wszelkie znamiona szablonowego noir-detektywa. I kiedy w jego nędznym biurze, pełniącym jednocześnie rolę sypialni, kuchni i jadalni pojawia się przepiękna blondyna i prosi o pomoc w odnalezieniu zaginionej córki, miękkie serce Johna po prostu nie może inaczej, jak przyjąć zlecenie i wbrew własnym postanowieniom raz jeszcze udać się do Nightside, do mrocznych i znanych tylko wybranym zaułków Londynu, by niczym rycerz na białym koniu odszukać zaginioną dziewoję. John Taylor ma pewien szczególny dar. Potrafi znajdować rzeczy. I osoby. Nic się przed nim nie ukryje. 

Sam początek tak ocieka stereotypami, że właściwe można by się zabawić w odgadywanie kolejnych scen, ba, kolejne słów. Simon R. Green chyba jednak świadomie operuje kliszami, czerpiąc z obfitych zbiorów popkultury i skrupulatnie starając się nie pominąć niczego, co kiedykolwiek zrodziło się w chorych wyobraźniach mistrzów fantastyki i kryminału. Nightside bowiem jest kwartałem wąskich zaułków i uliczek w samym sercu miasta, dzielnicą nędzy i tanich czynszówek, prastarą i mroczniejszą od samej nocy kolebką wszelkiego zła. Wszystko, czego się kiedykolwiek baliście lub co nawiedziło was w najgorszych koszmarach, chadza tu sobie wolno, albo czeka na was w spelunach. W Nightside znajdziesz wszystko, chyba że to coś najpierw znajdzie ciebie. Wszystko jest tu intesywniejsze, większe, jaskrawsze. Jakby się przeszło z czarno-białego filmu w technikolor.

Okładka wydania polskiego 
I ten zlepiony ze zgranych kawałków świat robi apetyt na więcej. Jak smakowita przystawka przed obfitym posiłkiem. I jest to raczej horsd’œuvre, a nie chamska zagrycha. Bo prawdziwy smak tego świata jest trudno wyczuwalny, jest zaledwie obietnicą, zachętą, podnietą bez zaspokojenia. Autor w zarysach zaczął coś tutaj konstruować, kłaść podwaliny pod coś, co jak się domyślam, będzie rozwijać się z każdym tomem tego cyklu (na razie ukazało się dziesięć tomów i, jak mówiąc, dopiero od szóstego robi się naprawdę ciekawie). I tak właśnie rozumiem ten pierwszy tom: jako rozgrzewkę. W każdym innym przypadku lektura tego chudziutkiego tomu, zawierającego niezbyt odkrywczą opowieść o średnio poprowadzonej intrydze i takim sobie zakończeniu byłaby rozczarowująca. 

Apetyt na więcej groteski, perwersji i osobliwych wytworów chorej wyobraźni został rozbudzony... i nic poza tym. Jakoś na razie żadna z postaci nie wzbudziła we mnie większych emocji, nie chciało mi się ani kochać, ani nienawidzieć, a tylko dość obojętnie śledzić poczynania mężnego Johna Taylora. I od tego, co będzie dalej, zależy, czy będzie mi się chciało przebijać się dalej, czy odłożę kolejny tom z niesmakiem, ostempluję etykietką "słaba kopia Nigdziebądź", czy łaknąc więcej, rzucę się na kolejne przystaweczki. A może i główne danie. I deserek.
 


Pierwsze zdanie: "Nazywam się John Taylor."
Gdzie i kiedy: Mroczne podziemia Londynu, czyli Nightside, współcześnie
W dwóch słowach: detektyw i blondyna
Dla kogo: dla łaknących nieskomplikowanej rozrywki, miłośników mariażu kryminału i fantastyki
Ciepło / zimno: 53°

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania miejskiego u Viv (Krakowskie Czytanie).

niedziela, 16 lutego 2014

Sebastian Fitzek "Noah" czyli thriller z przesłaniem



Wydawnictwo: Bastei Lübbe (Lübbe Hardcover)
Tytuł oryginału: Noah
Data premiery: 20 grudnia 2013
Liczba stron: 560
Cena: 19,99 euro
Przyznam, że pierwsze sto stron najnowszego płodu autorstwa niemieckiego mistrza psychothrillera przeczytałam jak w transie. Zachwyt sprawił, że na bezdechu przewracałam wirtualne strony czytnika, próbując przeniknąć rozpoczętą wielowątkowo, dramatycznie i z przytupem intrygę. A przytup jest tym razem taki, że hej. Fitzek wyszedł bowiem poza zwykle ramy pisanych przez siebie pokręconych psychothrillerów i podjął próbę stworzenia thrillera globalnego, zamaszystego, ogarniającego zatroskanym okiem całą naszą dojoną do maksimum Ziemię. Miało być globalnie, dramatycznie i spiskowo. 

I nie da się ukryć, że koncept miał autor przedni. Wprowadza nas weń oczami Alicii, młodej matki żyjącej w slumsach Manili. Alicia gotuje kamienie na kolację dla siemioletniego syna, który jako jedyny żywiciel rodziny haruje na toksycznych wysypiskach śmieci, uprawiając swoisty recycling biedoty. Przy zwiotczałej i pustej piersi Alicii tkwi noworodek Noel, zbyt osłabiony z głodu, by ssać. Beznadzieja, nędza, obezwładniający brak perspektyw na jakąkolwiek poprawę dramatycznej sytuacji.

Jednocześnie w Berlinie towarzyszymy bezdomnemu mężczyźnie, cierpiącemu na amnezję. Noah, nazywany tak przez swego towarzysza ze względu na tajemniczy tatuaż na dłoni, nie pamięta kim jest, skąd się wziął na stacji metra i nie wie, dlaczego przypadkowy artykuł w znalezionej gazecie tak bardzo nim wstrząsa, wywołując z otchłani niepamięci pierwsze, mętne wspomnienia. W artykule tym poszukuje się nieznanego autora pewnego obrazu, który swą ekspresją przywodzi na myśl prace Rothki, obrazu, wartego zapewne miliony. Osoba, mogąca udzielić informacji o malarzu, proszona jest o kontakt pod nowojorskim numerem telefonu. Nagrodą jest milion dolarów. Kiedy Noah, wiedziony osobliwym impulsem, dzwoni do redakcji amerykańskiego dziennika, inicjuje szereg wydarzeń, które stawiają na głowie nie tylko jego świat, ale i przyszłość ludzkości. 

Powiem szczerze: pokochałam tę książkę za rozmach i bezkompromisowość, z jaką rozprawia się ze współczesną cywilizacją i stylem życia rozwiniętych społeczeństw dobrobytu i nadmiaru. Chylę czoła nie tylko przed refleksją na temat ceny naszego komfortu i czystego sumienia, ale i płomiennością głoszonych tutaj tez i bezkompromisowym piętnowaniem schizofernicznego systemu, w jakim żyjemy, choć zapewne niejeden cynik skwituje je pobłażliwym uśmiechem. Szanuję Fitzka za tę nieporadną trochę próbę ubrania w rozrywkowe szatki tematów ważkich i ważnych, najważniejszych chyba dla każdego myślącego i czującego człowieka. Posłowie, jakim okrasił swą powieść Fitzek, wiele wyjaśnia, sporo naświetla, jest zaangażowane, szczere, nieudawane, choć można zadać sobie pytanie, czy autor wybrał właściwe forum i formę dla prezentowania swych poglądów. 

Ale okazuje się, że nie wystarczy płomienny zapał i zaangażowanie, nie wystarczy wrzucić do kociołka wszystkich popularnych teorii spiskowych ostatnich dziesięcioleci, począwszy od konferencji Bilderberg, poprzez świńską grypę po "chemiczne ślady", podsypać wątkami nowej pułapki maltuzjańskiej, tezami Klubu Rzymskiego, wymazać jednemu bohaterowi pamięć, a innego postawić w sytuacji bez wyjścia. Trzeba jeszcze pamiętać o sumiennym nakreśleniu intrygi i unikaniu wpadek. Z tym Fitzek zwykle radzi sobie po mistrzowsku, kręci, pętli, kombinuje, by na koniec brawurowo znaleźć rozwiązanie, ocierające się wprawdzie o granice prawdopodobieństwa, ale akceptowalne. Tym razem miejscami czułam się jak w kiepskim amerykańskim filmie, w którym cud goni cud, bohater co dziesięć stron dziwnym trafem wyślizguje się ze szponów złych facetów, a na co dwudziestej przychodzi mu z pomocą niesamowity zbieg okoliczności albo anioł stróż skrzyżowany z Supermanem. Do tego dochodzi masa nieścisłości, logicznych błędów, niedoróbek, a i zdania się autorowi zdarzały, jakby napisał je nie doświadczony stylista, a uczeń gimnazjum, i to raczej taki, który nie jest orłem w pisaniu wypracowań. Odnoszę wrażenie, że gdyby autor i redaktor zainwestowali nieco czasu i wysiłku w dopieszczenie, dopracowanie, wypolerowanie i wycyzelowanie tego i owego, wyszedłby z tego znakomity, pierwszoligowy thriller. A tak, wyszło rozczarowująco. 

Mimo wszystko lektury nie żałuję. Niech szydzą besserwiserzy, prześmiewcy i cynicy. Niech się uśmiechają z politowaniem. Niech nadal obojętnie patrzą na zarzynanie matki Ziemi dla profitu i komfortu grupki uprzywilejowanych. Ale może lektura tego rozrywkowego, może powierzchownego i naiwnego thrillera pobudzi kogoś do myślenia, nakłoni do refleksji nad sobą samym i swoim miejscem w świecie. I nad tym, co po nas zostanie. Bo, jak cytuje autor w posłowiu: "pesymizm w głowie nie wyklucza optymizmu woli". 


Pierwsze zdanie: "Alicię obudziła cisza."
Gdzie i kiedy: Berlin, Rzym, Amsterdam, Manila, współcześnie 
W dwóch słowach: amnezja i wirus
Dla kogo: dla wielbicieli teorii spiskowych, szybkich, obrazkowych thrillerów i czytelników zatroskanych przyszłością Ziemi
Ciepło / zimno: 58°

niedziela, 2 lutego 2014

Chris Beckett "Ciemny Eden" - to gdzie ten raj?...


Wydawnictwo: MAG
Seria: Uczta Wyobraźni
Tytuł oryginału: Dark Eden
Tłumaczenie: Wojciech M. Próchniewicz
Data premiery: 15.01.2014
Liczba stron: 334
Cena: 39 zł

Wyobraźcie sobie świat bez Słońca. Świat ciemny, ale nie mroczny, obcy, ale jedyny, jaki macie. Świat pełen form życia, które idealnie dostosowało się do ciemności. I ludzi na tym świecie, potomstwo dwójki dwójki gwiezdnych rozbitków z Ziemi. Po stu sześćdziesięciu latach Rodzina rozrosła się - liczy ponad pięćset członków, ale nadal czeka. Czeka na przybycie kogoś z Ziemi. I to czekanie sprowadza się właściwie wyłącznie do nagiej egzystencji, do przeżycia, do trwania w stanie osobliwego zawieszenia, zamrożenia rozwoju, który zatrzymał się na etapie zbieractwa i łowiectwa. Ta hermetyczna społeczność, będąca kazirodczą mieszanką genów pierwszych rodziców Henry'ego i Angeli, kisi się w niewielkiej dolince, zaspokajającej podstawowe potrzeby, ale niewiele ponadto. Dolina pośród lodowatych, spowitych wiecznym śniegiem gór jest trudno dostępna, ale nie odseparowana od reszty świata. A mimo to przez sto sześćdziesiąt dwa lata nikt nie wpadł na pomysł, by oddalić się od miejsca, gdzie leży Krąg, miejsca, skąd ostatni raz wystartował Lon Downik, by sprowadzić pomoc z Ziemi. Nikt nie zechciał wyściubić nosa za Ciemno i poszukać czegoś więcej. Aż do chwili, gdy jeden z członków grupy Czerwoniuchów, John, nie zacznie zadawać pytań o granice ich rozwoju i nie zburzy ładu i pokoju, panujących w Edenie.

Ta historia jest zdumiewająco prosta, jak prosta jest historia ludzkości w pigułce. Ta miniaturowa społeczność o prymitywnych strukturach i szczątkowej kulturze, zredukowana do walki o przetrwanie i prokreacji (czyli do "robienia" wełniaków i ślizganka, przejmując książkową nomenklaturę) pokazuje jednak narodziny pionierskiego ducha, tego eksplorerskiego pierwiastka, będącego motorem wszelkiego rozwoju - i wraz z nimi wszelkie konsekwencje, jakie ze sobą niesie: destrukcję, konflikt, zbrodnię. Podczas gdy znakomita większość wspólnoty preferuje zachowawczość i bierność, jeden John w świadomy sposób poddaje w wątpliwość, poszukuje i zmienia, jest jedynym, "który umie zadziałać, żeby coś się stało", jest prekursorem, nosicielem genu odkrywcy.

Można się tu zachwycić wykreowanym przez autora światem - choć są powieści, które pokazują obce uniwersa bardziej szczegółowo i z większym rozmachem. Ale jest tu wielka intensywność, której brakuje w innych wizjach. Intensywność, biorąca się z bezpośredniego przekazu z ust zmieniajacych się narratorów. Przekaz ten jest żywy, plastyczny, sugestywny, choć ograniczony granicami poznania postaci i granicami ich języka - prostego, czasem prostackiego, czasem zdumiewająco nowatorskiego, niekiedy porażająco skutecznego w swej pozbawionej kulturowej nadbudowy i zredukowanej formie. I autor, i tłumacz stają tu na wysokości zadania, a po kilkunastu stronach przestają irytować osobliwe powtórzenia dla zintensyfikowania przekazu, nieustanne "ślizganka" i wtrącenia typu "na fiuta Henry'ego". To jest dobry dobry trik. Za to niewiele dowiadujemy się o samym Edenie, poza niewykłymi formami fauny i flory i sposobami, w jaki można je spożyć lub spożytkować w inny sposób - bo i mieszkańcy Edenu tej szczegółowej wiedzy nie posiadają.

W tej prostocie leży niezwykłe piękno tej opowieści. Beckett przy pomocy niezwykłych środków zdołał dotrzeć do kwintesencji człowieczeństwa, ukrytej w prymitywnej populacji, wegetującej gdzieś na peryferiach kosmosu, w ciemnym, nieludzkim świecie. Mało komu udaje się w tak precyzyjny sposób pokazać ludzki pęd do poznania, ten niezwykły niepokój, trawiący pionierskie jednostki, imperatyw, leżący u podstaw każdego wynalazku. Ale to również historia o utracie. O utracie nadziei i raju, i o tym, że nie każda utrata oznacza koniec. Czasem jest początkiem czegoś nowego. Znamienne jest to, że mamy tu do czynienia ze swoistą inwersją: to Ziemia jest tutaj rajem dla Edeńczyków, owym nieosiągalnym, może nawet mitycznym miejscem, o którym się śni, do którego się tęskni, ale którego nikt nigdy nie widział.

I jeszcze o okładce: jest znakomita! Prosta, mroczna i tajemnicza, zupełnie jak Eden. I to bez obligatoryjnej foci niezwykłej urody dziewoi.

I już pomijając wszelkie inne walory, na fiuta Henry'ego i cycki Geli, książka jest piekielnie wciągająca, przystępna i czyta się znakomicie, co nie jest regułą w przypadku tytułów z Uczty Wyobraźni.


Pierwsze zdanie: "Łup, łup, łup."
Gdzie i kiedy: Eden, w przyszłości 
W dwóch słowach: Eden i Ziemia
Dla kogo: dla tych, którzy wierzą, że fantastyka jest literaturą dla "pryszczatych uczniów z ostatniej ławki" (by zrewidowali poglądy), dla pionierów i osadników
Ciepło / zimno: 95°

wtorek, 28 stycznia 2014

Bernard Minier "Krąg" - ale tu duszno...



Wydawnictwo: Rebis
Tytuł oryginału: Le Cerlce
Tłumaczenie: Monika Szewc Osiecka
Data premiery: maj 2013
Liczba stron: 541
Cena: 39,90 zł

Hm. Jest intryga, jest śledczy, jest setting. Jest bestseller. Bernard Minier opanował sztukę tworzenia chwytliwych powieści z pogranicza thrillera i kryminału do perfekcji.

No bo weźmy taką intrygę: znakomita. W małej miejscowości niedaleko Tuluzy znaleziona zostaje we własnej wannie wypełnionej wodą kobieta, spętana taką ilością lin i węzłów, że niemal jej spod nich nie widać. Utonęła. A w ogrodzie, na krawędzi basenu, siedzi zaszokowany chłopak pod wpływem środków odurzających, jej uczeń i kochanek. Czy to on jest mordercą? Wszystko na to wskazuje. Ale jaki miałby motyw?... A jeśli to nie on, to kto?...

Albo weźmy śledczego, a właściwie śledczych. Wyraziści, wyposażeni przez autora w całą masę cech na pograniczu budzącego sympatię dziwactwa i skrzywienia, empatyczni, nieustraszeni. Tylko im kibicować i cieszyć się, że tacy niesztampowi.

No i setting. Równie udany, jak w poprzednim tomie z tej serii, równie przytłaczający, mroczny, duszny, choć tym razem sceneria jest wręcz odwrotna od uśpionych pod pierzyną śniegu Alp. Jest początek lata, duchota, skwar i burze.

Teraz okraśmy to jeszcze ulubionym motywem wszystkich miłośników rasowych amerykańskich thrillerów, czyli psychopatycznego seryjnego, który zasadził się na naszego bohaterskiego śleczego, do tego dobrym tempem, paroam fajnymi woltami i niespodziankami, i mamy miks doskonały. I książka naprawdę może się podobać. I podoba się, sądząc po opiniach tych, którzy już ją mają za sobą.

Więc czego się czepiam? Ujmijmy to tak: nie jestem fanką ekspresjonizmu w kryminale. Wolę, kiedy nastrój powstaje na skutek nieco bardziej finezyjnych środków niż grzmiące burze, atakujące nieustannie uganiających się po jakichś chaszczach i lasach bohaterów strugami deszczu, błyskawicami rozświetlającymi upiorne scenerie i ogłuszającym grzmotem. Zaprzęganie żywiołów dla podkreślenia nastroju grozy i gnębienie postaci nieustanną duchotą i skwarem dla wzmożenia pracy gruczołów potowych jest fajne, jeśli wystąpi w książce raz. Jeśli nieustannie na zmianę moczymy odnóża w ulewie i we własnym pocie, to już stopień fajność gwałtownie spada. Może to kwestia temperamentu twórcy, który jakże inaczej niż Skandynawowie operuje środkami stylistycznymi, a może jednak kwestia warsztatu - czasem mniej znaczy więcej. Czasem największa groza czai się w niedopowiedzeniach, a nie egzaltowanych opisach "wyjącej duszy".

Obejrzawszy w swym życiu sporo mniej lub bardziej sztampowych filmów i przeczytawszy nie mniejszą ilość powieści traktujących o śledczych i reprezentujących rozmaity poziom, stwierdzam, że nie mogę już znieść detektywów, policjantów, komisarzy i w ogóle dochodzeniowców wszelkiej maści, którym bez przerwy "coś się przydarza". Ja rozumiem, że ma być "ekszn" i w ogóle, ale litości, pewne rzeczy po prostu się nie zdarzają. Pakowanie głównego śledczego, tego najmądrzejszego bystrzka, tego koryfeusza kryminalistyki, w tarapaty, spychanie go ze skarp, turlanie po leśnym poszyciu, ogólne poniewieranie i puszczanie na samotne akcje, by mógł dowieść czytelnikowi, jakim to on jest samcem alfa, przestało mnie kręcić już dość dawno temu. Wolę może nieco mniej spektakularne, ale bardziej wiarygodne konstelacje.

Pieprzu całej sprawie miało dodać widmo Juliana Hirtmana, unoszące się nad biednym Serwazem. Fajna rzecz, taki seryjny morderca, kwintesencja zła, archetyp zbrodniarza. Zwłaszcza gdy można eksploatować jego wątek przez ładnych parę tomów, a sądząc po zakończeniu, autor bynajmniej nie planuje zrezygnować ze swojego Hanibala. Cieszmy się zatem na kolejne perypetie, tarapaty i poniewierkę Serwaza, bowiem nie dane mu spocząć. Będzie kolejna zadyszka, będą burze, duchota, albo przenikliwy ziąb i grobowa cisza zasypanych śniegiem dolin. Albo coś jeszcze innego. Minier na pewno coś wymyśli.


Pierwsze zdanie: "Jej umysł był jednym wielkim krzykiem."
Gdzie i kiedy: Francja, lato 2010
W dwóch słowach: burzliwa i duszna
Dla kogo: dla tych, którym podobał się "Bielszy odcień śmierci" i tych, którzy lubią bombardowanie efektami i granie na emocjach
Ciepło / zimno: 62°

wtorek, 21 stycznia 2014

Najlepsi według Niemców


Niemcy wybrali swoje Wielkie Kalibry. Nagroda Deutscher Krimipreis jest przyznawana od 1985 roku, a laureatów wybiera jury złożone z krytyków i znawców gatunku, literaturoznawców i księgarzy. Nagrody przyznaje się w dwóch kategoriach: krajowej i zagranicznej. W tym roku najlepszym niemieckim kryminałem została powieść "M", a jej autorem jest znany również i w Polsce Friedrich Ani.

Friedrich Ani

W kategorii "krajowe" wyróżniono trzy tytuły:



deutscher Krimi Preis 2013
Deutscher Krimi Preis 2013
Deutscher Krimipreis 2013

1. Friedrich Ani: M
2. Robert Hültner: Am Ende des Tages (U schyłku dnia)
3. Platz: Matthias Wittekindt: Marmormänner (Marmurowi mężczyźni)




W kategorii "zagraniczne" zwyciężyli:



Deutscher Krimipreis 2013
Deutscher Krimipreis
Deutscher Krimi Preis



1. Patrícia Melo: Leichendieb (Ladrão de Cadáveres - Złodziej zwłok)
2. John le Carré: Empfindliche Wahrheit (A Delicate Truth - Subtelna prawda)
3. Platz: Jerome Charyn: Unter dem Auge Gottes (Under the Eye of God - Pod okiem Boga)


Nie jest to wybór oczywisty. Nagrodzone powieści niekoniecznie muszą wywodzić się z mainstreamu i raczej z lupą szukać ich na listach bestsellerów. Za to mają w sobie to "coś", ten zadzior, ten sznyt, odróżniający je od popularnej papki. To proza ambitna, często aspirująca do literatury przez duże L. Friedrich Ani to naprawdę wielki kaliber, autor o rozpoznawalnym, szczególnym stylu, a jego książki cechuje wielka wrażliwość i niecodziennie spojrzenie na zbrodnię. Z kolei Roberta Hültnera w Polsce zaliczylibyśmy zapewne do nurtu powieści retro. "U schyłku dnia" to ostatni tom serii o śledczym Kajetanie. Hültnerowi udało się chyba zachować równowagę między znakomitą kreacją głównego bohatera, pasjonującą intrygą, a kulisami (lata trzydzieste), które stanowią frapujące, ale nie przyćmiewające tło. Co ciekawe, obaj wymienieni autorzy osadzili akcję wyróżnionych książek w Monachium.

Jeszcze bardziej intrygujący wydaje się werdykt jury w kategorii zagranicznej. O ile nikogo nie dziwi obecność mistrza le Carré'a, nawet jeśli jego ostatnia książka przeszła bez wielkiego echa, to już Patricia Melo i Jerome Charyn to nazwiska, które mówią coś tylko najbardziej zatwardziałym miłośnikom i znawcom gatunku. Powieść Brazylijki Melo, esencjonalna, gęsta, oryginalna, to nie zwykły kryminał, lecz perła gatunku i literatura na światowym poziomie, która przenosi czytelnika na brazylijską prowincję, jest znakomita pod względem językowym i wybitna pod względem kreacji postaci i kręci się wokół wątku narkotykowego, jak na Amerykę Południową przystało, ale ma w sobie sporo elementów komizmu. Z kolei Jerome Charyn stworzył genialnego gliniarza Isaaca Sidela z Bronxu, który już od 1974 roku zachwyca i wprawia w zakłopotanie. "Pod okiem Boga" to kolejny kryminał z Sidelem w roli głównej, obiecujący wielkie emocje, zwariowanych bohaterów, urbanistyczny setting i mit Nowego Jorku.

Z pewnym zakłopotaniem stwierdzam, że choć posiadam pięć z nagrodzonych powieści, żadnej jeszcze nie przeczytałam. Bijąc się w piersi (ała) i sypiąc głowę popiołem (tfu) postanawiam braki te nadrobić i porównać własny, skromniutki gust z gustem Znawców.

A Wy? Czytaliście coś z tej najwyższej półki? Zainteresowało Was coś?... I co powiecie na okładki?


środa, 15 stycznia 2014

Jo Walton "In einer anderen Welt" (Wśród obcych) - vademecum młodego fantasty



Wydawnictwo: Golkonda
Tytuł oryginału: Among Others
Data premiery: marzec 2013
Liczba stron 300
Cena: € 14,90
Na tę książkę natknęłam się właściwie przypadkiem. Pewne niewielkie niemieckie wydawnictwo, prowadzone przez ludzi z pasją, skupiających się na tytułach raczej niszowych, ambitniejszych, innych od masowej sieczki z list bestsellerów, zainteresowało się autorką, która za powieść "Wśród obcych" za jednym zamachem zgarnęła nie tylko prestiżową nagrodę HUGO, ale i  NEBULĘ. Choć wyróżnienia te nie zawsze stanowią gwarancję maksymalnej przyjemności czytania, to jednak zdarzało się, że pokazały światu twórców wybitnych. Nie powinno się więc ignorować ich laureatów.

Książka ta okazała się arcydziełem mimikry, kwintesencją niepozorności, skrywającej pod szaroburym płaszczykiem prawdziwą perełkę. I jestem pewna, że znajdzie się wielu czytelników, którzy przeczytawszy ją, dostrzegą tylko ten szarobury płaszczyk i ani śladu perły. 

Pod płaszczykiem zaś kryją się warstwy, przez które warto się przekopać, by dotrzeć do najdelikatniejszej, przepięknej urody koronki. Pierwszą taką siermiężną warstwą jest sama historia Mori, piętnastolatki, która ucieka od matki do obcego jej ojca. Podczas ucieczki ulega wypadkowi i traci siostrę bliźniaczkę. Odtąd porusza się o lasce. Rodzina ojca umieszcza ją w internacie dla dziewcząt, gdzie spędza każdą wolną chwilę na czytaniu, uciekając od nieciekawej rzeczywistości w świat fantastyki. I tak można odczytać tę książkę: straumatyzowana nastolatka kompensuje przeżyte doznania konfabulacją. Ale Morwenna nie jest zwykłą nastolatką: dostrzega rzeczy niewidzialne dla innych osób. Wie na przykład, że jej matka (dla pozostałych niezrównoważona psychicznie dziwaczka) jest niebezpieczną wiedźmą, wie, że magia istnieje, ba, stosuje ją sama, choć odpowiedzialnie i nie dla własnych korzyści, widzi i rozmawia z wróżkami... 

Magia czy konfabulacja?... Wybrany przez autorkę sposób narracji, docieranie do czytelnika za pośrednictwem pamiętnika Mori dopuszcza oba warianty. Jo Walton uświadamia jednak jedno: świat Mori może naprawdę być magiczny. Magia jest wszędzie, realny świat naładowany jest magicznymi znaczeniami, a magiczne relacje często niedostrzegane lub symboliczne. Mori widzi niteczki magii spinające wydarzenia nawet tam, gdzie być może wcale ich nie ma. I tu tkwi perła: w ambiwalencji postrzegania świata. Walton nie narzuca czytelnikowi swej wizji, pozostawia decyzję jemu.

Niezaprzeczalnym atutem jest coś jeszcze, coś, co poruszy wrażliwe struny w każdym książkoholiku: lektury Morwenny. Dziewczyna jest namiętną czytelniczką o dość konkretnym i wyrobionym smaku, pochłania fantastykę, wielbi Tolkiena, kocha Le Guin, ceni Heinleina, pochłania Zelazny'ego, fascynuje ją Delany. Czyta uważnie, krytycznie, ma swoje zdanie i uwielbia się nim dzielić. I ma to szczęście, że znajduje osoby o podobnych pasjach (znajduje? czy na pewno? a może przystąpienie do klubu czytelników fantastyki jest skutkiem magii?), a dyskutowanie o przeczytanych książkach staje się jednocześnie jej odskocznią i spełnieniem. Przyznam, że w fascynacjach Mori odkryłam dawną cząstkę siebie: w podobnym wieku czytałam podobne lub te same książki, zachwycałam się Tolkienem i Le Guin, odkrywałam kamienie milowe fantastyki. Lista lektur Morwenny nie jest może kompendium fantastyki, ale pewnym jej szkieletem i świadectwem okresu, który zrodził najjaśniejsze gwiazdy na firmamencie literatury, bez których fantastyka nie byłaby dziś tym, czym jest.

Niezależnie od tego, do których pokładów się dokopiecie, co w tej książce dostrzeżecie, jedno jest pewne: to czarująca opowieść z silną i sympatyczną i myślącą bohaterką. Mori ma w sobie siłę, otwartość, powagę, pewność siebie graniczącą z arogancją. A jej świat, obojętne magiczny, czy nie, odszedł. Bo dziś już nie ma prostej rzeczywistości bez komórek, internetu i agresywnych mediów. Przypomnijcie sobie, jak to było...

Pierwsze zdanie: "Fabryka brykietów antracytowych w Abercwmboi spowodowała śmierć wszystkich drzew w promieniu ponad trzech kilometrów."
Gdzie i kiedy: Walia, 1979-1980
W dwóch słowach: niepozorna i magiczna
Dla kogo: dla maniaków książkowych, dla rozpoczynających przygodę z fantastyką i tych, którzy się nie śpieszą
Ciepło / zimno: 89°

Poniżej znajdziecie listę lektur głównej bohaterki. Uwzględniłam na niej wszystkie wspomniane tytuły i autorów, ale tylko z poletka fantastycznego (i trochę kryminalnego, zważywszy na Josephine Tey). Pomarańczowym kolorem oznaczyłam tytuły, które ukazały się po polsku. Niektóre z nich mają po kilka wydań, podawałam tylko jedno, z reguły to najwcześniejsze. Jeśli ktoś z Was, sokolookich bibliofilów, dopatrzy się jakiejś pozycji, która została wydana po polsku, a nie znalazła się na liście, to uprasza się o podanie - niech lista będzie pełna!

Lista Morwenny:


1. Adams, Douglas
Hitchhikers Guide to the Galaxy (1979; Autostopem przez galaktykę Zysk i S-ka 1994)
2. Anderson, Poul
The Broken Sword (1971; Zaklęty miecz Alfa 1991)
Ensign Flandry (1966)
Guardians of Time (1960; Strażnicy czasu Phantom Press 1993)
3. Anthony, Piers
Chaining the Lady (1978)
A Spell for Chameleon (1977; Zaklęcie dla Cameleon Rebis 1991)
4. Asimov, Isaac
The End of Eternity (1955; Koniec wieczności Iskry 1969)
Guide to Science (1961)
The Left Hand of the Electron (1971)
5. Boyd, John
Last Starship from Earth (1968; Ostatni statek z planety Ziemia Czytelnik 1979)
6. Bradley, Marion Zimmer
The Spell Sword (1974)
7. Brooks, Terry
Sword of Shannara (1977; Miecz Shannary Rebis 1996)
8. Brunner, John
The Shockwave Rider (1975)
Stand on Zanzibar (1968)
Times Without Number (1962)
9. Cherryh, C.J.
Gate of Ivrel (1976; Brama Ivrel Rebis 1992)
10. Clarke, Arthur C.
Childhood's End (1952; Koniec dzieciństwa RAAP & CIA Books 1992)
Forgotten Enemy (1953; Zapomniany wróg w zbiorze Gwiazda Iskry 1989)
Imperial Earth (1975; Imperialna Ziemia Vis a Vis Etiuda 2011)
2001 (1968; Odyseja kosmiczna 2001 Vis a Vis Etiuda 2012)
11. Coney, Michael
Charisma (1975).
Hello Summer, Goodbye (1975)
12. Cooper, Susan
The Dark is Rising (1973; Ciemność rusza do boju Prószyński i S-ka 1999)
The Grey King (1975; Szary król Prószyński i S-ka 2001)
Silver on the Tree (1977)
13. Delany, Samuel R.
Empire Star (1966; Gwiazda imperium Phantom Press 1992)
Triton (1976)
Babel 17 (1966; Babel 17 Solaris 2008)
The Einstein Intersection (1967; Punkt Einsteina Phantom Press 1992)
14. Dick, Phillip K. The Man in the High Castle (1962; Człowiek z wysokiego zamku Rebis 2011)
15. Donaldson, Stephen
Lord Foul's Bane (1977; Jad Lorda Foula Zysk i S-ka 1994)
16. Engdahl, Sylvia
Beyond the Tomorrow Mountains (1973)
Heritage of the Star (1973)
17. Fisk, Nicholas
Space Hostages (1967)
18. Fowles, John
The Magus (1966; Mag Zysk i S-ka 1992)
19. Garner, Alan
Red Shift (1973)
20. Garrett, Randall
Lord Darcy (1964)
Too Many Magicians (1966)
21. Harrison, Harry
Make Room! Make Room! (1966; Przestrzeni, przestrzeni! CIA-Books – SLARO 1990)
22. Heinlein, Robert A.
Glory Road (1963; Szlak chwały Phantom Press 1993)
Have Spacesuit Will Travel (1958; Wkładaj kombinezon i w drogę Rebis 1990)
The Moon is a Harsh Mistress (1966; Luna to surowa pani Rebis 1992)
The Number of the Beast (1980)
Time Enough for Love (1973)
Waldo and Magic Inc (1950).
23. Henderson, Zenna
Pilgrimage (1961)
The People: No Different Flesh (1966)
24. Herbert, Frank
Dune (1965; Diuna Iskry 1985)
25. Hughes, Ted
Crow (1970)
26. Huxley, Aldous
Brave New World (1932; Nowy wspaniały świat Literackie 1988)
27. Le Guin, Ursula
City of Illusions (1967, Miasto złudzeń Amber 1991)
The Dispossessed (1974; Wydziedziczeni Phantom Press 1993)
The Eye of the Heron (1978; Oko czapli Fenix Publications 1992)
The Farthest Shore (1972; Najdalszy brzeg Phantom Press 1992)
Lathe of Heaven (1971; Jesteśmy snem Phantom Press 1991)
The Wind's Twelve Quarters (1975; Wszystkie strony świata Iskry 1980)
Wizard of Earthsea (1968; Czarnoksiężnik z Archipelagu, Literackie 1982)
The Word for World is Forest (1972; Słowo „las” znaczy „świat” CIA-Books-Svaro wspólnie z Fenix Publications 1991)
28. Lewis, C. S.
Mere Christianity (1952; Chrześcijaństwo po prostu Media Rodzina 2002)
Narnia (1950; Opowieści z Narni Media Rodzina 2008)
Out of the Silent Planet (1938; Z milczącej planety Pelikan 1989)
29. McCaffery, Anne
Dragonflight (1968; Jeźdźcy smoków Rebis 1991)
Dragonsinger (1977; Smoczy śpiewak Książnica 2007)
Dragonsong (1976; Śpiew smoków Książnica 2007)
The White Dragon (1978; Biały smok Książnica 2007)
30. Miller, Walter M.
A Canticle for Leibowitz (1955; Kantyczka dla Leibowitza CIA-Books - SVARO)
31. Moore, Ward
Bring the Jubilee (1955)
32. Niven, Larry & Pournelle, Jerry
The Mote in God's Eye (1974)
33. Niven, Larry
The Flight of the Horse (1969)
A Gift from Earth (1973)
Ringworld (1970; Pierścień Solaris 2010)
World of Ptaavs (1968)
34. Priest, Christopher
A Dream of Wessex (1977)
Inverted World (1974)
35. Richards, Frank (Hamilton, Charles)
Greyfriars (seria) (1947)
36. Roberts, Keith
Pavane (1968)
37. Robinson, Spider
Callahan's Crosstime Saloon (1977)
Telempath (1976; Telempata Bellona 1995)
38. Silverberg, Robert
Born with the Dead (1974)
Dying inside (1972; Umierając żyjemy Rebis 1993)
Stepsons of Terra (1959)
Up the Line (1969; Prądy czasu Prószyński i S-ka 1997)
Revolt on Alpha C (Voyage to Alpha Centauri)
The World Inside (1971; Zamknięty świat Prószyński i S-ka 1997)
39. Simak, Clifford
City (1944; Miasto Amber 1991)
40. Smith, Dodie
The Starlight Barking (1967)
41. Stewart, Mary
The Crystal Cave (1970)
42. Sturgeon, Theodore
»If all Men Were Brothers, Would You Let One Marry Your Sister?« (1967)
A Touch of Strange (1958).
43. Tey, Josephine
Brat Farrar (1949; Bartłomiej Farrar, Iskry 1978)
Daughter of Time (1951; Córka czasu Czytelnik 1974)
44. Tiptree, James Jr.
»And I Awoke and Found Me Here on the Cold Hill's Side« (1971)
»The Girl Who Was Plugged In« (1973)
»Love is the Plan, the Plan is Death« (1973)
»Houston, Houston, Do You Read?« (1976; »Houston, Houston, czy mnie słyszysz?« Zysk i S-ka 2000)
Warm Worlds and Otherwise (1975)
45. Tolkien, J. R. R.
The Lord of the Rings (1954; Władca pierścieni Czytelnik 1961-62 Zysk i S-ka)
Silmarillion (1977; Silmarillion Czytelnik 1981)
The Adventures of Tom Bombadil (1962; Przygody Toma Bombadila Amber 1997)
46. Vonnegut, Kurt
Breakfast of Champions (1973; Śniadanie mistrzów, czyli żegnaj, czarny poniedziałku PIW 1977)
Cat's Cradle (1963; Kocia kołyska Albatros 2002 i inne wyd.)
God Bless You Mr. Rosewater (1965; Niech pana Bóg błogosławi, panie Rosewater Zysk i S-ka 2005)
Sirens of Titan (1959; Syreny z Tytana Da Capo 1997)
Welcome to the Monkey House (1968; Witajcie w małpiarni Zysk i S-ka 2006)
47. Wyndham, John
The Chrysalids (1953; Poczwarki Literackie 1984)
48. Zelazny, Roger
Creatures of Light and Darkness (1969; Stwory światła i ciemności Krajowa Agencja Wydawnicza 1988)
Doorways in the Sand (1976; Bramy w piasku Alkazar 1993)
The Dream Master (1966; Pan snów Atlantis 1991)
The Guns of Avalon (1972; Karabiny Avalonu Zysk i S-ka 1999)
Isle of the Dead (1969; Wyspa umarłych Atlantis 1992)
Nine Princes in Amber (1970; Dziewięciu książąt Amberu Zysk i S-ka 1999)
Roadmarks (1979; Droga Agencja Wydawnicza 1993)
Sign of the Unicorn (1975; Znak jednorożca Zysk i S-ka 2000)
This Immortal (1966; Ja, nieśmiertelny Zysk i S-ka 1994)

Inni autorzy: Harlan Ellison, Lord Dunsany (Edward Plunkett), Vonda McIntyre, H. Beam Piper, Cordwainer Smith (Paul Linebarger).