Ads 468x60px

wtorek, 30 kwietnia 2013

Thomas Enger "Sterblich" (Letarg) - czy warto się brać za kolejnego Skandynawa?



                                                                                                                                                                                                                         
Wydawnictwo: Blanvalet
Tytuł oryginału: Skinndød
Cykl: Henning Juul 1
Liczba stron: 416
Cena: € 14,99

Do trzech razy sztuka. Tak, dopiero za trzecim podejściem udało mi się skończyć tę książkę, co nie znaczy, że była ciężka do przebrnięcia, nudna, irytująca czy bezdennie głupia. Przyznam jednak, że czynnikiem odstraszającym był wyjątkowo mętny początek, okraszony narracją w czasie teraźniejszym, od której zwykle dostaję nerwowej wysypki. Niech się tymi początkowymi trudnościami nie sugeruje czytelnik, poszukujący na tych łamach rzetelnej opinii o godnej polecenia lekturze - wszak powieść "Harry Potter i kamień filozoficzny" również zaczynałam czterokrotnie...

Czytając "Letarg", warto zapomnieć o uprzedzeniach. O niechęci do tej nieszczęsnej narracji, o apopleksji, którą wywołują słowa "norweskie Millenium" (tak, tak, tu też jest dziennikarz, tu też jest szefowa i tu też jest pomoc przez internet - buoa!), o stereotypie skandynawskiego kryminału, wreszcie o pobłażliwym traktowaniu protagonisty dziennikarza. A zatem, jeśli jeszcze nie czytaliście tej powieści, oczyśćcie umysł, zresetujcie emocje, wyzerujcie doznania i dajcie się porwać tej typowej i nietypowej zarazem opowieści. I nie szukajcie podświadomie błędów i zgrzytów, zaufajcie temu norweskiemu pisarzowi, bo warto.

Sama intryga kryminalna może się podobać, choć oczytane kryminałoluby mogą pokręcić nosem na typowość wątków. Ale pamiętamy, jesteśmy wyzerowani i zresetowani. Więc z błyskiem naiwności w oku wchodzimy w to i dajemy się poprowadzić tropem. A ten nie jest jednoznaczny. Znalezione zostają zwłoki studentki. Ciało tkwi do połowy zakopane w ziemi i wszystko wskazuje na to, że dziewczyna została ukamieniowana, mało tego, morderca odrąbał jej rękę. Cała ta otoczka wskazuje na zbrodnię bardzo symboliczną, sugerująca wręcz powiązania z islamem. Czyżby studentka została ukarana zgodnie z prawem szariatu? Kiedy się okazuje, że jej chłopak jest muzułmaninem, wydaje się, że wszystko jest jasne. W morderstwo na tle religijnym nie wierzy jednak Henning Juul, dziennikarz, który pisze o sprawie dla internetowej gazety.

No właśnie, Henning Juul. Zatrzymajmy się przy nim nieco dłużej, bo to tą postacią żyje ta powieść. Towarzyszymy mu w jego pierwszym dniu pracy, po długiej przerwie i wyrwie, jaką spowodowały w jego życiu pewne dramatyczne wydarzenia. Tak, Henning Juul nosi w sobie traumę. Przeżył stratę największą z możliwych - podczas pożaru mieszkania ginie jego mały synek. Juul liże rany na duszy, bo te na twarzy, dawno zagojone, znaczą go niczym stygmat klęski. Nie ufamy mu. Bo jest mało asertywny, bo wydaje się, że wyczerpał swe rezerwy na uporanie się z traumą, bo cóż może wskórać wycofany dziennikarz w porównaniu z nowoczesnym aparatem policji? Nie byłoby tej historii, gdyby nie wyjątkowa wrażliwość i empatia Juula, a także jego wyjątkowy instynkt łowczy, który to jego, a nie policję, zaprowadza na właściwy trop.

Pamiętacie? Nadal mamy wyzerowane uprzedzenia i ufamy ślepo w inteligencję i umiejętności autora. I choć w pewnym momencie wzdrygamy się, gdy wyjaśnienie intrygi wydaje nam się odrobinkę, maciupeńkę przekombinowane, to oddychamy z ulgą, gdy się okazuje, że Enger ma jednak w zanadrzu coś jeszcze. Bo lubimy być zaskakiwani. I polubiliśmy w końcu tego bladego i niepozornego Juula.

Czasem warto schować uprzedzenia do kieszeni. Nagroda może być nieoczekiwana, jak tutaj: kawał rzetelnego i  trzymającego w napięciu od początku do końca kryminału.

A na koniec dygresja: konia z rzędem temu, kto zgadnie, co namalowane na okładce niemieckiego wydania nożyczki mają wspólnego z treścią książki? Oraz co miało na myśli wydawnictwo, nadając jej tytuł "Śmiertelny"?


Pierwsze zdanie: "Ma uczucie, że otacza go wyłącznie ciemność."
Gdzie i kiedy: Oslo, 2009 
W dwóch słowach: dziennikarz i trauma
Dla kogo: dla ceniących kryminały z "wartością dodaną"
Ciepło / zimno: 83°

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Book-Trotter

27 komentarzy:

  1. Ok, nadal jestem wyzerowana i w ogóle cała zen, więc powiem, że choć gdybym wyzerowana i zen nie była, pewnie bym kręciła nosem, ale skoro jestem wyzerowana i zen to powiem, że nawet chętnie. Co ja z koniem zrobię? Hm. Nożyczki... uderz w stół? A może chodzi o jakąś dziwaczną przypowieść niemiecką? Przysłowie? Anegdotka? Wiem!!! Skoro pani została ukamieniowana... to... papier-kamień-nożyce? :) Tylko żeby nie było, że ja odgadłam, a Ty konia na zbyciu nie masz... ;) A czy "sterblich" nie oznacza właśnie "śmiertelny"?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak przystało na kryminałolubną dobrze kombinujesz, tylko skoro to papier-kamień-nożyce, to gdzie w tym wszystkim studnia?... A o konia się nie martw, w razie czego przygalopuję na nim do Polski;-)
      A "sterblich" to oczywiście śmiertelny, tylko albo ja tępa jestem, albo ten tytuł pasuje do co drugiej książki...

      Usuń
    2. Ale czekaj, Agnieszko! Czy Twoje pytanie ma jakąś odpowiedź? :P Czy to było takie retoryczne? :) Bo nie wiem, czy to rzeczywiście zagadka do odgadnięcia czy raczej Twoje przemyślenie :P
      Ano... co druga śmiertelna, fakt. Ale z drugiej strony lepiej przetłumaczyć dosłownie czasem niż z polotem - bo wychodzą wtedy Wirujące seksy, Kac vegasy dwa i inne perły :)

      Usuń
    3. Jeśli jest jakieś rozwiązanie tego rebusa okładkowego, to ja go nie znam:-) Pytanie więc jest czysto retoryczne, ale będę wdzięczna za wszelkie wskazówki, które mnie naprowadzą na właściwy trop. Bo może to całkiem proste, tylko ja tępa jestem, jak te nożyce...
      A co do "śmiertelnego" - właśnie sprawdziłam, co znaczy "Skinndød" po norwesku, i to nie jest "śmiertelny"!... Niemieccy wydawcy ZAWSZE muszą wydumać jakiś tytuł od czapy.

      Usuń
    4. Tępa na pewno nie!!, co raczej jak te nożyce - się odzywasz, gdy wydawcy w stół uderzą (kiepska metafora, ale starałam się!:P). A skąd ja mam czas na czytanie? Jestem bezdzietną bezrobotną singielką mieszkającą na wsi. Już wszystko chyba jasne :P

      Usuń
    5. To ja już wolę odwrotnie, to wydawcy się odzywają, kiedy ja uderzę w stół (i interesują się polecanymi przeze mnie książkami niemieckich autorów:-)).
      Tak się zastanowiłam, czy powinnam Ci zazdrościć... Że bezdzietną? Czasami. Bezrobotną? (Zdecydowanie nie). Singielką (czasem ma to tobre strony) mieszkającą na wsi (jeśli wieś jest urokliwa, sąsiedzi przyjaźni, niedaleko jest jakaś cywilizacja i jesteś zmotoryzowana, to tak, jest czego zazdrościć).

      Usuń
  2. Ech, nie wiem, ale miałam kiedyś takie toporne nożyce... Cieszę się, że wciąż jakaś lektura potrafi cię zaskoczyć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie zaskakuje nawet to, że coś mnie jeszcze zaskakuje;-)

      Usuń
  3. To jeszcze nic, następna "Bóle fantomowe" jest jeszcze lepsza. Cykl zapowiadany jest na 6 tomów, więc myślę sobie, będzie co czytać:).
    A okładka to osobny rozdział, ktoś kiedyś zapytał mailowo w wydawnictwie, dlaczego takie brzydkie okładki, odpowiedź padła "nam się podobają"... i tyle w temacie:).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Bóle fantomowe" mam, nawet po polsku. Natomiast widziałam już zapowiedzi trzeciego tomu (tytuł "Oczerniony"), też z czymś takim metalowym na okładce (haczykiem od wędki?), zaś drugi tom ma tytuł "Otruty", a na okładce klucz. W metal poszli... Na pewno jest w tym ukryty sens, tylko jakoś się wymyka memu postrzeganiu:-)

      Usuń
  4. Zaniepokoiło mnie to, że dopiero za trzecim podejściem udało Ci się przeczytać tę książkę, bo teoretycznie kryminał powinien trzymać w napięciu od pierwszej linijki do ostatniej. Ale najważniejsze, pod koniec okazało się, że mimo zastrzeżeń jednak było warto.
    Nożyczkowa zagadka bardzo intrygująca. Przypuszczam, że gdyby chodziło o prozaiczne narzędzie zbrodni, nie ryzykowałabyś straty konia, w dodatku z z rzędem. :) Czyżby nawiązanie do Edwarda Nożycorękiego? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie, to ja jestem dziwna i czasem mam irracjonalne fobie, które mi przeszkadzają w lekturze. Trzecia próba miała miejsce po odrzuceniu wszelkich natręctw (jak to określiła Paulina, w trybie zen), i udało się - ostatnio miałam mało książek trzymających w napięciu, a ta naprawdę taka była.
      Sęk w tym, że jak nie kojarzę, co te nożyczki mają do rzeczy. Podejrzewam jakikolwiek brak związku, więc o konia się jakoś nie martwię:-)

      Usuń
  5. Na początku nawet pomyślałam: może jednak nie warto czytać tego Skandynawa, nie bój się tej recenzji, Agnieszka na pewno nie dołoży Ci kolejnej ciekawej książki...A tu bach. Dołożyłaś.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jak myślisz, jak mam u Ciebie?... Też podglądam, chłonę, chcę, a sterty rosną...

      Usuń
  6. Tymi nożyczkami uwolniono Juula z bandaży, dzięki czemu mógł wrócić do pracy.
    Dostanę konia? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm, naciągane. Konik może być z piernika najwyżej;-)

      Usuń
  7. No mam w planach, jak prawie każdą kryminalną powieść rodem ze Skandynawii wydaną po polsku. To już jakieś uzależnienie chyba :P Hmmm, a co mogą znaczyć nożyczki? Morderca torturował nimi ofiarę?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie torturował nożyczkami, a przynajmniej nic o tym nie było...

      Usuń
  8. Solidny kawalek kryminalu, dalam mu 4,5, zreszta mam na blogu recenzje :-).

    Zdazylam juz nawet przeczytac "Bole fantomowe", ale ze kolejka recenzji do napisania u mnie dluuga, wiec nie wiem, kiedy bedzie o :-).
    (btw. tez solidne i w czytaniu przyjemne :-) )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, znowu niepokojąco zamilkłaś...

      Usuń
  9. Kojarzę "Bóle fantomowe", ale tylko z zapowiedzi. Dobrze zrozumiałam, że u nas najpierw wydali drugi, a potem pierwszy tom?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego co pamiętam, to wydali po bożemu, czyli po kolei;-)

      Usuń
    2. A no to mi umknęła pierwsza część, ale dzięki Tobie ponadrabiam zaległości ;)

      Usuń
  10. Rzadko sięgam po kryminały, trzeba czegoś więcej (np. nietypowych aluzji mitologicznych albo jakiegoś ciekawego tła historycznego), żeby mnie na nie skusić. ;)

    Może te nożyczki miały być nożyczkami anatomicznymi używanymi do sekcji zwłok? :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Hm – a mi nożyce na okładce wyglądają trochę na krawieckie, aczkolwiek moje kolejne skojarzenie popłynęło (za niemieckim tytułem) w zupełnie innym kierunku – do greckich Mojr, z których jedna wyznaczała kres istnienia każdego z ludzi, a kiedy nadchodził czas, przecinała nić życia (losu) swoimi nożycami. Znaczy memento mori. Tyle że ten trop również prowadzi do wniosku, który sama już Agnieszko wysnułaś: tytuł „Śmiertelny” można nadać wielu kryminałom… Ale może gdybym książkę przeczytała, to by mnie bardziej twórczo „natchło” :)
    [Berenika]

    OdpowiedzUsuń
  12. Już zdążyłam zapomnieć o tej książce a tu proszę:) Taak, Juul ciekawie się wyróżnia na tle innych komisarzy/dziennikarzy itp. Trzeba Ci iść za ciosem, czyli drugi tom czeka.
    Ja już czekam na trzeci:)
    opty2

    OdpowiedzUsuń