Ads 468x60px

piątek, 19 kwietnia 2013

Michał Witkowski "Drwal" - kpina!





Wydawca: Świat Książki
Data premiery: 07.11.2011
Liczba stron: 440
Cena: 39,90 zł
O "Drwalu" napisano już chyba wszystko, i to przez dużo mądrzejsze głowy i sprawniejsze pióra od moich. Taki tam z tej książki kryminał, jak z koziego odwłoka trąba, ale to tylko informacja dla tych, którzy a) jeszcze tej powieści nie skonsumowali i b) wpadli na blog kryminalny celem zapoznania się z rzetelną (no ba!) opinią o kolejnej powieści detektywistycznej. "Drwal" kryminałem nie jest, jest natomiast jedną wielką kpiną. Kpiną z konwencji, kpiną z lansu, kpiną z tandety i poskiej biednej pstrokacizny, jest wreszcie autokpiną. Czy to znaczy, że nie należy brać tej książki na poważnie? Ależ owszem! Jak najbardziej. "Drwal" jest jedną z najśmieszniejszych i najsmutniejszych zarazem powieści, jakie przeczytałam, a sprzeczne emocje, jakie we mnie wywołała, najlepiej dowodzą mistrzostwa, z jakim Witkowski wodzi za nosy. 

Pierwsza zmyłka to oczywiście przywdzianie kryminalnych piórek - biada temu, kto w to uwierzy i na poważnie będzie śledził intrygę, podążając pereelowskim przaśnym tropem, wypisz wymaluj jak z niebieskich zeszytów z serii "Ewa wzywa 07". Trzydziestosześcioletni, lekko prominentny literat o homoseksualnych skłonnościach (no dobra, starzejąca się celebrycka ciota, która zasłynęła jakimiś tam dokonaniami literackimi) udaje się nad morze w porze (zauważyliście? Rymsnęło się!), w której w nadmorskich kurortach straszy skrzecząca rzeczywistość, celem napisania kryminału (prozę gromadzi skrzętnie na zawieszonym na szyi niczym talizman USB). Zaczyna grzebać w rzeczach i przeszłości "faceta z małym domkiem", u którego się zamelinował, i faktycznie natrafia na piwniczne trupy, a przynajmniej na trop wydarzeń, które można by określić kryminalnymi i owianymi tajemnicą. Grzebie dalej, wkrótce już nie sam, tylko w towarzystwie luja, którego osacza stopniowo, snując rozmaite romantyczne fantazje o tym, jak "lujowi gotuje i jak mu nakupuje", odwiedza moherową babę (to jedna z najlepszych scen tej książki, zabijająca zjadliwością i tnąca ostrym jak laser językiem, tak dobra, że chyba się jej nauczę na pamięć), wpada w tarapaty i się z nich o własnych siłach wygrzebuje. W przerwach zaś dokonuje bezlitosnej sekcji tego, co widzi. 

I nad tym warto się pochylić. Nasz protagonista żałuje w którymś momencie, że już nie ma w malarstwie ekspresjonistów, którzy namalowaliby to wszystko, co on skanuje swym laserowym spojrzeniem. A ja mówię, a po kiego grzyba ci ekspresjoniści, Michale. Takiej ekspresji, wywalanej   bezlitośnie w rytmie staccato, często w szkieletowych, odartych z ozdobników zdaniach, ba, równoważnikach zdań, nieczęsto się doświadcza. Jak ja się pławiłam w tych obnażających, fotograficznych, rentgenowskich wręcz obserwacjach! Co zdanie, to banan na twarzy, co puenta, to ukłucie bolesne, szpila jadem zaprawiona, ale jakże prawdziwa! 

Witkowski obsesyjnie, z uporem maniaka znajduje i wywleka na wierzch brzydotę, prymitywizm, plastikową tandetę i chałę, nawet tam, gdzie nikt poza nim jej nie dostrzega, bo tak bardzo wtopiła się w zwykły obraz, w normalność. Jest kolekcjonerem takich smaczków, tak jak jego książkowy Michał kolekcjonuje zapachy, będące na wymarciu, odchodzące wraz z generującym je światem. Jest gadżeciarzem, zbiera wycinki rzeczywistości, jest kronikarzem szczegółów, tych ulotnych i walących po oczach, bawi się wyrażeniami i impresjami, odtwarza to, co zasłyszane z precyzją i klarownością audiofilskiego playera za dziesięć tysi (ojro, oczywiście). I nie tylko językowe smaczki tak zbiera. Takich postaci, jakie zaludniają "Drwala" się nie wymyśla, one gdzieś tam są naprawdę, żyją sobie w Polsce B, kurwa Jadzia Parszywa, Roklekotany, Doktorowa, Goguś - tylko w realu mogły powstać takie charaktery, żadna chora wyobraźnia nie dałaby rady wymyślić takich okazów. 

Czym zatem jest, a czym nie jest "Drwal"? Turpistyczną kroniką? Nasączoną jadem krytyką? Prześmiewczą, do bólu szczerą spowiedzią? Gorzką analizą? A może po prostu zwykłą, trochę szaloną komedią? Wybierzcie sobie, co chcecie. Ale nie dajcie się zwieść.


Pierwsze zdanie: "W autobusie PKS leciało One Way Ticket, jakbym miał już z tej podróży nie wrócić."
Gdzie i kiedy: gdzieś pod Międzyzdrojami, współcześnie
W dwóch słowach: luj i gej
Dla kogo: dla odważnych, eksperymentujących, zdystansowanych do rzeczywistości i mrużących oko
Ciepło / zimno: 86°

34 komentarzy:

  1. Genialna, rewelacyjna recenzja!! Taki bije z niej entuzjazm, taki zachwyt, że mam ochotę przyodziać płaszcz przeciwdeszczowy, zawinąć kiecę i do księgarni lecieć. Bardzo mi się podobało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aaaa, czyli u was też pada?... Oj tam, kiecę będziesz zawijać, od czego jest internet?;-)

      Usuń
  2. No pacz sie, mam książkę, a jakże i co z tego. Od miesięcy obiecuję sobie tego "Drwala"... od miesięcy:).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie też odleżakowała swoje. Okazało się nawet poniewczasie, że ja jeszcze i inne książki Witkowskiego mam w posiadaniu, nieczytanym zresztą;-)

      Usuń
    2. To u mnie prawie rok leżakuje, na wyprzedaży kupiłam tylko dlatego, że tania była. Odstawiłam w kat i kurzy się. Muszę ją odkurzyć i zabrać się do czytania. W życiu Warszawy bym nie pomyślała, ze to taka fajna pozycja.

      Usuń
  3. Kpina ale jaka cudna, humor zrobi każdemu, kto kpić lubi i chce się jeszcze poduczyć.

    OdpowiedzUsuń
  4. To coś zdecydowanie dla mnie. Mam dystans do rzeczywistości i lubię różne literackie eksperymenty, więc myślę, że na ,,Drwalu się nie zawiodę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Wielbię talent pisarski Witkowskiego i z niecierpliwością czekam na kolejną jego powieść. Zgadzam się z przedmówczynią, recenzja jest po prostu znakomita! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i ja też dołączyłam do czekających, choć mam jeszcze do nadrobienia parę książek - "Drwal" był pierwszy.

      Usuń
  6. Recenzji w takim stylu jeszcze nie czytałam, widać że książka Cię zainspirowała :)Co do samej książki to nie wiem czy się w niej odnajdę, ale może spróbuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam! Przy odrobinie dystansu do świata i wyczulenia na ukryte smaczki powinno się spodobać.

      Usuń
  7. Czytałam tylko jedną książkę Witkowskiego, niestety nie tę, ale na pewno to nadrobię :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. Patrząc na tytuł Twojej recenzji, pomyślałam sobie, że będzie ona bardzo krytyczna (zmyliło mnie słowo 'kpina' ;)), a tu okazuje się, że książka jak najbardziej warta uwagi. Mam wielką chęć na tę smutno - śmieszną powieść :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zmyłka była w pełni zamierzona, i, jak widzę, sporo osób dało się zwieść. "Drwala" szczerze polecam!

      Usuń
  9. Brawo za tytuł posta - na pewno ściągnął masę osób rządnych bezlitosnej recenzji ;-) A tu taka niespodzianka :-) Książki jeszcze nie czytałam, za to wiele czytałam na jej temat, ale tak całkiem szczerze, chyba dopiero po lekturze Twojej recenzji w pewnym sesnie pojęłam o czym ona w ogóle jest ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha! Udała mi się zmyłka;-) Książkę polecam z całego serca, to kawał świetnej literatury!

      Usuń
  10. Raczej podziękuję.
    Chciałam powiedzieć, że bardzo podoba mi pomysł z temperaturą. ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Po przeczytaniu tytułu pomyślałam, że jedziesz po tej książce z góry na dół i nieco się zdziwiłam, bo zazwyczaj opinie o książkach nam się zbiegają... A tu niespodzianka :)
    ...albo i nie niespodzianka - zgoda, jak zwykle ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Piekna i bardzo trafna recenzja :-).

    W pelni rozumiem, dlaczego piszesz, ze jest zarazem najsmutniejsza - mnie jednak nie smucila, wszystkie postacie wydaja sie byc w "Drwalu" tak bardzo soba w swoim zyciu, ze ja przyjelam je takimi, jakimi sa, bez przygnebiania sie ich losem.
    I jeszcze (choc nie wiem, czy zabrzmi to jasno ;-) ) - doskonale sobie wyobrazam, jak Witkowski za pomoca tego rentgenowskiego piora przedstawia przygnebiajaca wizje losu kazdego z nas - co z jednej strony by bylo prawda, z drugiej... sa dobre strony kazdego losu, ktore niekoniecznie w tym rentgenowskim przeswietleniu sie ujawnia.
    Widac, o co mi chodzi czy brzmie metnie? ;-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem, o co Ci chodzi - masz rację, często jest tak, że pochylamy się nad czyimś losem, przekonani, że to nędza nędz, a tymczasem nędznik ów bynajmniej nie jest nieszczęśliwy... Jednak tutaj tym, co mnie dobijało (choć jednocześnie z drugiej strony niekiedy bawiło - dość to pokrętne, wiem), to ta wszechobecna tandeta, brzydota i beznadzieja. No, polski kurort po sezonie po prostu, żal za d... ściska. Witkowski lubuje się w wyszukiwaniu takich klimatów i ja je dostrzegam, za każdym razem, kiedy jestem w Polsce, na początku mam takie wyostrzone widzenie pewnych zjawisk, a on to doskonale opisuje. Dziwne, ale po paru dniach to wrażenie znika, najwyraźniej percepcja się stępia.

      Usuń
    2. Agnieszka, ja sie wychowalam w Szczecinie, wiec mialam bliziutko do morza i setki razy bywalam w tych wszystkich kurortach po sezonie - i chyba dlatego mnie nie raza, lubie ten melancholijny klimat "posezonowy", zatapiam sie w nim w luboscia i nic mnie nie razi, raczej sklania do refleksji rozmaitych i ogolnozyciowych... ale rozumiem, ze to moze uderzac brzydota i beznadzieja :-).
      W kazdym razie i dla mnie Witkowski oddal ten klimat po prostu genialnie ;-)))).

      Usuń
  13. Luj i gej (czy raczej pedał) - aż zatęskniłam do "Lubiewa". Tam też jest wesoło i smutno bardzo blisko siebie. W ogóle wydaje mi się, że poziomem są te książki do siebie zbliżone, tzn. jedynie "wydaje", bo "Drwal" dopiero przede mną. A słyszałaś o tym, że Witkowski ma pociągnąć ten niby kryminał do trylogii?

    I tak, mnie też zwiodłaś tą tytułową kpiną, ale tylko troszeczkę, bo pomyślałam, że jak to, nie podobał Ci się Witkowski? No nie może być. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja z kolei nie czytałam jeszcze "Lubiewa", ale po tej lekturze (zresztą w "Drwalu" Lubiewo jest wielokrotnie wymieniane) na pewno sięgnę. A trylogii nie słyszałam, ale zakończenie pozwalało nawet przypuszczać, że tak się to wszystko nie może skończyć. Jeśli tak naprawdę będzie, to będę pierwsza w kolejce!

      Usuń
  14. Dziękuję za rzetelną i szczerą analizę:)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  16. Jestem fanką Jadwigi Parszywej :) Nie spodziewałam się,że zostanę fanka Witkowskiego. Teraz biorę się za Lubiewo.

    OdpowiedzUsuń
  17. Dawno do Ciebie nie zaglądałam, bo zarobiona jestem, ale patrzę teraz i widzę, że kpina, i myślę, że to idealne dla mnie:)
    A tak serio 1 (bo będzie i serio 2:P), to lubię Witkowskiego. Margot była znakomita, z Barbarą Radziwiłłówną nieco gorzej, w felietonach jednak radzi sobie nieźle. "Drwala" przeczytam na pewno, a Ty spróbuj z "Margot", ciekawa jestem jak Ci się spodoba.
    A serio 2 to tylko tyle, że dziś rozmawiałam z koleżanką, która nie ma pojęcia o mojej blogowej działalności. Rozmawiałyśmy o tym, że obie skorzystałyśmy z promocji w jednej z internetowych księgarń i zamówiłyśmy sporo książek. Okazało się, że jeśli chodzi o książki "dla dorosłych" ona tym razem wybierała z "Krimifantamanią" w ręku:)) Czujesz się dumna, że jesteś opiniotwórcza?:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rany boskie! Już czuję, jak ciężar odpowiedzialności ciągnie mnie w dół... Ciekawe, co Twoja koleżanka w końcu wybrała;-)
      A Witkowskiego mam zamiar kontynuować, "Lubiewo" już czeka, a i "Barbarę Radziwiłłównę" znalazłam na półce, ku memu zdumieniu (bo nie pamiętam, kiedy ją kupiłam...).

      Usuń
    2. Ja ostatnio w taki sposób znalazłam u siebie dwie książki Atwood i potraktowałam to jako sygnał, że jest ze mną jeszcze gorzej niż myślałam:(
      Koleżanka na pewno kupiła Hagena, coś Dębskiego i coś jeszcze, jednak nie pamiętam co. Nie rozumiem jednak czemu w dół? W górę powinno, w górę, z dumą i zadowoleniem z dobrze wykonanej pracy!:))

      Usuń
  18. wszystko fajnie,hahaha i hihihi i chyba tyle,bo nic z tej książki nie ocaleje ,za 20 lat będzie już nieczytelna.pojawiają się czasem porównania do Gombrowicza.owszem są podobieństwa w budowie zdania,w stylu..zabrakło jednak spraw kosmicznych i ważnych,brakuje w tym drwalu człowieka prawdziwego,prawdziwych emocji.jest tylko chwilowa radocha i zabawa i dlatego książka ta jest książką nieważną i przepadnie.myślę,że Witkowski próbował napisać kryminał i nagle zrozumiał,że nie potrafi i zaczął się mizdrzyć postmodernistycznie :)

    OdpowiedzUsuń