Ads 468x60px

wtorek, 11 czerwca 2013

Georg M. Oswald "Wśród wrogów" - dobry glina, zły glina?





Wydawnictwo: Czarna Owca
Tytuł oryginału: Unter Feinden
Przekład: Paweł Masłowski
Seria: Czarna Seria
Data wydania: kwiecień 2013
Liczba stron: 260
Cena: 29,90 zł

Jak tu nie sięgnąć po taką książkę?... Miejsce akcji: Monachium. Autor: prawnik z zawodu, tak jak von Schirach. Główny wątek: policjanci w matni moralnych dylematów. Tło: zamieszki wśród imigrantów. Krytyczna, nietypowa, wybuchowa. Lektura obowiązkowa. 

Powieść "Wśród wrogów" w dobie opasłych tomów, wypełnionych pustosłowiem (choć czasem cisną się na usta bardziej dosadne wyrażenia) sprawia wrażenie ascetycznej, uderzająco wręcz oszczędnej w wyrazie. Wrażenia dopełnia spartańska okładka, kryjąca się w cieniu przed krzykliwą komercją, zalegającą księgarnianie półki. A jednak autor zawarł na tych niewielu stronach opowieść, która, choć prosta i odbiegająca od wielopiętrowych intryg innych kryminałów, poraża ostrością i daje więcej wrażeń, niż dziesięć innych powieści tego gatunku. 

Diller i Kessel: dwójka policjantów, którzy nie mogą być bardziej różni. Pierwszy z nich, zanim wstąpił do policji, studiował przez kilka semestrów filozofię, ojciec rodziny i mąż, usiłujący wpasować się w socjalne struktury zamożnego Monachium (dom szeregowy w niezłej dzielnicy, syn w prywatnym gimnazjum). Drugi to wrak człowieka, uzależniony od narkotyków i alkoholu, wiodący bezgranicznie smutną i samotną egzystencję na marginesie społeczeństwa. Niegdyś obaj kochali tę samą kobietę. Dziś ta kobieta jest żoną jednego z nich. Niegdyś byli przyjaciółmi. Czy są nimi nadal?... Pewien incydent, prowadzący do niewyobrażalnej eskalacji wydarzeń, zmienia ich życie. 

Jest zimowy wieczór, Diller i Kessel razem prowadzą obserwację w dzielnicy imigrantów. Kessel jest na głodzie, cały czas myśli o tym, by strzelić sobie kolejną działkę. Diller oddala się na chwilę, a kiedy wraca, zastaje partnera na próbie kupna narkotyków. Interweniuje, zarządza odwrót. Ale to Kessel siedzi za kierownicą, kiedy ich BMW podczas szaleńczej jazdy przez monachijski Westend potrąca młodego Turka i ucieka z miejsca wypadku. Skutki tego amoku są przerażające: chłopak zapada w śpiączkę, miastem wstrząsa fala rozruchów, Diller podejmuje brzemienną w skutkach decyzję zatuszowania wszystkiego i krycia przyjaciela, zaś Kessel pogrąża się coraz bardziej w bagnie nałogu i jeszcze bardziej fatalnych uzależnień, stając się łatwym łupem i doskonałym narzędziem w ręku potężnego wroga.

Wizja, którą roztacza tutaj Oswald, jest daleka od wyidealizowanych wyobrażeń o pracy aparatu śledczego. Nie pozostawia ani strzępka złudzeń co do jego kondycji. Znamienne, że jedyną osobą, która zdaje się mieć zdrowy moralny kręgosłup, jest prokuratorka o tureckich korzeniach i obcobrzmiącym nazwisku, nosząca z upodobaniem eleganckie kostiumy oraz zakrywająca włosy chustą pod kolor. Oswald nie traktuje ulgowo bawarskiej metropolii i bezlitośnie niszczy jej pocztówkowy wizerunek. Monachijska mentalność "mia san mia", opływające w luksusie i bekające bąbelkami elity?... Nie. Raczej chaos, przemoc, płonące samochody, pozbawione perspektyw środowiska emigranckie, zakłamanie i dwulicowość jego "normalnych" mieszkańców, zajętych zachowywaniem pozorów. 

Oswald pokazuje też trzecią twarz tego miasta, którą widuje niewielu, poza jego mieszkańcami: Monachium jako twierdza, w którą zmienia się raz do roku podczas Konferencji Bezpieczeństwa. Nie ma ani słowa przesady w opisie hermetycznie odciętej od reszty świata dzielnicy wokół Bayerischer Hof (autor przemianował tutaj hotel na Wittelsbacher Hof) zablokowanych ulic, oddziałów specjalnych i wszechobecnej policji - wiem, bo sama obserwuję ten spektakl rokrocznie. Antyterrorystyczna paranoja, której ulegają wszyscy i która na niewiele się zdaje, gdy wróg uderza od środka, wykorzystując najsłabszy punkt rozdmuchanego aparatu kontrolnego, sparaliżowanego przez siebie samego. Oswald dokonuje dekonstrukcji mitu: Monachium przestaje być miastem, które cichaczem zamiata pod dywan problemy, z jakimi borykają się wszystkie multikultorowe metropolie świata, staje się miastem obnażonym, bezbronnym i przeżartym hipokryzją, naładowanym etnicznymi konfliktami. 

Finał pozostawia posmak goryczy. Sama kulminacja wydarzeń jest migawkowa, przypominająca wręcz skrót wiadomości, ale epilog nie pozostawia złudzeń: w życiu rzadko zdarzają się happy endy. 

Niepiękna lektura, ale chciałoby się takich więcej.




Pierwsze zdanie: "Było ich czterech albo pięciu."
Gdzie i kiedy: Monachium, współcześnie
W dwóch słowach: krytyczna i wybuchowa
Dla kogo: dla miłośników inności w kryminale oraz tych, którzy czasem lubią zwolnić
Ciepło / zimno: 81°

17 komentarzy:

  1. Smutna opowieść, już to widzę.
    Jeszcze nie jestem na nią gotowa, ale będę pamiętać:)

    OdpowiedzUsuń
  2. W zeszłym tygodniu miałem ją zacząć czytać, ale odłożyłem na rzecz innych lektur. Po Twojej wysokiej ocenie widzę, że warto się za nią zabrać. Tym bardziej, że to powieść niedługa, i jeszcze z przyjemną dla oka wielkością czcionki.. /tommy/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba nawet wiem, na rzecz kogo odłożyłeś tę książkę:-)) Usprawiedliwiony jesteś.

      Usuń
  3. Nie ulega wątpliwości, że potrafisz tak o książce napisać, że po prostu chce się czytać. Jeszcze nie zawiodłam się na Twojej opinii więc pewnie i na tę książkę z czasem się skuszę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim zdaniem naprawdę warto. Jest inna od większości kryminałów, ale dobra, bez dwóch zdań.

      Usuń
  4. Agnieszko! Ależ rewelacja, czyli to Ty tłumaczyłaś "Reckless"? Nie no jestem pod wielkim wrażeniem :) Świetne tłumaczenie. Sama miałam teraz zajęcia z tłumaczenia literackiego i wiem jaka to trudna robota. Gratulacje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano, wydało się:-))) Szczerze się cieszę, że Ci się podobało... nie było łatwo, bowiem dostałam tę książkę z dobrodziejstwem inwentarza, tzn. ze spuścizną pierwszego tomu. Siłą rzeczy musiałam większość terminologii przejąć od poprzedniczki, ale mimo wszystko zostało trochę miejsca na własną kreatywność.

      Usuń
  5. Jak zauważyłam to w tej Czarnej Serii sporo jest interesujących pozycji.)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobno zdarzają się też i słabsze pozycje, ja na razie miałam szczęście - co książka, to strzał w dziesiątkę:-)

      Usuń
  6. Jeśli książka jest choć w połowie tak dobra, jak Twój tekst, to jest super :) A tak na poważnie - mam wrażenie, iż pisałaś jeszcze będąc pod wrażeniem, a na pewno z przekonaniem. Moja liista wartych przeczytania długa, ale tę propozycję dodam raczej na początku :) Dzięki za zwrócenie uwagi.

    Ps. Czemu włączyłaś ten antyspam?!? :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tak, pisane na gorąco:-) Mam masę zaległych recenzji, ale im dłużej czekam, tym mniej pamiętam - zostają tylko te najbardziej intensywne wrażenia...
      PS. Jak sama nazwa wskazuje, antyspam służy mi do obrony przed wyjątkowo agresywnymi skurczybykami, które bombardują mnie lawiną debilnych komentarzy spamowych... Przejściowo, mam nadzieję, że się za chwilę uspokoi. Nie wydoliłam, kiedy jednego dnia w ciągu godziny dostałam 78 spamowych komentarzy, pięknie i równomiernie rozrzuconych po wszystkich postach... Wrrrrr.

      Usuń
  7. Wreszcie jakaś dobra książka w Czarnej Serii (bo ostatnio jakoś słabo z tymi nowymi nazwiskami) :P Chętnie przeczytam, bo ciekawią mnie postaci tych dwóch policjantów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten tytuł akurat mogę spokojnie polecić. Zresztą, autor nie jest żadnym debiutantem, ma na koncie bodajże siedem powieści, a to już daje mu pewną dojrzałość...

      Usuń
  8. Myślę, że Ty, ze względu na miejsce zamieszkania choćby, widzisz w tym tekście więcej niż tylko sprawnie napisany kryminał. :)A ja wpisuję sobie na listę.

    OdpowiedzUsuń