Ads 468x60px

niedziela, 28 października 2012

Wolfgang Burger "Heidelberger Requiem" - czyli o pochwale środka


Wydawnictwo: Piper Verlag
Data premiery: 01.01.2005
Ilość stron: 256
Cena: 9,35 euro

Sztuka pisania kryminałów polega na opowiadaniu na nowo tej samej historii, czytamy w posłowiu do tej książki. Jądrem tego gatunku jest wszak dociekanie powodów, dla których człowiek czyni zło. Jak to zrobić, by czytelnik nadal chciał te opowieści czytać, by znajdował w nich coś, co przykuje jego uwagę, wzbogaci, poszerzy horyzonty, a przy tym wszystkim także trochę rozerwie? Można spróbować napisać dzieło epickie, wiekopomne, wyrzygując własną duszę, ocierając się o rozmaite granice, łamiąc tabu i rzucając swój okruszek do zbawienia świata. Można też popełnić grafomańską rozprawkę o zbrodni, mieszając w kociołku kilka sprawdzonych wątków, spapugować po tych, którzy coś w tym fachu osiągnęli, pozostając na poziomie miałkości i bylejakości. Można też pójść środkową drogą.

"Heidelberskie requiem" jest tym, co określiłabym mianem kryminału środka. Nikt tu nie próbuje zbawiać świata, piętnować zbrodni tak straszliwych, że mógł je popełnić wyłącznie szatan, nikt nie kreśli zamaszystą kreską epickich krajobrazów i nie cierpi za miliony. Ale nie i nikt niczego nie kopiuje, nie tworzy papierowych postaci, nie idzie na łatwiznę i nie obraża inteligencji czytelnika oferując naciągane wątki i brnąc po fabularnej płyciźnie.

Wszystko zaczyna się tu i kończy na głównym bohaterze, Aleksandrze Gerlachu, gliniarzu, który właśnie dostał znaczny awans, z czym wiąże się przeprowadzka z Karlsruhe do pobliskiego Heidelbergu. Gerlach - policjant bez zaburzeń osobowości, bez problemu alkoholowego, bez problemu z kobietami, zwyklak, przeciętniak, ojciec trzynastoletnich bliźniaczek, próbujący poradzić sobie z codziennością. Trochę naiwny, niepozbawiony autoironii, z nutą wrażliwca, ale nie ciamajda. Budzący sympatię, taki, do którego chciałoby się wracać. I to już połowa sukcesu. 

Druga połowa to oczywiście sprawna intryga kryminalna. I tu również nie ma się do czego przyczepić. W penthousie pewnego heidelberskiego mieszkania leżą zwłoki majętnego studenta chemii, syna wybitnego profesora medycyny, trudniącego się nie tylko żmudnym zdobywaniem wiedzy, ale i łatwym zarabianiem pieniędzy - ktoś pozbawił go życia i niemal całej krwi, rozmazanej po całym mieszkaniu. To pierwsza sprawa Gerlacha w nowym miejscu, toteż kiedy okazuje się, że dość prędko znajduje się podejrzany, a wszystkie poszlaki wskazują właśnie na niego, Gerlach niemal tonie w satysfakcji, a jego nadszarpnięte ego zyskuje betonowy pancerzyk. Cóż mu jednak po pancerzyku, skoro wkrótce zostaje zamordowana również siostra studenta, i to w czasie, gdy stuprocentowy podejrzany siedzi w areszcie śledczym. Sprawa gmatwa się, a jej korzenie zdają się sięgać parę lat wstecz, przypominając do złudzenia podobne dwie śmierci... 

Gerlach nie jest wybitnym śledczym, nie przejawia przebłysków geniuszu, popełnia błędy, zalicza wpadki, boryka się z humorami nadwrażliwej sekretarki, daje się manipulować dorastającym córkom, ląduje w łóżku z niewłaściwą kobietą i niemal umacza całą sprawę, kiedy ginie kolejna osoba. I te jego niedoskonałości sprawiają, że facet zyskuje naszą przychylność, bo jest taki normalny, niewydumany, autentyczny. A na koniec w zaskakująco dobrze skonstruowanym finale rozwiązuje całą zagadkę. 

Lubię lokalny koloryt i te smaczki, które wyróżniają scenerię książki spośród setek bliźniaczych opowieści, dziejących się wszędzie i nigdzie, a tego akurat tu nie brakuje. Jest zacny Heidelberg i moje Karlsruhe, które znam jak własną kieszeń, jest Freiburg, jest ICE zmierzający w kierunku Bazylei, i są to miejsca oryginalne, niepowtarzalne, z własnym specyficznym klimatem. Już tylko dla nich warto się spotkać z Gerlachem. 

Bez fajerwerków i wielkich wzruszeń, ale i bez poczucia zmarnowanego czasu, jak po miłym spotkaniu z interesującą osobą, stawiam czwórkę, nawet z małym plusikiem (4+/5). 

Heidelberg nocą. Żródło: Heidelberg Marketing GmbH
Za egzemplarz recezyjny serdecznie dziękuję wydawnictwu Piper Verlag. 


16 komentarzy:

  1. To z pewnością książka dla mnie!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie zachęcać dłużej nie musisz :) Uwielbiam takie klimaty.


    P.S. Zapraszam Cię do wzięcia udziału w moim kryminalnym konkursie : http://miqaisonfire.wordpress.com/2012/10/24/262-kryminalny-konkurs-z-wydawnictem-proszynski-i-s-ka/

    OdpowiedzUsuń
  3. Chętnie sięgnę choćby ze względu na postać policjanta, który nie wykazuje ani zaburzeń emocjonalno-psychicznych ani alkoholizmu. W natłoku mnóstwa tak nakreślonych bohaterów, Gerlach jak widać zdecydowanie wybija się na plus :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A i owszem, wreszcie jakiś normalny glina:-)

      Usuń
  4. Bardzo chętnie i ja poznam Twoje Karlsruhe, pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heidelberg chyba pod względem turystycznym ciekawszy, ale Karlsruhe to sentymenty...

      Usuń
  5. Czyli jednym słowem - warto :) Zapamiętam tytuł :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Abstrahując od książki - jak wygląda współpraca z niemieckimi wydawnictwami? Chodzi mi o relację bloger-wydawca:) Ciekawe, czy tak samo, jak u nas? I czy blogerzy książkowi liczą się u ciebie?

    OdpowiedzUsuń
  7. Też czasami lubię przeczytać taki kryminał środka. Bardzo trafnie go scharakteryzowałaś i mam nadzieję, że ktoś w Polsce weźmie się za wydanie tej książki.

    OdpowiedzUsuń
  8. Brzmi baaardzo w moich klimatach :-). A kiedy w PL?? ;-))

    OdpowiedzUsuń
  9. Może teraz boom na niemieckie kryminały nastanie, bo widać, że zachodni sąsiad też ma się czym pochwalić. Ja tylko dodam, że okładka ładna, jak będą wydawać, to z taką a nie jakimś koszmarkiem.

    OdpowiedzUsuń
  10. Brzmi bardzo zachęcająco. Takie książki lubię najbardziej. Ale chyba nie ma wydania polskiego. W każdym razie nie udalo mi się nic znaleźć. Aż żal. Ale będę czekać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze nie wydana, to fakt, ale zainteresowanie niemieckim rynkiem kryminałów nie słabnie, więc kto wie, które wydawnictwo odkryje Burgera...

      Usuń