Ads 468x60px

niedziela, 23 września 2012

Zwiebelwähe - czyli alemańskie smaki mojej kuchni


Jesień. Czujecie ten inny zapach w powietrzu? Zalatuje trochę korzennie, ziemisto, liściasto. Pod kasztanowcami uwijają się dzieciaki, ulegając czarowi brązowych, błyszczących kulek. Słońce w dzień przygrzewa jeszcze dość mocno, ale wieczory i noce należą już do zimniejszych pór roku. To pora grzybów, dyni i wina. To teraz najlepiej smakuje raclette, fondue i zwiebelwähe.

Wtajemniczeni pewnie wiedzą, w czym rzecz, niewtajemniczonym wyjaśniam: Zwiebelwähe (wym. cfibelwaje) to tradycyjne danie alemańskie (tak, tak: to sprawka mojego alemańskiego miaużona), które najbardziej smakuje jesienią, do młodego wina. W Alzacji nazywane jest również Flammkuchen. Jest milion wersji Zwiebelwähe, w zasadzie każda wieś położona w trójkącie południowej Badenii, Alzacji i Szwajcarii posiada swój własny wariant tej potrawy. Jesienią, podczas winobrania, co krok można spotkać tak zwane Straußenwirtschaften, nieduże uliczne knajpki, w których każda winnica raczy swoich gości młodym winem, a do niego podaje Zwiebelwähe. Niezapomniane smaki...

Przepis na Zwiebelwähe (5 placków):

Ciasto:
1 kg mąki pszennej
drożdże
trochę wody
płaska łyżka stołowa soli
ciut oliwy z oliwek

Z tego wyrabiamy ciasto drożdżowe jak na pizzę i odstawiamy na pół godziny do wyrośnięcia.



Masa cebulowa:
1 kg cebuli
250 ml śmietany
1 jajko
sól, pieprz, olej do smażenia


400 g szynki szwarcwaldzkiej
kminek (jak kto chce) 

Cebulę obieramy, drobno siekamy (można to odpowiedzialne zadanie powierzyć robotowi kuchennemu) i podduszamy na patelni do zeszklenia. Zalewamy śmietanę, solimy, pieprzymy i po ostygnięciu wbijamy jajko, po czym wszystko starannie mieszamy.



Szynkę kroimy na drobne paseczki.


Z ciasta formujemy placki:


Placki wykładamy na okrągłe formy. Na wierzchu smarujemy cienką warstwą masy cebulowej, posypujemy szynką i kminkiem (kto nie lubi kminku, może zrezygnować, jednak kminek w znaczy sposób ułatwia trawienie...).


Wkładamy do nagrzanego do 220-250 stopni piekarnika i pieczemy jakieś 15-20 minut, aż placek zrumieni się po wierzchu. 


Do naszego piekarnika włażą na raz cztery piękne placuchy, w mniejszych trzeba piec na raty. 


Do potrawy powinno się pić młode wino, z braku takowego (w Bawarii preferują raczej płynny chleb), zadowoliliśmy się hiszpańską rioją:


Smakuje... bosko. Niewiele jest potraw, równających się smakiem temu prostemu, ale jakże esencjonalnemu daniu. Wątpiącym polecam, przekonanym zdradzam starą prawdę, że przez żołądek do serca...

25 komentarzy:

  1. Gdy spojrzałam na pierwszy obrazek, wyglądało mi to na pizzę :) Niezależnie od nazwy, wydaje się smakowite :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to jest taka badeńska wersja pizzy:-)

      Usuń
  2. Wygląda pysznie. Smaka mi narobiłaś :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kafe z kuchem - przypomina mi to trochę słowotwórstwo moich smoków (np. wir haben heute noch gar nicht getulić):-) Swoją drogą, uwielbiam wymieszane kulturowe klimaty - czy to językowe, czy kulinarne...

      Usuń
  4. Przy takich notkach aż żałuję, że nie znoszę gotować.;) Chociaż danie wydaje się bardzo proste.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja od takich specyjałów mam miaużona:-) U nas jest podział ról: od pieczenia jest on (plus od naleśników i "rösti", a od gotowania - ja.

      Usuń
  5. Narobiłaś mi apetytu tym przepisem. Może uda mi się kiedyś wykonać choć namiastkę tego dania. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wbrew pozorom to bardzo proste w wykonaniu (pod warunkiem, że ktoś się nie boi ugnieść ciasta na pizzę);-)

      Usuń
  6. Brzmi bosko;) Tak bardzo żałuję, że nie mam piekarnika:( Ale jak będę miała, wypróbuję!!!

    OdpowiedzUsuń
  7. niedawno co prawda jadłam, ale ponownie zrobiłam się głodna :)

    OdpowiedzUsuń
  8. No ja to znam właśnie pod nazwą Flammkuchen - jadłam kiedyś podczas lipcowego święta wina w jakiejś małej wiosce w Badenii-Wirtembergii i zakochałam się:) Tam podawali do tego Weinschorle i chyba tak wolę - znaczy rozcieńczyć wino, bo piję je jak kompot, a potem spać mi się chce :)
    Tylko przepis, który my w domu stosujemy, znaleziony w sieci, to nie placek drożdżowy, a podpłomyk - mąka, woda i olej. Potem smarujemy śmietaną, doprawiamy solą i pieprzem, posypujemy cebulą i boczkiem/szynką (co jest w lodówce) i do pieca. Z niemal rocznego pobytu w Niemczech ten smak chyba najbardziej mi przypadł do gustu :)
    A Twój przepis zaraz spiszę i będę testowała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie. Tych wersji jest od groma, a jedna lepsza od drugiej. My od lat jesteśmy wierni tej właśnie - pewnie dlatego, że miaużon wyniósł taką z domu.

      Ja też latem wolę napić się Weinschorle, ale jesienią to już tylko wino, i to najchętniej czerwone.

      Muszę wypróbować ten podpłomyk:-)

      Usuń
    2. Na pewno mniej z nim roboty, ale i jest cieńsze, więc więcej się go zjada :)
      W naszym przepisie jest: 300 g mąki, 180 ml wody (zmieszanej pół na pół z mlekiem) i 3 łyżki oleju. Z tego zagniatasz elastyczne ciasto i odstawiasz na 30 minut.
      W tym czasie kroisz średnią cebulę i ok. 200 g boczku albo szynki.
      Ciasto wałkujemy na cienko, smarujemy śmietaną (300 g gęstej śmietany), i dalej jak w poprzednim komentarzu. Piecze się to 10 min w piekarniku nagrzanym do 220 stopni.
      Taka ilość ciasta wystarcza nam na niemal jedną dużą blachę z tych co to są oryginalnie w piekarniku (te czarne).
      Smacznego :)

      Usuń
  9. Mniam...Jak smacznie się zrobiło. Bardzo ciekawy przepis, chętnie kiedyś wypróbuję :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Śniadanie dopiero przede mną, a Ty mi smaka na takie rzeczy narobiłaś... Chyba nie będę miała serca robić sobie teraz kanapek z białym serem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje smoki z upodobaniem zjadają na śniadanie resztki placka... nie żeby specjalnie dużo go zostawało:-)

      Usuń
  11. Jakie to szczęście, że mieszkasz daleko ;p
    Jak nic, wprosiłabym się bezczelnie na degustację ;P ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak Cię kiedyś poniesie w południowe rejony, to zapraszam:-)

      Usuń
  12. Dziękuję za zaproszenie. Przynajmniej nie będę "bezczelnie się wpraszać" ;P

    OdpowiedzUsuń