Ads 468x60px

wtorek, 20 listopada 2012

Peter Watts "Abgrund" (Rozgwiazda) - otchłań z drugim dnem



Wydawnictwo: Heyne
Tytuł oryginału: StarfishTrylogia ryfterów
Wydanie polskie: Rozgwiazda, Ars Machina, 2011
Ilość stron: 496
Cena: 8,95 euro
Data premiery: 05.05.2008

Polskie wydanie 
Żeby zmierzyć się z obcością, czasem wcale nie trzeba ruszać w stronę odległych i miliony lat świetlnych galaktyk. Świat niezbadany i bardziej obcy ludzkiej naturze, nikt ktokolwiek mógłby sobie wyobrazić, znajduje się wcale nie tak daleko, na rodzimej planecie człowieka. 

I z tą rodzimą obcością skonfrontował czytelnika Peter Watts, autor okrzyczanej i nagradzanej powieści "Ślepowidzenie". Chronologicznie "Trylogia ryfterów" powstała dużo wcześniej, zaś "Rozgwiazda" jest debiutanckim dziełem Wattsa, który z wykształcenia jest doktorem biologii morskiej. W przypadku pisarzy uprawiających science fiction pożądane jest, żeby mieli niejakie pojęcie o tym, o czym piszą. W pewnym stopniu muszą się wszak zabawić w Pana Boga, a przynajmniej podjąć próbę aktu tworzenia, ze wszystkimi jego fizycznymi, biologicznymi i antropologicznymi konsekwencjami i niekonsekwencjami włącznie. Watts w tym względzie nie rozczarowuje. Pisze o tym, na czym zna się najlepiej - o oceanach. A w zasadzie o tym, co się czai w jego najmroczniejszych głębinach. 

Nie o morskich potworach jest jednak ta książka, a o ludziach, rzuconych w najbardziej wrogie im środowisko: 3000 tysięcy metrów pod powierzchnią oceanu, tuż nad krawędzią rowu tektonicznego, czyli ryftu. Niezaspokojony głód energii sprawił bowiem, że ludzkość zmuszona została poszukać alternatywnych źródeł i skoncentrowała się na energii geotermalnej. "Wtyczkę" postanowiono wetknąć bezpośrednio do kontaktu, czyli w miejscach, gdzie na skutek nieustannych tarć płyt tektonicznych Ziemia buzuje czystą energią. Do obsługi gigantycznych generatorów w otchłań posłani zostają odrobinę zmodyfikowani ludzie. Ich płuca zastąpił zaawansowany moduł  techniczny, dzięki któremu homo sapiens porusza się w nieprzyjaznym wodnym środowisku pod naciskiem wielu atmosfer jak ryba w wodzie. 

Absurd, powie może ktoś, kto ma pojęcie o nurkowaniu. Zapewniam Was, że Watts znajdzie argumenty, by przekonać najbardziej zatwardziałego niedowiarka. To fantastyka naukowa, ale z naciskiem na to drugie słowo. Osoby, jak diabeł święconej wody unikające w literarurze wszelkich dywagacji naukowych, nie muszą się jednak obawiać - nawet taki ignorant jak ja jest w stanie podążyć za technicznymi i fizycznymi wywodami autora. Tym bardziej, że to nie otoczka naukowa jest, nomen omen, sednem tej opowieści. Te pozostają subtelnym, acz wybitnie realistycznym tłem. Na pierwszy plan wysuwa się przede wszystkim tłamsząca, klaustrofobiczna atmosfera rodem z najlepszych horrorów. Większość scen tej powieści rozgrywa się pod wodą, bezpośrednio w odmętach oceanu lub w spartańskich, nagich pomieszczeniach stacji Beebe, zasiedlanej przez garstkę wybrańców, choć może właściwszym słowem byłoby: skazańców. To nie elita zesłana zostaje do obsługi podmorskiej aparatury, choć owszem, pracowników stacji wybrano w starannym procesie selekcji. To wykolejeńcy, osobnicy o potłuczonych duszach, którzy wykształcili na skutek kolei losów jedną, bardzo przydatną w odmiennym środowisku cechę: owi "wybrańcy" potrafią się adaptować do otaczających warunków. I należą do nich w jednakowym stopniu pedofil, jak i kobieta, od dziecka będąca wyłącznie ofiarą kolejnych gwałcicieli i dręczycieli. Nietrudno się domyślić, że mroczne zakamarki psychiki bohaterów doskonale stapiają się z ciemnością morskiej otchłani.

Watts wykorzystał ciasną i hermetyczną przestrzeń stacji do nakreślenia ciekawych mechanizmów działających w zamkniętych społecznościach. Korelacje między członkami załogi są chłodne, subtelne, pełne ukrytych podtekstów, sugerujących, że za tym wszystkim kryje się coś jeszcze. Dość prędko aktywują się psychologiczne podziały i zawiązują fronty, pojawiają pytania bez odpowiedzi i domysły. Zaś ludzie, stawiający czoła oceanowi i abstrakcyjnym "nim" zaczynają się powoli, niemal niezauważalnie zmieniać. Wykształcają właściwości, o jakich rozprawiają fantaści, które idą w parze z wymiernymi, fizjologicznymi zmianami. Na koniec przyjdzie im się zmierzyć z wrogiem, o którego istnieniu nie wiedzieli nawet "oni"...

Sporo w tym mrocznego horroru, sporo psychologicznych przepychanek, jest parę przebłysków dynamicznej akcji, choć większość fabuły toczy się w sposób leniwy, niespieszny, by nie powiedzieć rozwlekły. Na pierwsze mrowienie autor każe czekać dość długo, a co niecierpliwszy czytelnik może zrezygnować z lektury, nie doczekawszy zapierających dech w piersiach momentów. A te pojawią się skumulowane w końcowej części książki. 

Nie pierwszy raz kręcę nosem na niedorobione, niedojrzałe dzieła debiutantów, również i w przypadku tej pozycji dają się zauważyć pewne zgrzyty konstrukcyjne. Nie przysłużyła się tej opowieści niespójna, skacząca narracja, nierówne tempo, skutkujące dłużyznami w pierwszej części powieści i gnającymi na złamanie karku scenami końcowymi. Przymykam na to oko, licząc, że autor wyprasuje fałdki w pozostałych tomach trylogii, bowiem plusy tej pozycji zdecydowanie przeważają. 

Miłośnicy gęstej, klimatycznej i mrocznej powieści powinni być zachwyceni, nie wątpię też, że czytelnik wyrobiony, poszukujący nowych scenerii, ambitnych scenariuszy i ciekawych konstelacji psychologicznych będzie w pełni usatysfakcjonowany.

Moja ocena: czwórka (4/5). 

Niemieckie wydanie "Trylogii ryfterów"



Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Sardegny Trójka Pik w kategorii s-f. 

19 komentarzy:

  1. Nie wiem, no nie wiem. Do science fiction mnie nie ciągnie specjalnie, ale znowu kusi mnie aspekt psychologiczny i element grozy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo cenię "Rozgwiazdę" - właśnie za tę klaustrofobiczność, za psychologię, za jego wykolejonych bohaterów. No i zakończenie, pamiętam, przygniotło mnie dość potężnie.
    Mam nadzieję, że trzeci tom, "Behemota", uda mi się przeczytać jeszcze w tym roku. A potem wezmę się wreszcie za "Ślepowidzenie", ponoć jeszcze lepsze od Ryfterów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, zakończenie było gigantyczne, ale też otwierające nowe drzwi dla kontynuacji. "Ślepowidzenie" też jeszcze przede mną i z tego, co o tej książce słyszałam, to mogą być wybitnie moje tematy.

      Usuń
  3. Fajnie, że Ty już masz tę trylogię. Tym fajniej, że masz i czytasz w oryginale :) Mnie ciekawi "Rozgwiazda" i z chęcią bym tę książkę przeczytała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. E tam, w oryginale. Po niemiecku, łatwiej mi:-)

      Usuń
  4. Brzmi jak moje klimaty :-).

    A "Slepowidzenie" w moim miescie tylko w czytelni do zapoznania sie na miejscu - zaprawde, powiadam wam, ze nie mam pojecia, co kieruje ludzmi decydujacymi o dostepnosci ksiazek...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na miejscu?! Jak, na miejscu?... Na miejscu to se można "Płomyczek" przejrzeć, a nie "Ślepowidzenie" czytać...

      Usuń
  5. Takie s-f znacznie bardziej mi odpowiada niż to, o którym pisałam ostatnio u siebie i myślę, że naprawdę mogłoby mi się spodobać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego oapelowałam o nieskreślanie gatunku:-) Trzeba Ci tylko wybrać odpowiednią książkę, to się wślizgniesz w klimat...

      Usuń
  6. Zaintrygowałaś mnie tym autorem, nie znam go wcale ale to nic dziwnego, bo juz od jakiegos czasu mało czytam s-f. Zapisuje na listę.
    opty2

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też coraz mniej czytam s-f, ale i coraz mniej pisarzy sięga po ten gatunek, łatwiej pisać paranormale i fantasy o elfach...

      Usuń
  7. "Ślepowidzenie" czytałam, warto, choć wizja ludzkości dość dobijająca. Tą mam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, ta "Rozgwiazda" do optymistycznych lektur też nie należy...

      Usuń
  8. Ciągnie mnie do tego coraz bardziej :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja w sumie poszukuję oryginalnych fabuł, więc będę szukać:)

    OdpowiedzUsuń
  10. WLASNIE?? (jesli chodzi o ten Plomyczek... nie wiem, dlaczego, ale nie moge u Ciebie odpisywac na Twoja odpowiedz, chyba jakis blad?).

    OdpowiedzUsuń
  11. No i dobrze, szukam czegos mocnego bo ostatnio za bardzo sie zaglebilam w komedie kryminalne i zaczelo mi bokiem wychodzic. Tyle, ze teraz mam znowu problem bo jade na e-bookach i nie wszystko jest dla mnie dostepne. Pozdrawiam. Zrobilam sobie liste ksiazek z Twojego bloga, czekam na elektroniczne sydania co niektorych.

    OdpowiedzUsuń
  12. Świetna, bardzo mi się dobrze ją czytało :) Wyczekuję już z niecierpliwością "Behemotha", czyli ostatniej części. Oj, będzie sie działo :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Hi, after reading this amazing paragraph i am
    too cheerful to share my knowledge here with mates.


    my page know more

    OdpowiedzUsuń