 |
| Jeffery Deaver w BMW-Welt |
Trochę jestem w tyle z postami, a to za sprawą dwóch niezależnych od siebie przyczyn: pierwsza z nich jest mało optymistyczna i natury czysto prywatnej - mój starszy syn doznał kontuzji kręgosłupa, w związku z czym ostatnie dni spędziłam głównie w klinice na rezonansach, rentgenach i innych torturach. Ale bez obaw, Kamil wyjdzie z tego. Druga to zagęszczęnie niezwykle absorbujących imprez literackich, na które biegam od dwóch dni w ramach właśnie rozpoczynającego się festiwalu kryminalnego w Monachium. Obszerną relację ze wszystkich spotkań znajdziecie wkrótce na portalu Zbrodnia w Bibliotece, na razie chciałam tylko podzielić się z Wami pierwszymi wrażeniami - i dwiema zdobyczami.
Ale najpierw krótka impresja z dzisiejszego przedpołudnia w Monachium. Dziś rano o dziewiątej pod Stachusem:
Nieba glazur, piętnaście stopni ciepła, tylko żyć i sączyć cappuccino w kawiarnianym ogródku...
O jedenastej niektórym było już za gorąco, toteż pouciekali do cienia i zaczęli się raczyć napojami chłodzącymi:
Wieczór zaś był zupełnie z innej bajki:
 |
| Dziś wieczorem w BIEMDABLJU ŁELT - jak rozkosznie zakomunikował Jeffery Deaver |
Nie będę zdradzać zbyt wielu szczegółów, powiem tylko: jestem pod wrażeniem. Zarówno wczorajsze spotkanie z Lizą Marklund w Klinice Rechts der Isar (fajna nazwa, nie?), jak i dzisiejszy show z Deaverem i premiera jego najnowszej książki o Bondzie - wielka, światowa klasa. Dyktafon i aparat kipią od kilobajtów danych, ja kipię z emocji i już się zabieram do pisania relacji z tych spotkań. Także i recenzje ich najnowszych książek znajdziecie niebawem na moim blogu. Więcej zdjęć i szczegóły na ZwB. A na okrasę to, co przyniosłam do domu z tych dwóch spotkań, czyli autografy i aminicja:
 |
| Miłe słowa od Deavera... |
 |
| ...i autografy Marklund oraz jej niemieckiego "głosu"... |
 |
| ... i amunicja na nerwy, czyli upominek od organizatorów. Mniam. |