Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ostaszewski Robert. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ostaszewski Robert. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 14 sierpnia 2012
Violetta Sajkiewicz i Robert Ostaszewski "Sierpniowe kumaki" czyli policjant na wakacjach
Wydawnictwo: WAB
Mroczna Seria
data wydania: 13.06.2012
liczba stron: 320
cena: 37,90 zł
Jak zlepić z kilku dostepnych każdemu autorowi i wymienialnych substratów dobry kryminał? Wymiksować zusamen do kupy, okrasić odrobiną humoru, własciwą dozą brutalności albo erotyki, wykreować nietuzinkowego śledczego i już? Wbrew pozorom odpowiedź na to pytanie wcale nie jest prosta. Wielu próbowało, wielu poległo, nieliczni zaś, w przypływie geniuszu, tknięci bożą iskrą stworzyli kryminalne dzieła,rozkładające wielbicieli przeróżnych mrocznych serii z kalibrem i bez na łopatki i wywołujące przyjemny dreszczyk emocji i grozy. Gdzie leży granica między nieudolną próbą a zalążkiem trzymającego w napięciu utworu kultowego? Jest chyba dość płynna, a o etykietce "wybitne" lub "gniot" decydują niekiedy niuanse. I właśnie tego niuansu cierpliwie szukam pośród polskich kryminalistów, tego nieuchwytnego "czegoś", ulotnego ducha, wymykającego się definicjom błysku, który sprawia, że kryminał odkładamy z ręki dopiero po przewróceniu ostatniej strony, a za komentarz wymyka nam się nabożne "ŁAŁ".
Na kryminalnej scenie wraz z początkiem wakacji pojawił się nowy, obiecujący kryminalny duet. Robert Ostaszewski popełnił już jeden kryminał do spółki z Martą Mizuro, niestety, nie mogę o nim nic powiedzieć, bo jeszcze nie przetestowałam. Podjęłam za to próbę degustacji "Sierpniowych kumaków". Zapowiedzi były niezłe. Rzecz się dzieje na Helu, u schyłku wakacji. Śląski śledczy, Adam Tyszka, typ flejowaty i - rzecz u każdego szanującego się śledczego – z nieustabilizowanym życiem prywatnym, wyjeżdża na wakacje nad morze. Co robi samotny facet bez sprecyzowanych planów urlopowych, bez baby, za to z upodobaniem do mocnych trunków, na wakacjach? Zgadza się. Leży i sączy piwo. No, ewentualnie, próbując stwarzać pozory aktywnego wypoczynku i hołdując dawno zapomnianym zainteresowaniom militariami, snuje się po półwyspie helskim, oglądając wojenne umocnienia i bunkry. I, co nieuniknione, popada w niezłe tarapaty: najpierw śledzi agresywną ekolożkę, potem spędza noc zamknięty przez tajemniczego zbója w bunkrze, by wreszcie skończyć „na dołku” lokalnego komisariatu, podejrzany o popełnienie morderstwa. Z odsieczą przybywa prawie najlepszy śledczy w Polsce (prawie, bo najlepszym jest oczywiście Nemhauser – tu ukłon w stronę Wiktora Hagena), Edmund Polański, który, zamiast kupować synkowi-pierwszoklasiście tytę, zbiera manatki i pomyka na Hel, ratować kolegę i robiąc sobie krechę u apodyktycznej małżonki. Gwiazdorski komisarz nie tylko musi wybawić z opresji kumpla, ale i rozwiązać zagadkę dwóch (a właściwie trzech) trupów, zaginięcia dwóch dziewczyn i paru lokalnych przekrętów rybno-ekologicznych.
Co oczywiście mu się udaje. Sama intryga, choć zarysowana dość zgrabnie i rozwijana wielotorowo, a nawet wyjaśniona w wiarygodny sposób, nie wbiła mnie w fotel - jakoś mnie nie przekonało umotywowanie tych zbrodni. Również osoba gwiazdorskiego śledczego pozostawia niedosyt i stawia pod znakiem zapytania jego niedoścignione policyjne zdolności. Autorzy lojalnie jednak uprzedzają, że chodzi o „policjanta na wakacjach”, a sam kryminał w założeniu nie miał być powieścią procedur kryminalnych. Tyszka też specjalnie sympatii nie budzi, w ogóle mało jest tu postaci, z którymi można by się utożsamić i im trochę pokibicować. Jedynym bohaterem, w którym zakochałam się z miejsca bez pamięci, był plażowy dziadek, bajdurzący marynarskie opowieści sprzed lat i wyśpiewujący po niemiecku o Lili Marleen – cudo! W dodatku przypadła mu w tej powieści niebagatelna rola…
Chciałam początkowo dać tej książce trzy gwiazdki, jednak po skomplikowanej arytmetyce wyszło mi, że to za mało. Za mało, bo bardzo ukontentowały mnie polskie, lokalne smaczki, uchwycone w sposób precyzyjny i lekko złośliwy. Ci, którzy lubią kabaretowe scenki pod tytułem „Polak na wakacjach”, znajdą tu polski grajdoł. A zatem plus za realia. Trzeba dać wielkiego plusa za wybór tematyki ekologicznej, traktowanej w naszych kryminałach po macoszemu, a tu jest ona pokazana w sposób autentyczny, ale pozbawiony mesjanistycznego zadęcia. Kolejny wielki plus dodaję za język kaszubski, którego też ze świecą szukać w literaturze. No i najogromniejsze plusisko za wyluzowaną, letnią, przygodową atmosferę, przywodzącą na myśl perypetie pana Tomasza z powieści Nienackiego albo inne beztroskie i wakacyjne pozycje z czasów peerelu. Tu udało się przemycić tę jedyną w swoim rodzaju mieszaninę zagadki i beztroski, co czyni z tej powieści udany kryminał na lato. Bez ambicji zbawiania świata, ale po co to komu w wakacje?
Arytmetyka mówi zatem, że jednak czwórka (4/5).
Książkę przeczytałam w ramach wyzwania trójka pik, jako powieść polskiego pisarza, które przedtem nie znałam.
Baza recenzji syndykatu Zbrodnia w Bibliotece
Subskrybuj:
Posty (Atom)



