Ads 468x60px

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Larsson Åsa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Larsson Åsa. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 24 stycznia 2013

Åsa Larsson "Aż gniew twój przeminie" - kryminał babski i gniewny



Wydawnictwo Literackie
Oryginalny tytuł: Till dess din vrede upphör
Przekład: Beata Walczak-Larsson
Data premiery: maj 2012
Liczba stron: 352
Cena: 34,90 zł
Macie tak czasem, że czytacie jakąś książkę, wyczuwacie jej siłę, potraficie wyliczyć szereg plusów, podskórnie czujecie, że powinna was zachwycić, porwać, ponieść ze sobą, ale tego nie robi? Nix, niente, niet. Ja mam coś takiego z kolejną powieścią skandynawskiej królowej kryminału (której to już?) Åsy Larsson. 

Choć przyznam, że sam początek ma w sobie niesamowity impet i siłę wyrazu. W zasadzie jest najmocniejszym elementem tej powieści, zostawiającym wszystkie następujące po nim sceny w mdławym cieniu. "Pamiętam, jak umarliśmy". My - to siedemnastoletnia Wilma i jej chłopak Simon, którzy udają się na podwodną wyprawę, zamierzając zbadać dno pobliskiego jeziora, o którym krążą słuchy, że w czasie wojny zatonął w nim niemiecki samolot. Wyzwanie, zapach przygody, młodzieńczy zapał, radość życia i odkrywania - Wilma aż tryska energią i animuszem, ale opowiadając o tym wszystkim z perspektywy martwej osoby. I już samo to jest chwytem niezwykłym, odważnym, choć niebezpiecznym, bowiem pierwiastek nadprzyrodzony, mistyczny, w kryminałach - gatunku ze wszech miar realistycznym - często ześlizguje się z wytyczonego szlaku i ląduje w grzęzawisku miernoty. Sposób, w jaki Wilma opowiada o swojej śmierci, jest bez dwóch zdań mistrzowski. 

Mocny akcent na wstępie to fajna rzecz, ale nie każdemu udaje się przekuć go na fabularny kapitał. Tutaj, mam wrażenie, cięciwa napięcia rozpręża się, by tylko miejscami powrócić do pierwotnej, naciągniętej do granic możliwości formy. Akcja zwalnia tempo i toczy się dalej niespiesznie, przeskakując raz po raz w przeszłość. Czytelnicy zaznajomieni z prozą Larsson z radością zapewne powitają powrót starych znajomych, także i tutaj śledztwo związane z wyjaśnieniem okoliczności śmierci dziewczyny (bo ciała chłopaka nie znaleziono), prowadzą dwie kobiety, które sprawdziły się w poprzednich "odcinkach": policjantka Anna Maria Mella i prokurator Rebeka Martinsson. Trop, czego się można było spodziewać, prowadzi do przeszłości, dalekiej, wojennej, stanowiącej niechlubny przedział w dziejach Szwecji, i nieco mniej odległej, ale też ponurej. 

I w zasadzie na tym koniec, jeśli chodzi o niespodzianki. Bardzo szybko wiadomo, kto stoi za brutalnym zabójstwem młodych, autorce zaś pozostaje tylko odkrywanie krok po kroku, dlaczego. Czyni to w sposób lekko odealniony, posługując się duchem zmarłej - dzięki wspomnieniom nieżyjącej Wilmy czytelnik prędzej od organów ścigania dowiaduje się, jak było naprawdę. Zabieg ten może się podobać, ale nie musi. Ja mam z tym pewien problem i wolę zdecydowanie, kiedy kryminał pozostaje w realistycznych ramach, choć tutaj metafizyczne wstawki nie wpływają, chwała Bogu, na śledztwo, a są jedynie elementem zabawy z czytelnikiem, retoryczną figurą, pozwalającą na wprowadzenie inności, wyróżnienie się z masy. 

Długo trawiłam tę książkę, próbując dociec, co mnie w niej uwierało. I do końca nie wiem, czy to wina chaotycznego przeskakiwania z narracji w czasie teraźniejszym na czas przeszły, nietrzymającego się żadnego schematu, powodującego swoiste rozedrganie i zadyszkę. Nie wiem, czy irytowały mnie obie główne panie szukające prawdy, nieporadne, rozedrgane tak jak nić narracji, dające się ponosić emocjom, pełne dobrotliwej empatii, słabe i silne na przemian. Podobały mi się niektóre, bardzo mocne, znakomicie zarysowane sceny, po których następowały takie, które doprowadzały mnie do rozpaczy irracjonalnością, albo po prostu nużące. Larsson poruszyła tu kilka strun, na których dźwięk jestem niezmiernie wrażliwa - starość w jej opisie jest bezdennie smutna, porażająco okrutna, dogłębnie obrzydliwa. W tych momentach staje się prawdziwe twierdzenie o nieporównywalnej społecznej wrażliwości pisarzy skandynawskich, a także o niezwykłej ostrości uprawianej przez nich socjokrytyki. Larsson jest momentami gniewna, momentami zaś babska. Babska w tym pejoratywnym znaczeniu: rozchwiana, nadmiernie emocjonalna, irracjonalna. I niech każdy sam sobie odpowie na pytanie, czy go to kręci. 



Pierwsze zdanie: "Pamiętam, jak umarliśmy."
Gdzie i kiedy: Kiruna na północy Szwecji, współcześnie ze skokami w przeszłość 
W dwóch słowach: babska i gniewna
Dla kogo: dla miłośników nordyckich klimatów oraz literatury lekko odrealnionej
Ciepło / zimno: 62°


Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Anety "Czytamy kryminały".