Wydawnictwo: Rebis
Tytuł oryginału: Le Cerlce
Tłumaczenie: Monika Szewc Osiecka
Data premiery: maj 2013
Liczba stron: 541
Cena: 39,90 zł
Hm. Jest intryga, jest śledczy, jest setting. Jest bestseller. Bernard Minier opanował sztukę tworzenia chwytliwych powieści z pogranicza thrillera i kryminału do perfekcji.
No bo weźmy taką intrygę: znakomita. W małej miejscowości niedaleko Tuluzy znaleziona zostaje we własnej wannie wypełnionej wodą kobieta, spętana taką ilością lin i węzłów, że niemal jej spod nich nie widać. Utonęła. A w ogrodzie, na krawędzi basenu, siedzi zaszokowany chłopak pod wpływem środków odurzających, jej uczeń i kochanek. Czy to on jest mordercą? Wszystko na to wskazuje. Ale jaki miałby motyw?... A jeśli to nie on, to kto?...
Albo weźmy śledczego, a właściwie śledczych. Wyraziści, wyposażeni przez autora w całą masę cech na pograniczu budzącego sympatię dziwactwa i skrzywienia, empatyczni, nieustraszeni. Tylko im kibicować i cieszyć się, że tacy niesztampowi.
No i setting. Równie udany, jak w poprzednim tomie z tej serii, równie przytłaczający, mroczny, duszny, choć tym razem sceneria jest wręcz odwrotna od uśpionych pod pierzyną śniegu Alp. Jest początek lata, duchota, skwar i burze.
Teraz okraśmy to jeszcze ulubionym motywem wszystkich miłośników rasowych amerykańskich thrillerów, czyli psychopatycznego seryjnego, który zasadził się na naszego bohaterskiego śleczego, do tego dobrym tempem, paroam fajnymi woltami i niespodziankami, i mamy miks doskonały. I książka naprawdę może się podobać. I podoba się, sądząc po opiniach tych, którzy już ją mają za sobą.
Więc czego się czepiam? Ujmijmy to tak: nie jestem fanką ekspresjonizmu w kryminale. Wolę, kiedy nastrój powstaje na skutek nieco bardziej finezyjnych środków niż grzmiące burze, atakujące nieustannie uganiających się po jakichś chaszczach i lasach bohaterów strugami deszczu, błyskawicami rozświetlającymi upiorne scenerie i ogłuszającym grzmotem. Zaprzęganie żywiołów dla podkreślenia nastroju grozy i gnębienie postaci nieustanną duchotą i skwarem dla wzmożenia pracy gruczołów potowych jest fajne, jeśli wystąpi w książce raz. Jeśli nieustannie na zmianę moczymy odnóża w ulewie i we własnym pocie, to już stopień fajność gwałtownie spada. Może to kwestia temperamentu twórcy, który jakże inaczej niż Skandynawowie operuje środkami stylistycznymi, a może jednak kwestia warsztatu - czasem mniej znaczy więcej. Czasem największa groza czai się w niedopowiedzeniach, a nie egzaltowanych opisach "wyjącej duszy".
Obejrzawszy w swym życiu sporo mniej lub bardziej sztampowych filmów i przeczytawszy nie mniejszą ilość powieści traktujących o śledczych i reprezentujących rozmaity poziom, stwierdzam, że nie mogę już znieść detektywów, policjantów, komisarzy i w ogóle dochodzeniowców wszelkiej maści, którym bez przerwy "coś się przydarza". Ja rozumiem, że ma być "ekszn" i w ogóle, ale litości, pewne rzeczy po prostu się nie zdarzają. Pakowanie głównego śledczego, tego najmądrzejszego bystrzka, tego koryfeusza kryminalistyki, w tarapaty, spychanie go ze skarp, turlanie po leśnym poszyciu, ogólne poniewieranie i puszczanie na samotne akcje, by mógł dowieść czytelnikowi, jakim to on jest samcem alfa, przestało mnie kręcić już dość dawno temu. Wolę może nieco mniej spektakularne, ale bardziej wiarygodne konstelacje.
Pieprzu całej sprawie miało dodać widmo Juliana Hirtmana, unoszące się nad biednym Serwazem. Fajna rzecz, taki seryjny morderca, kwintesencja zła, archetyp zbrodniarza. Zwłaszcza gdy można eksploatować jego wątek przez ładnych parę tomów, a sądząc po zakończeniu, autor bynajmniej nie planuje zrezygnować ze swojego Hanibala. Cieszmy się zatem na kolejne perypetie, tarapaty i poniewierkę Serwaza, bowiem nie dane mu spocząć. Będzie kolejna zadyszka, będą burze, duchota, albo przenikliwy ziąb i grobowa cisza zasypanych śniegiem dolin. Albo coś jeszcze innego. Minier na pewno coś wymyśli.
Pierwsze zdanie: "Jej umysł był jednym wielkim krzykiem."Gdzie i kiedy: Francja, lato 2010
W dwóch słowach: burzliwa i duszna
Dla kogo: dla tych, którym podobał się "Bielszy odcień śmierci" i tych, którzy lubią bombardowanie efektami i granie na emocjach
Ciepło / zimno: 62°






