Ads 468x60px

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą o języku. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą o języku. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 7 lipca 2013

Nowe niemieckie słowa, czyli jak wywołać shitstorm na facebooku

Konrad Duden

Niemcy z regularnością szwajcarskiego zegarka robią generalne porządki w swoim słownictwie. Język niemiecki liczy około 500 000 słów, z tego 140 000 zawarto w lingwistycznej biblii czyli słowniku Dudena. Duden jest zatem kwintesencją niemczyzny, odzwierciedla najbardziej aktualne trendy i czule reaguje na nowe słowa, nie przesadzając jednak z nowinkami (świadczy o tym choćby fakt, że dopiero teraz umieszczono w nim słowo Facebook). I w przeciwieństwie do polskich słowników co kilka lat jest aktualizowany. W zeszłym tygodniu ukazało się 26 wydanie słownika Dudena, zmieniając poprzednie z 2009 roku. Dokonano około 5000 zmian, eliminując słowa, które uznano za wymarłe, oraz dodając te, które pojawiły się w języku niemieckim w ciągu kilku ostatnich lat.

Nie sposób się oprzeć wrażeniu, że redakcja Dudena oddaje bastion po bastionie aglicyzmom. Kiedy czyta się oficjalnie dozwolone nowe "niemieckie" słowa, włosy stają dęba na widok osobliwych tworów w rodzaju Me-Too-Produkt, Low-Fat-Diät, czy niezywkle popularnego wśród młodzieży słówka lol (od laughing out loud). Błogosławieństwo sztabu lingwistów otrzymały również: Shitstorm, Flashmob, Digital Native (czyli osoby, od urodzenia mające intensywny kontakt z mediami cyfrowymi i obchodzące się z nimi w sposób naturalny), Gaming, QR-Code, E-Book-Reader, a także Social Media. Słodkie zdrobnienie komputera Compi również znalazło się w szeregu oficjalnych nowości.

Ale nowe słowa to nie tylko anglicyzmy, wśród których jest wiele pojęć z dziedziny technologii, które siłą rzeczy funkcjonują w języku z braku rodzimych odpowiedników. Okazuje się, że niemczyzna jest niezwykle kreatywna, jeśli chodzi o nazywanie akualnych zjawisk, pojęć i czynności. Kilka lat temu nie było słowa Enkeltrick, ponieważ nikt nie oszukiwał naiwnych seniorów sposobem "na wnuczka". Słowo Liebesschloss to nie pałac miłości, ale kłódka, zaczepiana na barierce mostu dla uwiecznienia uczucia. Kaltreserve to nie zawartość lodówki, chomikowana na czarną godzinę, ale elektrownia atomowa, wyłączona z eksploatacji, ale nie zlikwidowana. Jasminrevolution to nie nowe pojęcie z dziedziny hodowli rośli, tylko słowo określające wydarzenia polityczne w Tunezji. Z nowych czasowników kłują w oczy wellnessen (tłumaczyć nie trzeba) i hartzen (przebywanie na zasiłku dla bezrobotnych).

Zabawne są wysiłki naszych sąsiadów, zmierzające do pogodzenia politycznej poprawności, równości płci i językowych uzusów. Nie sposób nie uśmiechnąć się na widok słów Vorständin (członkini zarządu), Rabaukin (łobuziara) czy Vollpfosten (to nie określenie wzięte z marketu budowlanego, tylko kołek - w znaczeniu kompletny idiota). W tym ostatnim przypadku zastanawia fakt, że nie ma dla kołka rodzaju żeńskiego...

Osoby, które lubią starocie, od dziś mogą rzewnym okiem spoglądać na takie słowa jak: Adrema, Autocoat, Buschklepper, Dragonade, Füsillade, Mistigkeit, Mohammedanismus, Moskowitertum, Stickhusten, Telekrat, vetterlich. Tych słów w niemczyźnie, oficjalnie przynajmniej, już nie ma. Nie ma ich, ale nadal można sprawdzić ich znaczenie w Internecie. Buschklepper - złodziej, zaczajony w krzakach... Czyżby w czasach internetowych przekrętów nikt już nie czaił się w krzakach, żeby okraść bliźniego?...


wtorek, 15 stycznia 2013

Antysłowo roku


W dniu dzisiejszym jury, złożone z najwybitniejszych niemieckich językoznawców, wybrało "antysłowo roku 2012" (Unwort des Jahres). Zostało nim:

Opfer-Abo.

Zanim weźmiemy się za przetłumaczenie tego pojęcia, należy się Wam parę słów wyjaśnienia. Otóż  pojęcia użył tego Jörg Kachelmann, jeden z najpopularniejszych zapowiadaczy pogody w niemieckiej telewizji, choć z urodzenia Szwajcar. Kachelmann był prawdziwą instytucją - zabawny, kompetentny, elokwentny. Ludzie go uwielbiali. Do momentu, gdy jego eksprzyjaciółka oskarżyła go publicznie o gwałt i wniosła sprawę do sądu. Cała historia ciągnęła się przez wiele miesięcy, Kachelmann przez wiele miesięcy siedział w areszcie, nie chciano go zwolnić za kaucją, bowiem istniało podejrzenie, że zmyje się do swego kraju, by uniknąć odpowiedzialności. Publicznie prano całe kotły brudów, wywlekano najintymniejsze szczegóły pożycia prominentnego "pogodynka" i jej przyjaciółki, przeczucano się argumentami świadczącymi za i przeciw jego winie. Wreszcie Kachelmanna w głośnym procesie uniewinniono. Ten, półtora roku po zakończeniu całej sprawy, dał wyraz swemu rozżaleniu i w wywiadzie-rzece mówił o sądownictwie, obwiniającym mężczyzn "z klucza", a także o tym, że naprawdę życzyłby sobie, by każdy gwałciciel trafił za kratki, ale w dzisiejszych czasach zniesławienie stało się chętnie wybieranym i wyjątkowo skutecznym narzędziem zemsty. Kobiety zaś mają abonament na bycie ofiarą - zawsze nimi są, nawet jeśli są sprawczyniami. I tak pojawiło się słowo "Opfer-Abo".

Jury w uzasadnieniu werdyktu skrytykowało to pojęcie za to, że w sposób "ryczałtowy i nieakceptowalny insynuuje kobietom wymyślanie przemocy seksualnej i tym samym wchodzenie w rolę sprawczyń".

Antysłowo roku, czyli manipulacja językowa, która służy zaciemnianiu, fałszowaniu, ukrywaniu faktów i intencji, wybierana jest rokrocznie, nieprzerwanie od 1991 roku. W zeszłym roku zostało nim pojęcie "Döner-Morde" czyli "kebabowe morderstwa", popełniane przez neonazistowską komórkę terrorystyczną na obywatelach głównie pochodzenia tureckiego (o tym bliżej innym razem).

Fajna inicjatywa? Warto przeprowadzać takie plebiscyty? Czy nasze "Srebrne usta" dorównują "Antysłowu roku"? A może znacie jakieś polskie "antysłowa"?

środa, 8 lutego 2012

Jestem Thomas Mann - młody niemiecki slang



W dzisiejszej Süddeutsche Zeitung ukazał się arcyciekawy wywiad z niemiecką lingwistką profesor Heike Wiese. Tematyka - o aktualnych zjawiskach we współczesnym młodzieżowym języku niemieckim.

Profesor Wiese od dawna zajmuje się młodzieżowym slangiem wielokulturowych wielkomiejskich aglomeracji i postuluje odrzucenie wszelkich uprzedzeń wobec jego "ułomności". Według niej to, co konserwatywni orędownicy czystości języka nazywają "kurczącą się gramatyką" (Schrumpfgrammatik) i kaleczeniem mowy Goethego jest zjawiskiem fascynującym, które należy przyjąć w sposób naturalny, jako kolejny, nowy wariant niemczyzny. Nie wartościuje ona "Kiezdeutsch" (czyli niemczyzny, panującej w wieloetnicznych środowiskach Berlina), tylko uznaje jako pełnoprawny, równoległy wariant, który nazywa nawet "turbodialektem", ze względu na jego błyskawiczny rozwój. Profesor Wiese wychodzi z założenia, że nowomowa ta jest integralną częścią języka niemieckiego, w odróżnieniu od np. niemczyzny, którą posługują się japońscy turyści, którzy języka tego nie opanowali w stopniu dostatecznym. Turboslangiem "Kiezdeutsch" to język tych, którzy urodzili się i wychowali w Niemczech.

Spodobało mi się to podejście do języka i już widzę, jak się sypią gromy na głowę biednej pani profesor, że jak to, że to nie jest niemiecki, że nie można akceptować zubożenia języka itepe... A ja się uśmiecham, bo berliński turboslang dotarł już nawet do przytulnej Bawarii - już mnie nie dziwi, dlaczego co drugie zdanie kolegów-gimnazjalistów mojego syna kończy się słówkiem "ischwöre"...

Przy okazji warto wspomnieć, że młodzieżowy dialekt jest tworem niezwykle kreatywnym i barwnym. Od paru lat zaopatruję się w coroczną edycję książeczki "Jugendsprache uplugged", nie mogąc wyjść ze zdumienia nad wyobraźnią twórców i użytkowników takich wyrażeń jak "Arschfax" (dosł. faks z dupy) czy "Kukidentbande" (to powinno być jasne), "Karussellfleisch" (mięso z karuzeli) czy "Hausfrauenpanzer" (czołg gospodyni domowej)... Nie wiecie, co oznaczają te zwroty? Rozwiązanie poniżej.

Acha, jeszcze słówko wyjaśnienia odnośnie tytułu postu: wywiad kończy się anegdotą. Otóż studenci pani profesor napisali pracę, której tytuł (j.w.) pochodzi z ust młodego człowieka, idącego jedną z ulic Poczdamu i komunikującego do komórki "Ich bin Thomas Mann". I jak tu się nie śmiać...

Książka prof. Heike Wiese



Rozwiązanie:
1. Arschfax - metka majtek, wystająca spod spodni
2. Kukidentbande - grupa emerytów
3. Karussellfleisch - kebab
4. Hausfrauenpanzer - wypasiony samochód terenowy, SUV

Wpadliście na to?



„Kiezdeutsch“ – krótkie wprowadzenie

-          rezygnacja z przyimków i rodzajników przy podawaniu lokalizacji: „Ich bin Schule“
-          stosowanie neologizmów oznaczających tryb rozkazujący: „Lassma Kino gehen“, „Musstu Pärschen-Date machen”
-          neologizmy dla podkreślenia wiarygodności wypowiedzi: „Ihre Schwester ist voll ekelhaft, ischwöre”
-          nowy szyk zdania: „Danach ich ruf dich an”, „Irgendwann in Schule isch fang an zu schlafen”
-          nowatorskie stosowanie partykuły „so”: nie stosuje się jej dla porównania, ale w celach zaprowadzenia nowego porządku w zdaniu. Stawiana jest ona przed podkreślanym elementem w zdaniu, jego punktem ciężkości: „Ich höre Alpa Gun, weil er so aus Schöneberg kommt”
-          nowe wyrazy obce, zaczerpnięte głównie z tureckiego i arabskiego: „lan” (Typ, Mann), „moruk” (Alter), „wallah” (Echt!), "yallah" (Los!)