Ads 468x60px

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura faktu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura faktu. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 17 września 2012

Cid Jonas Gutenrath "110 - ein Bulle hört zu" - czyli jak tu nie kochać policjantów


Wydawnictwo: Ullstein extra 
Język: niemiecki
Data wydania: 09.03.2012
Ilość stron: 381
Cena: 14,99 euro


Wydawałoby się, że to idealna książka dla mnie. Ja, wiecznie głodna kryminalnych treści, niczym pies tropiący z nosem przy ziemi, wiecznie w poszukiwaniu oryginalnej zbrodni i idealnego policjanta. A tu bach: zwierzenia prawdziwego gliny, autentycznego twardziela z krwi i kości, nie żadnego tam pięknoducha, tylko takiego, który wyrodził się z przestępczego getta Berlina. Nie żadna tam beletrystyka, bajki wyssane z palca, stworzone przez chorą wyobraźnię gorliwych pisarzy, tylko HISTORIE PRAWDZIWE, takie, które wydarzyły się naprawdę, spisane i uwiecznione dla potomności. Tak, tak, książka "110 - a gliniarz słucha" to protokół z dziesięciu lat pracy w centrali alarmowej berlińskiej policji, pierwszej instancji, do której zwracają się o pomoc potrzebujący, poszkodowani, ale także pieniacze, wykolejeńcy i sami zbrodniarze.

Kupiłam. Z wypiekami na twarzy wciągnęłam nawet pierwsze sto stron. Rozpłakałam się już na dziesiątej, podczas lektury rozmowy z kilkuletnim chłopcem, bezbrzeżnie smutnym i umierającym z tęsknoty za niedawno zmarłą mamą. I wiecie, co mu poradził nasz dużyrny glina? Powiedział, żeby poszedł z tatą do wesołego miasteczka, tam, gdzie można kupić balony napełniane helem. Żeby przywiązał do niego napisany wcześniej list do mamy i puścił go prosto do nieba... A wiecie, co odpowiedział smarkacz? "Nie jesteś skurwysynem"... 

Takich historii jest tu więcej. Dzwoni na przykład facet, obawiający się, że sąsiad (któremu przeszkadza cień drzewa) zetnie mu w nocy rosnącego na ogrodzonej posesji kasztanowca (którego dzwoniący darzy wielkim sentymentem). Złośliwy sąsiad już krąży wokół z mechaniczną piłą. I wisi mu, że będzie musiał zapłacić grzywnę - kasztanowiec i tak przestanie mu cieniować, a następny będzie potrzebował parę lat, by urosnąć. Nasz glina radzi mu kupić dwa psy: jadowitego szczekacza, najlepiej z domieszką szpica (jako alarm) i wielkiego killera (jako ochroniarza), mając nadzieję, że nie dowie się z nagłówków: "Sąsiad zagryziony przez krwiożerczą bestię"...

Jest też kobieta ze złamanym sercem, siedząca na parapecie okna i zamierzająca rzucić się z trzeciego piętra. Nie będę cytować tej dramatycznej rozmowy, w której Gutenrath próbuje wszystkiego, ale to naprawdę wszystkiego, by nie dopuścić do tragedii, łącznie z wywlekaniem osobistych szczegółów z własnego życia, spuszczeniem gaci i obnażeniem się przed obcą babą. Nie udało mu się...

Są tu historie zabawne, absurdalne, błahe i nieprawdopodobne. Są rozmowy poważne, filozoficzne wręcz, pasujące bardziej do telefonu zaufania niż do 110, są rozmowy niepotrzebne, irytujące i chamskie. Dzwonią bezdomni, akademicy, dzieci, staruszkowie z demencją, cudzoziemcy i mordercy. Kobiety bite i bijące. 

I wszystko byłoby świetnie, a książkę okrzyknęłabym chyba pozycją roku, gdyby po około stu stronach coś nie zaczęłoby mi przeszkadzać. Telefonicznych relacji robi się coraz mniej, za to co raz więcej osobistych wtrętów Pana Policjanta, z których dowiadujemy się, jakim wspaniałym jest ojcem, mężem i panem psa. Jego gawędy coraz bardziej skręcają w kierunku pełnych samouwielbienia hymnów, a ze znakomitych anegdot z życia wziętych robi się kadzenie. Kadzenie Znakomitemu Autorowi. Szkoda, bo facet naprawdę potrafi pisać, a jego styl jest barwny i pełen dowcipnych puent. Szkoda, bo jeśli tylko jedna dziesiąta z tego, co opisał Gutenrath, to prawda, to jest on takim gliną, na jakiego chcielibyście trafić, gdyby palił Wam się grunt pod nogami: facet z empatią, z wyczuciem, nie srający po gaciach przed przełożonymi i gwiżdżący na wszelkie uprzedzenia etniczne, wyposażony w niesamowitą intuicję i poczucie humoru. Wystarczyło trochę przystopować, a wyszłaby z tego znakomita literatura faktu. 

Daję trzy gwiazdki, za okruchy prawdziwych ludzkich dramatów i przebłyski genialnej ironii, odejmuję dwie za koloryzowanie (chyba) i niewłaściwie rozmieszczenie ciężarków. Mniej samouwielbienia, więcej prawdziwych historii!

Moja ocena: 3/5

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania trójka pik u Sardegny (literatura faktu).