Ads 468x60px

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą thriller katastroficzny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą thriller katastroficzny. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 16 lutego 2014

Sebastian Fitzek "Noah" czyli thriller z przesłaniem



Wydawnictwo: Bastei Lübbe (Lübbe Hardcover)
Tytuł oryginału: Noah
Data premiery: 20 grudnia 2013
Liczba stron: 560
Cena: 19,99 euro
Przyznam, że pierwsze sto stron najnowszego płodu autorstwa niemieckiego mistrza psychothrillera przeczytałam jak w transie. Zachwyt sprawił, że na bezdechu przewracałam wirtualne strony czytnika, próbując przeniknąć rozpoczętą wielowątkowo, dramatycznie i z przytupem intrygę. A przytup jest tym razem taki, że hej. Fitzek wyszedł bowiem poza zwykle ramy pisanych przez siebie pokręconych psychothrillerów i podjął próbę stworzenia thrillera globalnego, zamaszystego, ogarniającego zatroskanym okiem całą naszą dojoną do maksimum Ziemię. Miało być globalnie, dramatycznie i spiskowo. 

I nie da się ukryć, że koncept miał autor przedni. Wprowadza nas weń oczami Alicii, młodej matki żyjącej w slumsach Manili. Alicia gotuje kamienie na kolację dla siemioletniego syna, który jako jedyny żywiciel rodziny haruje na toksycznych wysypiskach śmieci, uprawiając swoisty recycling biedoty. Przy zwiotczałej i pustej piersi Alicii tkwi noworodek Noel, zbyt osłabiony z głodu, by ssać. Beznadzieja, nędza, obezwładniający brak perspektyw na jakąkolwiek poprawę dramatycznej sytuacji.

Jednocześnie w Berlinie towarzyszymy bezdomnemu mężczyźnie, cierpiącemu na amnezję. Noah, nazywany tak przez swego towarzysza ze względu na tajemniczy tatuaż na dłoni, nie pamięta kim jest, skąd się wziął na stacji metra i nie wie, dlaczego przypadkowy artykuł w znalezionej gazecie tak bardzo nim wstrząsa, wywołując z otchłani niepamięci pierwsze, mętne wspomnienia. W artykule tym poszukuje się nieznanego autora pewnego obrazu, który swą ekspresją przywodzi na myśl prace Rothki, obrazu, wartego zapewne miliony. Osoba, mogąca udzielić informacji o malarzu, proszona jest o kontakt pod nowojorskim numerem telefonu. Nagrodą jest milion dolarów. Kiedy Noah, wiedziony osobliwym impulsem, dzwoni do redakcji amerykańskiego dziennika, inicjuje szereg wydarzeń, które stawiają na głowie nie tylko jego świat, ale i przyszłość ludzkości. 

Powiem szczerze: pokochałam tę książkę za rozmach i bezkompromisowość, z jaką rozprawia się ze współczesną cywilizacją i stylem życia rozwiniętych społeczeństw dobrobytu i nadmiaru. Chylę czoła nie tylko przed refleksją na temat ceny naszego komfortu i czystego sumienia, ale i płomiennością głoszonych tutaj tez i bezkompromisowym piętnowaniem schizofernicznego systemu, w jakim żyjemy, choć zapewne niejeden cynik skwituje je pobłażliwym uśmiechem. Szanuję Fitzka za tę nieporadną trochę próbę ubrania w rozrywkowe szatki tematów ważkich i ważnych, najważniejszych chyba dla każdego myślącego i czującego człowieka. Posłowie, jakim okrasił swą powieść Fitzek, wiele wyjaśnia, sporo naświetla, jest zaangażowane, szczere, nieudawane, choć można zadać sobie pytanie, czy autor wybrał właściwe forum i formę dla prezentowania swych poglądów. 

Ale okazuje się, że nie wystarczy płomienny zapał i zaangażowanie, nie wystarczy wrzucić do kociołka wszystkich popularnych teorii spiskowych ostatnich dziesięcioleci, począwszy od konferencji Bilderberg, poprzez świńską grypę po "chemiczne ślady", podsypać wątkami nowej pułapki maltuzjańskiej, tezami Klubu Rzymskiego, wymazać jednemu bohaterowi pamięć, a innego postawić w sytuacji bez wyjścia. Trzeba jeszcze pamiętać o sumiennym nakreśleniu intrygi i unikaniu wpadek. Z tym Fitzek zwykle radzi sobie po mistrzowsku, kręci, pętli, kombinuje, by na koniec brawurowo znaleźć rozwiązanie, ocierające się wprawdzie o granice prawdopodobieństwa, ale akceptowalne. Tym razem miejscami czułam się jak w kiepskim amerykańskim filmie, w którym cud goni cud, bohater co dziesięć stron dziwnym trafem wyślizguje się ze szponów złych facetów, a na co dwudziestej przychodzi mu z pomocą niesamowity zbieg okoliczności albo anioł stróż skrzyżowany z Supermanem. Do tego dochodzi masa nieścisłości, logicznych błędów, niedoróbek, a i zdania się autorowi zdarzały, jakby napisał je nie doświadczony stylista, a uczeń gimnazjum, i to raczej taki, który nie jest orłem w pisaniu wypracowań. Odnoszę wrażenie, że gdyby autor i redaktor zainwestowali nieco czasu i wysiłku w dopieszczenie, dopracowanie, wypolerowanie i wycyzelowanie tego i owego, wyszedłby z tego znakomity, pierwszoligowy thriller. A tak, wyszło rozczarowująco. 

Mimo wszystko lektury nie żałuję. Niech szydzą besserwiserzy, prześmiewcy i cynicy. Niech się uśmiechają z politowaniem. Niech nadal obojętnie patrzą na zarzynanie matki Ziemi dla profitu i komfortu grupki uprzywilejowanych. Ale może lektura tego rozrywkowego, może powierzchownego i naiwnego thrillera pobudzi kogoś do myślenia, nakłoni do refleksji nad sobą samym i swoim miejscem w świecie. I nad tym, co po nas zostanie. Bo, jak cytuje autor w posłowiu: "pesymizm w głowie nie wyklucza optymizmu woli". 


Pierwsze zdanie: "Alicię obudziła cisza."
Gdzie i kiedy: Berlin, Rzym, Amsterdam, Manila, współcześnie 
W dwóch słowach: amnezja i wirus
Dla kogo: dla wielbicieli teorii spiskowych, szybkich, obrazkowych thrillerów i czytelników zatroskanych przyszłością Ziemi
Ciepło / zimno: 58°

środa, 9 maja 2012

Marc Elsberg "Blackout" - austriackie gadanie?





Wydawca: Blanvalet
Ilość stron: 800
Język: niemiecki
Data premiery: 19.03.2012
Cena: € 19,99

Znacie to? Nie ma prądu. Ciemno. Nie można obejrzeć ulubionego serialu. Laptop się rozładował, nie możesz wejść do internetu. Zapalasz świeczkę, czekasz, aż włączą. Po dwóch godzinach prąd znowu jest. Następnego dnia nie pamiętasz, że była awaria.

Ale mogło być inaczej. Po dwóch godzinach nie włączyli prądu. Ani po trzech. Ani na następny dzień. Po dwóch dniach w toalecie zaczyna cuchnąć, bo nie ma też wody. Nie działa lodówka, ekspress do kawy, kuchenka. Z zamrażarki wycieka syf, twoje zapasy przypominają niezjadliwą papkę i też zaczynają śmierdzieć. Sieć stacjonarna i komórki nie działają. Bankomaty też. a razie ludzie mają jeszcze paliwo, ale stacje benzynowe też potrzebują prądu. Już wkrótce ulice pustoszeją. W nielicznych otwartych sklepach szaleją tłumy rozdrażnionych klientów i garstka przemęczonychkasjerek, na piechotę zliczają wypakowane konserwami i wodą wózki. W bankach zaczyna brakować gotówki, w aptekach leków. Szpitalom kończy się diesel, dzięki któremu działa zasilanie awaryjne. Śmierdzisz. Marzysz o gorącej kawie i kąpieli. Nie masz kasy i nie wiesz, czy przeżyjesz. Po tygodniu zaczyna kwitnąć czarny rynek. Płacisz rodową biżuterią babki za worek pomarszczonych jabłek i paczkę makaronu, którego nie masz jak ugotować. Telewizja i radio już dawno przestały nadawać. Sytuacja zaczyna robić się groźna, gdy nawala chłodzenie awaryjne reaktorów atomowych. Dochodzi do pierwszych katastrof. Nie wiesz, dlaczego nie ma zasilania w całej Europie. Wydaje ci się, że rząd i wszystkie służby nic nie robią. Kto za tym wszystkim stoi?...

To tylko namiastka tego, co rozgrywa się na ośmiuset stronach katastroficznego thrillera, który wyszedł spod pióra austriackiego dziennikarza Marca Elsberga i z miejsca zawojował listy bestsellerów. Jego wizja jest jeszcze gorsza, realna, groźna, szokująca. Wystarczyło tak niewiele, by całkowicie sparaliżować sieć energetyczną całej Europy, a po niej Stanów Zjednoczonych. Zmanipulowane "mądre" liczniki prądu w Szwecji i we Włoszech, do tego zmieniony kod oprogramowania w paru elektrowniach. I następuje Armageddon.

Immanentną cechą thrillerów katastroficznych jest granie na ludzkich emocjach. Jest ich w tej ekstremalnie grubej powieści pod dostatkiem, ale to nie szokujące dramaty bohaterów postawionych w sytuacjach ekstremalnych są jej solą. To, co porusza najbardziej, to realizm. Autor wykonał tytaniczną pracę i roztoczył brutalną wizję bezbronnego świata bez energii, nie szczędząc detali. Obraz ten jest bardzo techniczny - nie sposób bowiem ogarnąć rozmiarów klęski bez znajomości funkcjonowania tego świata. Autor zgłębił tajniki działania elektrowni i sieci energetycznych, przeniknął w hermetyczne środowisko hackerów i sposoby działania globalnych sieci komputerowych. Lawina technicznych szczegółów wyjaśnia wiele, fachowcom zapewne więcej niż laikowi, który może się poczuć przytłoczony tymi informacjami.

W ten sposób to, czego często brakuje innym thrillerom - odpowiednia doza realizmu, przemyconej fachowej wiedzy i nagromadzenie technicznych detali - staje się największą słabością tej powieści. Bowiem ekstremalne urealnienie tej książki, pedantyczne i precyzyjne rysowanie apokalipsy przegrało ze dramatem zwykłego człowieka. Bo te osobiste dramaty, choć obecne, zostały potraktowane nieco po macoszemu. 

Mimo to rozmach namalowanej przez Elsberga wizji powala. Przyznam, że w czasie lektury zaczęłam się zastanawiać, czy nie zrobić sobie w piwnicy zapasów wody i żarcia na parę tygodni. Przydałby się też agregat i spory zbiorniczek z dieslem, tylko gdzie to trzymać?... A i pamiętajcie, żeby mieć w domu zapasik gotówki, nigdy nic nie wiadomo. Nie tak dawno przecież wyszła afera z sympatycznym wirusem Stuxnet. Jakby poszperać głębiej, to okazałoby się, że już poprzedniej zimy Europa o krok uniknęła energetycznej zapaści...

Ale dość tych wycieczek - thriller jest realistyczny aż nadto. Ma bohatera, zwykłego człowieka, nie jakiegoś tam Bonda, który ratuje świat przed anarchią, tropiąc odpowiedzialnych za chaos szubrawców i pokonując niezliczone przeciwności losu, w tym aresztowanie, postrzelenie przez gorliwego policjanta, uwięzienie w nieludzkich warunkach, brak środku transportu, gotówki, leków, jedzenia i picia. Jest akcja, jest tempo, ale są też dłużyzny i nudne relacje z gabinetu niemieckiego kanclerza. Jest drobiazgowe wyliczanie kolejnych aspektów katastrofy. Słowem, mogło być lepiej. Ale też dużo gorzej. Chapeau bas za rozmach i realizm, a także mrówczą pracę autora. Minusy za czyste walory literackie i niepotrzebne rozciągnięcie książki do 800 stron.

Moja ocena: 4 z minusem (4-/5).

Baza recenzji syndykatu Zbrodni w Bibliotece