Ads 468x60px

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura austriacka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura austriacka. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 18 lipca 2013

Ursula Poznanski "Blinde Vögel" (Ślepe ptaki) - jak zabić poezją


Wydawnictwo: Wunderlich
Data premiery: 02.04.2013
Liczba stron: 480 
Cena: 16,95 euro

Niemieckich kryminałów nie lubicie. A austriackie?... A może przekona Was do siebie polskobrzmiące nazwisko autorki? Będzie mały bonus za pochodzenie?... Szczerze mówiąc, ta książka żadnych bonusów nie potrzebuje. Obroni się doskonale sama.

"Ślepe ptaki" to powieść z jednej strony stanowiąca precyzyjne zwierciadło współczesnych czasów, z drugiej zaś rozczulająco niewspółczesna, staroświecka, wręcz klasyczna. Współczesność to największy portal społecznościowy na świecie, dla jednych drugi (a czasem nawet pierwszy) dom, dla innych kloaka, przekleństwo i samo zło. Facebook. Bez niego nie byłoby tej zbrodni. Niewspółczesność to klasyczne, zgodne z regułami sztuki główkowanie nad zagadką, oraz poezja. No bo kto dziś jeszcze czyta poezję?...

Ale od początku. W Salzburgu odkryte zostają zwłoki kobiety i mężczyzny. Ona została uduszona, on zastrzelony. Co ich łączyło? Gorący romans? Zawiedziona miłość? Czy to przypadek rozszerzonego samobójstwa, czy morderstwo? Początkowo nic nie wskazuje na to drugie. A jednak jest coś, co głównej śledczej o dźwięcznym nazwisku Bea Kaspary nie daje spokoju. Uparcie sprawdza trop po tropie, aż w końcu odkrywa jedyne ogniwo, łączące tę nierówną parę: oboje byli członkami grupy lirycznej na facebooku. Na forum tym miłośnicy poezji wpisują wiersze, które w jakiś sposób ich zaabsorbowały, wymieniają się komentarzami  lub dzielą ulotną chwilą. Sielanka. A jednak Bea Kaspary nie może się oprzeć wrażeniu, że niektórzy członkowie grupy porozumiewają się między sobą, zamieszczając na portalu dziwne, posępne cytaty, dołujące wiersze o śmierci, depresyjne słowa o strachu. Jej podejrzenia stają się bardziej namacalne, kiedy ginie jedna z miłośniczek liryki...

To już drugi kryminał z serii ze śledczymi Beą Kaspary i Florinem Wenningerem, ale w żadnym momencie lektury nie odnosi się wrażenia, że znajomość pierwszego tomu jest niezbędna. Życie prywatne policjantów oraz intryga kryminalna i śledztwo stoją w przyjemnych, wyważonych proporcjach. Ale to, co tak naprawdę stanowi o walorze tej powieści, to niespieszne (co nie znaczy, że nudne) rozgryzanie tajemnicy na podstawie skąpych i niekiedy dość onirycznych fragmentów układanki: cudownie nastrojowych, niekiedy dość mrocznych wierszy, obrazów, śladów nikłych jak muśnięcie skrzydeł motyla. Można się oczywiście zastanawiać, czy w prawdziwym życiu policja ma czas i chęć na tak żmudną i mrówczą pracę, a jednak w tym wypadku kupujemy zaangażowanie policjantki Bei w tę sprawę. Znakomicie przedstawiona jest niebagatelna rola facebooka w tej intrydze. Bezpośrednie cytowane komentarze użytkowników to poezja i komedia same w sobie - jakże to prawdziwe, prześmiewcze, smutne. 

Autorka, znana w Polsce z całkiem niezłego młodzieżowego thrillera "Erebos", znakomicie rozrzuciła tutaj tropy, nie zdradzając zbyt wiele i trzymając w zanadrzu wielki zwrot: jest tu umiejętnie dozowane napięcie, jest zaskoczenie i zagadka, nurtująca i dręcząca jak komary w tym roku. Ale - i tu przysłowiowa łyżka dziegciu - nie wszystko jest w tej powieści doskonałe. Wspomniany wielki zwrot następuje w kierunku zupełnie niespodziewanym, co samo w sobie byłoby kolejnym plusem, gdyby nie zbyt niebezpieczne otarcie się o brak prawdopodobieństwa. W którymś momencie, choć zdruzgotani i zszokowani historią, która wypłynęła w finale, zadajemy sobie pytanie, czy to wszystko jednak nie jest zbyt przekombinowane... Bo, i tutaj posłużę się truizmem, czas zaciera nie tylko ślady, on także goi rany, nawet te, który nigdy nie powinny się zagoić. I tym enigmatycznym stwierdzeniem zakończę, dodając tylko, że mimo tej ułomności, kryminał ten i tak przewyższa o głowę wiele innych ukazujących się na polskim rynku i szumnie wychwalanych. Brać, wydawcy, brać, póki ciepłe.


Pierwsze zdanie: "Ciemno."
Gdzie i kiedy: Salzburg, współcześnie
W dwóch słowach: Facebook i wiersz
Dla kogo: Dla poetów, fejsbukowców i tropicieli zadawnionych zbrodni
Ciepło / zimno: 76°

środa, 9 maja 2012

Marc Elsberg "Blackout" - austriackie gadanie?





Wydawca: Blanvalet
Ilość stron: 800
Język: niemiecki
Data premiery: 19.03.2012
Cena: € 19,99

Znacie to? Nie ma prądu. Ciemno. Nie można obejrzeć ulubionego serialu. Laptop się rozładował, nie możesz wejść do internetu. Zapalasz świeczkę, czekasz, aż włączą. Po dwóch godzinach prąd znowu jest. Następnego dnia nie pamiętasz, że była awaria.

Ale mogło być inaczej. Po dwóch godzinach nie włączyli prądu. Ani po trzech. Ani na następny dzień. Po dwóch dniach w toalecie zaczyna cuchnąć, bo nie ma też wody. Nie działa lodówka, ekspress do kawy, kuchenka. Z zamrażarki wycieka syf, twoje zapasy przypominają niezjadliwą papkę i też zaczynają śmierdzieć. Sieć stacjonarna i komórki nie działają. Bankomaty też. a razie ludzie mają jeszcze paliwo, ale stacje benzynowe też potrzebują prądu. Już wkrótce ulice pustoszeją. W nielicznych otwartych sklepach szaleją tłumy rozdrażnionych klientów i garstka przemęczonychkasjerek, na piechotę zliczają wypakowane konserwami i wodą wózki. W bankach zaczyna brakować gotówki, w aptekach leków. Szpitalom kończy się diesel, dzięki któremu działa zasilanie awaryjne. Śmierdzisz. Marzysz o gorącej kawie i kąpieli. Nie masz kasy i nie wiesz, czy przeżyjesz. Po tygodniu zaczyna kwitnąć czarny rynek. Płacisz rodową biżuterią babki za worek pomarszczonych jabłek i paczkę makaronu, którego nie masz jak ugotować. Telewizja i radio już dawno przestały nadawać. Sytuacja zaczyna robić się groźna, gdy nawala chłodzenie awaryjne reaktorów atomowych. Dochodzi do pierwszych katastrof. Nie wiesz, dlaczego nie ma zasilania w całej Europie. Wydaje ci się, że rząd i wszystkie służby nic nie robią. Kto za tym wszystkim stoi?...

To tylko namiastka tego, co rozgrywa się na ośmiuset stronach katastroficznego thrillera, który wyszedł spod pióra austriackiego dziennikarza Marca Elsberga i z miejsca zawojował listy bestsellerów. Jego wizja jest jeszcze gorsza, realna, groźna, szokująca. Wystarczyło tak niewiele, by całkowicie sparaliżować sieć energetyczną całej Europy, a po niej Stanów Zjednoczonych. Zmanipulowane "mądre" liczniki prądu w Szwecji i we Włoszech, do tego zmieniony kod oprogramowania w paru elektrowniach. I następuje Armageddon.

Immanentną cechą thrillerów katastroficznych jest granie na ludzkich emocjach. Jest ich w tej ekstremalnie grubej powieści pod dostatkiem, ale to nie szokujące dramaty bohaterów postawionych w sytuacjach ekstremalnych są jej solą. To, co porusza najbardziej, to realizm. Autor wykonał tytaniczną pracę i roztoczył brutalną wizję bezbronnego świata bez energii, nie szczędząc detali. Obraz ten jest bardzo techniczny - nie sposób bowiem ogarnąć rozmiarów klęski bez znajomości funkcjonowania tego świata. Autor zgłębił tajniki działania elektrowni i sieci energetycznych, przeniknął w hermetyczne środowisko hackerów i sposoby działania globalnych sieci komputerowych. Lawina technicznych szczegółów wyjaśnia wiele, fachowcom zapewne więcej niż laikowi, który może się poczuć przytłoczony tymi informacjami.

W ten sposób to, czego często brakuje innym thrillerom - odpowiednia doza realizmu, przemyconej fachowej wiedzy i nagromadzenie technicznych detali - staje się największą słabością tej powieści. Bowiem ekstremalne urealnienie tej książki, pedantyczne i precyzyjne rysowanie apokalipsy przegrało ze dramatem zwykłego człowieka. Bo te osobiste dramaty, choć obecne, zostały potraktowane nieco po macoszemu. 

Mimo to rozmach namalowanej przez Elsberga wizji powala. Przyznam, że w czasie lektury zaczęłam się zastanawiać, czy nie zrobić sobie w piwnicy zapasów wody i żarcia na parę tygodni. Przydałby się też agregat i spory zbiorniczek z dieslem, tylko gdzie to trzymać?... A i pamiętajcie, żeby mieć w domu zapasik gotówki, nigdy nic nie wiadomo. Nie tak dawno przecież wyszła afera z sympatycznym wirusem Stuxnet. Jakby poszperać głębiej, to okazałoby się, że już poprzedniej zimy Europa o krok uniknęła energetycznej zapaści...

Ale dość tych wycieczek - thriller jest realistyczny aż nadto. Ma bohatera, zwykłego człowieka, nie jakiegoś tam Bonda, który ratuje świat przed anarchią, tropiąc odpowiedzialnych za chaos szubrawców i pokonując niezliczone przeciwności losu, w tym aresztowanie, postrzelenie przez gorliwego policjanta, uwięzienie w nieludzkich warunkach, brak środku transportu, gotówki, leków, jedzenia i picia. Jest akcja, jest tempo, ale są też dłużyzny i nudne relacje z gabinetu niemieckiego kanclerza. Jest drobiazgowe wyliczanie kolejnych aspektów katastrofy. Słowem, mogło być lepiej. Ale też dużo gorzej. Chapeau bas za rozmach i realizm, a także mrówczą pracę autora. Minusy za czyste walory literackie i niepotrzebne rozciągnięcie książki do 800 stron.

Moja ocena: 4 z minusem (4-/5).

Baza recenzji syndykatu Zbrodni w Bibliotece

piątek, 27 stycznia 2012

Ursula Poznanski "Erebos"



Niemieckie wydanie:
Wydawca: Loewe Verlag
Data wydania: 7 stycznia 2010
Język: niemiecki
Ilość stron: 488
Cena: 9,95 € (D)


Polskie wydanie:
Wydawca: Egmont Polska
Język: polski

Tłumaczenie: Urban Anna, Urban Miłosz
Data wydania: październik 2011
Objętość: 464 strony
Cena sugerowana: 39,99 PLN.


Są takie książki, które bierzesz do ręki jak wielką niewiadomą, niepewny, czy przyniosą ci rozczarowanie czy zaczarowanie. Zagłębiasz się... i przepadasz. Książka przykleja ci się do oczu i nie jesteś w stanie jej nijak od siebie oderwać. Czytasz jedząc, mieszając w garnku, wchodząc po schodach na strych, półgębkiem odpowiadając na pytania domowników, w łóżku, w fotelu, na krześle, na tarasie, w piwnicy. Wszędzie. Magiczny klej rozpływa się dopiero po odwróceniu ostatniej strony. I taką książką jest "Erebos".
Powieść zaszufladkowano jako "thriller dla młodzieży" i faktycznie, zapewne najszerszą grupą, do której jest skierowana, to nastolatki, może nawet, jak to się w nowomowie nazywa, "young adults". Ja bym rozszerzyła ten krąg na wszystkich, którym nieobce są fantastyczne światy, gry komputerowe typu RPG, problematyka dojrzewania, mechanizmów manipulowania innymi, wpadania w nałogi. Albo inaczej - to książka dla wszystkich, którzy lubią wciągające lektury. Takie, które działają jak magiczny klej.
Rzecz dzieje się w jednej z lodyńskich szkół, a bohaterem jest typowy, niczym nie wyróżniający się nastolatek, Nick. Wśród uczniów zaczyna krążyć piracka wersja tajemniczej gry. Wybrańcom (bo oficjalnie gra nie istnieje i przekazywana jest wyłącznie wybranym osobom) nie wolno o niej rozmawiać, nie mogą też przekazać jej dalej, komu im się podoba. Nie każdy wchodzi do tajemniczego kręgu graczy. Wreszcie i Nick zostaje zaproszony do elitarnej grupy. I gra go wciąga... Zaczyna go opanowywać, anektuje czas, umysł, myśli, pragnienia. Nie jest zwykłą komputerową grą. Zdaje się myśleć, reagować jak człowiek, żąda spełniania szczególnych misji w realnym świecie, potrafi karać i sankcjonować nieposłusznych. I wreszcie powierza chłopakowi ostateczną misję...
Myślę, że nie każdy od samego początku portafi dobrze poczuć się w tym świecie. Książka napisana jest dość prostym językiem, takim jakiego używają nastolatki. To jest ich świat. Świat gier komputerowych, szkoły, przyjaźni, zazdrości - na zwykłym, niespektakularnym poziomie. Ale autorka umiejętnie wprowadza czytelnika w ten krąg, stopniowo rzuca zaklęcie, a lektura wciąga go, jak Erebos Nicka. I faktycznie przez sporą część książki towarzyszymy chłopakowi w wirtualnym świecie - świecie gnomów, elfów, kransoludów. Gra pochłania nas, tak jak prawdziwego gracza, chcemy wiedzieć więcej i więcej, dojść na następny level, wypełnić kolejną misję... Mimo, że dobrze wiemy, jakim jest zagrożeniem. I tu dochodzimy do jedynego, maleńkiego minusa tej powieści - wiemy, do czego to wszystko doprowadzi. Ta lekka przewidywalność rozwou fabuły nie uszczupla jej wysokiego współczynnika uzależnienia, bo czym, lub kim jest Erebos, dowiemy się na końcu...
Nie jest to wybitna proza. Ale to niewątpliwie sprawnie napisany, świetnie skonstruowany, wyjątkowo porywający przykład niezłej lektury, nie tylko dla młodzieży.
Nie mogę nic powiedzieć o tłumaczeniu, bo czytałam w oryginale. Polska okładka jest identyczna jak w niemieckim wydaniu.
Moja ocena: 5-/5 (ten minusik za wspomniane nieduże manko).


Ursula Poznanski

Najnowsza książka autorki: Saeculum

Autorka jest Wiedenką, urodziła się w 1968 roku i studiowała japanologię, publicystykę, prawo, teatrologię (jak sama przyznaje, mniej wiecej w tym porządku chronologicznym, bez zakończenia tych studiów...). Napisała sporo książek dla dzieci. Erebos jest jej pierwszym dziełem skierowanym do starszych czytelników.

W Niemczech właśnie ukazała się jej kolejna książka "Saeculum". Recenzja wkrótce. W zapowiedziach jest jej pierwszy thriller dla dorosłego odbiorcy. Ukazać ma się w lutym tego roku. Tytuł: "Fünf".  

Zapowiedź: thriller dla dorosłych


czwartek, 12 stycznia 2012

Andreas Gruber "Schwarze Dame"

Wydawnictwo: Festa
Rok wydania: 2007
Ilość stron: 272

Przypadek sprawił, że sięgnęłam po tę powieść. Szperałam po książkowych aukcjach, szukając właściwie czegoś innego, gdy zauważyłam, jak wielu "szperaczy" szuka książek właśnie tego autora. Zerknęłam na zaprzyjaźnione portale - świetne recenzje. Zerknęłam do zasobów mojej biblioteki - jest! Wypożyczyłam, przeczytałam, piszę.
Po tylu świetnych recenzjach i horrendalnych cenach na aukcjach (nakład był tymczasowo wyczerpany, teraz chyba dodrukowali), spodziewałam się czegoś niesamowicie dobrego, zwalającego z nóg. Okazało się, że "Czarna królowa" to rzetelnie napisany, nawet trzymający, ale bynajmniej nie wybitny kryminał.

Autor jest Wiedeńczykiem i ukończył studia ekonomiczne i pisarską przygodę rozpoczął od opowiadań fantastycznych, które nawet zebrały jakieś nagrody. "Czarna królowa" to jego pierwszy kryminał z prywatnym detektywem Peterem Hogartem. Rzecz dzieje się w Pradze, i jest to duży plus tej powieści - autor potrafi oddać atmosferę tego miasta, a jego zachwyt praskimi zakątkami i wąskimi uliczkami na wskroś przeniknął stronicy i zaraźliwie bije w czytelnika. Wszystko rozpoczyna się od niewinnego śledztwa w sprawie oszustwa ubezpieczeniowego i zaginięcia prowadzącej je agentki. Do Pragi na poszukiwania udaje się Hogart. Dość prędko wpada w tarapaty, poznaje piękną panią detektyw i niemal traci życie w zamachu. Mało tego, wpada na trop seryjnego mordercy, który dokonuje zbrodni według osobliwego schematu, ucinając ofiarom dłonie i głowy, oraz wycinając im nożem na piersi tajemnicze litery. Dużo się dzieje, bardzo dużo, nasz bohater posiada niezłomną chęć rozwiązania zagadki, dużo odwagi i szczęścia... no, właśnie, trochę za dużo. W którymś momencie ogarnęło mnie nawet wrażenie, że znajduję się w czeskiej wersji jakiegoś dana browna... tak naiwne i naciągane są niektóre poczynania pary głównych bohaterów. Tym niemniej akcja toczy się wartko, czytelnik nie ma czasu się nudzić i dość prędko dochodzi do finału rodem z sensacyjnych gniotów, przewidywalnego, niestety.
Oczekiwałam więcej, rozczarowałam się. Dziwią entuzjastyczne opinie na portalach książkowych. W międzyczasie nadeszła najnowsza książka Grubera, wydana dopiero co, "Rachesommer", która opinie ma podobnie pozytywne, obym się i tu nie rozczarowała.
Moja ocena: 2/5 (jedna gwiazdka za Pragę, druga jednak za wartkie tempo).