Wydawnictwo: Fischer Taschenbuch Vlg.
Tytuł oryginału: Still Missing
Data premiery: styczeń 2011
Ilość stron: 413
Cena: 8,99 euro
Polskie wydanie: Świat Książki, czerwiec 2011
Właściwie to nie miałam najmniejszego zamiaru czytać tej książki. Ukazała się już dobry rok temu, pobyła sobie na widocznych miejscach w księgarniach, nawet miałam ją w ręku, ale krótki rzut oka na treść kazał mi czym prędzej odłożyć tom na miejsce - porwana kobieta w szponach psychopaty... Temat tak wyeksploatowany, że już chyba nikt nie może być w stanie dorzucić doń czegoś nowego, pomyślałam. I pewnie na tym by się skończyło, gdyby nie AvoLusion i jej Książki zbójeckie (dzięki za polecenie!). Książkę kupiłam, zaczęłam czytać i.... wsiąkłam. Chevy Stevens udało się coś niesamowitego - swoim debiutem zaskoczyła mnie nie tylko raz, ale i drugi, i trzeci. A wszystko na na czterystu stronach.
Ale do rzeczy. Już sam początek odbiega od utartych kryminalnych ścieżek. Autorka powierza pierwszoosobową narrację samej bohaterce, trzydziestoletniej Anne O’Sullivan, odnoszącej średniej sukcesy pośredniczce w handlu nieruchomościami. I już pierwsze strony zdradzają, jak skończy się ta historia - zabieg u większości autorów dość niefortunny. Anne zostaje bowiem porwana, zawieziona gdzieś w odludne kanadyjskie leśne ostępy i zamknięta w górskiej chacie, przypominającej twierdzę - zabite na głucho okna i drzwi, pozamykane na kłódki szuflady i szafki, mieszczące jakiejolwiek narzędzia, mogące być przydatne w ucieczce. Nie, uciec się stamtąd nie da. A jednak wiemy, że Anne się to udało - inaczej nie odbywałaby swoich psychoterapeutycznych sesji, z których dowiadujemy się o jej historii, prawda?
A Anne opowiada i opowiada. O psychopacie jak z podręcznika, który przecież ją tylko "uratował" przed złym światem i okropnymi bliźnimi, który gwałci ją niemal codziennie, który systemem kar i nagród reguluje jej codzienność (siusiu? cztery razy dziennie, o wyznaczonych porach, posiłki regularnie jak w zegarku, kawałek czekolady na kolację w nagrodę za dobre sprawowanie, zmuszenie do picia wody z toalety za nieplanowane siusianie i inne tego typu szykany), który wreszcie zapładnia ją, tak jak tego chciał i patrzy z fascynacją na jej rosnący brzuch. Wiemy coraz więcej i coraz bardziej opowieść ta wżera się nam w duszę. Gehenna Anne, opowiadana z perspektywy czasu, w oszczędny, czasem ironiczny sposób, jakby to wszystko nie spotkało ją, tylko jakąś inną Anne, pozwala tylko domyślać się, co tak naprawdę przeszła. Kobieta bezlitośnie relacjonuje, nie oszczędzając nawet siebie i jej sprzecznych uczuć wobec swego kata. Nie szczędzi gorzkich słów wobec matki, chodzącego wyrzutu sumienia, której zawsze udaje się sprawić, że Anne czuje się winna. Za wszystko. Krok po kroku odsłania kolejne kawałeczki swej historii, dokłada okruchy szczegółów i wydarzeń, naciąga strunę napięcia. I wtedy, kiedy właściwie spodziewamy się, że to dopiero wstęp do czegoś jeszcze gorszego, kiedy struna jest naciągnięta do granic możliwości, następuje przełom. Cięcie. Wyzwolenie. Koniec udręki. Wolność. Koniec? Wolność?...
 |
| Okładka wydania polskiego |
I tu czytelnika spotyka spora niespodzianka. Bo to nie jest koniec. Życie po wyrwaniu się z łap psychola okaże się wcale nie lepsze. Zaczyna się walka o powrót do normalności, o ile normalnością można nazwać konfrontację jej potrzaskanej, chwiejnej psychiki z bezwględnością mediów, nieporadnością bliskich, z wpojonymi przez oprawcę zasadami, które nadal, wbrew jej woli regulują jej dzień, wreszcie z głębokimi ranami na duszy, wyniesionymi z ponadrocznej niewoli.
I odsłona trzecia, najbardziej niespodziewana. Monstrum, koszmar, przeszłość - powracają. Nie, nie będzie tu żadnych zombie ani nieprawdopodobnych zwrotów akcji rodem z trzeciorzędnego kryminału. Ale ostateczny cios nadejdzie, i to ze strony, z której Anne na pewno się nie spodziewa.
Świetna historia, choć raczej nie typowy kryminał. Spodobały mi się techniki snucia opowieści, przekonała mnie bohaterka, pochłonęła fabuła. Ale żeby nie było, że się tym razem nie czepiam, przyczepię się do jednego - zakończenie, choć zadowalające, trochę zbytnio skręciło w nielubiane przeze mnie szyny, znane z ckliwych amerykańskich filmów z gatunku "prawdziwe historie". Ale to drobiazg w sumie. Pewnie większość i tak nie zauważy...
Na zakończenie dodam, że autorka wypuściła już na rynek niemiecki drugą powieść, w której poznamy wiecznie milczącą terapeutkę Anne i jej niezwykłą historię...
Moja ocena: solidna czwóreczka (4/5).
 |
| Cztery papryczki od ostrej krytyczki |
Baza recenzji syndykatu Zbrodni w Bibliotece