Ads 468x60px

wtorek, 12 czerwca 2012

"Zapłatą będzie śmierć" wędruje do...


Konkurs rozstrzygnięty!!!

Wszystkie trzy egzemplarze powieści "Zapłatą będzie śmierć" mają nowego właściciela. Dziękuję wszystkim, którzy się zgłosili i pracowicie umieścili banerki na swoich blogach. Zgłosiły się 64 osoby, pośród których rozlosowałam 2 egzemplarze. Szczęśliwcami są:

la_pinguin z bloga Prawdziwa kobieta powinna być

oraz

Melania z bloga Biblioteka Melanii.

Gratuluję Wam serdecznie. Koniecznie podzielcie się wrażeniami z lektury!

22 osoby postanowiły zwiększyć swoje szanse wygranej i odpowiedziały dodatkowo na proste pytanie dotyczące książki. Los uśmiechnął się do:


Ani też gratuluję i mam nadzieję, że również napisze, jak jej się podobała książka.

Wszystkim pozostałym dziękuję za udział i zapraszam do kolejnych konkursów, które się niebawem pojawią. Może następnym razem los uśmiechnie się do Was...

Dla niedowiarków jeszcze dowody zbrodni, czyli jak przebiegło losowanie:


Z listy zgłoszeń (dla chętnych do wglądu) generator wylosował:


Osoby, które poprawnie odpowiedziały na pytanie:


Nickname
Numer
Klaudia J
1
Katarzyna Iwanczak
2
Kwiatusia
3
Nika551
4
Miraga
5
Loony Lunatic
6
Aneta Wojtiuk
7
Aleksnandra
8
Jadźka
9
Elżbieta Sadłowska
10
Scarlett13
11
sylwuch
12
paula
13
anne18
14
k-alinki
15
a_4marca@o2.pl
16
cyrysia
17
dosiak
18
kaye
19
Natalia Skorupa
20
Miłośniczka Książek
21
Iwona Zaniewska
22


Generator wylosował:


poniedziałek, 11 czerwca 2012

Chevy Stevens "Still Missing. Kein Entkommen" ("Jak kamień w wodę") - nie dość tych psychopatów?...

Wydawnictwo: Fischer Taschenbuch Vlg.
Tytuł oryginału: Still Missing
Data premiery: styczeń 2011
Ilość stron: 413
Cena: 8,99 euro
Polskie wydanie: Świat Książki, czerwiec 2011
Właściwie to nie miałam najmniejszego zamiaru czytać tej książki. Ukazała się już dobry rok temu, pobyła sobie na widocznych miejscach w księgarniach, nawet miałam ją w ręku, ale krótki rzut oka na treść kazał mi czym prędzej odłożyć tom na miejsce - porwana kobieta w szponach psychopaty... Temat tak wyeksploatowany, że już chyba nikt nie może być w stanie dorzucić doń czegoś nowego, pomyślałam. I pewnie na tym by się skończyło, gdyby nie AvoLusion i jej Książki zbójeckie (dzięki za polecenie!). Książkę kupiłam, zaczęłam czytać i.... wsiąkłam. Chevy Stevens udało się coś niesamowitego - swoim debiutem zaskoczyła mnie nie tylko raz, ale i drugi, i trzeci. A wszystko na na czterystu stronach.
Ale do rzeczy. Już sam początek odbiega od utartych kryminalnych ścieżek. Autorka powierza pierwszoosobową narrację samej bohaterce, trzydziestoletniej Anne O’Sullivan, odnoszącej średniej sukcesy pośredniczce w handlu nieruchomościami. I już pierwsze strony zdradzają, jak skończy się ta historia - zabieg u większości autorów dość niefortunny. Anne zostaje bowiem porwana, zawieziona gdzieś w odludne kanadyjskie leśne ostępy i zamknięta w górskiej chacie, przypominającej twierdzę - zabite na głucho okna i drzwi, pozamykane na kłódki szuflady i szafki, mieszczące jakiejolwiek narzędzia, mogące być przydatne w ucieczce. Nie, uciec się stamtąd nie da. A jednak wiemy, że Anne się to udało - inaczej nie odbywałaby swoich psychoterapeutycznych sesji, z których dowiadujemy się o jej historii, prawda?
A Anne opowiada i opowiada. O psychopacie jak z podręcznika, który przecież ją tylko "uratował" przed złym światem i okropnymi bliźnimi, który gwałci ją niemal codziennie, który systemem kar i nagród reguluje jej codzienność (siusiu? cztery razy dziennie, o wyznaczonych porach, posiłki regularnie jak w zegarku, kawałek czekolady na kolację w nagrodę za dobre sprawowanie, zmuszenie do picia wody z toalety za nieplanowane siusianie i inne tego typu szykany), który wreszcie zapładnia ją, tak jak tego chciał i patrzy z fascynacją na jej rosnący brzuch. Wiemy coraz więcej i coraz bardziej opowieść ta wżera się nam w duszę. Gehenna Anne, opowiadana z perspektywy czasu, w oszczędny, czasem ironiczny sposób, jakby to wszystko nie spotkało ją, tylko jakąś inną Anne, pozwala tylko domyślać się, co tak naprawdę przeszła. Kobieta bezlitośnie relacjonuje, nie oszczędzając nawet siebie i jej sprzecznych uczuć wobec swego kata. Nie szczędzi gorzkich słów wobec matki, chodzącego wyrzutu sumienia, której zawsze udaje się sprawić, że Anne czuje się winna. Za wszystko. Krok po kroku odsłania kolejne kawałeczki swej historii, dokłada okruchy szczegółów i wydarzeń, naciąga strunę napięcia. I wtedy, kiedy właściwie spodziewamy się, że to dopiero wstęp do czegoś jeszcze gorszego, kiedy struna jest naciągnięta do granic możliwości, następuje przełom. Cięcie. Wyzwolenie. Koniec udręki. Wolność. Koniec? Wolność?...

Okładka wydania polskiego

I tu czytelnika spotyka spora niespodzianka. Bo to nie jest koniec. Życie po wyrwaniu się z łap psychola okaże się wcale nie lepsze. Zaczyna się walka o powrót do normalności, o ile normalnością można nazwać konfrontację jej potrzaskanej, chwiejnej psychiki z bezwględnością mediów, nieporadnością bliskich, z wpojonymi przez oprawcę zasadami, które nadal, wbrew jej woli regulują jej dzień, wreszcie z głębokimi ranami na duszy, wyniesionymi z ponadrocznej niewoli.
I odsłona trzecia, najbardziej niespodziewana. Monstrum, koszmar, przeszłość - powracają. Nie, nie będzie tu żadnych zombie ani nieprawdopodobnych zwrotów akcji rodem z trzeciorzędnego kryminału. Ale ostateczny cios nadejdzie, i to ze strony, z której Anne na pewno się nie spodziewa.
Świetna historia, choć raczej nie typowy kryminał. Spodobały mi się techniki snucia opowieści, przekonała mnie bohaterka, pochłonęła fabuła. Ale żeby nie było, że się tym razem nie czepiam, przyczepię się do jednego - zakończenie, choć zadowalające, trochę zbytnio skręciło w nielubiane przeze mnie szyny, znane z ckliwych amerykańskich filmów z gatunku "prawdziwe historie". Ale to drobiazg w sumie. Pewnie większość i tak nie zauważy...
Na zakończenie dodam, że autorka wypuściła już na rynek niemiecki drugą powieść, w której poznamy wiecznie milczącą terapeutkę Anne i jej niezwykłą historię... 
Moja ocena: solidna czwóreczka (4/5).

Cztery papryczki od ostrej krytyczki

Baza recenzji syndykatu Zbrodni w Bibliotece



sobota, 9 czerwca 2012

Marcin Ciszewski "Upał" - czeka nas pandemonium na Stadionie Narodowym?

Wydawca: Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Data premiery: 18.04.2012
Ilość stron: 414
Cena: 34,90 zł

Pierwsze zdanie: "Mężczyzna nie rzucał się w oczy."

No i zaczęło się. Zaczęła się futbolowa gorączka, polski odpowiednik tego, co sześć lat temu Niemcy nazywali "Sommermärchen" (czyli letnia bajka). Nie ma mnie w Warszawie, (chociaż miałam być), obserwuję ten jedyny w swoim rodzaju spektakl z dystansu. Dystans jest podwójny - od Stadionu Narodowego dzieli mnie dobre tysiąc kilometrów, ale dodatkowo piłkarskie emocje filtrowane są przez teutoński analityczny ton komentarzy w mediach.

Wczoraj skończyłam lekturę najnowszej powieści Marcina Ciszewskiego, która wyjątkowo wpisała się inaugurację tej wielkiej imprezy. Niektórzy z Was zapewne już go znają z innych polityczno-szpiegowskich thrillerów. Dla mnie to było pierwsze spotkanie z tym autorem. Już widzę te uśmieszki pobłażania na twarzach niektórych z Was. Polski autor thrillera sensacyjnego? W dodatku może jeszcze dobrego thrillera? Toż to oksymoron, wyrażenie wewnętrznie sprzeczne, twór niemożliwy! Po lekturze "Upału" chyba bym się jednak pod tym twierdzeniem nie podpisała.

Akcja tej powieści rozpoczyna się w szóstym dniu trwania mistrzostw. Polska wyszła z grupy i za parę dni ma w ćwierćfinale stawić czoła - uwaga - Niemcom. Epokowe wydarzenie. Batalia wszechczasów. W dodatku Warszawę, ba całą Polskę zalewa niespotykana fala upałów. Powietrze jest gęste jak melasa, żar z nieba się leje, nie ma czym oddychać. Jakub Tyszkiewicz, szef komórki antyterrorystycznej CBŚ odpowiedzialny za bezpieczeństwo imprezy otrzymuje od swych informatyków cynk, że coś jest nie tak z pewną tajemniczą fundacją, za którą być może stoją terroryści. Czyżby szykował się zamach? 

Autor nie patyczkuje się i od razu, niemal na pierwszych stronach, wali z grubej rury - faktycznie, w centrum Warszawy udaje się udaremnić zamach terrorystyczny. Jakiś Pakistańczyk, obwieszony pentrytem, z zapalnikiem w ręku, przez zostaje obezwładniony przez przypadkowy patrol policji. Do wybuchu nie dochodzi, bowiem nie kontaktują jakieś tam kabelki - szczęśliwy łut, czy może jednak zamiar? Służby natychmiast biorą w obroty zamachowca, poddają "przesłuchaniu" - notabene w wykonaniu pani kapitan Potockiej, specjalnie wyszkolonej w tym celu - i to nie gdzie indziej, a w światowym "ośrodku przestrzegania praw człowieka", w Guantanamo. I faktycznie, z szubrawca udaje się coś wycisnąć. 

Ale to dopiero pierwszy i nie ostatni zamach. Kolejny będzie skuteczniejszy... Rozpoczyna się wyścig z czasem - wszak mecz z Niemcami już za parę dni - a czas to nie jedyny przeciwnik Tyszkiewicza. Dochodzą do tego przepychanki polityczne, konkurencyjne, niezupełnie przyjazne i skłonne do kooperacji służby, a jakby tego było mało kataklizmów, na głowę Tyszkiewicza zwalają się również katastrofy natury osobistej, z rozhisteryzowaną i ciężarną małżonką na czele. Na szczęście, po drugim zamachu nasz superbohater wyposażony zostaje przez samego premiera we wszelkie możliwe plenipotencje i swoistą carte blanche, byle tylko nie dopuścić do armageddonu.

Przyznam, że nieźle się to czyta. Fabuła zatopiona jest w wiarygodnych realiach - ani przez moment nie miałam wrażenia, że facet nie ma pojęcia, o czym pisze. Jest szybka akcja, dobre, intesywne, nierozwodnione dialogi, postacie są nieźle skonstruowane (może poza paroma przerysowaniami, zwłaszcza postaci kobiecych), tempo takie jak trzeba, napięcie i adrenalina - niesamowite. To co, nie będę się czepiać?

Tak dobrze to nie ma. Przyczepić się można do wątku pani kapitan Potockiej - sama koncepcja świetna, początkowe poprowadzenie daje akcji dodatkowego kopa, ale autor nie zdołał zakończyć wątku w sposób naprawdę zadowalający. Efekt: wątek skończył się zbyt wcześnie, oklapł bez żadnych fajerwerków, odejmując temperaturze powieści dobrych parę stopni.

Razić może też nieco płytkie potraktowanie całej tej terrorystycznej otoczki, choć może akurat w kraju o bardzo amerykańskich ciągotach specjalnie to nie dziwi. Ja czułam pewien niedosyt tym czarno-białym przedstawieniem pewnych wątków. Zakłada się a priori, że terroryści są be i koniec kropka, tu nie ma nic do dodania. Jakiś czas temu czytałam książkę ("Radikal" Yassina Musharbasha) o podobnej tematyce, osadzoną wokół zamachu terrorystycznego na jednego z czołowych niemieckich polityków. Autor zupełnie inaczej potraktował kwestie islamu, terroryzmu, imigrantów z krajów arabskich (choć nie była to broń Boże żadna afirmacja!) - co być może było zasługą jego islamskich korzeni i innego, szerszego spojrzeniana kluczowe kwestie - i naświetlił problematykę fundamentalizmu sposób w rzadko spotykany w literaturze, zwłaszcza beletrystycznej. W "Upale" tego w ogóle nie ma. Jest grupka terrorystów, których trzeba namierzyć i zneutralizować. Nikt się tu nie bawi w naświetlanie, szukanie korzeni, rozumienie motywacji i tak dalej.  

Ale to taka dygresja na marginesie. Przede wszystkim bowiem jest "Upał" sensacyjnym thrillerem, rządzącym się swoimi prawami, w którym pewne uproszczenia są dopuszczalne, a nawet pożądane, by nie zniechęcić publiczności mniej wymagającej. I jest thrillerem naprawdę przyzwoitym, który trzyma w napięciu do ostatniej chwili i obdarza czytelnika pandemonijnym finałem.

Dodatkowego smaczku lekturze dodał na pewno fakt, że jesteśmy niejako u progu tych wydarzeń, które posłużyły autorowi za fundament. Ja w każdym razie bawiłam się świetnie, a na każdy mecz rozgrywany na którymś z naszych stadionów czekam z dodatkowym dreszczykiem emocji i lekkiego niepokoju...

Moja ocena: dobra czwóra (4/5).

Baza recenzji syndykatu Zbrodni w Bibliotece

środa, 6 czerwca 2012

Konkurs! Do wygrania znakomity kryminał Inge Löhnig!


KONKURS!!!

Zebrało się parę okazji: liczba wyświetleń mojego bloga powoli zbliża się do 20 tysięcy, jutro postarzeję się o kolejny dzień, a w dodatku wyszła niedawno przetłumaczona przeze mnie książka "Zapłatą będzie śmierć"... I jak tu się nie podzielić z Wami radością?

Do wygrania:

3 egzemplarze "Zapłatą będzie śmierć",
ale nie takie zwykłe, bowiem

sygnowane przez autorkę, panią Ingę Löhnig!

Zainteresowanych zapraszam do świetnej recenzji Jane Doe tej powieści.




ZASADY:

1) Udział w konkursie może wziąć KAŻDY.

2) Wystarczy zgłosić się w komentarzu pod tym postem, podając adres mailowy.

3) Osoby, które prowadzą bloga, proszę o umieszczenie informacji o konkursie.

4) Na zgłoszenia czekam do poniedziałku, 11 czerwca, do północy.

5) Być może uda mi się załatwić osobistą dedykację dla zwycięzców
(ale tego nie obiecuję na 100 procent).

6) Dwa egzemplarze książki rozlosuję wśród osób, które się zgłosiły.

7) Dodatkowa szansa:

Można zwiększyć szanse wygrania, odpowiadając na pytanie:

Wymień co najmniej trzech bohaterów powieści "Zapłatą będzie śmierć"
(wystarczy podać imię lub nazwisko).

Odpowiedzi proszę przysyłać na mój adres mailowy, podając w nagłówku "KONKURS". Na odpowiedzi czekam do 11 czerwca.

Zwycięzcę wyłoni los, o ile zgłosi się więcej niż jedna osoba:-)


Za ufundowanie nagród serdecznie dziękuję wydawnictwu Initium.


A tu jeszcze banerek do skopiowania:



Jest i kod:
<a href="http://krimifantamania.blogspot.de/2012/06/konkurs-do-wygrania-znakomity-krymina.html" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;">
<img src="
http://www.hofmania.de/img/krimifantamania/bannerfans_4296630.gif"  yda="true" /></a>

poniedziałek, 4 czerwca 2012

Michael Crichton & Richard Preston "Micro" - zabójczy raj?


Wydawnictwo: Karl Blessing Verlag
Tytuł oryginału: Micro
Język: niemiecki
Ilość stron: 544
Data premiery: 26.03.2012
Data premiery w Polsce: lipiec 2012

Któż go nie zna?... Crichton to jedno z najbardziej znanych nazwisk na literackim i filmowym poletku, ikona thrillera, mistrz gatunku, bez którego nie byłoby Parku Jurajskiego, Wschodzącego Słońca, Linii czasu ani Ostrego dyżuru. Jego powieści nie cechowała psychologiczna głębia, ale znakomity research, tempo, napięcie, nietuzinkowe pomysły na fabułę i absolutny brak granic tego, co możliwe.

Cztery lata temu Michael Crichton zmarł na raka. Choroba dopadła go w trakcie pisania "Micro". Powieść dokończył za niego Richard Preston (nie mylić z Douglasem Prestonem, który jest jego młodszym bratem), doktor filozofii uniwerstytetu Princeton i autor znakomitych thrillerów naukowych (Kryptonim Kobra, Strefa skażenia).

Cudowna, zdawałoby się, mieszanka - dwóch niezrównanych asów technologicznego thrillera firmuje swymi nazwiskami świeżutką powieść "Micro", która już w lipcu wyjdzie również i w Polsce. Nic, tylko kupować, czytać, zachwycać się - po raz ostatni... Czy aby na pewno? Fakt, poprzeczka jest ustanowiona wysoko. Wszak po tylu świetnych powieściach chciałoby się przeczytać coś równie znakomitego, jakieś ukoronowanie twórczości, zwieńczenie dorobku mistrza. Czy "Micro" zasługuje na koronę?

Tym razem akcja powieści rozgrywa się w raju. Śmiertelnie niebezpiecznym Ogrodzie Eden. Na Hawajach. Tam ma swoją siedzibę firma Nanigen Technologies, specjalizująca się w nanotechnologii, rozwijająca się prężnie i pilnie poszukująca młodych, głodnych kariery i kasy naukowców o otwartych umysłach. I szefowi firmy, Vinowi Drake'owi (już po nazwisku widać, że to szubrawiec pierwszej wody), udaje się zwerbować siódemkę studentów Cambridge, specjalistów w najbardziej "chodliwych" dziedzinach nowoczesnej nauki: etnobotanice, arachnologii, koleopterologii, biochemii i lingwistyce. Autorzy nie rozmieniają się na drobne, akcja - jak u Hitchcocka - rozpoczyna się od przysłowiowego trzęsienia ziemi, a potem napięcie tylko się wzmaga... Cóż, co tu dużo gadać, studenci (a właściwie jeden z nich) na skutek tragicznego przypadku dowiadują się o niezbyt czystym koncie korporacji i skrzętnie skrywanych tajemnicach megabogatej firmy. Wyprawa poznawcza, która miała zachęcić ich do zasilenia szeregu naukowców, kończy się... inaczej. Nanigen posiada bowiem technologię zmniejszania materii, w tym również materii żywej, do mikrorozmiarów. Studenci, skurczeni do wielkości około 1 milimetra, zostają porzuceni w dżungli.

I rozpoczynają się schody. Hawajski raj, widziany z perspektywy roztocza, zamienia się w groźne, śmiertelnie niebezpieczne piekło. Młodzi naukowcy, pozbawieni jakiejkolwiek broni, wyposażenia, ekwipunku, muszą przeżyć. Tak, to walka o przeżycie. Oni wszyscy są tylko białkiem. Na szczęście, są też specjalistami w swych dziedzinach. I tu dochodzimy do sedna tej powieści, do tego, co w niej najlepsze - do konfrontacji człowieka z przebogatym uniwersum, z nieskończonością fauny i flory, do batalii o egzystencję, prowadzonej najczęściej przy pomocy broni chemicznej, bowiem większość chrząszczy, wijów, pająków i owadów latających broni się i atakuje wyrafinowanymi substancjami chemicznymi dla odstraszenia, sparaliżowania, unieszkodliwienia i zabicia wroga lub posiłku. Fascynujące są sceny walki z gigantyczną i jadowitą skolopendrą, szalenie niebezpieczne okazują się zwykłe mrówki, nie mówiąc o jadowitych pająkach albo osach, które porywają dwunożne białko celem nakarmienia nim "dzidziusiów"... Małe jest piękne?... Hm.

Już dla samej tej niezwykłej perpektywy i ścięcia się człowieka z mikronaturą warto było sięgnąć po tę książkę. Reszta, czyli warstwa fabularna, jest satysfakcjonująca, choć wybredne wygi będą na pewno kręcić nosem, że od początku wiadomo, jak się skończy, a w ogóle to jakież to schematyczne i tak dalej. Pewnie trochę racji będą mieli. Bo wiadomo. Nie ma tu wielkich niespodzianek, poza zagadką, ilu i których członków tej studenckiej ekipy autorzy uśmiercą po drodze, a także przez jakiego przedstawiciela agresywnej fauny. A w tym względzie nikt tu się z czytelnikiem nie patyczkuje - autorzy nie są zbyt łaskawi dla swych bohaterówi i eliminując dość prędko tych najmniej wyrazistych i nudnych, pozostawiają tych kontrowersyjnych, irytujących, niewygodnych, i to im każą rozegrać ostateczną bitwę z megaszubrawcem, który jest tak schematyczny i sztampowy, że aż bolą zęby. Głębszego odcienia czerni już się wymyśleć nie dało... No, ale nie od dziś wiadomo, że to nie głębia i finezja charakterów jest siłą thrillerów. Jeśli ktoś zaakceptuje reguły gry, jeśli przełknie tę początkową, dość nieprawdopodobną pigułę - fakt zmiejszenia naszej radosnej gromadki - i przyjmie tę powieść wraz z dobrodziejstwem inwentarza, to zapewne będzie się dobrze bawił.

Okładka polskiego wydania.
Wyd. Albatros. Tłum. Robert Waliś

Ja w każdym razie przyznaję otwarcie i szczerze: widzę wszystkie wady i niedoróbki tego dzieła, zgadzam się na uproszczenia i sztampowość rozwiązań, akceptuję je, choć nie pochwalam. I powiem Wam jeszcze jedno: nie nudziłam się podczas tej lektury ani przez sekundę. Cokolwiek by o niej powiedzieć, o tej ostatniej powieści Crichtona - nużąca z całą pewnością nie jest. To szybki, esencjonalny pageturner, którego niniejszym polecam wszystkim miłośnikom sensacji. Zwłaszcza, że następnego z etykietką made by Crichton już nie będzie.

Moja ocena: mocna czwórka (4/5).

Baza recenzji syndykatu Zbrodni w Bibliotece







niedziela, 3 czerwca 2012

Lista bestsellerów tygodnika Spiegel - notowanie 23/2012


Straaaasznie dawno nie zaglądaliśmy na listę bestsellerów Spiegla, a tam sporo się pozmieniało. Zapraszam na superaktualne notowanie z jutrzejszego poniedziałku, 4 czerwca 2012.

Wydania kieszonkowe (Taschenbücher):

1. Nicolas Barreau Das Lächeln der Frauen (pol. -)
2. Lucinda Riley Das Mädchen auf den Klippen (oryg. The Girl on the Cliff, pol. -)

3. Nele Neuhaus Unter Haien (pol.-)
4.  Wolfgang Herrndorf Tschick (pol.-)
5. Andreas Franz Todesmelodie (pol.-)
6. Monika Peetz Sieben Tage ohne (pol.-)
7. George R. R. Martin Das Lied von Eis und Feuer 09. Der Sohn des Greifen (oryg. A Dance with Dragons, pol. Taniec ze smokami cz. 2)
8. Tana French Sterbenskalt (oryg. Faithful Place, pol. Bez wieści - przybliżona data wydania: 14.06.2013 )
9. Hans Fallada Jeder stirbt für sich allein (pol. Każdy umiera w samotności)
10. Tess Gerritsen Totengrund (oryg. Ice Cold pol. 2011 Dolina umarłych)

Pierwsze miejsce bez zmian (Amazon podsumował książkę Nicolasa Barreau jako mieszankę Cyrano de Bergeraca i Czekolady). Na drugie wywindowało się czytadełko pisarki Lucindy Riley, wydawanej także i w Polsce (Dom orchidei i planowane kolejne). Sukces tego typu literatury należy chyba tłumaczyć początkiem sezonu urlopowego, który zazwyczaj korzystnie wpływa na sprzedaż tytułów trywialnych. Dyżurne kryminały niemieckie mają się dobrze, wskoczył też na szczyty George R. R. Martin, co jest sukcesem niemałym, jako że pozycje fantastyczne nieczęsto trafiają na listę Spiegla, a już na pewno nie do pierwszej dziesiątki. Zwraca uwagę kryminał Tany French, trzeci już tej autorki, który w zeszłym roku odniósł sukces w twardej oprawie, teraz powraca triumfalnie w miękkiej. Albatros kupił chyba wszystkie prawa do jej książek i zapowiada ten tytuł na... czerwiec przyszłego roku, a dzieło ma nosić tutył Bez wieści. Na koniec słów parę o dość sensacyjnym powrocie na listy bestsellerów i pod strzechy Hansa Fallady. Książka, wydana pierwotnie w 1947, została przetłumaczona w 2009 na angielski i po jej sukcesie w Stanach Zjednoczonych i entuzjastycznych recenzjach w New York Timesie ukazała się teraz ponownie, po raz pierwszy w wersji nieokrojonej i pełnej. Także i w Polsce.

Wydania w twardej oprawie (Hardcover):

1. Jonas Jonasson Der Hunderjährige, der aus dem Fenster stieg und verschwand (pol. Stulatek, ktróry wyskoczył przez okno i zniknął)
2. Cast. P.C. Cast Kristin Bestimmt. House of Night 09 (oryg. Destined pol. -)
3. Donna Leon Reiches Erbe: Commissario Brunnettis zwanzigster Fall (oryg. Drawing Conclusion pol. -)
4. Suzanne Collins Die Tribute von Panem 2. Gefährliche  Liebe (oryg. The Hunger Games 2 Catching Fire, pol. W pierścieniu ognia)
5. Suzanne Collins Die Tribute von Panem 3. Flammender Zorn (oryg. The Hunger Games Mockingjay, pol. Igrzyska śmierci 3, Kosogłos
6. Jean-Luc Bannalec Bretonische Verhältnisse (pol. -)
7. Suzanne Collins Die Tribute von Panem. Tödliche Spiele (pol. Igrzyska śmierci)
8. Rachel Joyce Die unwahrscheinliche Pilgerreise des Harold Fry (oryg. The Unlikely Pilgrimage of Harold Fry, pol. 2012 Niezwykła wędrówka Harolda Fry)
9. Jussi Adler-Olsen Das Alphabethaus (oryg. Alfabethuset, pol. -)
10. Dora Heldt Bei Hitze ist es wenigstens nicht kalt (pol. -)

W przeciwieństwie do listy wydań w miękkich oprawach, na szlachetnej twardookładkowej niewiele nastąpiło zmian, za to jest trochę przetasowań. Odnotowałam dwie nowości - dziewiątą część jakiegoś młodzieżowego wampirzego (chyba) cyklu Dom Nocy, wydawanego również w Polsce, więc na pewno niektórzy z Was będą zorientowani, o co chodzi. Mnie to jakoś ominęło. No i triumfalny debiut powieści Rachel Joyce o wędrówce Harolda Fry, wydanej w kwietniu i w Polsce. Nie ukrywam, że mnie ta pozycja zainteresowała.

No i co Wy na to? 

sobota, 2 czerwca 2012

Andrzej Sapkowski "Maladie i inne opowiadania" - kwintesencja sapkowatości z rodzynkami


Wydawnictwo: Supernowa
Data wydania: maj 2012
Ilość stron: 356
Cena: 36,99 zł

Sapkowskiego reklamować nie trzeba. Jest marką, i to wartościową marką, żadne tam biedronki i inne gady. Nikogo, kto przeczytał choć jedno jego dzieło, nie trzeba przekonywać o jakości i finezji jego prozy, tak jak nikogo nie trzeba przekonywać o jakości bentleya czy mocy ferrari. Daruję więc sobie peany na cześć autora i skupię się wyłącznie na tym konkretnym wydaniu.

"Maladie" jest antologią, i to antologią opowiadań, które nowe nie są. Próżny więc błysk w oku żądnego nowości wielbiciela twórczości "Sapka". Znawcy jego twórczości zapewne wszystkie lub większość czytali. Zawiera dziesięć opowiadań, które ukazały się w różnym czasie, od najwcześniejszej "Drogi, z której się nie wraca", wydanej w 1988 roku, po najpóźniejsze "Maladie" z 2006. Niby żadna tam rewelacja, ot, odgrzewane kawałki, wydane, by zapełnić pustkę po minionych epickich formach i osłodzić oczekiwanie na kontynuację cyklu wiedźmińskiego. Ale w słodkim cieście są rodzyneczki, dla których warto sięgnąć po tę antologię - każde opowiadanie poprzedza wstęp autora, który wprowadza czytelnika w okoliczności powstania opowiadania i zdradza ten i ów fakt, stanowiący dodatkowy smaczek. Dla fanów - absolutne must have. Dla niefanów - interesująca ciekawostka, prezentująca szerszy konktekst pracy literata.

Jak to w antologii, jedne kawałki są lepsze, inne gorsze, choć w tym wypadku "gorsze" oznacza zapewne "i tak milion razy lepsze niż opowieści innych autorów". Spektrum gatunkowe sięga od klasycznego fantasy, przez horror, twardą s-f, po retellingową (Boże, co za słowo...) inną wersję arturiańskiej legendy. Co się komu spodoba, a co nie - rzecz gustu. Są dwa cudowne opowiadania dla kociarzy - jedno z pełną grozy otoczką, drugie - mój absolutny faworyt, "Złote popołudnie", to hymn złożony najsłynniejszemu kotu w literaturze. Mowa oczywiście o kocie z wyjątkowym uśmiechem, a właściwie o uśmiechu bez kota i nowoczesnej wersji Alicji w Krainie Czarów. Dla mnie to rewelacja, myślę, że niejeden czytelnik z przyjemnością będzie tropił ślady innych literackich klasyków w tym opowiadaniu, uśmiechał się przy dyspucie zwariowanego kapelusznika i Marcowego Zająca, delektował dygresjami i ukrytymi smaczkami. Perfekcja.

Podobało mi się też bardzo "Zdarzenie w Mischief Creek" nawiązujące do słynnej egzekucji czarownic w Salem, zachwycające świetnie dopracowanymi historycznymi kulisami i kreacją samych wiedźm - dzieło dość feministyczne w wymowie.

Miłośnikom Wiedźmina spodoba się na pewno "Droga, z której się nie wraca", opowiadająca o okolicznościach, hm, spłodzenia płowowłosego bohatera. Inne wiedźmińskie opowiadanie, "Coś się kończy, coś się zaczyna", jest sporo słabsze, pozostawiające uczucie niedosytu, bo poza litanią postaci, które stawiły się na weselu Yennefer i Wiedźmina mało tu atrakcji.

Antologię kończy tytułowe "Maladie", ulubione opowiadanie autora, i fakt, rozwala rozmachem i mrozi jakimś takim egzystencjalnym smutkiem. Doskonale opowiedziany majstersztyk. Dwadzieścia lat temu pewnie nauczyłabym się go na pamięć, dziś, mimo że doceniam jego wielkość, gustuję w innych klimatach.

Nie jestem fanką krótkiej formy, opowiadania często mnie irytują, są zbyt kalejdoskopowe, nie zostawiają czasu na polubienie bohaterów czy zżycie się z opisywanym światem. Ale ta antologia mnie nasyciła, dała poczucie, że trzymam w ręku kwintesencję sapkowatości. Nie pozbędę się jej na ebayu jak większości czytanych przeze mnie pozycji. Będzie sobie stała obok Le Guin, Łukjanienki, Robin Hobb, Abercrombiego. I jak mnie najdzie, sięgnę sobie, by poczytać o "gąszczu tumtumów i tulżyc", gdzie "wesoło kląskały peliczaple", a "zbłąkinie rykoświstały". Może nawet wyobrażę sobie, co robiły "jaszmije smukwijne" w gargazonie. I będzie smaszno i smutcholijnie.

Moja ocena: 4+/5.