Ads 468x60px

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rynek wydawniczy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rynek wydawniczy. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 23 stycznia 2017

Deutscher Krimipreis 2017 - mamy laureatów!

No i wszystko wiadomo! W piątek przyznano doroczną nagrodę za najlepszy kryminał wydany w Niemczech w roku 2016. Przypadek chciał (a może wyczucie), że obie zwycięskie powieści już czytałam. Oto oni:

W kategorii kryminałów rodzimych:



Max Annas "Die Maurer" (Mur)

Jest to bardzo powieść niezwykle kompaktowa, gęsta, niemal kameralna (gdyby nie dość krwawy showdown, który nie jest ani trochękameralny ). Rzecz dzieje się w RPA, w jednym z typowych, przypominających twierdzę osiedli dla zamożnych białych. Czarnoskóry student Moses, wracający od profesora, nie ma szczęścia. Zepsuł mu się samochód, padły baterie w komórce, a jedynym miejscem, gdzie mógłby wezwać pomoc, jest położone tuż obok Gated Community. I w ciągu paru chwil z szukającego pomocy studenta staje się zwierzyną, na którą polują ochroniarze z osiedla. Na tym samym osiedlu tym samym czasie przebywają inni intruzi: Thembikosi i Nozipho, para złodziejaszków, która w rabowanym domu natrafia na ślady całkiem innej zbrodni.

Jeden z jurorów napisał o tej książce tak: "Annas ma godny podziwu talent pakowania przemyślnej intrygi w skoncentrowane, odchudzone i wciągające thrillery. Z wielką klasą zagęszcza południowoafrykańskie społeczeństwo wraz jego rasowymi konfliktami w miejscach, gdzie te konflikty można poddać wnikliwej autopsji."

A ja potwierdzam. Świetna. Choć bardzo, bardzo nietypowa. I raczej nieobecna na listach bestsellerów.

Kategoria międzynarodowa:




Donald Ray Pollock "Die himmlische Tafel" (The Heavenly Table)

Georgia, 1917. Farmer Pearl Jewett chce ubóstwem na ziemi zasłużyć na miejsce przy niebiańskim stole, a jego trzej synowie biedują wraz z nim, czy tego chcą, czy nie. Po śmierci ojca trzej młodzi mężczyźni muszą radzić sobie sami. I wzorem bohaterów z trzeciorzędnych westernów wyruszają w świat, by rabować, uciekać, kryć się i zabijać.

Juror uzasadnia tak: ""Niebiański stół Pollocka jest suto zastawiony. To jest wielka literatura: naszpikowana ludzkimi tęsknotami, przepełniona gorzkim komizmem i niesiona speptyczną moralnością, która rozpoczyna się od żarcia".

Nie wiem, ile w tej powieści kryminału, a ile westernu i soczystej powieści osadzonej na południu Stanów, ale wiem jedno: ten misz-masz gatunków jest przedni, a wykonanie mistrzowskie.


Krimifantamania z autorem w listopadzie 2016
(nie powiem, co my tu sobie wymieniamy...)

Pollock zadedykował :-)
A tu pozostali wyróżnieni, czyli miejsca 2 i 3 w obu kategoriach:

 

2. Simone Buchholz: „Blaue Nacht“ (Niebieska noc)
3. Franz Dobler: „Ein Schlag ins Gesicht“ (Cios w twarz)

 


2. Liza Cody: „Miss Terry“ („Miss Terry“) 
3. Garry Disher: „Bitter Wash Road“ („Bitter Wash Road“) 

Wybór jest jak zwykle subiektywny (nagrodę przyznaje jury złożone z krytyków, literaturoznawców i księgarzy wyspecjalizowanych w literaturze kryminalnej), ale wyraźnie widać jedno: jurorzy nie sugerują się słupkami sprzedaży i trendami. Zastanawia, że w przypadku laureatów zagranicznych mamy wyłącznie przedstawicieli rynku anglosaskiego, i nie są to nazwiska bardzo komercyjne, znane i czytane na całym świecie. I choć wielu czytelnikom wybór ten wyda się kontrowersyjny albo dziwaczny, to ja dostrzegam w tym pewną konsekwencję: to wszystko są kryminały z tym nieokreślonym "czymś", czego tak bardzo szukamy i tak rzadko znajdujemy. Czasem jest to setting, czasem bohaterzy, czasem błyskotliwe pióro. Trudno to uchwycić, a jeszcze trudniej nazwać. Każda z tych książek stanowi żywy dowód na to, że kryminał już dawno przestał być gatunkiem poślednim czy trywialnym, za to coraz bardziej zadomawia się nurcie głównym, a niekiedy nawet na najwyższych literackich półkach.

I jakoś tylko kłuje refleksja, jak bardzo ta nagroda różni się od naszych polskich wyróżnień kryminalnych...


wtorek, 21 czerwca 2016

Mamutek letni, chudzinka...




Świat się zmienia, zmieniają się i mamuty. Wszystko się dygitalizuje, mamuty z dalekiej Polski w mig mkną do Dachau, elektroniczne, eteryczne, nieuchwytne dla oka i obiektywu kamery. Więc i te realne coraz rzadsze, chudsze, cherlawe. Pozwólcie, że z tym większą dumą zaprezentuję mamutka letniego, upolowanego zaledwie wczoraj. Choć wątły, to ma swój ciężar gatunkowy.


Zacznijmy od trąby... czyli "Skóry" (to trąby, czy skóry?) Toni Morrison. Tuż obok kopytko przednie (nie wiem, czy mamuty mają kopytka, łapy, czy nogi? no bo nie racice?...), czyli "Rybacy" Chigozie Obiomy. Zauważcie, obie te książki to klimaty afrykańskie, jedne z moich ulubionych. I nie chodzi bynajmniej o egzotykę, ale o zderzenie kultur, odmienność i szeroko pojęta obcość i wyobcowanie. Literatura z nieco wyższej półki, która może wreszcie mnie zadowoli... Do kompletu Lucy, czyli cztery litery (czy mamuci kuper nie powinien zawierać więcej liter?), czyli Elizabeth Strout. Nic tej autorki wcześniej nie czytałam, zachęciło mnie kilka opinii z internetów.


Kontynuujmy nóżkę przednią, czyli Lema. "Niezwyciężonego" nie było do tej pory w mojej biblioteczce, kompletuję, trzeba mieć, trzeba znać. Dalej twarz (no bo nie napiszę salceson), czyli książka szumnie od dawna zapowiadana i równie entuzjastycznie opiniowana, czyli "Biała Rika". Na razie dołącza do dwóch innych powieści Magdaleny Parys, które czekają na przeczytanie, ale coś mi mówi, że "Białą Rikę" przekąszę w pierwszej kolejności. No i czerep, czyli "Samotność" Huberta Klimko-Dobrzanieckiego. Nie mogłam nie kupić książki tak zatytułowanej.


Pora na trzewia, czyli "Rzekę złodziei" Crummeya. Przyznam, że mam wszystkie jego książki wydane przez Wiatr Od Morza, żadnej nie przeczytałam, choć chwalicie, polecacie. Jasne, że kupuję po to, by czytać, ale w tym wypadku ta oczywista motywacja okraszona jest szczyptą sympatii do tego niezwykłego wydawnictwa. Lubię takie małe, zadziorne i bojowe. Mamucią klatą jest trzeci tom detektywistycznego cyklu Kinga (będąc na Djerbie, zmęczyłam drugi tom). I zgrabna tylna nóżka czyli Gianrico Carofiglio. Cóż, ma w sobie coś takiego ten Włoch, że go po prostu, irracjonalnie i bez żadnego uzasadnienia, lubię. I lubię WAB za to, że konsekwentnie wydaje tego autora.

No dobra, dość tych przechwałek. A teraz nieśmiało zapytam, licząc, że odpowiedź załagodzi mi nieco mękę wyboru: o której z tych części zacnego ciała chcielibyście przeczytać w moim wykonaniu? Obiecuję, że pójdę za Waszymi sugestiami!

wtorek, 2 lutego 2016

MyBooks czyli ABC doradzania


Nie pamiętam już, w jaki sposób trafiłam na stronę księgarni MyBooks. Z reguły zaopatruję się w książki wielokanałowo i przede wszystkim kieruję się komfortem, bo cenowo w Niemczech nie da się zawalczyć: ustawa zobowiązuje wszystkich księgarzy do jednakowych cen - tych z okładki. Skoro zaś o klienta nie można walczyć ceną, to trzeba inaczej. Mała stacjonarna księgarenka postawi na osobiste doradztwo i przytulną atmosferę. Wielki międzynarodowy gigant skusi obietnicą bezpłatnej dostawy nazajutrz (w większych miastach wkrótce uruchomiona zostanie usługa "sameday" - bezpłatna dostawa do domu w dniu zamówienia). Pamiętajmy, klient obu tych księgarni zapłaci za książkę tę samą cenę.

Co ma jednak zrobić nikomu nieznana księgarnia internetowa, niewytrzymująca konkurencji z gigantem? Możliwości są trzy:
a) zgarniać z rynku przypadkowo zabłąkanych klientów a potem splajtować,
b) wydać miliony na reklamę, a potem splajtować,
c) wpaść na genialny pomysł, dzięki któremu wyróżni się spośród dziesiątków podobnych internetowych bytów, zdobyć stałych klientów, i nie splajtować.

Pomysł zaś musiał być iście diabelski, podstępny albo po prostu szalony, skoro zwabił mnie - czytelnika kupującego dużo, czytelnika wrednego, niewiernego, o swoistym, lekko wypaczonym guście i niedającego się wtłoczyć w żadne wyznaczone sklepowym algorytmem ramy. Tak jak wspomniałam na początku, nie pamiętam, po co wlazłam na stronę MyBooks. Może wiedziona ciekawością, może cynizmem. Bowiem pomysłem tej księgarni na przyciągnięcie, a co ważniejsze utrzymanie klienta jest osobiste doradztwo (he, he, ciekawe co mi doradzą, mnie, MNIE!).

Jak? Całkiem prosto. Wystarczy wypełnić krótki formularz, w którym trzeba odpowiedzieć na dziesięć pytań. Pierwsze z nich to dla kogo ma być książka. Nic prostszego. Dla mnie, oczywista. Drugie: jakim typem czytelnika jesteś. Do wyboru: Vielleser, Wochenendleser, Gelegenheitsleser (czyli dużoczytacz, weekendoczytacz, odczasudoczasuczytacz). No przecież wiadomo.


Trzecie. Gdzie najchętniej czytasz? Ogarniają mnie niejakie wątpliwości. Co to ma do rzeczy? Czy w zależności od tego, czy przeczytam książkę na kanapie czy - za przeproszeniem - na kiblu, polecą mi inną książkę? Twórcy formularza dopuszczają wybór wielokrotny, z czego korzystam. Następnie chcą wiedzieć, jaka jest moja motywacja: czy czytam dla celów rozrywkowych i odprężenia, czy żeby się czegoś nauczyć i zdobyć nowe doświadczenia. Zaczynam się denerwować. Jak to: albo-albo? I gdzie więcej odpowiedzi?... Sfrustrowana klikam to pierwsze i już zaczynam się obawiać poleconych mi tytułów. Kolejne pytanie podoba mi się już bardziej. Pytają, jak staro (młodo) się czuję. Ochoczo odmładzam się o parę latek i jadę dalej. Następne pytanie okazuje się niemal nie do pokonania. Bo mam podać, o jakie książki chciałabym wzbogacić swój księgozbiór. Ale jak to?... ALBO kryminał, ALBO fantasy, ALBO science-fiction, ALBO powieści, ALBO erotykę... no dobra, to akurat mniej. Zastanawiam się, czego mam najmniej i optymistycznie a jednocześnie skromnie klikam ogólne "powieści". Za to kolejne pytanie doprowadza mnie do rozpaczy. Dumam przez kilka minut, waham się i wściekam, że nie mogę wybrać kilku odpowiedzi. Bo wybór jest zabójczy. Jaka ma być Twoja kolejna książka? Jaka? JAKA?!!! Wciągająca. Literacka. Zdumiewająca. Przerażająca. Wymagająca. I jeszcze parę innych. Coś tam w końcu klikam, coraz bardziej przekonana, że nic z tego nie będzie. Na koniec mam podać ulubionych autorów (opcjonalnie) i ulubione książki (też opcjonalnie). Nie podaję. Niech się doradca trochę pomęczy. Ostatnie pytanie: Co preferujesz: bestsellery, klasykę, nowości czy "Geheimtipp" (czyli coś nieoczywistego, książkę dla wybranych). Kusi "Geheimtipp". Niech będzie.

Gotowe. Teraz pozostaje tylko czekać na trzy propozycje któregoś z książkowych ekspertów, wymienionych na stronie z imienia, zdjęcia oraz krótkiej wizytówki. Jeszcze tego samego dnia dostaję maila z trzema polecanymi książkami. Śliniąc się i dysząc z podniecenia otwieram, klikam. Czytam. Klikam. Cofam. Klikam. I nic, ale to absolutnie nic z zaproponowanych tytułów mnie nie pociąga. Rozczarowana postanawiam zapomnieć o całym eksperymencie i zdać się na własny instynkt.

Po dwóch dniach sympatyczna Laura podsyła mi trzy kolejne propozycje. Znowu nic. Postanawiam zignorować maila. Nie doceniam Laury. Cierpliwa jest. I uparta. Mija parę dni i Laura odzywa się ponownie. Podrzuca trzy tytuły, prosi o dodatkowe sugestie i zapewnia, że jeśli żaden z tytułów mnie nie zainteresuje, poszuka ponownie. Tym razem jedna z propozycji ewentualnie by mnie interesowała, z naciskiem na "ewntualnie". W przypływie determinacji idę za sugestią Laury i wypełniam formularz ponownie. Tym razem nie chcę się rozrywać, tylko poznawać i doświadczać, klikam w gatunek "s-f" i dla ułatwienia podaję ulubionych autorów i ukochane książki. Stephenson, Watts, Gaimana, Le Guin i jej "Lewą rękę ciemności", a także Simmons i jego cykl "Hyperion". Pełna optymizmu czekam na odzew.

Tym razem odpowiada Johanna. Podsuwa mi cztery tytuły: pierwszy tom cyklu "Wspomaganie" Davida Brina "Słoneczny nurek", dwie książki Markusa Heitza, które już mam i które kompletnie mnie nie interesują, oraz "Koniec dzieciństwa" Arthura C. Clarke'a. Nieźle. Wprawdzie to już bardziej klasyka niż nowości, jak zaznaczyłam, ale postanawiam dokończyć test i zamówić pierwszą i czwartą pozycję. I w przypływie szaleństwa wypełniam formularz po raz trzeci, tym razem "kryminalnie". Tym razem chcę się rozerwać literacko.

Jest niedziela, mimo to po południu w skrzynce ląduje mail od... Laury. Zobaczyła, że ponownie wypełniłam formularz i proponuje Nesbo "Krew na śniegu" (czytałam) i trzy trochę zaskakujące tytuły. W zwykłej księgarni bym ich nie znalazła, to pozycje niszowe, nieoczywiste, trochę wariackie. A nawet karkołomne. Bill Moody i "Der Spion, der Jazz spielte" (rok 1968 w Pradze, rzecz o szpiegach i jazzie, jak sugeruje tytuł), "Karkloof Blue" Charlotte Otter (odkrycie z RPA) i "Die lange Reise" Annelie Wendeberg (Sherlock Holmes, Moriarty i jakaś mikrobiologiczna intryga). Szaleństwo. Propozycje tak od czapy, że aż genialne. Korci mnie, żeby zaryzykować. Pójść na ten eksperyment, który nie może się udać. Zamawiam. Szlag by to. A niech tam.


Przychodzi paczka. Jedna. Ku mojemu zdumieniu jest to paczka "kryminalna", czyli zamówiona później. Fantastyczna jakoś nie doszła. Za to każda z książek pieczołowicie opakowana w zajebisty fioletowy pergamin, każda z firmową zakładką. Obfotografowałam, obwąchałam, obmacałam, pocmokałam chwilę. Na wpół zdrętwiała z rozkoszy wracam do kompa, żeby trochę popracować. W skrzynce nowy mail od... Johanny. Wyraża nadzieję, że podobały mi się jej propozycje i dorzuca garść nowych, które być może trafią w mój gust. Prześlizguję się wzrokiem po liście. Trzy tytuły: "Hyperion" Simmonsa, "Lewa ręka ciemności" Le Guin i "Żołnierze kosmosu" Heinleina...

Opada mi szczęka i wszystko inne.

PS. MyBooks jest berlińskim startupem założonym w 2014 roku przez Antonię Besse, związaną z wydawnictwem Ullstein. W jej zamyśle książka jako produkt a jednocześnie "dobro kulturowe" zajmuje szczególną pozycję na rynku i wymaga szczególnego podejścia. Jej recepta na sukces to indywidualne porady ekspertów. Wysłano już ponad milion maili z propozycjami, jednak księgarnia na nich nie zarabia - doradztwo jest bezpłatne, nie ma obowiązku kupna. Księgarnia zarabia tylko wówczas, gdy klient kupi książkę na portalu. Zamówione książki dostarczane są bezpłatnie, z reguły w ciągu 1-2 dni.

środa, 20 stycznia 2016

Nagrody za najlepszy kryminał roku przyznane! (Deutscher Krimipreis 2016)

Znamy laureatów nagrody Deutscher Krimipreis na najlepszą powieść kryminalną! Jest to najstarsza niemiecka nagroda literacka w tym gatunku, przyznawana od roku 1985 przez jury złożone z krytyków, literaturoznawców i księgarzy. W każdej z dwóch kategorii (kryminały rodzime i zagraniczne) premiowane są powieści "oryginalne pod wzlędem treści, wyróżniające się literacko i dające gatunkowi nowe impulsy". Nagroda Deutscher Krimipreis nie jest dotowana, nie jest również przyznawana publicznie, mimo to należy do najbardziej prestiżowych wyróżnień literackich w Niemczech.

Oto zwycięzcy:

   

1. Friedrich Ani Der namenlose Tag

Friedrich Ani jest jedną z najjaśniejszych gwiazd na kryminalnym nieboskłonie. Znany, ale w Polsce, niedoceniany. Zgarnął Deutscher Krimipreis także w roku 2014 oraz 2003, kilkakrotnie zajmował drugie miejsce. Ekscentryczny monachijczyk, autor niezliczonych powieści i scenariuszy filmowych.
Nagrodzona książka to pierwszy tom nowego cyklu o emerytowanym komisarzu Jakobie Francku. Kontaktuje się z nim Winther, ojciec dziewczyny, która dwadzieścia lat temu popełniła samobójstwo. Franck pamięta tamtą sprawę, zapadła mu w pamięć, bowiem to on przekazał matce wiadomość o śmierci córki. Winther nie wierzy jednak w samobójstwo. Dlaczego Winther przychodzi z tym po tylu latach? Co tak naprawdę wydarzyło się dwadzieścia lat temu? Rozpoczyna się dziwne śledztwo-nieśledztwo, szukanie prawdy i winy. Nietypowo opowiedziana historia, nieśpieszna, poetycka i nostalgiczna. Tak spuentowała tę powieść Krimifantamania: Pozostaje po tej lekturze szary spleen. I przeświadczenie, że przeczytaliśmy może niezbyt widowiskowy i mało odkrywczy kryminał, za to głęboko poetycką, pozostawiającą zadzior w duszy opowieść o samotności i milczeniu.
Więcej o "Bezimiennym dniu" pisałam tutaj.

2. Merle Kröger Havarie
Co za wspaniała powieść! Zwalająca z nóg, bezkompromisowa, niezwykle aktualna. Pisałam o niej tutaj. Na Morzu Śródziemnym krzyżują się drogi luksusowego wycieczkowca, kontenerowca i pontonu wypełnionego uchodźcami z Algerii. Spotkanie na morzu będzie stanowiło zwrot w życiu bohaterów, dla jednych z nich będzie końcem, dla innych początkiem. Książkę tę czyta się jak reportaż, jak dokument, mimo to jest powieścią - wielowątkową, mądrą i odważną. Na jej podstawie powstaje właśnie film.


3. Zoë Beck Schwarzblende

Londyn. Filmowiec Niall Stuart staje się przypadkowym świadkiem śmiertelnego pobicia pewnego żołnierza po cywilu przez dwóch młodych mężczyzn. Niall nagrywa scenę komórką. Jeden ze sprawców podchodzi do niego z zakrwawionym nożem i oświadcza, że popełnił tę zbrodnię w imieniu Allaha. Jego kompan wymachuje flagą państwa islamskiego. Kiedy jakiś czas później Niall otrzymuje zlecenie przygotowania reportażu o tej sprawie, nie wie jeszcze, że został wybrany do tego zadania z okrutną premedytacją. 
Znów bardzo aktualny temat. Krytycy wychwalają tę powieść za jej radykalność i bezkompromisowość, ale bez moralnego wygrażania palcem. Mowa jest o wirtuozerii kompozycji, morderczym tempie, świetnym stylu. 
Przygotujcie się zatem na recenzję w niedługim czasie. 


I najlepsze "międzynarodowe" kryminały roku:


    


1. Richard Price Die unantastbaren (The Whites)

Najnowsza powieść Richarda Price, autora znanego bardziej ze znakomitych scenariuszy (nominowane do Oskara Kolor pieniędzy, Ślepy zaułek) niż z powieści, choć te ostatnie były swego czasu wydawane i w Polsce.
Bohaterem "Nietykalnych", jak zatytułował tę powieść niemiecki wydawca, jest Billy Graves, niespokojny nowojorski gliniarz. Jak każdy z jego czterech kolegów, on również ma swojego "nietykalnego": brutalnego mordercę, którego nigdy nie udało się schwytać. Kiedy pewnego dnia jeden z "nietykalnych" zostaje odnaleziony martwy, Billy zaczyna podejrzewać swoich najbardziej zaufanych współpracowników.
Powieść o niesamowitej dynamice, tempie, szalonym rytmie, synchronicznym z rytmem nocnej metropolii - portret miasta i policyjna soap opera w jednym.
Miałam tę powieść w planach, teraz przyśpieszę trochę lekturę. Recenzja wkrótce.


2. Fred Vargas Das barmherzige Fallbeil (Temps Glaciaires)

W Polsce ukazało się kilka powieści tej francuskiej autorki, ale jakoś nie zagościła na stałe w sercach czytelników. Inaczej w Niemczech - tu jej powieści przyjmowane są z niesłabnącym entuzjazmem. Najnowsza powieść Vargas, wydana pod niemieckim tytułem Das barherzige Fallbeil (Miłosierna gilotyna), stała się wielkim komercyjnym sukcesem, ale i krytycy ją wychwalają i przekonują, że to "przyszłość kryminału", gatunku cierpiącego na brak świeżości i nowych pomysłów.
W Paryżu w krótkim czasie znalezione zostają zwłoki nauczycielki matematyki i bogatego magnata. Trop prowadzi do Islandii i tajnej organizacji, której korzenie sięgają rewolucji francuskiej...
Powieść okrzyknięto "arcydziełem nieprzewidywalności".
Będę testować.

3. Sara Gran Dope (Dope)

Jedyna książka, po którą polscy czytelnicy mogą sięgnąć od razu: powieść ta została wydana w roku 2006, dopiero teraz jednak ukazała się na rynku niemieckim. W Polsce opublikowało ją wydawnictwo Książnica (Heroina).
Nowy Jork, rok 1950. Josephine (»Joe«) nie miała łatwego życia. Właściwie już dawno powinna zdechnąć gdzieś w jakimś opuszczonym zaułku, z kulką w piersi lub heroiną buzującą w żyłach. Udało jej się jednak wykaraskać z bagna. I kiedy sądzi, że jej się udało zostawić za sobą dawne życie, otrzymuje nieoczekiwaną propozycję: pewna zamożna para oferuje jej 1000 dolarów za pomoc w odnalezieniu córki, która zniknęła w podziemnym światku Nowego Jorku. Proste z pozoru zadanie okazuje się wielkim wyzwaniem...
Niby naiwna i sztampowa intryga, ale w tej książce jest drugie dno - Sara Gran jest mistrzynią sarkazmu. Powieść zatem więcej ma w sobie ze złośliwej, słodko-gorzkiej parodii brutalnych nowojorskich kryminałów.
Ze wszystkich wyróżnionych powieści na tę mam najmniejszą ochotę. Ale może ktoś z Was już ją czytał?

I co Wy na to? Sięgnelibyście po którąś z wyróżnionych powieści? Zachęciło Was coś? Zaintrygowało? A może wybór niemieckiego jury jest od czapy i nie tylko nie odzwierciedla gustów czytelnika, ale preferuje pewien typ literatury, którego nie da się czytać?

 

sobota, 16 stycznia 2016

Lista bestsellerów tygodnika Spiegel - notowanie 3/2016


Nowy Rok ma już dwa tygodnie, pora zatem zajrzeć na najbardziej prestiżową listę najlepiej sprzedających się książek w Niemczech, publikowaną przez tygodnik Spiegel. Dziś notowanie 3/2016. Co w ubiegłym tygodniu najchętniej czytali nasi sąsiedzi zza zachodniej granicy?

1. Jojo Moyes Ein ganz neues Leben (oryg. After You, pol.-) 
Autorka, która na dobre zagościła w sercach niemieckich czytelniczek i na listach bestsellerów całego świata, wypuściła kontynuację "Zanim się pojawiłeś", która natychmiast stała się hitem. I choć krytycy mówią, że to landrynkowy kicz w kolorze majtkowego różu, to miłośniczki wzdychów wiedzą swoje i zachwycają się dalej. Okładka też w kwiatuszki, ale jakże inna od pseudoprowansalskiego stylu "romantic" królującego w polskich wydaniach, prawda?


2. Dörte Hansen Altes Land (pol. -) 
Debiut literacki bliżej nieznanej nikomu lingwistki okazał się czarnym koniem dla wydawnictwa Knaus i zaskoczył zapewne nie tylko samego wydawcę. Książka ta sprzedała się bowiem najlepiej ze wszystkich wydanych w roku 2015 tytułów "fiction" i na razie nie zanosi się na to, by zniknęła z list bestsellerów. O czym traktuje? Po wojnie pięcioletnia Vera ucieka z matką z Prus Wschodnich i osiedla się w niewielkiej wsi na północy Niemiec. Stary, zimny, skrzypiący wiejski dom staje się świadkiem ich prób powrotu do normalności - dwie pokiereszowane dusze w poszukiwaniu domu, wiejskie życie odarte z cukrowej sielankowej warstwy, właściwa doza ironii i goryczy. Krytycy i wydawcy spoglądający zazdrośnie na ten literacki hit zastanawiają się nad jego fenomenem. Jedni mówią o modnym literackim trendzie określanym mianem "nature writing", inni tłumaczą ten sukces tęsknotą za sielanką wiejskiego życia. A może pani Hansen po prostu dobrze pisze? Krimifantamania książkę już ma i wkrótce odpowie na te pytania.


3. Camilla Läckberg Schneelöwin (oryg. Lejontämjarenpol. Pogromca lwów, wyd. Czarna Owca 2015) 
Ledwie się ukazała, już na topie. (Swoją drogą, tempo publikacji niektórych tytułów w Polsce jest zastanawiające - książka ta ukazała się pół roku wcześniej niż w Niemczech!). Kamilka z kursu kreatywnego pisania dobrze odrobiła swoje lekcje i choć składniki do przepisu na bestseller nie wszystkim są znane, ona zdała się posiąść tę tajemną wiedzę, bowiem co napisze, to hicior. Czy ktoś może mnie oświecić, dlaczego polski wydawca sprzedaje pogromcę lwów, a niemiecki lwa, a właściwie lwicę, i to śnieżną? Mam nadzieję, że nie kryje się w tym głębszy sens...


4. Joachim Meyerhoff Ach, diese Lücke, diese entsetzliche Lücke (pol. -) 
Widzę tę okładkę, widzę tytuł ("Ach, ta luka, ta straszliwa luka") i już kocham tę książkę. Jak niewiele trzeba, żeby wzbudzić zainteresowanie czytelnika!... Wydaje się jednak, że w tym wypadku ani okładka, ani tytuł nie są miodową pułapką na niewinne pszczółki. Książka ta (a właściwie cykl, bo to już trzeci tom autobiograficznej powieści Meyerhoffa) jest niemiecką odpowiedzią na Knausgarda, i to taką, że Norweg może się chować, podobno. Jeśli wiodący krytyk literacki w Niemczech okrzykuje autora wirtuozem słowa, to chyba coś jest na rzeczy. Recenzja wkrótce. 


5. Martin Walser Ein sterbender Mann (pol. -) 
Jeden z wiodących niemieckich literatów przypomina się nową powieścią o jakże znamiennym tytule "Umierający mężczyzna" - autor, znany również w Polsce, choć wydano u nas zaledwie niewielką część jego dorobku, ma 89 lat. Przez jednych wychwalany, przez innych miażdżony - obojętne, jak odbiera się jego twórczość, nie sposób jej ignorować. Krimifantamania do dziś wspomina jedną z jego wcześniejszych książek "Ein fliehendes Pferd" z wielką atencją. Czas pokaże, czy najnowsza książka Walsera to tylko efemeryda, czy też i ona wryje się w umysły czytelników i historię niemieckiej literatury.

6. Sebastian Fitzek Das Joshua-Profil (pol. -) 
Król niemieckiego thrillera, kura, tfu, kogut znoszący złote... nie, nie pasuje. Więc niech będzie król. Może Midas. Albo cesarz. Władca niepodzielny. Częstotliwość, z jaką Fitzek wypuszcza kolejne bestsellery, zaczęła ostatnio niepokojąco wzrastać i jest odwrotnie proporcjonalna do jakości jego prozy. Autor sypie pomysłami jak piaskiem z dziurawego worka - co jeden to bardziej nieprawdopodobny. Od głupich i głupszych zwrotów akcji człowiek dostaje oczopląsu i pulpetacji serca, a nawet wątroby, a tymczasem grosiwo nabija kabzę... Po ostatnich dokonaniach Fitzka odczuwam niemrawą chęć na sięgnięcie po "Profil Joshuy", ale niech mi tam, pocierpię dla idei. A może tym razem obędzie się bez cierpienia?...

7. Kerstin Gier Silber. Das dritte Buch der Träume (pol. -) 
Trylogia "Silber" to niezaprzeczalnie jeden z większych komercyjnych sukcesów tej autorki. I choć zwykle bardzo sceptycznie odnoszę się do literatury tak zwanej "młodzieżowej" zwłaszcza tej fantastycznej, to tym razem twierdzę, że mało jest osób odpornych na czar tej historii. Gier pisze z pazurem, humorem, ironią, fajnie imaginuje i wplata fantastyczne elementy we współczesną, obyczajową opowieść. Niniejszy tytuł to trzeci, ostatni tom trylogii. Pozostaje teraz tylko czekać na ekranizację i... polskie wydanie ;-)



8. David Safier Mieses Karma 2 (pol. -) 
Autor "Mrówki w wielkim mieście" (lub "Marnej karmy", jak chciało wydawnictwo Amber, które wznowiło tę książkę na polskim rynku) powraca. Po kontynuacji nie należy spodziewać się niczego odkrywczego: ma być śmiesznie, odrobinę filozoficznie i rozrywkowo. Jak widać, recepta na sukces sprawdza się nawet w wersji odgrzewanej. 




9. Donna Leon Endlich mein (oryg. Falling in Lovepol. -) 
Dwudzieste czwarte śledztwo komisarza Brunnettiego. Dwudzieste czwarte!... To się nazywa popularność. Donna Leon trafia na listę Spiegla z regularnością szwajcarskiego zegarka, więc co tu się będę rozpisywać. Fani łykają, niefani kręcą głową. 






10. Cecelia Ahern Der Glasmurmelsammler (oryg. The Marble Collector, pol. -) 
Kolejna autorka taśmowych czytadeł, która zdaje się i w Polsce cieszy się niejaką popularnością. Przesuwają mi przed oczami jej książki, przychodzą i odchodzą, lekkostrawne i słodkie jak desery z fabryki. A ponieważ cukru nie jem, pozostawię opinię o tej powieści amatorkom. 





Wnioski? Kondycja niemieckiej literatury jest chyba niezła, przynajmniej sprzedażowo, bo na 10 tytułów 6 to książki niemieckojęzyczne. Trudno jednak się oprzeć wrażeniu, że początek roku obfituje w strawę dość lekką, jakby ludzie nie otrząsnęli się jeszcze po sylwestrowej nocy... choć to akurat grząski temat. Na coś ambitniejszego trzeba będzie pewnie poczekać do wiosny, kiedy wydawnictwa sypną nowościami, by zdążyć na lipskie targi książki. 
Z ciekawostek okołoksiążkowych warto nadmienić, że nowe wydanie "Mein Kampf" z historyczno-krytycznym komentarzem tuż po premierze w zeszłym tygodniu uplasowało się na dwudziestym miejscu wśród książek non-fiction. Nie należy się chyba obawiać, że ta wysoka sprzedaż to wyraz ciągle żywych nacjonalistycznych resentymentów. To raczej wynik zainteresowania naukowym komentarzem do wydania i medialnego tumultu wokół tej publikacji, która stała się możliwa ze względu na wygaśnięcie praw, będących dotychczas w posiadaniu Bawarii. 

I na koniec mały "Schmankerl", czyli czym się zachwycali Niemcy dwadzieścia lat temu: na pierwszym miejscu "Spadkobierczyni Medicusa" Noah Gordona, na drugim romansidło Rosamunde Pilcher "Powrót do domu", na trzecim "Zaklinacz koni" Evansa, czwarte - "Świat Zofii" Gaardera, i na piątym "Syn cyrku" Johna Irvinga. Straszne. 

niedziela, 2 sierpnia 2015

Lista bestsellerów tygodnika Spiegel - notowanie 32/2015



Trwają wakacje, a więc wydawać by się mogło, że lektury naszych zachodnich sąsiadów podryfowały w kierunku urlopowym - czytaj: plażowym, lżejszym, bardziej rozrywkowym. Przypuszczenie to okazuje się słuszne tylko po części, bo owszem, kilka tytułów rzeczywiście wskazuje na wakacyjne nastroje Niemców, ale są i takie, które świadczą o czymś wręcz przeciwnym. O poszukiwaniu lektur głębszych, trudnych, refleksyjnych. Popatrzmy zatem: 

1. Harper Lee Gehe hin, stelle einen Wächter (oryg. Go set a Watchmanpolskie wydanie oczekiwane jesienią, wyd. Filia) 
Literacka sensacja lata. O Harper Lee i jej jedynej, jak dotychczas sądzono, powieści Zabić drozda, słyszał chyba każdy, nawet nieczytający człowiek. Tymczasem okazuje się, że autorka bynajmniej nie jest powieściopisarką jednej książki - Go set a Watchman powstała nawet przed Zabić drozda, choć chronologicznie stanowi kontynuację wydarzeń opisanych w tejże. Jak to możliwe? Kiedy pisarka przysłała wydawcy manuskrypt Go set a Watchman, ten odrzucił go i zasugerował pewne zmiany - i tak powstała historia opowiedziana z perspektywy dziecka. Manuskrypt ten przez wiele lat uchodził za zaginiony, nawet Harper Lee nie wiedziała, że istnieje jego kopia. Hype wokół tej książki potęgują kontrowersje, związane z jej treścią - dla Amerykanów szokiem okazało się, że ich narodowy bohater, Atticus, symbol walki z segregacją rasową, sam jest rasistą. 

2. Kiera Cass Selection 04. Die Kronprinzessin (oryg. Selection - The Heirpol. Rywalki. Następczyni wyd. Jaguar) 
Marzenie o byciu księżniczką chyba nie więdnie z wiekiem, o czym może świadczyć niesłychana popularność serii, przykuwającej uwagę wizerunkami młodych dziewcząt w niezwykle romantycznych kiecach na okładce. O treści nic nie mogę powiedzieć - chyba nie jestem targetem, bo nigdy nie chciałam być księżniczką - ale jak widać, marzenia sprzedają się dobrze.



3. Dörte Hansen Altes Land (pol. -) 
Debiut literacki, i to jaki! Autorka, z wykształcenia lingwistka (!), zaprezentowała historię nietypową - choć mającą powierzchowne atrybuty sztampowej. Po wojnie pięcioletnia Vera ucieka z matką z Prus Wschodnich i osiedla się w niewielkiej wsi na północy Niemiec. Stary, zimny, skrzypiący wiejski dom staje się świadkiem ich prób powrotu do normalności - dwie pokiereszowane dusze w poszukiwaniu domu, wiejskie życie odarte z cukrowej sielankowej warstwy, właściwa doza ironii i goryczy. Powieść zawładnęła serca Niemców - kupują i czytają, i to już od wielu tygodni.

4. C. J. Daugherty Night School 05. Und Gewissheit wirst du haben (oryg. Night School. Endgamepol. Wybrani. Niezłomni wyd. Otwarte) 
Młodzieżowa seria, która zrobiła furorę na całym świecie, zachwyciła również i niemieckie nastolatki. Bestseller, napisany zapewne zgodnie z podręcznikiem kreatywnego pisania. Trzeba przeczytać? Chyba nie. Choć pewnie zastępy czytelniczek są innego zdania.




5. Fredrik Backman Oma lässt grüßen und sagt, es tut ihr leid (oryg. Min mormor hälsar och säger förlåt, pol. -) 
Moda na megadługie i lekko zwariowane tytuły trwa, zupełnie jakby autorzy i wydawcy święcie wierzyli, że im dłużej i bardziej dziwacznie, tym łatwiej wyciągnąć pieniądze z kieszeni znudzonego normalnością czytelnika. Babcia pozdrawia i mówi, że przeprasza to druga powieść autora, który opublikował przedtem Mężczyznę imieniem Ove (w tytułach widać wyraźny skręt w kierunku wspomnianego trendu). Nie wiem, za co przeprasza babcia, ale sądząc po sukcesie książki, pewnie niedługo dowiemy się o tym i w Polsce. 

6. Harper Lee Wer die Nachtigall stört (oryg. To Kill a Mockingbirdpol. Zabić drozda) 
Szum wokół odnalezionej po latach drugiej (a właściwie pierwszej) książki Harper Lee stał się dobrą okazją do przypomnienia sobie słynnego dzieła autorki albo wręcz przeczytania go po raz pierwszy, by nie wyjść na ignoranta i mieć coś do powiedzenia w towarzystwie. "Drozdy" sprzedają się jak świeże bułki, co cieszy wydawcę i zapewne również sędziwą autorkę. Ciekawe, czy podobny sukces czeka tę powieść w Polsce... 


7. Ralf Rothmann Im Frühling sterben (pol. -) 
A to już jest książka zupełnie nieurlopowa (choć znam ludzi, którzy na wakacje zabierają najcięższe kalibry, na które w ciągu roku brakuje im samozaparcia i weny). Rothmann opowiada o tragedii ostatnich dni drugiej wojny światowej i w przejmujący, trzeźwy sposób pokazuje pokolenie straumatyzowanych mężczyzn. "Umrzeć wiosną" nie jest pierwszą powieścią Rothmanna, ale być może najważniejszą. Chwalony przez krytyków i ceniony przez czytelników autor być może będzie następcą Grassa - takie pojawiają się głosy. 


8. Jussi Adler Olsen Verheissung. Der Grenzenlose (oryg. Den Graenselösepol. -) 
Należę do zatwardziałych fanów duńskiego autora, który podarował nam niezrównaną parę, a właściwie trójcę śledczych: Moercka, Assada i Rose. Każdą kolejną książkę z serii o wydziale Q kupuję właściwie w ciemno, spragniona nie tylko oryginalnej intrygi, ale przede wszystkim Assada i Moercka i ich przednich dialogów. Tymczasem "Bezgraniczny" okazał się najsłabszym tomem serii i ogromnym rozczarowaniem. Słabe, żenująco płaskie dialogi, nudna, ślimacząca się akcja, brak napięcia - chwilowy spadek pisarskiej formy czy trwałe wypalenie?... Nie tracę nadziei, że to pierwsze. W Polsce serię wydaje Słowo / Obraz / Terytoria, wyspecjalizowane właściwie w innej literaturze - może stąd wielka nieregularność w publikowaniu kolejnych tomów. Po tej wpadce powątpiewam jednak, czy seria będzie w Polsce kontynuowana.

9. Donna Leon Tod zwischen den Zeilen (oryg. By its Coverpol. -) 
Jedna z najdziwniejszych kryminalnych serii, jakie znam (choć właściwie wcale nie znam, bo przebrnęłam zaledwie przez dwa, trzy tomy). Stworzona przez Amerykankę, od wielu lat mieszkającą w Wenecji, ale uparcie ignorowana przez samych Włochów, w dodatku uwielbiana przez Niemców i przez nich na bieżąco filmowana. Leon z regularnością szwajcarskiego zegarka publikuje co roku nowy tom przygód commissario Brunnetiego, wprawiając w zachwyt rzesze czytelników. Serię wydaje w Polsce Noir Sur Blanc. 


10. Martin Suter Montecristo (pol. -) 
Montecristo nadal na liście, i to od wielu tygodni. Sukcesu tej książki nie do końca rozumiem, bo choć pomysł szwajcarskiego powieściopisarza jest przedni (pewien dziennikarz przez przypadek odkrywa dwa IDENTYCZNE banknoty, z których żaden nie jest fałszywy - rzecz, przynajmniej teoretycznie, niemożliwa - przez co wpada na trop gigantycznego finansowego przekrętu), to jednak wykonanie okazało się dość płaskie, by nie powiedzieć... hm, amerykańskie... Trochę mniej "zabili go i uciekł", trochę więcej realizmu i głębi postaci i wyszłaby z tego rzecz genialna. 


I co Wy na to? Coś Was skusiło? Zdumiało? Zdegustowało?... I czy zapakowalibyście coś z tego do wakacyjnej walizki?


piątek, 13 marca 2015

Lista bestsellerów tygodnika Spiegel - notowanie 12/2015



Pora na drugi w tym roku rzut oka na najbardziej prestiżową niemiecką listę bestsellerów. Trochę się tu dzieje. Trwają właśnie lipskie targi książki, a na rynku nastąpił związany z nimi wysyp nowości, co wyraźnie widać w koszykach czytelników. Zajrzyjmy do nich:


1. Martin Suter Montecristo (pol. -) 
Bar wzięty!... Tydzień po premierze najnowsza powieść znanego szwajcarskiego pisarza wylądowała na pierwszym miejscu. Polscy czytelnicy znają Sutera, ale czy go lubią? Dzięki Światu Książki mieli okazję przeczytać znakomitego "Kucharza" i dwie inne powieści. Montecristo to thriller o bankach, przekrętach i kryzysie finansowym, który miał być nauczką dla świata finansjery, a nie był... Znakomita intryga, ironiczne podteksty, zaskakujący koniec - tak piszą krytycy o tym dziele. A Krimifantamania właśnie przekonuje się, czy to czcze obietnice...

2.
 Michel Houllebecq Unterwerfung (oryg. Soumission
pol. w zapowiedziach WAB jesienią 2015) 
Sukces Francuza okazał się trwalszy niż mu wróżyłam. Rany wywołane zamachem na Charlie Hebdo zaczęły przysychać, ale tematyka najwyraźniej nie, toteż Niemcy gorliwie kupują i czytają Houllebecqa, choć przyrządzona przez niego strawa nie należy do lekkich. Polscy czytelnicy muszą się jeszcze uzbroić w cierpliwość, rodzima wersja tej powieści dopiero się rodzi...



3. Stephen King Revival (oryg. Revivalpol. Przebudzenie, wyd. Prószyński i S-ka) 
Nowy King został wydany w Polsce już jesienią zeszłego roku, Niemcy potrzebują zwykle trochę więcej czasu na tłumaczenie i przygotowanie książki do druku. Pierwszy tydzień sprzedaży przyniósł mistrzowi trzecie miejsce, nieźle, choć bywało lepiej. Zastanawia jednak strategia niemieckiego wydawcy, który zrezygnował ze zniemczenia tytułu, uznając, że czytelnicy skumają znaczenie słówka Revival. Praktykę tę coraz częściej spotyka się na niemieckim rynku, wydawcy wychodzą widać z założenia, że primo, niemiecki tytuł nie odda sensu i znaczenia, secundo, że czytelnik nie jest kretynem i słowo zna, a jeśli nie zna, to się domyśli. Ciekawe, czy kolejnym krokiem będzie rezygnacja z tłumaczenia książek w ogóle... Wtedy będę bezrobotna. 

4. Cornelia Funke Reckless. Das goldene Garn (pol. -) 
Jest wreszcie trzeci tom sagi Reckless! Niemiecka autorka, która (słusznie?) cieszy się opinią grand dame literatury dziecięcej, mozolnie tworzy swoje opus magnum, wplatając w opowieść o Jakubie, chłostanym przez los chłopaku, który żyje w świecie za lustrem, motywy z baśni i legend całego świata. Trzecia część cyklu czerpie ze skarbnicy baśni wschodnich, rosyjskich i orientalnych, zaroi się od kozaków, będzie car i Baba Jaga. Funke znowu czaruje słowem... Pierwsze dwa tomy wydał w Polsce Egmont, w tym jeden w tłumaczeniu sami wiecie kogo, los trzeciego na razie jest nieznany, może głos spragnionych dalszego ciągu czytelników zaważy?... Recenzja wkrótce. (Piękna okładka, notabene.)

5. Klaus Modick Konzert ohne Dichter (pol. -) 
Wybory niemieckich czytelników wprawiają mnie niekiedy w zdumienie. I czasem to zdumienie miesza się z podziwem i uznaniem. Tak jest w przypadku powieści Klausa Modicka o znamiennym tytule Koncert bez poetów, będącej historią kolonii artystycznej Worpswerde. Powieść osnuta jest na kanwie słynnego obrazu Heinricha Vogelera "Koncert". Pojawi się w niej Rilke, który stworzył coś w rodzaju ideowego programu kolonii. Poeta sportretowany tu został jako zmanierowany malkontent i egoman, zaś całość to prawdziwa gratka dla miłośników sztuki, poezji i historii. Literatura w swej najpiękniejszej odsłonie, przypominająca, że Niemcy nadal są narodem poetów i filozofów.

6. Kiera Cass Selection. Der Erwählte (oryg. Selection - The Onepol. Jedyna, wydawnictwo Jaguar) 
Zwrot o sto osiemdziesiąt stopni. Z literatury z najwyższej półki zeskakujemy na półeczkę z amerykańskimi młodzieżówkami. Niniejsze dzieło jest trzecim tomem cyklu o... nie wiem właściwie, pewnie jakimś wyjątkowym dziewczątku, które musi zbawić świat albo dokonać czegoś równie trudnego. Obecność na liście Spiegla dowodzi ogromnego potencjału rynkowego tej literatury, niezależnie od kraju. Zastanowiło mnie tylko jedno - polski tytuł sugeruje kogoś płci żeńskiej, niemiecki wyraźnie mówi o "wybrańcu" tudzież "jedynym". Hm... gender rządzi?

7. Cassandra Clare City of Heavenly Fire. Chroniken der Unterwelt (oryg. The Mortal Instruments. City of Heavenly Firepol. Miasto niebiańskiego ognia, wyd. MAG, jesień 2014) 
Pozostajemy w podobnych klimatach. Szósty tom cyklu o wampirach wydawany jest cierpliwie i w Polsce, widać temat jeszcze się nie znudził. Nie znam go, pewnie już nie poznam (nie ten target), ale dwie uwagi mam. Po pierwsze, to kolejny przypadek, kiedy niemiecki wydawca postanawia pozostać przy angielskim tytule (a co, młodzież jest wyedukowana lingwistycznie!), po drugie, wydawca bez skrupułów doi ową wyedukowaną młodzież (a właściwie mamuśki), bowiem książkę wydano w pięknej twardej oprawie - fakt, edytorskie cudo - i zażądano za nią... dwadzieścia pięć euro za egzemplarz. Za wersję kundlową - dwadzieścia, bez pięknej twardej oprawy... Płaczcie i płaćcie, miłośniczki wampirów.

8. Lucinda Riley Die sieben Schwestern (oryg. The Seven Sisters 1 - Maiapol. -) 
Już sama okładka sugeruje co trzeba. Lucinda Riley uszczęśliwia kobiety opowieściami o piętrowych perypetiach romantycznych bohaterek. W Polsce Albatros wydał już dwie powieści pani Lucindy, niniejszy tom stanowi pierwszą część cyklu o tytułowych siedmiu siostrach. Chyba będzie co czytać, bo jeśli każdej siostrze autorka poświęci jeden tom, to ho ho!...



9. T. C. Boyle Hart auf hart (oryg. The Harder They Comepol. w zapowiedziach WAB jesienią 2015) 
A z tego to się bardzo cieszę. T. C. Boyle jest jednym z tych wielkich amerykańskich pisarzy, którzy w Polsce są mało znani i raczej niedoceniani, i którzy nie dość, że pokazują Amerykę od jej ciemnej strony, to jeszcze robią to w sposób zachwycający. Boyle ma pazur. I go pokazuje. Więcej wkrótce.




10. John Grisham Anklage (oryg. The Gray Mountainpol. Góra bezprawia w zapowiedziach Albatrosa na maj 2015) 
Grisham pracowicie wypuszcza kolejne powieści, co rok nową, grzmi, piętnuje, wytyka palcem. Arcymistrza kryminału prawniczego kocham miłością czystą i bezwarunkową, a Góra bezprawia już czeka na lekturę. Wkrótce porozprawiam o tym bezprawiu.




Zwykle na pierwszej dziesiątce kończę, ale dziś zrobię wielki wyjątek i pokażę Wam jeszcze miejsce jedenaste i dwudzieste, bo aż serce skacze, i to jak!

11. John Williams Butcher's Crossing (oryg. Butcher's Crossingpol. -) 
Tadaaam!... Jest już kolejna książka Johna Williamsa! Pamiętacie? O "Profesorze Stonerze" pisałam tutaj,  moim zachwytem udało mi się zarazić parę osób, i oto doczekałam się wydania jeszcze jednej powieści tego odkrytego po latach pisarza. Pomijając fakt, że znowu mamy wydawcę preferującego nietłumaczenie tytułu (powiedzmy, że w tym wypadku, jako że mamy do czynienia z nazwą własną, można to jeszcze zaakceptować), to okładka jest przecudnej urody, zaś wzmianki o treści obiecują wiele. Bardzo wiele. O wrażeniach z lektury nie omieszkam napisać.

20. Patrick Rothfuss Musik der Stille (oryg. The Slow Regard of Silent Thingspol. Muzyka milczącego świata, wyd. Rebis, marzec 2015) 
No i co, nie czytają ludzie fantastyki?... Czytają! Patrick Rothfuss stworzył, a właściwie tworzy w swoich Kronikach Królobójcy jeden z najciekawszych światów i udowodnił, że fantasy potrafi być po prostu dobrą literaturą. Muzyka milczącego świata nie jest kontynuacją Imienia wiatru ani Strachu mędrca, lecz rozwinięciem jednego z wątków pobocznych, ale i tak jesteśmy wdzięczni autorowi za przerwanie przedłużającego się milczenia... Zaspokojeni chwilowo, czekamy na ukazanie się The Doors of Stone. A swoją drogą, czy ktoś wie, jak się Rothfuss sprzedaje w Polsce?

To tyle najnowszych wieści z tutejszych księgarni. I co Wy na to?...