Ani się człowiek obejrzał, a maluch z numerem 2012, którego witaliśmy w zeszłoroczną sylwestrową noc, zmężniał, wydoroślał, a potem nieuchronnie zaczął dziadzieć, i wreszcie odszedł, ustępując miejsca rozpychającemu się Nowemu. Nowy jest na razie w powijakach, wymachuje ochoczo nóżkami, więc zanim się zacznie panoszyć na dobre, podliczę to, co czytelniczo wydarzyło się u mnie przez ostatnie dwanaście miesięcy.
Przeczytałam w tym czasie 110 książek, z tego 50 po polsku, 60 po niemiecku i dwie po angielsku. Były wśród nich takie, które zapamiętam na długo, były także niemożebne gnioty, o których pamiętać nie chcę. Tych pierwszych było zdecydowanie więcej, toteż wybór tych najlepszych sprawił mi ogromne trudności. Piątki najlepszych nie zdołałam wybrać, pozwólcie więc, że przypomnę Wam pierwszą dziesiątkę tych, które podobały mi się najbardziej. Kolejność jest alfabetyczna, bo próby wskazania tej najlepszej spełzły na niczym.
4. Robert McCammon Magiczne lata
5. J. K. Rowling Ein plötzlicher Todesfall
6. Richard Schwartz Das Erste Horn
7. Vincent V. Severski Niewierni
8. Mark Allen Smith Der Spezialist
9. Arno Strobel Das Wesen
Nie wiem, na ile fakt, że w pierwszej dziesiątce znalazły się zaledwie trzy pozycje fantastyczne, jest związany z kondycją gatunku, a na ile wyborem lektur, faktem jest, że w ubiegłym roku zdecydowanie dominowały kryminały. Osiem z moich faworytek można lub można będzie przeczytać po polsku. Trochę smuci okoliczność, że tylko jeden polski autor przebił się przez światowe towarzystwo, choć wielu było blisko (Bartłomiej Rychter, Marta Guzowska, Anna Fryczkowska i Marek Krajewski to na pewno polski olimp, który okupuje drugą dwudziestkę moich ulubionych lektur).
Miniony rok przyniósł dla mnie rewolucyjne zmiany w kwestii wgryzania się w czytelniczą materię. Polubiłam audiobooki, zaprzyjaźniłam się z e-bookami, pod koniec roku zaś zawitał u mnie sprzęcik, dzięki któremu mam nadzieję czytać więcej i uniezależnić się od ciężkich cegieł - kindle paperwhite jest właśnie w fazie testowania, a ponieważ dziś zakupienie wraz z dostawą trzech polskich książek zajęło mi zaledwie kwadrans, wierzę, że kindelek przybliży mnie do tego, co dla Was jest na wyciągnięcie ręki, dla mnie zaś dotychczas było dostępne, ale z przeszkodami - do polskiego rynku książki.
W tym roku jak nigdy zbliżyłam się do tych, którzy są solą i korzeniem naszych wspólnych pasji - bez nich nie byłoby czytania, przeżywania i blogowania. Mowa o autorach. Byłam na spotkaniach autorskich ze śmietanką międzynarodowego kryminału: Lizą Marklund, Jefferym Deaverem, Anthonym Horowitzem, Tess Gerritsen, przeprowadziłam wywiady z Volkerem Klüpfelem i Michaelem Kobrem, z Hanną Winter, z Inge Löhnig. Z tą ostatnią autorką spędziłam nie tylko wiele tygodni, tłumacząc jej dwie znakomite powieści, ale i fantastyczne, bardzo intensywne godziny - raz na wieczorze autorskim, raz prywatnie w kawiarni, kiedy poświęciła mi swój cenny czas na rozmowę. Wrażenia z tych spotkań mogliście przeczytać na portalu Zbrodnia w Bibliotece, który stał się dla mnie drugim domem.
Nie sposób nie wspomnieć tego bloga, który narodził się w początkach stycznia i pochłonął mnie bez reszty, przerastając wszelkie oczekiwania odnośnie ilości odsłon, czytelniczych znajomości - ba, przyjaźni wręcz, ale i niedającej się porównać z niczym innym satysfakcji, jaką daje.
Mam nadzieję zostać z Wami dłużej, nadal nagabywać i nękać niemieckimi nowościami i bestsellerami, kontynuować zaczęte cykle o nieprzetłumaczalności oraz zbrodni prawdziwej. Będą też zmiany - rezygnuję z pięciogwiazdkowej skali ocen, nie sprawdza się, jest błędnie odczytywana przez wielu czytelników. Przez jakiś czas nosiłam się z myślą zlikwidowania wszelkich mierników i ocen, ale po namyśle doszłam do wniosku, że jakaś mierzalność lektur przydaje się i potencjalnym nabywcom książek, i mnie. Wzorem niemieckiego portalu Krimi-Couch wprowadzam skalę stustopniową: od poziomu zero (flop) po wrzące sto stopni (hot):
Skala ta nie ma służyć do wartościowania przeczytanych książek, ale do unaocznienia moich prywatnych odczuć, emocji i wrażeń z lektury - będzie więc nadal subiektywna, niesprawiedliwa i nieporównywalna. Moja po prostu. Zaglądajcie do mnie!






















