Ads 468x60px

czwartek, 17 maja 2012

Zapraszam do prosektorium... Anthony Horowitz o trupiej czaszce i Sherlocku Holmesie


Zapraszam do monachijskiego Instytutu Medycyny Sądowej na sekcję zwłok... na szczęście tylko wirtualną. W ramach festiwalu kryminalnego pognałam na spotkanie z Anthony Horowitzem, człowiekiem-legendą, autorem niezliczonych scenariuszy filmowych (m. in. serialu o przygodach Herculesa Poirot na podstawie Agathy Christie, serialu "Morderstwa w Midsommer"), niezliczonych powieści sensacyjnych dla młodzieży i wreszcie świetnej powieści kryminalnej dla dorosłych, wskrzeszającej legendarnego Sherlocka Holmesa "Dom jedwabny".

Całą relację znajdziecie na portalu Zbrodnia w Bibliotece, pod tym linkiem. Miłej autopsji!


A to kadr z filmu "Misja Stormbreaker" o młodocianym agencie MI6 Alexie Riderze, na podstawie cyklu "Alex Rider" (i sam autor):


Autor znany jest zapewne miłośnikom seriali kryminalnych:
Serial "Morderstwa w Midsomer". Autorem scenariusza jest Horowitz


wtorek, 15 maja 2012

Będzie gorąca jesień i zima - zapowiedzi niemieckie

Szperając sobie dziś w amazonie odkryłam szereg zwiastunów na niemieckim rynku. Moje serce zakołatało, portfel jęknął boleśnie, a w koszyku wylądowało parę pozycji, które prawdziwy miłośnik kryminałów po prostu musi mieć. Oto, co wypatrzyłam:

Michael Connelly "Der fünfte Zeuge" (oryg. The Fifth Witness), czwarta powieść z serii z Mickey Hallerem. Ukaże się 4 stycznia 2013. Albatros ma tę książkę w "przyszłych zapowiedziach", cokolwiek to oznacza, data i okładka na razie nieznana.


Jussi Adler Olsen "Das Washington Dekret" (oryg. Washington dekretet) ukaże się 1 lutego 2013. Ta książka ukazała się pierwotnie już w 2006, a zatem przed wielkim przełomem. Jeśli jest tak samo słaba jak "Alfabethuset" to podziękuję. Na razie nie zamówiłam.


Inge Löhnig "Verflucht seist du", piąty tom z Dühnfortem, ukaże się 14 grudnia 2012.


Elizabeth George "Glaube der Lüge", 17 tom z Thomasem Lynleyem, oryg. Believing the Lie ukaże się 3 września 2012.  


Jussi Adler Olsen "Verachtung", czwarty tom z Carlem Moerckiem, oryg. Journal 64 ukaże się 1 września 2012. Juhu!


Thomas Enger "Vergiftet" drugi Henning Juul, oryg. Fantosmerte, ukaże się 22 października 2012. Tym razem w Polsce książka wyjdze wcześniej, bo już 13 czerwca.


Johann Theorin "So bitter kalt", oryg. Sankta Psycho ukaże się już 10 września 2012.


Na co Wy czekacie najbardziej? Które okładki podobają się Wam najbardziej?


Przetłumaczyć nieprzetłumaczalne (1) - przyłącz się do kreatywnej zabawy!

Przetłumacz nieprzetłumaczalne 

Czy chcielibyście zabawić się w tłumacza? Nie, nie chodzi mi, żebyście pomogli mi przetłumaczyć instrukcję obsługi odkurzacza z fińskiego... Chciałabym zaprosić do wspólnej zabawy umysły otwarte i kreatywne, by razem stworzyć ekskluzywny słownik słów z gatunku nieprzetłumaczalnych (któż z nas nie męczył się choć raz z wyrażeniem czegoś, co w języku zagranicznym brzmi zgrabnie i jest tak trafne, a po polsku wydawałoby się, że musimy użyć co najmniej pięciu zdań, by oddać kwintesencję tego jednego słowa).

Dziś pierwsze hasło:

Grufti

Słowo "Grufti" pochodzi z niemieckiego i wywodzi się od "die Gruft" (krypta). Nie szukajcie w słownikach, tam znajdziecie tylko Gruftiego w znaczeniu "zgred", ale nie o to tutaj chodzi. Grufti wygląda tak (albo bardzo podobnie):

Źródło: http://fanesmei.jimdo.com/gothic

Jak widać na zdjęciu, wygląd jest dość charakterystyczny. Grufti jest przedstawicielem subkultury gotyckiej, czyli gothem lub gotem. Słowo "Goth" istnieje i w niemieckim, więc gdyby ktoś chciał zaproponować tłumaczenie "got" - to się nie liczy.

Grufti ma wydźwięk lekko ironiczny i pejoratywny. A więc? Co proponujecie? Napiszcie w komentarzach, jak kreatywnie powiedzieć to po polsku.

Dodam, że zamierzam rzucać podobne hasła cyklicznie. Wszystkie propozycje znajdą się w słowniku, a najlepsze być może od czasu do czasu będę nagradzać.

niedziela, 13 maja 2012

Bartłomiej Rychter "Złoty wilk" - polski towar eksportowy?


Wydawnictwo: WAB
Liczba stron: 336
Data wydania: październik 2009

Cena: 34,90 zł


Mówią, że Polska nie ma eksportowych pisarzy. Że piszą zbyt hermetycznie, albo zbyt zaściankowo, albo wręcz zbyt nieudolnie, by zainteresować europejskich czytelników. I faktycznie, spróbujcie wejść do większej księgarni w Niemczech (w swej łaskawości nie wspomnę już o niedużych, prowincjonalnych) i zabawcie się w wyszukiwanie przekładów polskich twórców. W dziale fantastyki znajdziecie największy łup: będzie na pewno kilka pozycji Lema i - niespodzianka - niemal cała saga o wiedźminie Sapkowskiego. W literaturze faktu na pewno dobrze się będzie miał Kapuściński. W obyczajówce traficie, przy odrobinie szczęścia, na Tokarczuk, w historycznym i dobrze zaopatrzonym dziale będą mieli Sienkiewicza (a w Amazonie możecie sobie nawet zamówić "Durch Wüste und Wildnis" - we wrześniu ukaże się po niemiecku powieść z polskiego kanonu literatury, której bohaterami są - no, kto? - Stasch i Nell). W kryminalnym, na niskiej półce, zapomniani i zakurzeni Konatkowski i Miłoszewski. Za to w kryminalnych nowościach, na wyeksponowanym miejscu, to oto dzieło:
 
Okładka niemieckiego wydania

Nie do wiary? A jednak. I to nie jest tak, że książka, niczym efemeryda, pojawi się na tym stoliku na dwa tygodnie i zniknie, niezauważona. Powieść kryminalna sanockiego prawnika została jak najbardziej zauważona przez opiniotwórcze portali (Krimi-Couch poświęcił jej sporą, entuzjastyczną recenzję i opatrzył zaszczytną etykietką "Treffer des Monats" - czyli strzał w dziesiątkę), a nawet i przez czytelników (bo to wcale nie jest takie oczywiste).

Co zatem do tego stopnia zachwyciło naszych sąsiadów zza Odry, że wydali powieść, która - bądźmy szczerzy - na szczytach list bestsellerów w Polsce nie była? Sprawdziłam. I wnioski są jednoznaczne - to po prostu sprawnie warsztatowo napisana powieść kryminalna, której walorem jest nietypowe osadzenie akcji w miejscu i w czasie.

Rzecz dzieje się pod koniec 19 wieku w Sanoku, niewielkiej, prowincjonalnej mieścinie, która jednak ma jedną niezaprzeczalną zaletę - jest etnicznym i kulturowym tyglem. I to w tym dobrym tego słowa znaczeniu. Tym samym jest to kawałeczek świata, którego dziś we współczesnej Polsce ze świecą szukać. Świata, w którym mniej lub bardziej harmonijnie żyją obok siebie (z naciskiem na obok, nie naprzeciw) różne grupy etniczne - Polacy, Austriacy, Rusini, Żydzi, zdarzają się nawet Węgrzy i wszelkie mieszanki takowych. I co? I nic. Żyją. Mniej lub bardziej dostatnio, mniej lub bardziej harmonijnie, ale jednak zgodnie. I to jest może największa zaleta tej książki, że ukazuje nieistniejący już świat bez narodowego zadęcia, bez patriotycznych trąb, martyrologii, mesjanistycznych zapędów i popiołów sypanych na znękane - polskie - głowy. Sytuacja polityczna jest tej powieści zaledwie tłem, a nie celem i może dlatego tak dobrze podeszła literacko bardziej kosmopolitycznemu sąsiadowi. Nieistniejący już to świat i autor umiejętnie i nienachalnie wydobył z niego to, co warte ocalenia - mieszanie się kultur, języków, mentalności, społeczny miszmasz, w którym zręcznie zatopił swoją opowieść.

A opowieść też nie jest tuzinkowa. Sanokiem wstrząsają szokujące, brutalne zbrodnie. Giną szacowni obywatele, majętni i znaczący rajcowie, żydowski kupiec, niewinna dziewczynka. Wszyscy zmasakrowani, poszarpani zębami bestii - najwyraźniej nad ciałami pastwił się jakiś potwór, bowiem nie sposób przyjąć, że zadane nieszczęśnikom rany pochodziły z ludzkiej ręki (paszczy). A zatem wilki. Nie nowość w dzikich karpackich lasach. Ale czy wilk były zdolny do pokonania schodów i zaryglowanych drzwi, by rozszarpać kupca w jego własnych domowych pieleszach? I skąd ślady po palcach na zwłokach pierwszej ofiary? Odpowiedź jest prosta - to wilkołak, bestia, wiodąca za dnia normalny żywot, by nocą zamieniać się w krwiożercze i mordujące bydlę. Czasy i okolice takie, że wielu w tę wersję wierzy. Ale nie austriacki komisarz Ludwik Witchenbacher. Nie miejscowy lekarz Karol Zaleski, dokonujący autopsji. Nie jego najlepszy przyjaciel, uznany profesor medycyny Hildenberg z Wiednia, przybyły do Sanoka, by nieść pomoc śmiertelnie chorej córce Zaleskiego, Laurze. A co z jej nauczycielem, Borysem Pasternakiem? Co z młodym i ubogi dziennikarzem, Kaszyckim? Ci staną przed wielką zagadką, od rozwiązania której będzie zależeć bardzo wiele.

Bartłomiej Rychter

Ciekawa to galeria postaci. I każda ma w sobie coś niepowtarzalnego, jakiś pazurek, a czasem pazur, który czyni z niej bohatera nietuzinkowego, trójwymiarowego i... podejrzanego. Bo że nad powieścią snuje się pierwiastek mistyczny, nadprzyrodzony, nie oznacza wcale, że autor pójdzie na łatwiznę i zamydli uważnemu czytelnikowi oczy wiłkołakową papką. Nie. Rozwiązanie będzie racjonalne i solidnie podbudowane faktami. Szkoda tylko, że autor pozwala długo błądzić w ciemnościach, malując wszak mistyczną tajemnicę, ale nie dając najmniejszych narzędzi, by ją rozwiać. Kładzie fałszywe tropy, miesza, pętli, ale rozwiązanie zagadki leży poza zasięgiem czytającego - ma po prostu zbyt mało faktów, które pojawiają się dopiero na ostatnich stronach. To nie znaczy, że jest nudno. Napięcie jest, początkowo dozowane z umiarem, potem umiejętnie wzmagane, akcja przyspiesza, gmatwa się, by eksplodować w apogeum. Sprawnie to napisane, bez dwóch zdań.

To co, nie czepiamy się do niczego? Aż tak dobrze to nie ma. Można się przyczepić do paru wspomnianych mistycznych paranormalnych wątków, które autor porzuca, pozostawiając wątpliwości, po licho w ogóle je wprowadzał - może po to, by wywieść czytelnika na manowce. A jednak takie porzucone, urwane, pozostawiają pewien niedosyt. Również wykluczenie czytelnika z grona detektywów nie wydaje się korzystnym zabiegiem. Właściwie to morderstwa wyjaśniają się same, bo każdy z tropiących i grubas Witchenbacher, i targany namiętnością do wdowy Aliny Borys i tajemnicza agentka z Wiednia myli się w swych domniemaniach. To jednak drobiazgi. Ważne, że intryga jest spójna i intrygująca, a rozwiązanie nie z gatunku tych najmniej prawdopodobnych.

Do zalet tej powieści zaliczam też przekonujące tło obyczajowe i społeczne, nie natrętne i wpychające się drzwiami i oknami, a dyskretne, odpowiednio naświetlające fabułę i pobudki bohaterów. Ma wreszcie ta książka jeden wielki plus, którzy bardzo cenią sobie Niemcy - jest po prostu dobrze opowiedziana. Jedną z najbardziej cenioną przez nich cechą jest, kiedy pisarz umie opowiadać - przesłanie, tło, postacie to dla nich często elementy drugorzędne, ważne, by autor był sprawnym narratorem. I w tym wypadku jest. 

Czy to europejska lektura? Owszem. Bartłomiejowi Rychterowi udało się to, na czym poległo już wielu mistrzów polskiego pióra - stworzył powieść rozrywkową, pasjonującą, czytelną i zrozumiałą dla Europejczyka, powieść jak najbardziej eksportową. Czekam na kolejną powieść, panie Bartku!

Moja ocena: czwóra z plusem (4+/5).

Baza recenzji syndykatu Zbrodni w Bibliotece

sobota, 12 maja 2012

Zapadłam na blogową pandemię - oTAGowana i ja...


Wirusa przywlokła Moreni, niech więc na nią spadnie odpowiedzialność za szerzenie się złośliwego bakcyla... Zabawa polega na tym, aby odpowiedzieć na pytania osoby zapraszającej, potem wymyślić 11 własnych i zaprosić do odpowiedzi kolejne osoby, a zatem uważaj, drogi czytelniku tych słów, Ty też nie jesteś bezpieczny. Następny prątek może trafić Ciebie...

Moreni wymyśliła takie pytania, że wymiękłam już przy samym pobieżnym przeleceniu ich wzrokiem. Po drugim czytaniu wymiękłam jeszcze bardziej, a przy pierwszej próbie odpowiedzi byłam niedogotwanym jajkiem na miękko bez skorupki... A gdzie sympatyczne bezstresowe pytanka w stylu "jakie jest twoje ulubione danie"?!

No dobra. Jeśli na końcu tej strony zobaczycie rozciapciany bezkształtny kleks, to będę ja. Wymięknięta. Zaczynam... 

1. Jakie motywy w książkach najbardziej Cię irytują i dlaczego?

Irytuje mnie niezmiernie wkładanie śledztwa kryminalnego w ręce dyletantów - samozwańczych detektywów, dziennikarzy z bożej łaski i innych poparańców, którzy myślą, że potrafią to zrobić lepiej od solidnego gliniarza z krwi i kości, albo gorzej, wydaje im się, że MUSZĄ, bo jak nie, to świat ulegnie nieuchronnej zagładzie. Oczywiście niektórzy bohaterowie mają ode mnie dyspensę - jak choćby marklundowa dziennikarka Bengtzon albo Harry Dresden (ale on jest prywatnym detektywem, więc i tak mu wolno).

2. Gdybyś mogła wybrać jedną książkę i coś w niej zmienić, to jaka byłaby to książka i co by się zmieniło?

Z reguły akceptuję wyroki autorów odnośnie zakończenia, choć czasami mam ochotę zmienić ten czy ów drobiazg. Na przykład, w "Zapłacie za śmierć" nie pozwoliłabym komisarzowi Dühnfortowi, by cofnął dłoń przed dotykiem pewnej właścicielki czekoladowych oczu...

3. Jakie okładki najbardziej lubisz?

Przemawiające do wyobraźni i wzbudzające jakieś emocje. Ale jednocześnie zawierające jakąś tajemnicę. Nie cierpię kiczowatych i dosłownych okładek. A już najgorsze są te z fotografią jakiejś lali o zmysłowych ustach i smutnym spojrzeniu...

Z ostatnio widzianych podoba mi się ta:

Albo ta:


Ta też może być:



4. Wolisz książki z ilustracjami czy bez i dlaczego?


Tak, lubię książki z ilustracjami. Ale muszą być kongenialne, by nie zepsuć smaku lektury. Często widzę takie, które tylko ośmieszają ilustrowaną powieść, zamiast podnosić ich walory. W książkach dla dorosłych to rzadkość, ale wśród tych dla dzieci zdarzają się prawdziwe perełki.


5. Czy spotkałaś kiedyś w książce postać a la Mary Sue? Jeśli tak, to w jakiej i kto to był?

No jak to? A słynna Bella, która pokochała połyskliwego wampira? A taka Achaja?... Może być?

6. Lubisz szczęśliwe zakończenia?

Jasne (tak mówi moje dobrotliwe "ja", domagające się, by ulubiony bohater wyszedł szczęśliwą ręką z opresji). W życiu! (to moje mroczne "ja", krzywiące się na każdą oznakę zapowiadajacych się różowawych barw na ostatniej prostej).

7. Lubisz książki o zwierzętach i przyrodnicze popularnonaukowe?

Nie. Już jako dziecko nie cierpiałam "Zwierzyńca" i takich tam. Ale mój najmłodszy smok bardzo lubi (po kim on to ma?...)

8. Czy została Ci trauma po którejś z lektur szkolnych?

Do dziś mną trzącha, jak sobie przypomnę "Rozdziobią nas kruki, wrony"... Co za zboczeniec wpisał to na listę lektur, nie mam pojęcia. Już sam tytuł jak rodem z trzeciorzędnego horroru. Tak, mogę śmiało powiedzieć, że to trauma.

9. Jaka książka nigdy nie powinna stać się lekturą szkolną, gdyż zabiłoby to jej urok?

Chyba pęknę, jeśli zrobią Harry Pottera lekturą. Wtedy już nikt nie będzie czytał Harry Pottera!

10. Ulubiony nie będący człowiekiem bohater książki?

Wiedźmin, bez dwóch zdań.

11. Co jest najlepsze w blogowaniu?

Jak to co? Zaspokajanie tego małego grafomana, który siedzi w każdym z nas...

Ufff.

A teraz mój wkład w pandemię, czyli moje pytania (mają być łatwe, czy trudne)?:

1. Twój ulubiony kolor.
2. Nie... jaja sobie robię...

A zatem od początku:

1. Czy długość ma znaczenie? Znaczy, w sensie: czy wolno oceniać książki po długości i jakie preferujesz?
2. Od jakich książek cię odpycha i wiesz, że raczej nie sięgniesz po żadną z nich?
3. Którą książkę podsunęłabyś (podsunąłbyś) swemu dziecku (jeśli nie masz dziecka, wyobraź sobie, że je masz)?
4. Czy kobiety piszą lepsze książki?
5. Czy obowiązkowe lektury w szkole mają sens?
6. Czy trzeba czytać klasyków?
7. Jaka jest najgłupsza postać, jaką spotkałaś (spotkałeś) na stronicach powieści?
8. Czy jest książka, niewydana w Polsce, którą koniecznie powinni wydać? Jaka?
9. Którego polskiego pisarza koniecznie powinni poznać czytelnicy za granicą?
10. Czy czytając książkę, będącą przekładem z innego języka, zwracasz uwagę na jakość tłumaczenia, czy jest Ci ona obojętna?
11. Dziewica czy nie? Gwoli wyjaśnienia: czy lubisz być pierwszym czytelnikiem książki?

A teraz niech no się zastanowię, dokąd zawlec wirusa...

Może do Krakowa? Do Viv?
I do Łodzi? Też piękne miasto, Anetko droga.
A czy był już w Szwecji? Bookfo, nie wymiguj się!

piątek, 11 maja 2012

Co czytają Niemcy cz. 5 - listy bestsellerów

Minął już prawie miesiąc, odkąd podpatrywaliśmy najlepiej sprzedające się książki w Niemczech w księgarni amazon, zapraszam więc na błyskawiczny nalot na listę bestsellerów.
10 najlepiej sprzedających się kryminałów wg księgarni internetowej Amazon z 11.05.2012:


1. Andreas Franz, Daniel Holbe Todesmelodie (pol. -)
2. Charlotte Link Der Beobachter (pol. -)
3. Chris Carter Der Knochenbrecher (oryg. The Nigth Stalker, pol. - )
4. Donna Leon Reiches Erbe: Commissario Brunnettis zwanzigster Fall (oryg. Drawing Cocnlusion pol. -)
5. Tess Gerrtisen Totengrund (oryg. Killing Place UK / Ice Cold US, pol. Dolina umarłych)
6. Jussi Adler-Olsen Schändung (oryg.  Fasandræberne, pol. Zabójcy bażantów)
7. Nele Neuhaus Unter Haien (pol. -)
8. Jussi Adler-Olsen Erlösung (oryg. Flaskepost fra P, pol. -)
9. Nele Neuhaus Mordsfreunde (pol. -)
10. Jac-Luc Bannalec Bretonische Verhältnisse (pol. -)

(W zestawieniu pominęłam elektroniczne wersje.)

Spotykamy starych znajomych Franza i Neuhaus, dobrze się ma Adler Olsen, ale są też nowości. 
Wśród nich trzeci już na niemieckim rynku thriller (czy kryminał?) Chrisa Cartera "Der Knochenbrecher" pol. dosł. "Łamacz kości"). Carter opublikował już w Polsce jedną powieść, pt. "Krucyfiks", pora więc na kolejne, zwłaszcza, że podobno są to niezłe książki (choć sama nie czytałam).
Jest też dwudziesty tom przygód komisarza Brunetti, czyli najnowsza Donna Leon (ukaże się dopiero 22 maja, ale już w pierwszej dziesiatce najlepiej sprzedających się kryminałów).
No i nieśmiertelna Charlotte Link, lubiana także w Polsce i jej najnowszy "Beobachter" (pol. Obserwator). Zamówiłam w bibliotece, zrelacjonuję wkrótce.
 
Druga dziesiątka najlepiej sprzedających się książek fantasy i science fiction wg Amazon z 11.05.2012:

11. George R. R. Martin Das Lied von Eis und Feuer 05: Sturm der Schwerter (oryg. A Storm of Swords cz.1, pol. Nawałnica mieczy: Stal i śnieg)
12. Kirstin Cast, P.C. Cast House of Night 9: Bestimmt (oryg. Destined. House of Night 9, pol. Cykl Nocy, tom 9)
13. George R. R. Martin Das Lied von Eis und Feuer 04: Die Saat des goldenen Löwen (oryg. A Clash of Kings cz.2, pol. Starcie królów)
14. J. R. Ward Liebesmond: Black Dagger 19 (oryg. Lover Reborn pol. cykl Bractwo Czarnego Sztyletu tom 19)
15. George R. R. Martin Das Lied von Eis und Feuer 06: Die Königin der Drachen (oryg. A Storm of Swords cz.2, pol. Nawałnica mieczy: Krew i złoto)
16. Flint Dille DIABLO III: Die Cain-Chronik (Book of Cain - powieść ze świata Diablo)
17. George R. R. Martin Das Lied von Eis und Feuer 07: Zeit der Krähen (oryg. A Feast for Crows cz. 1, pol. Uczta dla wron. Cienie śmierci)
18. Markus Heitz Oneiros - Tödlicher Fluch (pol.-)
19. J. R. Ward Schattentraum. Black Dagger 20 (oryg. Lover Reborn part 2, pol. cykl Bractwo Czarnego Sztyletu tom 19)
20. Lara Adrian Vertraute der Sehnsucht (oryg. Edge of Dawn, pol. cykl Rasa Środka Nocy, tom: nie mam pojęcia)
(W zestawieniu pominęłam elektroniczne wersje.)

Musiałam trochę zaszachrować - pierwsza dziesiątka w kategorii sf i fantasy jest niemal identyczna jak przed miesiacem, okupowana przez "Igrzyska śmierci" i cykl Martina. Trochę nudno, tak w kółko o tym samym, postanowiłam więc zajrzeć do drugiej dziesiątki. I tutaj rónież króluje Martin i pewnie tak zostanie przez najbliższe parę miesięcy (o czym ja będę pisać?!...).

Ale jest też jedna pozycja, którą już kupiłam i po której wiele sobie obiecuję - najnowsza powieść króla niemieckiego fantasy Markusa Heitza "Oneiros". Tym razem nie chodzi o wampiry (tak, Heitz popełnił parę wampirzych powieści, ale nie myślcie sobie, że spapugował "pięknych i połyskujących w słońcu" - to raczej coś w stylu Rice), ale o klątwę, wątki tanatologiczne, eksperymentalne techniki w neurochirurgii - czyli dokładnie moje tematy.

Poza tym sami widzicie - nuuuuda. Znowu nagie męskie torsy - nie mogłam odmówić sobie przyjemności... Dodam, że wymienione w dwugiej dziesiątce produkty z wampirem w tytule mają się ukazać... w lutym 2013. A to jest lista najlepiej sprzedających się książek! Szaleństwo... Gdyby to kryminały się tak sprzedawały, w dodatku najlepiej polskie...

środa, 9 maja 2012

Marc Elsberg "Blackout" - austriackie gadanie?





Wydawca: Blanvalet
Ilość stron: 800
Język: niemiecki
Data premiery: 19.03.2012
Cena: € 19,99

Znacie to? Nie ma prądu. Ciemno. Nie można obejrzeć ulubionego serialu. Laptop się rozładował, nie możesz wejść do internetu. Zapalasz świeczkę, czekasz, aż włączą. Po dwóch godzinach prąd znowu jest. Następnego dnia nie pamiętasz, że była awaria.

Ale mogło być inaczej. Po dwóch godzinach nie włączyli prądu. Ani po trzech. Ani na następny dzień. Po dwóch dniach w toalecie zaczyna cuchnąć, bo nie ma też wody. Nie działa lodówka, ekspress do kawy, kuchenka. Z zamrażarki wycieka syf, twoje zapasy przypominają niezjadliwą papkę i też zaczynają śmierdzieć. Sieć stacjonarna i komórki nie działają. Bankomaty też. a razie ludzie mają jeszcze paliwo, ale stacje benzynowe też potrzebują prądu. Już wkrótce ulice pustoszeją. W nielicznych otwartych sklepach szaleją tłumy rozdrażnionych klientów i garstka przemęczonychkasjerek, na piechotę zliczają wypakowane konserwami i wodą wózki. W bankach zaczyna brakować gotówki, w aptekach leków. Szpitalom kończy się diesel, dzięki któremu działa zasilanie awaryjne. Śmierdzisz. Marzysz o gorącej kawie i kąpieli. Nie masz kasy i nie wiesz, czy przeżyjesz. Po tygodniu zaczyna kwitnąć czarny rynek. Płacisz rodową biżuterią babki za worek pomarszczonych jabłek i paczkę makaronu, którego nie masz jak ugotować. Telewizja i radio już dawno przestały nadawać. Sytuacja zaczyna robić się groźna, gdy nawala chłodzenie awaryjne reaktorów atomowych. Dochodzi do pierwszych katastrof. Nie wiesz, dlaczego nie ma zasilania w całej Europie. Wydaje ci się, że rząd i wszystkie służby nic nie robią. Kto za tym wszystkim stoi?...

To tylko namiastka tego, co rozgrywa się na ośmiuset stronach katastroficznego thrillera, który wyszedł spod pióra austriackiego dziennikarza Marca Elsberga i z miejsca zawojował listy bestsellerów. Jego wizja jest jeszcze gorsza, realna, groźna, szokująca. Wystarczyło tak niewiele, by całkowicie sparaliżować sieć energetyczną całej Europy, a po niej Stanów Zjednoczonych. Zmanipulowane "mądre" liczniki prądu w Szwecji i we Włoszech, do tego zmieniony kod oprogramowania w paru elektrowniach. I następuje Armageddon.

Immanentną cechą thrillerów katastroficznych jest granie na ludzkich emocjach. Jest ich w tej ekstremalnie grubej powieści pod dostatkiem, ale to nie szokujące dramaty bohaterów postawionych w sytuacjach ekstremalnych są jej solą. To, co porusza najbardziej, to realizm. Autor wykonał tytaniczną pracę i roztoczył brutalną wizję bezbronnego świata bez energii, nie szczędząc detali. Obraz ten jest bardzo techniczny - nie sposób bowiem ogarnąć rozmiarów klęski bez znajomości funkcjonowania tego świata. Autor zgłębił tajniki działania elektrowni i sieci energetycznych, przeniknął w hermetyczne środowisko hackerów i sposoby działania globalnych sieci komputerowych. Lawina technicznych szczegółów wyjaśnia wiele, fachowcom zapewne więcej niż laikowi, który może się poczuć przytłoczony tymi informacjami.

W ten sposób to, czego często brakuje innym thrillerom - odpowiednia doza realizmu, przemyconej fachowej wiedzy i nagromadzenie technicznych detali - staje się największą słabością tej powieści. Bowiem ekstremalne urealnienie tej książki, pedantyczne i precyzyjne rysowanie apokalipsy przegrało ze dramatem zwykłego człowieka. Bo te osobiste dramaty, choć obecne, zostały potraktowane nieco po macoszemu. 

Mimo to rozmach namalowanej przez Elsberga wizji powala. Przyznam, że w czasie lektury zaczęłam się zastanawiać, czy nie zrobić sobie w piwnicy zapasów wody i żarcia na parę tygodni. Przydałby się też agregat i spory zbiorniczek z dieslem, tylko gdzie to trzymać?... A i pamiętajcie, żeby mieć w domu zapasik gotówki, nigdy nic nie wiadomo. Nie tak dawno przecież wyszła afera z sympatycznym wirusem Stuxnet. Jakby poszperać głębiej, to okazałoby się, że już poprzedniej zimy Europa o krok uniknęła energetycznej zapaści...

Ale dość tych wycieczek - thriller jest realistyczny aż nadto. Ma bohatera, zwykłego człowieka, nie jakiegoś tam Bonda, który ratuje świat przed anarchią, tropiąc odpowiedzialnych za chaos szubrawców i pokonując niezliczone przeciwności losu, w tym aresztowanie, postrzelenie przez gorliwego policjanta, uwięzienie w nieludzkich warunkach, brak środku transportu, gotówki, leków, jedzenia i picia. Jest akcja, jest tempo, ale są też dłużyzny i nudne relacje z gabinetu niemieckiego kanclerza. Jest drobiazgowe wyliczanie kolejnych aspektów katastrofy. Słowem, mogło być lepiej. Ale też dużo gorzej. Chapeau bas za rozmach i realizm, a także mrówczą pracę autora. Minusy za czyste walory literackie i niepotrzebne rozciągnięcie książki do 800 stron.

Moja ocena: 4 z minusem (4-/5).

Baza recenzji syndykatu Zbrodni w Bibliotece